Wczoraj w tv widziałem program o owłosieniu. Bardzo zróżnicowany, bo dotyczył każdego, dosłownie każdego owłosienia, psiego też:-)
Pokazano psi salon fryzjerski, kąpiel psów w specjalnym brodziku, wyglądało to nawet zachęcająco choć pieski występujące w tym reportażu miały bardzo biedne miny.
Po kąpieli psa wkładano do takiej wielkiej suszarki, to mi się zdecydowanie nie podobało! Jeden taki golden widziałem, że niechętnie tam stał i denerwował się. Pies pudel prawie 3 godziny u psiego fryzjera siedział, a robienie mu fryzury trwało bardzo długo. Specjalne strzyżenie przy sznupie, uszach, łapach i genitaliach też.. a on to wszystko cierpliwie znosił.
Dobrze, że moje futro nie wymaga tyle roboty, kąpiel mam rzadko, pomijam taka w jeziorze czy rzece:-). Pani mnie czesze czasem, udaję, że tego nie zauważam, bo jakieś bezsensu mi sie to wydaje. Ale strzyżenia nigdy żadnego nie miałem. Tylko doktor mnie podgolił tu i ówdzie 3 razy, ale to można uznać jako działania medyczne.
W reportażu wystąpiło wiele ciekawych osób..pan który dał sobie wydepilować praktycznie każde miejsce i cierpliwie te zabiegi znosił, pani która dała sobie dorobić włosy(swoje miała liche i zniszczone), pan który laserowo z pleców dał sobie usunąć owłosienie, panie fryzjerki jeżdżące w naprawdę każde miejsce by ludzi uczesać(były nawet w oborze).
Fascynujący był zakład fryzjerski robiący tupeciki na zakola. Dla każdego klienta indywidualnie robiono włosy na takiej jakby siatce i to naklejano specjalnym klejem. Zmieniało to tych panów diametralnie! Wyglądali w tych tupecikach zdecydowanie młodziej i lepiej. Dobrze, że my, psy nie mamy takich problemów:-) Mam na myśli depilacji i dorabiania sobie futra.. Trochę chyba współczuję tym pudelkom i innym psom, które muszą często być fryzowane.
http://www.psifryzjer.eu/galeria.html
to wybrany z wyszukiwarki psi fryzjer.. jakiś kolega lab też tam widzę bywa:-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pets. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pets. Pokaż wszystkie posty
24.06.2008
11.06.2008
piłkarsko, lekarsko i marzycielsko
Nie wiem od czego zacząć. Najlepiej jakoś chronologicznie chyba.
Dobrze, że Pani spisuje wyniki poszczególnych piłkarskich spotkań, bo już pozapominałem kto komu i ile strzelił bramek..To wszystko dlatego, że mało który mecz jest ciekawy i zlewają mi się w taki jeden długi mecz, tylko kolory ich ubrań się zmieniają.
Odnotujmy: Rumunia-Francja bezbramkowy remis, a to co tam sie działo na boisku to jedna wielka nuda, Pan nie wytrzymał tego i poszedł ze mną na łąkę. Wróciliśmy przed początkiem kolejnego meczu: Holandia-Italia(3-0). Wynik był zaskakujący, bo z powodu jakichś sentymentów P&P kibicowali Italii. Ale oni mieli jakąś niemoc a coraz brzydszy(opinia Pani)Ruud van Nistelrooy biegał tam gdzie trzeba, kopał we właściwym kierunku i z odpowiednią siłą..A holenderski bramkarz po zmianie fryzury skojarzył się Pani z znajomym z Chorzowa i nadziwić się nie mogła, że wyglądają tak podobnie.
Ja sie za mocno nie emocjonowałem. Drzemałem sobie czasem podsłuchując co tam P&P komentują między sobą. Przyznaję, że też byłem za Italią przez wzgląd na moje imię:-)
Ale skoro przegrywali, to pomyślałem, że lepiej sobie pospać niż się stresować..
Dziś rano zadzwonił Pan Doktor z Polski i dyskutował z Panią o moich łapach..byłem ciekawy co gadał ale nic nie słyszałem, moja ciekawość jednak została zaspokojona, bo Pani zaraz zadzwoniła do Pana i wszystko mu streściła:-)
Zrozumiałem, że czeka mnie kolejne rtg tylnych łap, jakoś będzie w końcu już to przechodziłem, a są gorsze rzeczy (biedny Badzielec, Splendor tez w leczeniu).
Mecz Hiszpania-Rosja był o tyle ciekawy, że było dużo bramek, dla Hiszpanii 4, a dla Rosji 1. Rosja jakaś niedobudzona czy co..
Wieczorem Grecja-Szwecja, początek był koszmarnie nudny, gwizdy publiczności mnie rozpraszały i nie wiedziałem gdzie się ułożyć na wylegiwanie. W końcu Ibrahimović przypomniał sobie, że jest utalentowanym szwedzkim piłkarzem i strzelił wspaniałą bramkę. Zrobiła się dobra atmosfera i wlazłem na kanapę do Pani, pokręciłem się chwilę i usnąłem tak mocno, że nawet nie zauważyłem kiedy skończył się mecz i, że leżę samotnie..Usiadłem, sprężyłem się i tygrysim skokiem znalazłem się na drugiej kanapie, bliżej Pani:-)
Gdy tak mocno sobie spałem miałem taki psi sen, śniło mi się, że spotkałem Badzielca. Nie pytajcie mnie jak to możliwe technicznie, bo tego mój sen nie pokazał mi.
Byliśmy na leśnej polance. Znużeni trochę leśną wędrówką odpoczywaliśmy przy pieńku.
(ale nie był to ten kawał drewna Pieńkowej Damy z Twin Peaks).
Badzielec zachowywał dystans, szanowałem to - w czasie drogi nie zbliżałem się więc za bardzo, a przy pieńku dzieliła nas szerokość mojej domowej kanapy.
W zasadzie to chciałem powąchać Badzielca i polizać go po sznupie na znak moich przyjaznych uczuć, ale chciałem też by się mnie nie wystraszył.
Odpoczywamy więc sobie, jęzory zwisają.. słychać odgłosy przyrody.
Psy czasem nie muszą wiele mówić, aby poznać czy drugi pies jest wart zaufania, my to wyczuwamy psim swędem. Nawet tak się potocznie czasem mówi - że ktoś coś psim swędem wyczuł:-)
My wyczuliśmy, że pora nawiązać pogawędkę. Wpierw obgadaliśmy naszych lekarzy, potem przyszła pora na historyjki domowe, oj było śmiesznie (Pani mi tu mówi, że to musiało być wtedy gdy przez sen machałem ogonem)...
Zeszliśmy na tematy kulinarne, opowiadaliśmy sobie o tym co najlepszego zjedliśmy legalnie i nielegalnie i czego chcielibyśmy skosztować. Opowiedziałem Badzielcowi o kolońskiej golonce, zapalił się do tego pomysłu. Postanowiliśmy, że zjemy taką golonkę wspólnie, a jak okaże się, że smakuje tak dobrze jak wygląda, to zrobimy psie spotkanie z golonkami. Ten pomysł tak nas rozśmieszył, że tarzaliśmy się ze śmiechu w trawie:-). Pomyślałem, że chyba już Badzielec się mnie tak mocno nie lęka i miałem naprawdę dobry humor. A jeszcze trochę drogi było przed nami, bo choć o tym nie gadaliśmy, to wiedziałem, że zmierzamy w stronę jeziora nad którym mieszka Splendor. I już miałem się dowiedzieć co(i kto!) tam na nas czeka, gdy jakiś domowy dźwięk mnie zbudził...
Banalny koniec miłego snu.
czytałem, że na razie możesz Bady zjeść rosół i gotowaną kurę, ale może ślinka Ci poleci większa jak zobaczysz jaka golonka jest wspaniała:
no przyznajcie, że takie psie przyjęcie byłoby udane:-)
Dobrze, że Pani spisuje wyniki poszczególnych piłkarskich spotkań, bo już pozapominałem kto komu i ile strzelił bramek..To wszystko dlatego, że mało który mecz jest ciekawy i zlewają mi się w taki jeden długi mecz, tylko kolory ich ubrań się zmieniają.
Odnotujmy: Rumunia-Francja bezbramkowy remis, a to co tam sie działo na boisku to jedna wielka nuda, Pan nie wytrzymał tego i poszedł ze mną na łąkę. Wróciliśmy przed początkiem kolejnego meczu: Holandia-Italia(3-0). Wynik był zaskakujący, bo z powodu jakichś sentymentów P&P kibicowali Italii. Ale oni mieli jakąś niemoc a coraz brzydszy(opinia Pani)Ruud van Nistelrooy biegał tam gdzie trzeba, kopał we właściwym kierunku i z odpowiednią siłą..A holenderski bramkarz po zmianie fryzury skojarzył się Pani z znajomym z Chorzowa i nadziwić się nie mogła, że wyglądają tak podobnie.
Ja sie za mocno nie emocjonowałem. Drzemałem sobie czasem podsłuchując co tam P&P komentują między sobą. Przyznaję, że też byłem za Italią przez wzgląd na moje imię:-)
Ale skoro przegrywali, to pomyślałem, że lepiej sobie pospać niż się stresować..
Dziś rano zadzwonił Pan Doktor z Polski i dyskutował z Panią o moich łapach..byłem ciekawy co gadał ale nic nie słyszałem, moja ciekawość jednak została zaspokojona, bo Pani zaraz zadzwoniła do Pana i wszystko mu streściła:-)
Zrozumiałem, że czeka mnie kolejne rtg tylnych łap, jakoś będzie w końcu już to przechodziłem, a są gorsze rzeczy (biedny Badzielec, Splendor tez w leczeniu).
Mecz Hiszpania-Rosja był o tyle ciekawy, że było dużo bramek, dla Hiszpanii 4, a dla Rosji 1. Rosja jakaś niedobudzona czy co..
Wieczorem Grecja-Szwecja, początek był koszmarnie nudny, gwizdy publiczności mnie rozpraszały i nie wiedziałem gdzie się ułożyć na wylegiwanie. W końcu Ibrahimović przypomniał sobie, że jest utalentowanym szwedzkim piłkarzem i strzelił wspaniałą bramkę. Zrobiła się dobra atmosfera i wlazłem na kanapę do Pani, pokręciłem się chwilę i usnąłem tak mocno, że nawet nie zauważyłem kiedy skończył się mecz i, że leżę samotnie..Usiadłem, sprężyłem się i tygrysim skokiem znalazłem się na drugiej kanapie, bliżej Pani:-)
Gdy tak mocno sobie spałem miałem taki psi sen, śniło mi się, że spotkałem Badzielca. Nie pytajcie mnie jak to możliwe technicznie, bo tego mój sen nie pokazał mi.
Byliśmy na leśnej polance. Znużeni trochę leśną wędrówką odpoczywaliśmy przy pieńku.
(ale nie był to ten kawał drewna Pieńkowej Damy z Twin Peaks).
Badzielec zachowywał dystans, szanowałem to - w czasie drogi nie zbliżałem się więc za bardzo, a przy pieńku dzieliła nas szerokość mojej domowej kanapy.
W zasadzie to chciałem powąchać Badzielca i polizać go po sznupie na znak moich przyjaznych uczuć, ale chciałem też by się mnie nie wystraszył.
Odpoczywamy więc sobie, jęzory zwisają.. słychać odgłosy przyrody.
Psy czasem nie muszą wiele mówić, aby poznać czy drugi pies jest wart zaufania, my to wyczuwamy psim swędem. Nawet tak się potocznie czasem mówi - że ktoś coś psim swędem wyczuł:-)
My wyczuliśmy, że pora nawiązać pogawędkę. Wpierw obgadaliśmy naszych lekarzy, potem przyszła pora na historyjki domowe, oj było śmiesznie (Pani mi tu mówi, że to musiało być wtedy gdy przez sen machałem ogonem)...
Zeszliśmy na tematy kulinarne, opowiadaliśmy sobie o tym co najlepszego zjedliśmy legalnie i nielegalnie i czego chcielibyśmy skosztować. Opowiedziałem Badzielcowi o kolońskiej golonce, zapalił się do tego pomysłu. Postanowiliśmy, że zjemy taką golonkę wspólnie, a jak okaże się, że smakuje tak dobrze jak wygląda, to zrobimy psie spotkanie z golonkami. Ten pomysł tak nas rozśmieszył, że tarzaliśmy się ze śmiechu w trawie:-). Pomyślałem, że chyba już Badzielec się mnie tak mocno nie lęka i miałem naprawdę dobry humor. A jeszcze trochę drogi było przed nami, bo choć o tym nie gadaliśmy, to wiedziałem, że zmierzamy w stronę jeziora nad którym mieszka Splendor. I już miałem się dowiedzieć co(i kto!) tam na nas czeka, gdy jakiś domowy dźwięk mnie zbudził...
Banalny koniec miłego snu.
czytałem, że na razie możesz Bady zjeść rosół i gotowaną kurę, ale może ślinka Ci poleci większa jak zobaczysz jaka golonka jest wspaniała:
no przyznajcie, że takie psie przyjęcie byłoby udane:-)
5.06.2008
deszczowy dzień
relaksująca pozycja pospacerowa:
na czubku brzucha widać kawałek mojej golizny..trochę chyba wstyd chodzić z takimi wygolonymi sutkami??
nawet już się za mocno nie bronię przed smarowaniem maścią i nie wylizuje jej..dość mnie denerwują te podrażnione miejsca i będę zadowolony jak mi się to zagoi.
dziś słyszałem przez telefon Dankę, chciałem nawet przejąc słuchawkę ale Pani mi nie pozwoliła:-)
Badzielcu czekamy na wieści od Ciebie
na czubku brzucha widać kawałek mojej golizny..trochę chyba wstyd chodzić z takimi wygolonymi sutkami??
nawet już się za mocno nie bronię przed smarowaniem maścią i nie wylizuje jej..dość mnie denerwują te podrażnione miejsca i będę zadowolony jak mi się to zagoi.
dziś słyszałem przez telefon Dankę, chciałem nawet przejąc słuchawkę ale Pani mi nie pozwoliła:-)
Badzielcu czekamy na wieści od Ciebie
3.06.2008
przerywnik przyrodniczy
Jak wiadomo labradory są wielkimi miłośnikami przyrody. I wody:-)
Kawałek trawy, kałuża i już szczęście na mordzie. Chyba można użyć słowa"morda", Pan czasem wesoło do mnie mówi"Enzo, mordo ty moja", domyślam się, że chodzi o moją wspaniałą sznupe:-)
Wczoraj pomimo burzy spałem sobie spokojnie, choć moje nocne wyjście na siku było błyskawiczne. Hehe dosłownie.
Ledwo Pani otwarła drzwi z klatki schodowej zawyłem donośnie i przeciągle. Naprawdę nie wiem dlaczego. Pani ma teorię, że to zapach burzy mnie zdrażnił. O ile istnieje zapach burzy..
Błyskawice wokół nas rozświetlały niebo i czułem, że Pani jakaś nieswoja, siknąłem byle jak i już wracaliśmy, nie protestowałem. W domu Pani rolety opuściła tak, że błyski stały się dla mnie niewidoczne. Gdy je widzę to leżę czujnie pod oknem balkonowym i prowadzę obserwacje.
Dziś nieco chłodniej choć ze spaceru wróciłem zziajany i zaraz pójdę podrzemać.
Z Panią dziś poobserwowaliśmy trochę ogródki kwietne i taki tego efekt:
czyjś przydomowy klomb, bardzo ładny wg mnie, bo kolorowy
krzew różany-olbrzym! rośnie tak oparty o domek
pojedyncza róża na innym krzewie
różowo różana drobnica, takich krzewów wokół naszego domu jest pełno, taki dziki gatunek
lawenda
to nie wiem co, ale jest ładne i rosło bardzo wysoko, ja nie byłem w stanie tego powąchać
ten kwiat też wysoki, te dzwoneczki ma na samym szczycie, wiec dla mnie niedostępne:-)
Kawałek trawy, kałuża i już szczęście na mordzie. Chyba można użyć słowa"morda", Pan czasem wesoło do mnie mówi"Enzo, mordo ty moja", domyślam się, że chodzi o moją wspaniałą sznupe:-)
Wczoraj pomimo burzy spałem sobie spokojnie, choć moje nocne wyjście na siku było błyskawiczne. Hehe dosłownie.
Ledwo Pani otwarła drzwi z klatki schodowej zawyłem donośnie i przeciągle. Naprawdę nie wiem dlaczego. Pani ma teorię, że to zapach burzy mnie zdrażnił. O ile istnieje zapach burzy..
Błyskawice wokół nas rozświetlały niebo i czułem, że Pani jakaś nieswoja, siknąłem byle jak i już wracaliśmy, nie protestowałem. W domu Pani rolety opuściła tak, że błyski stały się dla mnie niewidoczne. Gdy je widzę to leżę czujnie pod oknem balkonowym i prowadzę obserwacje.
Dziś nieco chłodniej choć ze spaceru wróciłem zziajany i zaraz pójdę podrzemać.
Z Panią dziś poobserwowaliśmy trochę ogródki kwietne i taki tego efekt:
czyjś przydomowy klomb, bardzo ładny wg mnie, bo kolorowy
21.05.2008
jeszcze wpis przed snem
trochę historii przed snem:-)
czerwiec 2007 i moje nowe, dorosłe zębiska:
luty 2007, czyli mój szczenięcy czas, w ramionach mojego kochanego Pana:-))
a to już obecny czas, czyli chwil kilka temu:

znikły na blogu filmiki, Pan uspokaja, że pewnie wrócą same. Mam nadzieję..
Wieczór minął już spokojnie, biegałem z charcikiem po łące i Pan twierdzi, że szło mi dobrze..Pani przestała się na mnie w końcu gniewać. Oj trochę mi głupio, że tak się dziś połakomiłem na coś co nie jest jedzeniem..ale nie umiałem się powstrzymać!
Przecież ludzie też czasem jedzą to czego nie powinni, zdradzać domowych sekretów nie będę, ale każdy ma choć trochę nieczyste sumienie..
Dziś w serialu Desperate Housewives wystąpiła ładna goldenka Roxi! chętnie bym ją zapoznał, ale oceanu nie dam rady przepłynąć hehe..Roxi była taka jak Igor i Guliwer, czyli pies-asystent.
Pomagała niewidomemu Carlosowi, nawet na łóżku się wylegiwała:-)
http://guliverpsieserce.blox.pl/html
i jeszcze chciałbym przywitać nowego psiego przyjaciela Bożeny i Przemka, Ariesa:
http://rudzielec.blox.pl/2008/05/CZARNULEC.html
dziś jego trzecia noc w nowym domu
pora na wieczorną toaletę i sen
czerwiec 2007 i moje nowe, dorosłe zębiska:
znikły na blogu filmiki, Pan uspokaja, że pewnie wrócą same. Mam nadzieję..
Wieczór minął już spokojnie, biegałem z charcikiem po łące i Pan twierdzi, że szło mi dobrze..Pani przestała się na mnie w końcu gniewać. Oj trochę mi głupio, że tak się dziś połakomiłem na coś co nie jest jedzeniem..ale nie umiałem się powstrzymać!
Przecież ludzie też czasem jedzą to czego nie powinni, zdradzać domowych sekretów nie będę, ale każdy ma choć trochę nieczyste sumienie..
Dziś w serialu Desperate Housewives wystąpiła ładna goldenka Roxi! chętnie bym ją zapoznał, ale oceanu nie dam rady przepłynąć hehe..Roxi była taka jak Igor i Guliwer, czyli pies-asystent.
Pomagała niewidomemu Carlosowi, nawet na łóżku się wylegiwała:-)
http://guliverpsieserce.blox.pl/html
i jeszcze chciałbym przywitać nowego psiego przyjaciela Bożeny i Przemka, Ariesa:
http://rudzielec.blox.pl/2008/05/CZARNULEC.html
dziś jego trzecia noc w nowym domu
pora na wieczorną toaletę i sen
20.05.2008
jestem świnią
Będzie tutaj film z tego jak się wyleguje na legowisku, tyle że w chwili obecnej blogspot coś nawalił i filmy nie są widoczne.
Poszedłem z Panią na spacer w okolice w których jeszcze nie byłem. Wpierw przeszliśmy przez centrum handlowe, dostałem pochwałę. Ale przyznam, że takie marmurowe słupy aż kusiły żeby pod nimi siknąć.. Potem ruchliwą ulicą, szedłem spokojnie, czasem coś powąchałem, zaznaczyłem itd. Byłem z siebie dumny, bo Pani mnie chwaliła, tylko gdy spodnie jej obśliniłem była niezadowolona:-)
Już wracaliśmy i na jednej z uliczek (wracaliśmy takimi bocznymi uliczkami) poczułem pewien zapach i błyskawicznie to co pachniało pochwyciłem w pysk. Pani zauważyła i chciała to mi wyciągnąć, bo na prośbę nie reagowałem. Jej szczęście, że nie wsunęła mi ręki do pyska, tylko rozchyliła go sądząc, że to coś mi wypadnie...
Cóż..teraz to mi nawet wstyd, ale była to śmierdząca sprawa..Zeżarłem to po chamsku i tak jakbym nic dziś nie jadł..Pani była maksymalnie wkurzona. Nawet jeszcze bardziej. Wyzwała mnie od świń i śmierdzieli..Drogę powrotną zaliczyliśmy w jakimś sprinterskim tempie, ani razu się do mnie nie odezwała i udawała, że mnie nie ma. Teraz leżę pod jej biurkiem, ale nie pozwala mi się wtulić w nogi..Może jak przepłukam pysk wodą będzie lepiej? Każdemu się taka wpadka zdarza, naprawdę nie wiem co mnie pokusiło, bo zasadniczo nie konsumuje takich świnstw..
Poszedłem z Panią na spacer w okolice w których jeszcze nie byłem. Wpierw przeszliśmy przez centrum handlowe, dostałem pochwałę. Ale przyznam, że takie marmurowe słupy aż kusiły żeby pod nimi siknąć.. Potem ruchliwą ulicą, szedłem spokojnie, czasem coś powąchałem, zaznaczyłem itd. Byłem z siebie dumny, bo Pani mnie chwaliła, tylko gdy spodnie jej obśliniłem była niezadowolona:-)
Już wracaliśmy i na jednej z uliczek (wracaliśmy takimi bocznymi uliczkami) poczułem pewien zapach i błyskawicznie to co pachniało pochwyciłem w pysk. Pani zauważyła i chciała to mi wyciągnąć, bo na prośbę nie reagowałem. Jej szczęście, że nie wsunęła mi ręki do pyska, tylko rozchyliła go sądząc, że to coś mi wypadnie...
Cóż..teraz to mi nawet wstyd, ale była to śmierdząca sprawa..Zeżarłem to po chamsku i tak jakbym nic dziś nie jadł..Pani była maksymalnie wkurzona. Nawet jeszcze bardziej. Wyzwała mnie od świń i śmierdzieli..Drogę powrotną zaliczyliśmy w jakimś sprinterskim tempie, ani razu się do mnie nie odezwała i udawała, że mnie nie ma. Teraz leżę pod jej biurkiem, ale nie pozwala mi się wtulić w nogi..Może jak przepłukam pysk wodą będzie lepiej? Każdemu się taka wpadka zdarza, naprawdę nie wiem co mnie pokusiło, bo zasadniczo nie konsumuje takich świnstw..
16.05.2008
ubiegłotygodniowa łąka
cały ostatni tydzień to upały. dopiero dziś się mocniej zachmurzyło i zaczęło padać, a jak z Panią byłem na spacerze, to nawet odgłosy burzy słyszałem. Nic mnie to nie wystraszyło, bo takie dzwięki mnie nie stresują. Wszyscy z łąki pouciekali, tylko ja i Pani zostaliśmy i mieliśmy przynajmniej luz:-)
W upały więcej sobie śpię, na balkonie też. Zdjęcia nie są jednak z dzisiejszego wyjścia, to z minionego tygodnia, zabawy z Panem. Mieliśmy taki męski tydzień:-)
W niektóre dni musiałem sam siedzieć w domu, a w inne dni jechałem z Panem na męskie wyprawy.
Co robiłem gdy Pan był w pracy? Spałem, jakoś nie chciało mi się żadnych psot wymyślać. Później układałem się z Panem na kanapie i oglądaliśmy jakieś seriale. Jakie dokładnie to nie wiem, bo zawsze szybko zapadałem w drzemkę. Tylko "Lost" kojarzę, bo tam pojawia sie labrador Vincent.
O wyjazdach do lasu i odkrywaniu bunkrów, szaleństwie w strumyku oddzielnie napiszę. Dokumentacja fotograficzna też będzie:-)
A tu ja wśród traw i kwiatów łąkowych:
Siedzę i myślę:
Dmuchawce i końcówka mego jęzora:

Jeszcze róża z naszego balkonu.
Mamy trzy krzaki róż i to pierwszy kwiat jaki sie pojawił, róże mnie bardzo intrygują i często staram się trochę te krzaki poskubać, ale zawsze dostaję ostrzeżenie. Udaje wtedy, że tylko wąchałem..
W upały więcej sobie śpię, na balkonie też. Zdjęcia nie są jednak z dzisiejszego wyjścia, to z minionego tygodnia, zabawy z Panem. Mieliśmy taki męski tydzień:-)
W niektóre dni musiałem sam siedzieć w domu, a w inne dni jechałem z Panem na męskie wyprawy.
Co robiłem gdy Pan był w pracy? Spałem, jakoś nie chciało mi się żadnych psot wymyślać. Później układałem się z Panem na kanapie i oglądaliśmy jakieś seriale. Jakie dokładnie to nie wiem, bo zawsze szybko zapadałem w drzemkę. Tylko "Lost" kojarzę, bo tam pojawia sie labrador Vincent.
O wyjazdach do lasu i odkrywaniu bunkrów, szaleństwie w strumyku oddzielnie napiszę. Dokumentacja fotograficzna też będzie:-)
A tu ja wśród traw i kwiatów łąkowych:
Siedzę i myślę:
Dmuchawce i końcówka mego jęzora:
Jeszcze róża z naszego balkonu.
Mamy trzy krzaki róż i to pierwszy kwiat jaki sie pojawił, róże mnie bardzo intrygują i często staram się trochę te krzaki poskubać, ale zawsze dostaję ostrzeżenie. Udaje wtedy, że tylko wąchałem..
3.05.2008
o padlinie i samochodzie
zdjęcia ubiegłoroczne, z sierpnia

Muszę teraz wyjaśnić zagadkę bagażnika tego obitego, białego samochodu.
Pan wracał ze sklepu i z naszego samochodu widział jak do tamtego auta podeszła jakaś kobieta z dwoma pudelkami..i te pudelki władowały się na tylną kanapę. To w pewien sposób rozwiązuje sprawę i wyjaśnia dlaczego to auto mnie intrygowało. Pomimo wszystko mam pewne wątpliwości, co z tym bagażnikiem?? Pudle coś upolowały i ich pani włożyła to do bagażnika, pudle czasem jeżdżą w bagażniku..Przecież w wielu samochodach psy jeżdżą, a ja nie rzucam się na nie z nosem:-)
Pudelki nie interesują mnie jakoś bardziej niż inne psy.
Pani i Pan nadal myślą jak opanować mój popęd( seksualny), bym przestał nagabywać każdego psa i zajął się znów wesołymi psimi zabawami.
Nie rozumiem co im to przeszkadza, tamte psy może nie są tak zachwycone jakbym chciał, ale to też w jakiś sposób jest zabawa.
Zobaczymy co wymyślą.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o padlinie i tarzaniu się.
Ja nie lubię się tarzać w jakichś rybach czy padlinie, lubię za to taplać się w błocie -im większe tym lepiej. Każda kałuża, błotko to okazja do zanurzenia tam łap i dzikich skoków.
W ubiegłe wakacje znalazłem na łące zdechłego szczurka i natychmiast pobiegłem z nim do Pana. Pan miał dziwną minę ale pochwalił mnie, że znalezisko mu tak dostarczyłem. Tyle, że nie mogłem się tym pobawić ani skonsumować.
Jesienią z Panią miałem łąkowe zabawy i trakcie nich zaintrygował mnie jeden zapach, podbiegłem w jego stronę i to co znalazłem chwyciłem w zębiska i pognałem radośnie do Pani. Było to skrzydełko gołębia, całkiem świeże - na twarzy Panie zero entuzjazmu.
Innym razem szliśmy z Panią chodnikiem i z boku w chaszczach leżała taka wysuszona, mała myszka. Pani też ją zauważyła i zanim zakazała mi ją ruszać już ją miałem w sznupie..
No ale posłusznie wyplułem..
Pani ma chyba oczy wszędzie! Zawsze zauważy, że coś mam w pysku.
Wczoraj ktoś przed wejściem do naszego domu upuścił loda w polewie czekoladowej, nawet nie zdążyłem liznąć. Pani sama tego nie chce skosztować, a drugiemu też nie pozwoli.
Muszę teraz wyjaśnić zagadkę bagażnika tego obitego, białego samochodu.
Pan wracał ze sklepu i z naszego samochodu widział jak do tamtego auta podeszła jakaś kobieta z dwoma pudelkami..i te pudelki władowały się na tylną kanapę. To w pewien sposób rozwiązuje sprawę i wyjaśnia dlaczego to auto mnie intrygowało. Pomimo wszystko mam pewne wątpliwości, co z tym bagażnikiem?? Pudle coś upolowały i ich pani włożyła to do bagażnika, pudle czasem jeżdżą w bagażniku..Przecież w wielu samochodach psy jeżdżą, a ja nie rzucam się na nie z nosem:-)
Pudelki nie interesują mnie jakoś bardziej niż inne psy.
Pani i Pan nadal myślą jak opanować mój popęd( seksualny), bym przestał nagabywać każdego psa i zajął się znów wesołymi psimi zabawami.
Nie rozumiem co im to przeszkadza, tamte psy może nie są tak zachwycone jakbym chciał, ale to też w jakiś sposób jest zabawa.
Zobaczymy co wymyślą.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o padlinie i tarzaniu się.
Ja nie lubię się tarzać w jakichś rybach czy padlinie, lubię za to taplać się w błocie -im większe tym lepiej. Każda kałuża, błotko to okazja do zanurzenia tam łap i dzikich skoków.
W ubiegłe wakacje znalazłem na łące zdechłego szczurka i natychmiast pobiegłem z nim do Pana. Pan miał dziwną minę ale pochwalił mnie, że znalezisko mu tak dostarczyłem. Tyle, że nie mogłem się tym pobawić ani skonsumować.
Jesienią z Panią miałem łąkowe zabawy i trakcie nich zaintrygował mnie jeden zapach, podbiegłem w jego stronę i to co znalazłem chwyciłem w zębiska i pognałem radośnie do Pani. Było to skrzydełko gołębia, całkiem świeże - na twarzy Panie zero entuzjazmu.
Innym razem szliśmy z Panią chodnikiem i z boku w chaszczach leżała taka wysuszona, mała myszka. Pani też ją zauważyła i zanim zakazała mi ją ruszać już ją miałem w sznupie..
No ale posłusznie wyplułem..
Pani ma chyba oczy wszędzie! Zawsze zauważy, że coś mam w pysku.
Wczoraj ktoś przed wejściem do naszego domu upuścił loda w polewie czekoladowej, nawet nie zdążyłem liznąć. Pani sama tego nie chce skosztować, a drugiemu też nie pozwoli.
23.04.2008
spacery
Wczoraj spacerowałem z Panią prawie dwie godziny, poszliśmy za most, do takiej spokojnej willowej dzielnicy. Było tam cicho i spokojnie, dużo zieleni i fascynujących zapachów.
Po powrocie poczekałem tylko na moją kolację i od razu zapadłem w drzemkę:-)
Tu kwitnące drzewko, niedaleko naszej ulicy:
To już dzisiejsze wyjście na łąkę, bardzo ciepło jest i nie chciało mi sie szaleć tak jak zazwyczaj. Choć za swoją zabawką biegałem bardzo chętnie. Najfajniej było gdy leżałem na świeżej trawie, nawet troszkę młodych pędów sobie pogryzłem.
Dziś chyba też pójdę z Panią pod wieczór na spacer w jakieś nowe miejsce.
Pani zaraz wychodzi, więc będę sobie spał.
12.04.2008
moje imię Enzo
to moje łąkowe szaleństwo w czerwcu ubiegłego roku, czyli też jestem szybki jak ferrari!


Od razu było wiadomo, że będzie na literę "e". Pani i Pan wymyślali różne imiona, najważniejsze by było krótkie i dobrze się tym imieniem wołało. Pani była za opcja nawet dłuższego, które można potem skracać. Ale pewnego dnia Pan powiedział, że imię Enzo jest ładne.
I że będę na pewno szybki wtedy jak ferrari:-)
Bo Enzo to imię kierowcy wyścigowego i założyciela firmy Ferrari
http://pl.wikipedia.org/wiki/Enzo_Ferrari
jest też samochód, który nazywa się Ferrari Enzo, jest szybki, ładny i czerwony:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferrari_Enzo
Na stronie hodowli, Aresibo, pojawiły sie też propozycje imion dla mnie i mojego rodzeństwa i imię Enzo też się tam znalazło, Pani je "zamówiła" i jeszcze się nie pojawiłem na świecie, a już miałem imię:-)
Jest też bardzo ładny film francuski "Wielki błękit", tam główny bohater(grany przez Jean Reno) na imię ma właśnie Enzo, nosi nawet taką koszulkę ze swoim imieniem:-)
Zajmuje się nurkowaniem, czyli też kocha jak ja wodę:-)
http://wielki.blekit.filmweb.pl/
wołany jestem Enzo, Enzuś, a w włoskiej kawiarni miska z wodą dla mnie od razu sie pojawia:-)
jedną już tam zniszczyłem, ale mi wybaczono i Włoch sie tym nic nie zdenerwował, najważniejsze, że nadal jestem tam witany z sympatią
Od razu było wiadomo, że będzie na literę "e". Pani i Pan wymyślali różne imiona, najważniejsze by było krótkie i dobrze się tym imieniem wołało. Pani była za opcja nawet dłuższego, które można potem skracać. Ale pewnego dnia Pan powiedział, że imię Enzo jest ładne.
I że będę na pewno szybki wtedy jak ferrari:-)
Bo Enzo to imię kierowcy wyścigowego i założyciela firmy Ferrari
http://pl.wikipedia.org/wiki/Enzo_Ferrari
jest też samochód, który nazywa się Ferrari Enzo, jest szybki, ładny i czerwony:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferrari_Enzo
Na stronie hodowli, Aresibo, pojawiły sie też propozycje imion dla mnie i mojego rodzeństwa i imię Enzo też się tam znalazło, Pani je "zamówiła" i jeszcze się nie pojawiłem na świecie, a już miałem imię:-)
Jest też bardzo ładny film francuski "Wielki błękit", tam główny bohater(grany przez Jean Reno) na imię ma właśnie Enzo, nosi nawet taką koszulkę ze swoim imieniem:-)
Zajmuje się nurkowaniem, czyli też kocha jak ja wodę:-)
http://wielki.blekit.filmweb.pl/
wołany jestem Enzo, Enzuś, a w włoskiej kawiarni miska z wodą dla mnie od razu sie pojawia:-)
jedną już tam zniszczyłem, ale mi wybaczono i Włoch sie tym nic nie zdenerwował, najważniejsze, że nadal jestem tam witany z sympatią
8.04.2008
Herr Schnuppa

czy macie jakieś przezwisko? Czasem jak sobie leżę, to słyszę jak Pani i Pan mnie obgadują, no dobra niech sie to nazywa, że dyskutują o mnie:-)
Nie podsłuchuję specjalnie, po prostu sie wyleguję z zamkniętymi oczami lub zamyślona miną.
I już parę razy usłyszałem, żę nazywają mnie...PAN SZNUPA!
Wydaje mi się, że ładnie i z szacunkiem..
W końcu ludzie też maja oprócz imion swoje nicki, pseudonimy, przezwiska więc ja też mogę, prawda?":-)
Dziś w domu znowu towarzyszyły nam sportowe emocje, w zasadzie ja nie byłem tym zainteresowany i chciałem skierować uwagę na siebie, ale nie wyszło.
Ważniejsze było to kto trafi czarnym krążkiem do małej bramki, krążek kijami odbijali ludzie ślizgający sie po lodzie. Zespół z Frankfurtu pokonał ten z Kolonii więc w domu radość.
Nazywa się ta gra "hokej" i gdy Pani z Panem będą oglądać mecz na żywo w czwartek ja będę spał samotnie na kanapie..chyba, że coś ciekawego znajdę do czytania:-)
Pani znów zabezpieczyła książki przede mną, widać niekoniecznie pies musi być oczytany.
2.04.2008
o świętach grudniowych
To były już moje drugie święta, pierwsze nie bardzo kojarzę, bo miałem wtedy ze dwa tygodnie i ciągle spałem, bądź piłem mamine mleko.
Teraz miałem tzw świadome obchodzenie świąt. Okazało się, że w święta ważne jest drzewko -choinka. Któregoś dnia pojawiła się w pokoju bardzo mnie intrygując. W dodatku Pani na niej coś powiesiła, bardzo mnie ciekawiło co to jest. Korzystając więc z każdej nadarzającej się okazji podejmowałem próby zerwania tego czegoś. Oczywiście z sukcesem:-)
Były to ozdoby ze słomki, Pani jak się dowiedziałem specjalnie takie powiesiła, abym sobie krzywdy nie zrobił. Jednak i tak byłem przeganiany spod choinki, bo gdy wsadzałem tam swój pysk leciały igły. Na początku się dziwiłem skąd Pani zawsze wie, że byłem i majstrowałem coś przy choince. Drzewko jak widać będzie na zdjęciu takie trochę krzywe, obecnie jest na naszym balkonie i nadal ma igły.
W święta były u nas Danka i Irka, Babcia nie, usłyszałem, że teraz mieszka w lepszym miejscu.. ich obecność mobilizowała mnie do różnych działań. Starałem się być w okolicy kanapy, by dobry mieć widok, poza tym gdyby była okazja do zabawy, to chciałem być na miejscu:-)
Teraz jak sobie to przypominam, to wiem, że bardzo się narzucałem, sprawdzałem gdzie chodzą, wgapiałem się , szarpałem za ręce i skarpety..Zawsze mi się wydaje, że jak u nas ktoś jest, to z mojego powodu. No żeby bawić się ze mną. Życie pokazało, że jest inaczej. Co nie przeszkadza mi wierzyć w cuda.
Czasem zostawałem sam, ale wtedy nie byłem w pokoju z choinką. Ale nie było mi smutno, bo miałem swojego Robaczka. Bo okazało się, że taka choinka to jest po to, aby pod nią położyć jakieś niespodzianki! I dla mnie był pomarańczowy Robaczek.
Szczerze powiem, że okazał się być nietrwałym, tylko Rekin jest nie do zdarcia.
Oczywiście w święta nie było śniegu, a wciąż słyszałem, że powinien wtedy być.
Tutaj znajduję pod choinką coś dla mnie:
Zapoznajemy się bliżej:
Odrywam metkę na znak, że Robaczek jest teraz tylko mój:
Nasza wspólna zabawa, w tle kwiatek zwany beniaminkiem, mocno go zniszczyłem gdy byłem młody, ale jak widać ma się dobrze:

Ja i Robaczek odpoczywamy po wyczerpującej zabawie:

Przez kolejne dni byliśmy zawsze blisko siebie:

Miasto w wieczór wigilijny, ja w tym czasie spałem sobie z Robaczkiem na legowisku:
Teraz miałem tzw świadome obchodzenie świąt. Okazało się, że w święta ważne jest drzewko -choinka. Któregoś dnia pojawiła się w pokoju bardzo mnie intrygując. W dodatku Pani na niej coś powiesiła, bardzo mnie ciekawiło co to jest. Korzystając więc z każdej nadarzającej się okazji podejmowałem próby zerwania tego czegoś. Oczywiście z sukcesem:-)
Były to ozdoby ze słomki, Pani jak się dowiedziałem specjalnie takie powiesiła, abym sobie krzywdy nie zrobił. Jednak i tak byłem przeganiany spod choinki, bo gdy wsadzałem tam swój pysk leciały igły. Na początku się dziwiłem skąd Pani zawsze wie, że byłem i majstrowałem coś przy choince. Drzewko jak widać będzie na zdjęciu takie trochę krzywe, obecnie jest na naszym balkonie i nadal ma igły.
W święta były u nas Danka i Irka, Babcia nie, usłyszałem, że teraz mieszka w lepszym miejscu.. ich obecność mobilizowała mnie do różnych działań. Starałem się być w okolicy kanapy, by dobry mieć widok, poza tym gdyby była okazja do zabawy, to chciałem być na miejscu:-)
Teraz jak sobie to przypominam, to wiem, że bardzo się narzucałem, sprawdzałem gdzie chodzą, wgapiałem się , szarpałem za ręce i skarpety..Zawsze mi się wydaje, że jak u nas ktoś jest, to z mojego powodu. No żeby bawić się ze mną. Życie pokazało, że jest inaczej. Co nie przeszkadza mi wierzyć w cuda.
Czasem zostawałem sam, ale wtedy nie byłem w pokoju z choinką. Ale nie było mi smutno, bo miałem swojego Robaczka. Bo okazało się, że taka choinka to jest po to, aby pod nią położyć jakieś niespodzianki! I dla mnie był pomarańczowy Robaczek.
Szczerze powiem, że okazał się być nietrwałym, tylko Rekin jest nie do zdarcia.
Oczywiście w święta nie było śniegu, a wciąż słyszałem, że powinien wtedy być.
Tutaj znajduję pod choinką coś dla mnie:
Zapoznajemy się bliżej:
Odrywam metkę na znak, że Robaczek jest teraz tylko mój:
Nasza wspólna zabawa, w tle kwiatek zwany beniaminkiem, mocno go zniszczyłem gdy byłem młody, ale jak widać ma się dobrze:
Ja i Robaczek odpoczywamy po wyczerpującej zabawie:

Przez kolejne dni byliśmy zawsze blisko siebie:
Miasto w wieczór wigilijny, ja w tym czasie spałem sobie z Robaczkiem na legowisku:
30.03.2008
wodne zabawy
Po południu okazało się, że jedziemy nad jezioro. Dzień był odpowiedni, bo rano słońce świeciło, a temperatura była powyżej 15stp.C
Jak zauważyłem, że jedziemy na pływanie, to ogarnęła mnie niecierpliwość, całą drogę przesiedziałem, choć zazwyczaj w samochodzie sobie leżę.
Nad jeziorem było sporo osób, ciągle jakieś nowe psy sie pojawiały na ścieżce, gdy akurat pływałem były mi one(te psy) obojętne. Ale gdy byłem na lądzie to chciałem do nich biec, ale nie spotykało się to z entuzjazmem zarówno moich Państwa jak i państwa tych innych psów.
Widać taki mokry jestem mniej atrakcyjny towarzysko.
W wodzie pływały łabędzie i kaczki, ja jednak zwracałem uwagę tylko na mój pomarańczowy aport.
Pan zawsze rzucał mi daleko, Pani niestety słabiutko..
Jezioro trochę falowało, bo wiał wiatr i po aport płynięcie było dość wysiłkowe, za to droga powrotna to już luzik.
Aport już w wodzie, ja lada chwila cały sie zanurzę:

Aport dostarczony, strzepnięcie nadmiaru wody z siebie:

Długi skok, ogon wyprostowany, wzrok czujny:

Mój ogon jak ster, właśnie moje ciało szykuje sie do zwrotu w strone brzegu:

I już spokojnie płynę do brzegu:

Z radością za chwilę przekażę aport Panu:

W drodze do domu:
Zasłużony odpoczynek na mojej doprowadzonej do porządku kanapie:-)

Jak zauważyłem, że jedziemy na pływanie, to ogarnęła mnie niecierpliwość, całą drogę przesiedziałem, choć zazwyczaj w samochodzie sobie leżę.
Nad jeziorem było sporo osób, ciągle jakieś nowe psy sie pojawiały na ścieżce, gdy akurat pływałem były mi one(te psy) obojętne. Ale gdy byłem na lądzie to chciałem do nich biec, ale nie spotykało się to z entuzjazmem zarówno moich Państwa jak i państwa tych innych psów.
Widać taki mokry jestem mniej atrakcyjny towarzysko.
W wodzie pływały łabędzie i kaczki, ja jednak zwracałem uwagę tylko na mój pomarańczowy aport.
Pan zawsze rzucał mi daleko, Pani niestety słabiutko..
Jezioro trochę falowało, bo wiał wiatr i po aport płynięcie było dość wysiłkowe, za to droga powrotna to już luzik.
Aport już w wodzie, ja lada chwila cały sie zanurzę:

Aport dostarczony, strzepnięcie nadmiaru wody z siebie:

Długi skok, ogon wyprostowany, wzrok czujny:

Mój ogon jak ster, właśnie moje ciało szykuje sie do zwrotu w strone brzegu:

I już spokojnie płynę do brzegu:

Z radością za chwilę przekażę aport Panu:

W drodze do domu:
Zasłużony odpoczynek na mojej doprowadzonej do porządku kanapie:-)
zmiana czasu
Słyszałem, że coś się zmieni, będzie dłużej jasno:-)
Tylko Pani narzeka na to, że krócej pośpi. Sam nadziwić się nie mogę, że kiedyś Pani rano ze mną wychodziła, w okresie gdy budziłem sie w okolicach 5(rano)...
Ale to był czas gdy uczono mnie załatwiania potrzeb fizjologicznych poza domem.
Pierwsze tygodnie Pan ze mną wychodził, potem właśnie Pani, nie wiem jak wyczuwała, że muszę już iść. Może to, że się kręciłem i słyszała, że nie śpię?
Wtedy spałem jeszcze w sypialni.
Gdy zacząłem zostawać w nocy w swoim domku, to wstawałem między 6 a 7.
Teraz rano idę z Panem o 7, ale w skrajnych przypadkach potrafię wytrzymać i do 9.
Między 12 a 13.30 idę z Panią na spacer po okolicy albo na łąkę. Około 18 mam ponowne dłuższe wyjście tyle, że z Panem. A szybkie nocne wyjście mam z Panią i są to bardzo różne godziny.
O, właśnie zmieniła sie godzina!
29.03.2008
wielki powrót wiosny
Leżę pod stołem i kontroluję sytuację w kuchni - obok mojej łapy na dywanie wygryzione miejsce, taka pamiątka z mego psiego dzieciństwa

W końcu jakiś przyjemniejszy dzień pod względem pogody sie trafił.
Spędziłem więc trochę czasu na balkonie. Jak wieje właściwie wiatr, to jestem w stanie powiedzieć gdzie mieszka Wolf:-). Tu na zdjęciu właśnie pracuję nozdrzem.

Bo mieszka dość blisko nas. Dziś też się razem bawiliśmy i jakieś inne psy też, ale jego lubię najbardziej.
Dostałem nową zabawkę, taka piłeczka na sztywnym sznurze, wyglądało to jak jakiś naszyjnik. Ale na łące w trakcie zabawy piłeczka sama jakoś odpadła.
Po powrocie czekała mnie niemiła niespodzianka: porządki.
Pani czyściła moją kanapę choć nie narzekałem na jej wygląd. I słyszałem jak opowiadała Panu, że wiadro z woda sie przewróciło, wiec korzystając z okazji wyczyściła moją wykładzinę:-(
Plotkuję? Tylko powtarzam to co usłyszałem, zresztą nazwa bloga jest zobowiązująca:-)
Oczywiście cieszę się, że będzie wszystko świeże, ale muszę czekać do jutra aż wykładzina wyschnie..legowisko mam na noc w dużym pokoju i brak dostępu do swojej kanapy.
W tym mieszkaniu wszędzie są kafle na podłogach, ale tam gdzie ja najczęściej przebywam są wykładziny, żeby łapy mi się nie ślizgały.
Gdy byłem na balkonie sam, to wykorzystałem tę chwilę i wyrwałem z donicy jaśmin, strata mała, bo wyglądał jak taki zabiedzony badylek, ale nie doceniono
mojego zaangażowania w porządkowanie balkonowych roślin.
Najbardziej lubię róże, ale jak do nich się zbliżam, to od razu słyszę ostrzeżenie mnie hamujące.
Przyłapany na wyrywaniu jaśminu..
Miałem dziś też trening na posłuszeństwo, zastanawiam się czy nie opłaca się być posłusznym gdy trzeba. Bo wolałbym czasem coś innego porobić niż trenować, choć panuje opinia, iż uwielbiamy treningi i ćwiczenia:D
Jeszcze mam ładne zdjęcia gdzie doskonale widać mój wspaniały ogon, ale to w innym wpisie już będzie.
W końcu jakiś przyjemniejszy dzień pod względem pogody sie trafił.
Spędziłem więc trochę czasu na balkonie. Jak wieje właściwie wiatr, to jestem w stanie powiedzieć gdzie mieszka Wolf:-). Tu na zdjęciu właśnie pracuję nozdrzem.
Bo mieszka dość blisko nas. Dziś też się razem bawiliśmy i jakieś inne psy też, ale jego lubię najbardziej.
Dostałem nową zabawkę, taka piłeczka na sztywnym sznurze, wyglądało to jak jakiś naszyjnik. Ale na łące w trakcie zabawy piłeczka sama jakoś odpadła.
Po powrocie czekała mnie niemiła niespodzianka: porządki.
Pani czyściła moją kanapę choć nie narzekałem na jej wygląd. I słyszałem jak opowiadała Panu, że wiadro z woda sie przewróciło, wiec korzystając z okazji wyczyściła moją wykładzinę:-(
Plotkuję? Tylko powtarzam to co usłyszałem, zresztą nazwa bloga jest zobowiązująca:-)
Oczywiście cieszę się, że będzie wszystko świeże, ale muszę czekać do jutra aż wykładzina wyschnie..legowisko mam na noc w dużym pokoju i brak dostępu do swojej kanapy.
W tym mieszkaniu wszędzie są kafle na podłogach, ale tam gdzie ja najczęściej przebywam są wykładziny, żeby łapy mi się nie ślizgały.
Gdy byłem na balkonie sam, to wykorzystałem tę chwilę i wyrwałem z donicy jaśmin, strata mała, bo wyglądał jak taki zabiedzony badylek, ale nie doceniono
mojego zaangażowania w porządkowanie balkonowych roślin.
Najbardziej lubię róże, ale jak do nich się zbliżam, to od razu słyszę ostrzeżenie mnie hamujące.
Miałem dziś też trening na posłuszeństwo, zastanawiam się czy nie opłaca się być posłusznym gdy trzeba. Bo wolałbym czasem coś innego porobić niż trenować, choć panuje opinia, iż uwielbiamy treningi i ćwiczenia:D
28.03.2008
taki tam deszczowy dzień
Dzisiaj udało mi się znowu pobawić z Wolfem. Pomimo tego, że jest on ode mnie starszy nie czuje przed nim respektu i staram sie go sobie podporządkować. Dziś z nami nawet i Rufus sie bawił. Rufus mieszka razem z Wolfem i jest biszkoptowym labradorem, jest starszy od Wolfa i ma za sobą zabieg na swojej męskości.
Ale sie tym nie przejmuje, tyle, że nie zawsze się z nami bawi.
Chociaż może to jest akurat kwestia wieku, ciągle słyszę, że z wiekiem będę stateczniejszy(cokolwiek to oznacza).
Pan Wolfa i Rufusa pochodzi z Finlandii. To co opowiadał podsłuchałem dopiero po powrocie do domu, bo na łące byłem zajęty bieganiem i psimi zabawami.
W Finlandii jest spokój i dużo jezior do pływania. Spokój też ma znaczenie, u nas na psiej łące często jest bardzo tłoczno i nie da się biegać i ćwiczyć. Dlatego gdy tylko jest odpowiednia pogoda i czas to jeździmy do lasu, tam można częściej niż psa spotkać konia.
Po powrocie do domu długo nie potrafiłem się ułożyć do drzemki, taki byłem nakręcony zabawą. Jak wyszedłem wieczorem z Panią, to obszczekałem taki żywopłot z iglaków, wiatr mocno wiał i jakoś podejrzanie mi szumiał. Mam też wrażenie, że w domu za tym żywopłotem mieszka jakiś kocur, a to jest warte obszczekania. Koty denerwują mnie najbardziej z wszystkiego, taka niechęć od pierwszego wejrzenia. Muszą mieć coś na sumieniu, bo zawsze jak mnie widzą to uciekają, a jak mówi się w filmach kryminalnych: niewinny nie ucieka.
Powinienem sie chyba przyznać, że dziś miałem ochrzan od Pani. Zostałem rano sam w domu i gdy już sobie pospałem, to naszła mnie myśl, że może warto sie podszkolić trochę. Wyciągnąłem z półki segregatory od Pana..takie dotyczące zagadnień z informatyki. Byłem ciekawy..najbardziej z tego wszystkiego spodobał mi się niebieski segregator, dobry mocny karton, dużo energii włożyłem w to by go pociąć. Jak Pani wróciła, to chyba miała wrażenie, że szkody są większe. Jakoś tak kawałki papieru się same rozrzucają po całym pokoju. Pewnie znowu pojawi się blokada na dolne półki z książkami.
Ale czy czasem nie mam racji - rok temu rozprawiłem się z książka "Komórka" Stephena Kinga, nowa, nieczytana:-)
Pani niedawno się męczyła z nią, sam słyszałem jak wspominała, że rozczarowała się i nie podobała jej się. Aż żal, że nie rozszarpałem jej całej.


A na dobranoc moje szczenięce chrapanie.
Ale sie tym nie przejmuje, tyle, że nie zawsze się z nami bawi.
Chociaż może to jest akurat kwestia wieku, ciągle słyszę, że z wiekiem będę stateczniejszy(cokolwiek to oznacza).
Pan Wolfa i Rufusa pochodzi z Finlandii. To co opowiadał podsłuchałem dopiero po powrocie do domu, bo na łące byłem zajęty bieganiem i psimi zabawami.
W Finlandii jest spokój i dużo jezior do pływania. Spokój też ma znaczenie, u nas na psiej łące często jest bardzo tłoczno i nie da się biegać i ćwiczyć. Dlatego gdy tylko jest odpowiednia pogoda i czas to jeździmy do lasu, tam można częściej niż psa spotkać konia.
Po powrocie do domu długo nie potrafiłem się ułożyć do drzemki, taki byłem nakręcony zabawą. Jak wyszedłem wieczorem z Panią, to obszczekałem taki żywopłot z iglaków, wiatr mocno wiał i jakoś podejrzanie mi szumiał. Mam też wrażenie, że w domu za tym żywopłotem mieszka jakiś kocur, a to jest warte obszczekania. Koty denerwują mnie najbardziej z wszystkiego, taka niechęć od pierwszego wejrzenia. Muszą mieć coś na sumieniu, bo zawsze jak mnie widzą to uciekają, a jak mówi się w filmach kryminalnych: niewinny nie ucieka.
Powinienem sie chyba przyznać, że dziś miałem ochrzan od Pani. Zostałem rano sam w domu i gdy już sobie pospałem, to naszła mnie myśl, że może warto sie podszkolić trochę. Wyciągnąłem z półki segregatory od Pana..takie dotyczące zagadnień z informatyki. Byłem ciekawy..najbardziej z tego wszystkiego spodobał mi się niebieski segregator, dobry mocny karton, dużo energii włożyłem w to by go pociąć. Jak Pani wróciła, to chyba miała wrażenie, że szkody są większe. Jakoś tak kawałki papieru się same rozrzucają po całym pokoju. Pewnie znowu pojawi się blokada na dolne półki z książkami.
Ale czy czasem nie mam racji - rok temu rozprawiłem się z książka "Komórka" Stephena Kinga, nowa, nieczytana:-)
Pani niedawno się męczyła z nią, sam słyszałem jak wspominała, że rozczarowała się i nie podobała jej się. Aż żal, że nie rozszarpałem jej całej.
A na dobranoc moje szczenięce chrapanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)