Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dogs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dogs. Pokaż wszystkie posty
26.06.2008
kopanie dołków
oprócz kopania zajmowałem się jeszcze innymi rzeczami
na przykład obgryzaniem kijka
a także bieganiem za owym kijem
tu trochę "marynarskie" ujęcie ale nie powinno być problemem z obejrzeniem:-)
22.05.2008
środa taka jak inne środy
młody Enzo, maj 2007, jeszcze nie zajmowałem tyle miejsca na kanapie co teraz:-)
uszy miałem takie wielkie..
czerwiec 2007, tak sie poukładałem, że dobrze trzeba sie przyjrzeć gdzie moja sznupa, to trudniejsze o tyle, że oczy mam zamknięte, mocno spię..
sierpień 2007 i zarośnięta łąka:

Dziś trochę wspomnieniowo. Nic nowego sie nie działo, na łące zabawy z charcikiem i Snoopim(biszkoptowy lab), w domu w tv widziałem przez chwile Roksi pomagającą Carlosowi, ale później musiałem iść do siebie, bo niezbyt dobrze się zachowywałem. Hm w zasadzie przypomniało mi sie, że w południe zdewastowałem jeden różany kwiat, wpierw zaintrygowały mnie zapałki w donicy i troszkę rozgrzebałem ziemię, potem chciałem uchwycić takie różowe płatki i jakoś tak cały ten pąk znalazł się w mojej sznupie..
Pożułem go chwilę i wycofałem się z balkonu jak gdyby nic..Pani jednak tam poszła i oczywiście od razu zobaczyła różane płatki.
Ziemia na moim jęzorze chyba mnie zdradziła.
wieczorem drzemałem sobie spokojnie, bo ani tańce ani mecz piłkarski mnie nie zainteresowały.
Jutro mamy jechać na jakaś wycieczkę, bo Pan ma wolny dzień. Ciekawe co wymyślili, byle było gdzie pobiegać:-)
uszy miałem takie wielkie..
Dziś trochę wspomnieniowo. Nic nowego sie nie działo, na łące zabawy z charcikiem i Snoopim(biszkoptowy lab), w domu w tv widziałem przez chwile Roksi pomagającą Carlosowi, ale później musiałem iść do siebie, bo niezbyt dobrze się zachowywałem. Hm w zasadzie przypomniało mi sie, że w południe zdewastowałem jeden różany kwiat, wpierw zaintrygowały mnie zapałki w donicy i troszkę rozgrzebałem ziemię, potem chciałem uchwycić takie różowe płatki i jakoś tak cały ten pąk znalazł się w mojej sznupie..
Pożułem go chwilę i wycofałem się z balkonu jak gdyby nic..Pani jednak tam poszła i oczywiście od razu zobaczyła różane płatki.
Ziemia na moim jęzorze chyba mnie zdradziła.
wieczorem drzemałem sobie spokojnie, bo ani tańce ani mecz piłkarski mnie nie zainteresowały.
Jutro mamy jechać na jakaś wycieczkę, bo Pan ma wolny dzień. Ciekawe co wymyślili, byle było gdzie pobiegać:-)
21.05.2008
jeszcze wpis przed snem
trochę historii przed snem:-)
czerwiec 2007 i moje nowe, dorosłe zębiska:
luty 2007, czyli mój szczenięcy czas, w ramionach mojego kochanego Pana:-))
a to już obecny czas, czyli chwil kilka temu:

znikły na blogu filmiki, Pan uspokaja, że pewnie wrócą same. Mam nadzieję..
Wieczór minął już spokojnie, biegałem z charcikiem po łące i Pan twierdzi, że szło mi dobrze..Pani przestała się na mnie w końcu gniewać. Oj trochę mi głupio, że tak się dziś połakomiłem na coś co nie jest jedzeniem..ale nie umiałem się powstrzymać!
Przecież ludzie też czasem jedzą to czego nie powinni, zdradzać domowych sekretów nie będę, ale każdy ma choć trochę nieczyste sumienie..
Dziś w serialu Desperate Housewives wystąpiła ładna goldenka Roxi! chętnie bym ją zapoznał, ale oceanu nie dam rady przepłynąć hehe..Roxi była taka jak Igor i Guliwer, czyli pies-asystent.
Pomagała niewidomemu Carlosowi, nawet na łóżku się wylegiwała:-)
http://guliverpsieserce.blox.pl/html
i jeszcze chciałbym przywitać nowego psiego przyjaciela Bożeny i Przemka, Ariesa:
http://rudzielec.blox.pl/2008/05/CZARNULEC.html
dziś jego trzecia noc w nowym domu
pora na wieczorną toaletę i sen
czerwiec 2007 i moje nowe, dorosłe zębiska:
znikły na blogu filmiki, Pan uspokaja, że pewnie wrócą same. Mam nadzieję..
Wieczór minął już spokojnie, biegałem z charcikiem po łące i Pan twierdzi, że szło mi dobrze..Pani przestała się na mnie w końcu gniewać. Oj trochę mi głupio, że tak się dziś połakomiłem na coś co nie jest jedzeniem..ale nie umiałem się powstrzymać!
Przecież ludzie też czasem jedzą to czego nie powinni, zdradzać domowych sekretów nie będę, ale każdy ma choć trochę nieczyste sumienie..
Dziś w serialu Desperate Housewives wystąpiła ładna goldenka Roxi! chętnie bym ją zapoznał, ale oceanu nie dam rady przepłynąć hehe..Roxi była taka jak Igor i Guliwer, czyli pies-asystent.
Pomagała niewidomemu Carlosowi, nawet na łóżku się wylegiwała:-)
http://guliverpsieserce.blox.pl/html
i jeszcze chciałbym przywitać nowego psiego przyjaciela Bożeny i Przemka, Ariesa:
http://rudzielec.blox.pl/2008/05/CZARNULEC.html
dziś jego trzecia noc w nowym domu
pora na wieczorną toaletę i sen
18.05.2008
leśna wycieczka
dokumentacja filmowa:
takie tam brodzenie po kałuży i radosne szarpanie trawki
a tutaj moje zmagania z gałęzią, szedłem sobie i ona mnie zaczepiła, od razu postanowiłem się z nią rozprawić!
te widoczne błyski to fotki które mi Pan robił gdy szarpałem gałąź.
Ale zdjęcia z opisem wycieczki w nowym wpisie będą.
takie tam brodzenie po kałuży i radosne szarpanie trawki
a tutaj moje zmagania z gałęzią, szedłem sobie i ona mnie zaczepiła, od razu postanowiłem się z nią rozprawić!
te widoczne błyski to fotki które mi Pan robił gdy szarpałem gałąź.
Ale zdjęcia z opisem wycieczki w nowym wpisie będą.
7.05.2008
ja i mastif
Wczoraj i przedwczoraj spotkałem piaskowego psa, koloru piaskowego. Wpierw myślałem, że to dog, ale on nie jest dogiem tylko mastifem angielskim.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mastif_angielski
On jest bardzo duży i podszedł do mnie ze swoim panem. Trochę się speszyłem jego wielkością. On śmiało położył swój łeb na moim karku..stałem jak wmurowany!
A potem powąchał mnie po afterze, no nie..ktoś mnie a nie ja jego!!
Postanowiłem nie ryzykować i uznałem jego wyższość. Wczoraj jak się znów na chodniku spotkaliśmy już nie próbował mnie zdominować, a i ja zachowywałem dystans. Pan uważa, że w porę spotkałem takiego psa i mogłem się przekonać, że nie zawsze ja będę dominować nad towarzyszami zabaw.
Wyglądam przy nim na taką kruszynkę:-)
Na zdjęciach moje łąkowe zabawy z Panią, wróciliśmy wykończeni tym upałem. Ale z chęcią biegałem za piłka i częstowałem się świeżą trawą.
3.05.2008
o padlinie i samochodzie
zdjęcia ubiegłoroczne, z sierpnia

Muszę teraz wyjaśnić zagadkę bagażnika tego obitego, białego samochodu.
Pan wracał ze sklepu i z naszego samochodu widział jak do tamtego auta podeszła jakaś kobieta z dwoma pudelkami..i te pudelki władowały się na tylną kanapę. To w pewien sposób rozwiązuje sprawę i wyjaśnia dlaczego to auto mnie intrygowało. Pomimo wszystko mam pewne wątpliwości, co z tym bagażnikiem?? Pudle coś upolowały i ich pani włożyła to do bagażnika, pudle czasem jeżdżą w bagażniku..Przecież w wielu samochodach psy jeżdżą, a ja nie rzucam się na nie z nosem:-)
Pudelki nie interesują mnie jakoś bardziej niż inne psy.
Pani i Pan nadal myślą jak opanować mój popęd( seksualny), bym przestał nagabywać każdego psa i zajął się znów wesołymi psimi zabawami.
Nie rozumiem co im to przeszkadza, tamte psy może nie są tak zachwycone jakbym chciał, ale to też w jakiś sposób jest zabawa.
Zobaczymy co wymyślą.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o padlinie i tarzaniu się.
Ja nie lubię się tarzać w jakichś rybach czy padlinie, lubię za to taplać się w błocie -im większe tym lepiej. Każda kałuża, błotko to okazja do zanurzenia tam łap i dzikich skoków.
W ubiegłe wakacje znalazłem na łące zdechłego szczurka i natychmiast pobiegłem z nim do Pana. Pan miał dziwną minę ale pochwalił mnie, że znalezisko mu tak dostarczyłem. Tyle, że nie mogłem się tym pobawić ani skonsumować.
Jesienią z Panią miałem łąkowe zabawy i trakcie nich zaintrygował mnie jeden zapach, podbiegłem w jego stronę i to co znalazłem chwyciłem w zębiska i pognałem radośnie do Pani. Było to skrzydełko gołębia, całkiem świeże - na twarzy Panie zero entuzjazmu.
Innym razem szliśmy z Panią chodnikiem i z boku w chaszczach leżała taka wysuszona, mała myszka. Pani też ją zauważyła i zanim zakazała mi ją ruszać już ją miałem w sznupie..
No ale posłusznie wyplułem..
Pani ma chyba oczy wszędzie! Zawsze zauważy, że coś mam w pysku.
Wczoraj ktoś przed wejściem do naszego domu upuścił loda w polewie czekoladowej, nawet nie zdążyłem liznąć. Pani sama tego nie chce skosztować, a drugiemu też nie pozwoli.
Muszę teraz wyjaśnić zagadkę bagażnika tego obitego, białego samochodu.
Pan wracał ze sklepu i z naszego samochodu widział jak do tamtego auta podeszła jakaś kobieta z dwoma pudelkami..i te pudelki władowały się na tylną kanapę. To w pewien sposób rozwiązuje sprawę i wyjaśnia dlaczego to auto mnie intrygowało. Pomimo wszystko mam pewne wątpliwości, co z tym bagażnikiem?? Pudle coś upolowały i ich pani włożyła to do bagażnika, pudle czasem jeżdżą w bagażniku..Przecież w wielu samochodach psy jeżdżą, a ja nie rzucam się na nie z nosem:-)
Pudelki nie interesują mnie jakoś bardziej niż inne psy.
Pani i Pan nadal myślą jak opanować mój popęd( seksualny), bym przestał nagabywać każdego psa i zajął się znów wesołymi psimi zabawami.
Nie rozumiem co im to przeszkadza, tamte psy może nie są tak zachwycone jakbym chciał, ale to też w jakiś sposób jest zabawa.
Zobaczymy co wymyślą.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o padlinie i tarzaniu się.
Ja nie lubię się tarzać w jakichś rybach czy padlinie, lubię za to taplać się w błocie -im większe tym lepiej. Każda kałuża, błotko to okazja do zanurzenia tam łap i dzikich skoków.
W ubiegłe wakacje znalazłem na łące zdechłego szczurka i natychmiast pobiegłem z nim do Pana. Pan miał dziwną minę ale pochwalił mnie, że znalezisko mu tak dostarczyłem. Tyle, że nie mogłem się tym pobawić ani skonsumować.
Jesienią z Panią miałem łąkowe zabawy i trakcie nich zaintrygował mnie jeden zapach, podbiegłem w jego stronę i to co znalazłem chwyciłem w zębiska i pognałem radośnie do Pani. Było to skrzydełko gołębia, całkiem świeże - na twarzy Panie zero entuzjazmu.
Innym razem szliśmy z Panią chodnikiem i z boku w chaszczach leżała taka wysuszona, mała myszka. Pani też ją zauważyła i zanim zakazała mi ją ruszać już ją miałem w sznupie..
No ale posłusznie wyplułem..
Pani ma chyba oczy wszędzie! Zawsze zauważy, że coś mam w pysku.
Wczoraj ktoś przed wejściem do naszego domu upuścił loda w polewie czekoladowej, nawet nie zdążyłem liznąć. Pani sama tego nie chce skosztować, a drugiemu też nie pozwoli.
2.05.2008
krimi zagadki
Auto nadal stoi, szybka od strony pasażera zamknięta, a wczoraj była trochę uchylona. Czyli ktoś do tego auta się przyznaje.
Za pierwszym podejściem tylko trochę się zainteresowałem tym samochodem, Pani nie zatrzymała się i poszliśmy dalej. Obeszliśmy trochę terenu, zachowywałem się prawie idealnie:-)
Jakoś taki humor miałem. Tyle świeżej trawy, mlecze i jakieś inne kwiatki, bardzo miło mi się szło.
Wróciliśmy ulicą na której stoi ten samochód, Pani wpierw nie chciała obok niego przechodzić, ale na drugiej stronie ktoś mył auto kempingowe więc wyboru nie było.
Ojej..zapach mnie zatrzymał w miejscu!
Pani trzymała mnie mocno, bo chciałem znów wskoczyć na bagażnik. Nie chciałem odejść od tego auta, jeszcze z daleka się odwracałem i wąchałem. Pani pooglądała bagażnik i z jednej strony zauważyła jakby piórka, albo sierść, pewnie tam naprawdę jakaś padlina sie wyleguje w bagażniku! no albo pozostałości jakieś..Ja tam się nie znam na zwyczajach ludzkich, ale dziwny to samochód, jak tam tak chodziliśmy wokół nikt nie interesował się nami. Może gdyby ktoś przylazł, to Pani poprosiłaby o otwarcie bagażnika?
Teraz muszę odpocząć, choć jestem ciekawy co jest w środku.
zapachy
na zdjęciu rwę oset, sierpień 2007
Wczoraj podczas spaceru po okolicy nagle dopadł mnie ZAPACH. Coś mnie przyciągało w jedna stronę niesamowicie, poddałem się temu. Pani zresztą też, bo jak zobaczyła, że moje nozdrze pracuje na maksymalnych obrotach to była ciekawa co wyczułem.
To COŚ było w samochodzie, obleciałem go z każdej strony, a najsilniejsze zapachy dochodziły z bagażnika. Stałem tam jak zaczarowany, sznupa pionowo:-)
Pani nie pozwoliła mi skoczyć na bagażnik, a taka miałem chęć. Poszliśmy do domu, tam Pani opowiedziała wszystko Panu dodając swoje teorie. Oczywiście same kryminalne, to tak jest jak czyta się dużo kryminałów i ogląda tego typu filmy.
Nawet się dobrze nie zdrzemnąłem a już musiałem ponownie wyjść z Panią i Panem. Pan był jednak ciekawy. Poszliśmy, już auto przed tym właściwym coś do mnie doleciało.
Tym razem wskoczyłem na bagażnik..ale szybko mnie zdjęli.. Nie martwcie się, śladów żadnych nie zostawiłem, a nawet gdyby, to nikt by tego nie zauważył, bo ten samochód cały poobijany i jakiś taki "po przejściach".
W drodze powrotnej słyszałem jak sobie dyskutują co tam w bagażniku może być. Pani twierdzi, że jakaś padlina, bo jaki inny zapach może mnie tak fascynować i dawać taką reakcję? Pan twierdził, że nigdy nie widział mnie takim zaintrygowanym jakimś zapachem i nigdy też nie chciałem skakać na bagażnik.
Ja sam nie wiem co tam może być, ale mnie to przyciąga.
Mam nadzieję, że zaraz jak z Panią wyjdę, to pójdziemy sprawdzić, czy ten samochód tam stoi.
Wczoraj podczas spaceru po okolicy nagle dopadł mnie ZAPACH. Coś mnie przyciągało w jedna stronę niesamowicie, poddałem się temu. Pani zresztą też, bo jak zobaczyła, że moje nozdrze pracuje na maksymalnych obrotach to była ciekawa co wyczułem.
To COŚ było w samochodzie, obleciałem go z każdej strony, a najsilniejsze zapachy dochodziły z bagażnika. Stałem tam jak zaczarowany, sznupa pionowo:-)
Pani nie pozwoliła mi skoczyć na bagażnik, a taka miałem chęć. Poszliśmy do domu, tam Pani opowiedziała wszystko Panu dodając swoje teorie. Oczywiście same kryminalne, to tak jest jak czyta się dużo kryminałów i ogląda tego typu filmy.
Nawet się dobrze nie zdrzemnąłem a już musiałem ponownie wyjść z Panią i Panem. Pan był jednak ciekawy. Poszliśmy, już auto przed tym właściwym coś do mnie doleciało.
Tym razem wskoczyłem na bagażnik..ale szybko mnie zdjęli.. Nie martwcie się, śladów żadnych nie zostawiłem, a nawet gdyby, to nikt by tego nie zauważył, bo ten samochód cały poobijany i jakiś taki "po przejściach".
W drodze powrotnej słyszałem jak sobie dyskutują co tam w bagażniku może być. Pani twierdzi, że jakaś padlina, bo jaki inny zapach może mnie tak fascynować i dawać taką reakcję? Pan twierdził, że nigdy nie widział mnie takim zaintrygowanym jakimś zapachem i nigdy też nie chciałem skakać na bagażnik.
Ja sam nie wiem co tam może być, ale mnie to przyciąga.
Mam nadzieję, że zaraz jak z Panią wyjdę, to pójdziemy sprawdzić, czy ten samochód tam stoi.
28.04.2008
leśne fotostory
To jeszcze przypomnienie niedzielnego spaceru.
Sprawdzam czy jest świeża trawa:
Biegnę bo Pan woła, a z sznupy wystaje mi kawałek trawy:-)

Ja, mój cień i leśny krajobraz:

siedzę z niewinna miną:-)

pięknie waruję:

zastanawiam się co dalej robić..

może takie małe psie adhd?
wyglądam jakbym trenował jakaś gimnastykę artystyczną, takie proste mam łapy

czasem lubię zapozować:

las jednak jest ogromny..a ja w nim tylko taka małą, czarną kruszyną

tu też chwila zadumy:

i na zakończenie dziki bieg, a to srebrne na moim karku, to właśnie obróżka przeciw kleszczom
Sprawdzam czy jest świeża trawa:

Biegnę bo Pan woła, a z sznupy wystaje mi kawałek trawy:-)

Ja, mój cień i leśny krajobraz:

siedzę z niewinna miną:-)

pięknie waruję:

zastanawiam się co dalej robić..

może takie małe psie adhd?
wyglądam jakbym trenował jakaś gimnastykę artystyczną, takie proste mam łapy

czasem lubię zapozować:

las jednak jest ogromny..a ja w nim tylko taka małą, czarną kruszyną

tu też chwila zadumy:

i na zakończenie dziki bieg, a to srebrne na moim karku, to właśnie obróżka przeciw kleszczom
27.04.2008
dzisiejsze wyjście do lasu
Dziś popołudniu pojechałem z Panią i Panem do lasu. Już dawno nie byliśmy więc baaaardzo się cieszyłem i trochę nawet niecierpliwiłem podczas drogi:-)
Pomimo tego, że mam antykleszczową szczepionkę dostałem na szyję taką cieńką obróżkę która też miała mnie chronić przed tymi wrednymi potworami(kleszczami).
Biegałem bardzo zadowolony po leśnej drodze, czułem, że w pewnych miejscach jest błotniście ale Pan wtedy kazał mi iść przy nodze, więc błotne adhd mi nie wyszło.
Podgryzałem ile się dało pędy świeżej trawy, raz znalazłem stertę końskiej hmm..kupy, zapach przetrawionej trawy czyli dość zachęcający. Ale Pan wydał polecenie "nie rusz" więc nie wypadało mi sie bliżej tym znaleziskiem zainteresować.
Parę razy poczułem jakieś ciekawe zapachy z lasu i wbiegałem tam jak błyskawica. Nie oddalałem się jednak i przywołany posłusznie wracałem.
Taki grzeczny się zrobiłem:-)
Wróciliśmy wieczorem, pomimo tego, że czułem się zmęczony nie drzemałem tylko czekałem na wieczorne jedzenie:-)
24.04.2008
Pan wrócił:-)
Od razu wykazałem się dziką radością i zaczepiałem i Pana i Marcina.
Przynosiłem a to swoje sznury, a to piłkę..Jutro pewnie Pan mnie zabierze na łąkę do moich psich kumpli. Rano chyba zostanę sam w domu, słyszałem że taki jest plan. Trudno, przynajmniej sobie pośpię w spokoju. Pani na moją kanapę dała świeżą narzutę więc będzie przyjemnie.
8.04.2008
San Sebastian
Proszę oto trochę słońca i ładnej pogody, czyli mój jednodniowy pobyt w San Sebastian, we wrześniu ubiegłego roku. Niestety nie kąpałem się tam, nawet na plaży nie byłem. A wygląda zachęcająco, psy nie wszędzie są mile widziane. W tym hiszpańskim mieście bardzo podobała mi sie roślinność, dużo zieleni, różne fajne krzaki, klomby z kolorowymi kwiatami, ciekawiły mnie też fontanny. 
Tutaj idę sobie z Panem udając grzecznego i niekłopotliwego psa:-). Trochę w tym dniu rozrabiałem, nudziło mi się w kawiarni, a później też trochę nieposłuszny byłem. Może to ten upał?
Usiedliśmy w takiej restauracji małej, z mojego powodu na dworze, przy stolikach. Pan specjalnie znalazł stolik w cieniu i obok drzewa i krzaczków, aby było mi też miło. Ja jednak byłem pomimo słońca i długiego spaceru pełen energii i pomysłów. Wcale nie chciało mi sie grzecznie leżeć. Ostatecznie postanowiłem zrobić łaskę i chwilę być spokojnym psem. Nagle na moim widoku pojawił sie mały piesek, który nerwowo wokół mnie biegał i obszczekiwał mnie z bezpiecznej odległości. To zburzyło mój spokój i spokojne leżenie było ostatnią rzeczą o jakiej myślałem..Gdyby nie głód, to pewnie Pani i Pan ani chwili dłużej ze mną by tam nie zostali. Uspokoiłem się na chwilę i od razu zauważyłem, że krzaki obok nadają się do przycięcia, cichcem zabrałem sie do roboty..odciąłem wiele gałązek, a obok drzewa wykopałem wielki dół, ku mojej radości ziemia była wilgotna i szła mi to kopanie bardzo dobrze. Nawet nie wiecie jak szybko i cicho da się wykopać całkiem spory dołek. Byłem dumny pomimo tego, że moją robotę przerwał okrzyk zdziwienia. Cóż, moja praca nie spotkała się z zachwytem. Przeciwnie, Pani i Pan okazali niezadowolenie. Pani urwanymi przeze mnie gałązkami zmiotła wykopaną ziemię w dołek, no po prostu zatarli ślady mojego zaangażowania. Oburzające. W szybkim tempie zjedli co tam mieli do zjedzenia i już stamtąd szliśmy. Widocznie w restauracyjnych ogródkach nie wolno się tak bawić.
Po drodze, na kościelnym placu była taka oto pompa z wodą. Trochę się więc ochłodziłem i napiłem:-)

Tutaj z Panią idę przez taki skwer z śmiesznymi drzewami.
A to już w samochodzie, jak widać lekko zmęczony łażeniem po mieście i straszeniem gołębi.
Co za szczęście, że wtedy jeszcze przy sikaniu nie podnosiłem łapy, bo znaczyłbym każde drzewo:-)
W drodze powrotnej oczywiście sobie drzemałem, mieszkaliśmy niedaleko Biarritz, nawet długo się z San Sebastian więc nie jechało.

Po drodze, na kościelnym placu była taka oto pompa z wodą. Trochę się więc ochłodziłem i napiłem:-)
A to już w samochodzie, jak widać lekko zmęczony łażeniem po mieście i straszeniem gołębi.Co za szczęście, że wtedy jeszcze przy sikaniu nie podnosiłem łapy, bo znaczyłbym każde drzewo:-)
W drodze powrotnej oczywiście sobie drzemałem, mieszkaliśmy niedaleko Biarritz, nawet długo się z San Sebastian więc nie jechało.
5.04.2008
nic nowego
Ja w kwietniu ubiegłego roku
Cały wieczór pada. Dobrze, że zdążyłem iść z Panem popołudniu na psie łąkowe spotkanie! Ciągle poznaję tam nowe psy. Dziś bawiłem się z goldenką. Niestety Pan wychodzi ze mną za późno i Wolfa już nie ma gdy dochodzimy do łąki. Choć muszę przyznać ze wstydem, że ostatnio zamiast bawić się z Wolfem, to biegałem z innym psem..trochę mi głupio z tego powodu..
Pan teraz ciągle trenuje ze mną przywołanie. No staram się, naprawdę.. ale często jeszcze to uczucie, że muszę, po prostu muszę pobiec do psów, ignorować wołanie, jest dla mnie silniejsze.
Zawsze sobie sam obiecuję, że postaram się nie zawieść i od razu przybiegać gdy jestem wołany, ale niekoniecznie mi to wychodzi. Choć dziś dostałem pochwałę:-)
Pani ostatnio coś przeziębiona, w dodatku przewróciła się w centrum handlowym(tam są takie śliskie podłogi) i poobijała sobie kolana. No gapa taka. Te ostatnie dni, to nic ciekawego mi na spacerach nie wymyśla, no może raz na łące trochę wygłupów było.
Mam nadzieję, że wróci szybko do formy.
Cały wieczór pada. Dobrze, że zdążyłem iść z Panem popołudniu na psie łąkowe spotkanie! Ciągle poznaję tam nowe psy. Dziś bawiłem się z goldenką. Niestety Pan wychodzi ze mną za późno i Wolfa już nie ma gdy dochodzimy do łąki. Choć muszę przyznać ze wstydem, że ostatnio zamiast bawić się z Wolfem, to biegałem z innym psem..trochę mi głupio z tego powodu..
Pan teraz ciągle trenuje ze mną przywołanie. No staram się, naprawdę.. ale często jeszcze to uczucie, że muszę, po prostu muszę pobiec do psów, ignorować wołanie, jest dla mnie silniejsze.
Zawsze sobie sam obiecuję, że postaram się nie zawieść i od razu przybiegać gdy jestem wołany, ale niekoniecznie mi to wychodzi. Choć dziś dostałem pochwałę:-)
Pani ostatnio coś przeziębiona, w dodatku przewróciła się w centrum handlowym(tam są takie śliskie podłogi) i poobijała sobie kolana. No gapa taka. Te ostatnie dni, to nic ciekawego mi na spacerach nie wymyśla, no może raz na łące trochę wygłupów było.
Mam nadzieję, że wróci szybko do formy.
2.04.2008
o świętach grudniowych
To były już moje drugie święta, pierwsze nie bardzo kojarzę, bo miałem wtedy ze dwa tygodnie i ciągle spałem, bądź piłem mamine mleko.
Teraz miałem tzw świadome obchodzenie świąt. Okazało się, że w święta ważne jest drzewko -choinka. Któregoś dnia pojawiła się w pokoju bardzo mnie intrygując. W dodatku Pani na niej coś powiesiła, bardzo mnie ciekawiło co to jest. Korzystając więc z każdej nadarzającej się okazji podejmowałem próby zerwania tego czegoś. Oczywiście z sukcesem:-)
Były to ozdoby ze słomki, Pani jak się dowiedziałem specjalnie takie powiesiła, abym sobie krzywdy nie zrobił. Jednak i tak byłem przeganiany spod choinki, bo gdy wsadzałem tam swój pysk leciały igły. Na początku się dziwiłem skąd Pani zawsze wie, że byłem i majstrowałem coś przy choince. Drzewko jak widać będzie na zdjęciu takie trochę krzywe, obecnie jest na naszym balkonie i nadal ma igły.
W święta były u nas Danka i Irka, Babcia nie, usłyszałem, że teraz mieszka w lepszym miejscu.. ich obecność mobilizowała mnie do różnych działań. Starałem się być w okolicy kanapy, by dobry mieć widok, poza tym gdyby była okazja do zabawy, to chciałem być na miejscu:-)
Teraz jak sobie to przypominam, to wiem, że bardzo się narzucałem, sprawdzałem gdzie chodzą, wgapiałem się , szarpałem za ręce i skarpety..Zawsze mi się wydaje, że jak u nas ktoś jest, to z mojego powodu. No żeby bawić się ze mną. Życie pokazało, że jest inaczej. Co nie przeszkadza mi wierzyć w cuda.
Czasem zostawałem sam, ale wtedy nie byłem w pokoju z choinką. Ale nie było mi smutno, bo miałem swojego Robaczka. Bo okazało się, że taka choinka to jest po to, aby pod nią położyć jakieś niespodzianki! I dla mnie był pomarańczowy Robaczek.
Szczerze powiem, że okazał się być nietrwałym, tylko Rekin jest nie do zdarcia.
Oczywiście w święta nie było śniegu, a wciąż słyszałem, że powinien wtedy być.
Tutaj znajduję pod choinką coś dla mnie:
Zapoznajemy się bliżej:
Odrywam metkę na znak, że Robaczek jest teraz tylko mój:
Nasza wspólna zabawa, w tle kwiatek zwany beniaminkiem, mocno go zniszczyłem gdy byłem młody, ale jak widać ma się dobrze:

Ja i Robaczek odpoczywamy po wyczerpującej zabawie:

Przez kolejne dni byliśmy zawsze blisko siebie:

Miasto w wieczór wigilijny, ja w tym czasie spałem sobie z Robaczkiem na legowisku:
Teraz miałem tzw świadome obchodzenie świąt. Okazało się, że w święta ważne jest drzewko -choinka. Któregoś dnia pojawiła się w pokoju bardzo mnie intrygując. W dodatku Pani na niej coś powiesiła, bardzo mnie ciekawiło co to jest. Korzystając więc z każdej nadarzającej się okazji podejmowałem próby zerwania tego czegoś. Oczywiście z sukcesem:-)
Były to ozdoby ze słomki, Pani jak się dowiedziałem specjalnie takie powiesiła, abym sobie krzywdy nie zrobił. Jednak i tak byłem przeganiany spod choinki, bo gdy wsadzałem tam swój pysk leciały igły. Na początku się dziwiłem skąd Pani zawsze wie, że byłem i majstrowałem coś przy choince. Drzewko jak widać będzie na zdjęciu takie trochę krzywe, obecnie jest na naszym balkonie i nadal ma igły.
W święta były u nas Danka i Irka, Babcia nie, usłyszałem, że teraz mieszka w lepszym miejscu.. ich obecność mobilizowała mnie do różnych działań. Starałem się być w okolicy kanapy, by dobry mieć widok, poza tym gdyby była okazja do zabawy, to chciałem być na miejscu:-)
Teraz jak sobie to przypominam, to wiem, że bardzo się narzucałem, sprawdzałem gdzie chodzą, wgapiałem się , szarpałem za ręce i skarpety..Zawsze mi się wydaje, że jak u nas ktoś jest, to z mojego powodu. No żeby bawić się ze mną. Życie pokazało, że jest inaczej. Co nie przeszkadza mi wierzyć w cuda.
Czasem zostawałem sam, ale wtedy nie byłem w pokoju z choinką. Ale nie było mi smutno, bo miałem swojego Robaczka. Bo okazało się, że taka choinka to jest po to, aby pod nią położyć jakieś niespodzianki! I dla mnie był pomarańczowy Robaczek.
Szczerze powiem, że okazał się być nietrwałym, tylko Rekin jest nie do zdarcia.
Oczywiście w święta nie było śniegu, a wciąż słyszałem, że powinien wtedy być.
Tutaj znajduję pod choinką coś dla mnie:
Zapoznajemy się bliżej:
Odrywam metkę na znak, że Robaczek jest teraz tylko mój:
Nasza wspólna zabawa, w tle kwiatek zwany beniaminkiem, mocno go zniszczyłem gdy byłem młody, ale jak widać ma się dobrze:
Ja i Robaczek odpoczywamy po wyczerpującej zabawie:

Przez kolejne dni byliśmy zawsze blisko siebie:
Miasto w wieczór wigilijny, ja w tym czasie spałem sobie z Robaczkiem na legowisku:
1.04.2008
krótko
maj 2007:
Pani każe mi się streszczać, ma jakaś słabość i nie chce jej się słuchać moich zwierzeń..
Chyba będę musiał nauczyć się jakoś obsługiwać komputer, aby nie być takim zależnym od kogoś.
To tylko powiem, że dziś na łące zachowałem się po męsku. Bawiłem się z Lajlą, gdy nagle podbiegł obcy mi dalmatyńczyk i zaczął ją zaczepiać! Uraziło to moją męską dumę i go pogoniłem wydając dźwięk ostrzegawczy z jednoczesnym ukazaniem uzębienia. Biedactwo, tak sie wystraszyło, że wtuliło się szybko w nogi swojej pani..
Sam trochę byłem zaskoczony jego reakcją, ale poczułem też swego rodzaju zadowolenie. Z łąki wróciłem wymęczony, ale jeszcze na balkonie pomęczyłem rekina.
Jutro chyba znowu zostanę jakiś czas sam, ale postaram sie znaleźć sobie jakieś zajęcie:-)
Pani każe mi się streszczać, ma jakaś słabość i nie chce jej się słuchać moich zwierzeń..
Chyba będę musiał nauczyć się jakoś obsługiwać komputer, aby nie być takim zależnym od kogoś.
To tylko powiem, że dziś na łące zachowałem się po męsku. Bawiłem się z Lajlą, gdy nagle podbiegł obcy mi dalmatyńczyk i zaczął ją zaczepiać! Uraziło to moją męską dumę i go pogoniłem wydając dźwięk ostrzegawczy z jednoczesnym ukazaniem uzębienia. Biedactwo, tak sie wystraszyło, że wtuliło się szybko w nogi swojej pani..
Sam trochę byłem zaskoczony jego reakcją, ale poczułem też swego rodzaju zadowolenie. Z łąki wróciłem wymęczony, ale jeszcze na balkonie pomęczyłem rekina.
Jutro chyba znowu zostanę jakiś czas sam, ale postaram sie znaleźć sobie jakieś zajęcie:-)
30.03.2008
wodne zabawy
Po południu okazało się, że jedziemy nad jezioro. Dzień był odpowiedni, bo rano słońce świeciło, a temperatura była powyżej 15stp.C
Jak zauważyłem, że jedziemy na pływanie, to ogarnęła mnie niecierpliwość, całą drogę przesiedziałem, choć zazwyczaj w samochodzie sobie leżę.
Nad jeziorem było sporo osób, ciągle jakieś nowe psy sie pojawiały na ścieżce, gdy akurat pływałem były mi one(te psy) obojętne. Ale gdy byłem na lądzie to chciałem do nich biec, ale nie spotykało się to z entuzjazmem zarówno moich Państwa jak i państwa tych innych psów.
Widać taki mokry jestem mniej atrakcyjny towarzysko.
W wodzie pływały łabędzie i kaczki, ja jednak zwracałem uwagę tylko na mój pomarańczowy aport.
Pan zawsze rzucał mi daleko, Pani niestety słabiutko..
Jezioro trochę falowało, bo wiał wiatr i po aport płynięcie było dość wysiłkowe, za to droga powrotna to już luzik.
Aport już w wodzie, ja lada chwila cały sie zanurzę:

Aport dostarczony, strzepnięcie nadmiaru wody z siebie:

Długi skok, ogon wyprostowany, wzrok czujny:

Mój ogon jak ster, właśnie moje ciało szykuje sie do zwrotu w strone brzegu:

I już spokojnie płynę do brzegu:

Z radością za chwilę przekażę aport Panu:

W drodze do domu:
Zasłużony odpoczynek na mojej doprowadzonej do porządku kanapie:-)

Jak zauważyłem, że jedziemy na pływanie, to ogarnęła mnie niecierpliwość, całą drogę przesiedziałem, choć zazwyczaj w samochodzie sobie leżę.
Nad jeziorem było sporo osób, ciągle jakieś nowe psy sie pojawiały na ścieżce, gdy akurat pływałem były mi one(te psy) obojętne. Ale gdy byłem na lądzie to chciałem do nich biec, ale nie spotykało się to z entuzjazmem zarówno moich Państwa jak i państwa tych innych psów.
Widać taki mokry jestem mniej atrakcyjny towarzysko.
W wodzie pływały łabędzie i kaczki, ja jednak zwracałem uwagę tylko na mój pomarańczowy aport.
Pan zawsze rzucał mi daleko, Pani niestety słabiutko..
Jezioro trochę falowało, bo wiał wiatr i po aport płynięcie było dość wysiłkowe, za to droga powrotna to już luzik.
Aport już w wodzie, ja lada chwila cały sie zanurzę:

Aport dostarczony, strzepnięcie nadmiaru wody z siebie:

Długi skok, ogon wyprostowany, wzrok czujny:

Mój ogon jak ster, właśnie moje ciało szykuje sie do zwrotu w strone brzegu:

I już spokojnie płynę do brzegu:

Z radością za chwilę przekażę aport Panu:

W drodze do domu:
Zasłużony odpoczynek na mojej doprowadzonej do porządku kanapie:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)