W niedzielę prawie zawsze jestem jednym z pierwszych psów na spacerze. Mało kto inny budzi swoich ludzi przed 7 rano. Ja tak.
Ale po prostu lubię spenetrować okolicę przed wszystkimi innymi psami.
Co się najczęściej dzieje dobrze obrazuje krótki film:
w promieniach porannego słońca
gry i zabawy z kijem też bywają
samodzielnie
cicho i pusto, towarzyszy mi tylko mój cień(i Pan rzecz jasna;-)
Dziś tak deszczowo, pochmurnie, słońce pojawiało się dość rzadko. Szkoda, bo liczyłem na jakąś piękną tęczę.
Nawet była krótka burza i grad padał. Podczas grzmotów się nawet obudziłem i nie wiedziałem o co chodzi.
Potem była chwila spokoju i wtedy poszedłem na przechadzkę.
Spokój polegał na tym, że tylko kropiło i wiało. Potem deszcz ustał. Prawie wszyscy w domach, tylko ja urządzałem biegi po polach i łąkach. Zaliczając i różne kałuże, więc niestety czekało mnie potem czyszczenie, bo błoto się dość dokładnie wkomponowało w moje futro.
Teraz wszędzie trawa bardzo wysoka, nikt nie kosi, bo za mokro. Uczucie jak się tak biega, a trawa łaskocze po brzuchu jest wspaniałe i bardzo mnie to nakręca!
Nie będę już nawet wychwalał pogody, gdyż wiem, że w wielu miejscach czapki, szaliki, śniegowce wróciły do łask.
Jak wbiegłem na pola, to nie wiedziałem czy wpierw do strumyka, czy jednak sprawdzić czy jest już jakieś źdźbło soczystej trawy. Postanowiłem, że wpierw trawa, a potem będę badał temperaturę wody.
Oczywiście gdy już raz wbiegłem do strumyka, to dostałem ataku radości i trochę poszalałem. O tej porze cały teren był mój, nie licząc paru okazów czapli siwej.
Naprawdę jest tak przyjemnie, że trudno się oprzeć i nie wbiec do strumyka. To nie jest tak, że cały spacer jestem w wodzie. Biegam po polach, ścieżkach i gdy poczuję, że woda woła "halo Enzo, zamocz stopy", to biegnę i się moczę. Podczas spaceru parę razy.
Czasem szaleję w wodzie, czasem tylko chcę mieć uczucie mokrego brzucha, nigdy nie wiem co mi to głowy wpadnie.
Przyszła zima, taka prawdziwa, ze śniegiem! Ponoć cieszę się na wyrost, bo wszystko już się topi. Trudno, spadnie przecież nowy śnieg:) A ile radości dzisiaj miałem z brykania po ośnieżonym parku. Nawet jakieś kije udało mi się odkopać i miałem świetną zabawę. Potem chwila refleksji nad zimowym krajobrazem: I moje zabawy uwiecznione na krótkim filmie:
Dziś po słońcu ani śladu, mgła otuliła wszystko dokładnie, a wieczorem przycięło deszczem. No ale wczoraj było całkiem inaczej, co pan wykorzystał i zabrał mnie na wycieczkę. Ja znów wyszukiwałem grube gałęzie i konary i przenosiłem je w bardziej odpowiednie miejsca. Przy okazji moja klata robi się właściwie umięśniona;-) Tych kawałów by raczej nie dał rady ruszyć. To białe to śnieg, tyle go zostało. Tu widać moje zabrudzone stopy, nie wiem skąd taki kolor.. do domu w każdym razie wróciłem już z czystymi. I jeszcze chwila w ruchu, czyli biegam sobie po lesie a słońce sprawia, że moje futro wspaniale błyszczy. (sam jestem pod wrażeniem)
Okazało się dziś, że mam w uchu jakąś bakterię i dostanę autoszczepionkę. Cokolwiek to znaczy... z jednej strony chciałem się dowiedzieć o co w tym chodzi, ale pomyślałem, że to na pewno coś stresującego i poszedłem na drzemkę. W końcu i tak się dowiem co to jest, jak ją(autoszczepionkę) dostanę. Co się będę martwił na zapas..
Wbiegłem na górkę i czekam na Pana. A Pan idzie i idzie:-). Jestem jednak cierpliwy i czekałem tyle czasu ile trzeba było. Las dziś był różny, czasem wyglądał jakby wiosennie.. a czasem jesiennie.. Śnieg też tam leżał, można powiedzieć, że 3 pory roku w jednym lesie spotkałem.
Śnieg dawno stopniał i nawet chwilami miałem wrażenie, że zrobi się wiosna. Jednak spodziewane są znów deszcze i znaczne ochłodzenie. Znalazłem jeszcze dwa krótkie filmy zimowe, Pani zrobiła je raz w u nas w parku, śnieg wtedy był taki przyjemny.
Jak wcześniej wspominałem, Kama wracając ze swoich wczasów miała mnie ponownie odwiedzić. Oczywiście napiszę jak było, teraz tylko krótki film z naszego wypadu w Taunus. trudno mi uwierzyć, że jeszcze wczoraj rankiem tak sobie biegaliśmy.. Dziś Kama biega już po swojej okolicy, teraz pewnie śpi, ciekawe czy mnie wspomina?;-)
Na tym krótkim filmie widać, że byłem dość natrętny, chciałem być grzeczny, dżentelmeński itd., a wyszło trochę inaczej. Ale.. naprawdę się starałem;-)
Po tych wszystkich emocjach żywnościowo-żołądkowych w niedzielę pojechałem do lasu. Wprawdzie po obżarstwie żaden ślad nie pozostał, figura moja nadal jest jak trzeba, ale spacer był potrzebny. Cieszyłem się bardzo! A w dodatku las oferował wiele miejsc z błotem i kałużami.
W niedzielę miało padać i Pan stwierdził, że pewnie w lesie będzie mało ludzi. I tak w sumie było. Miałem wiele radości z biegania, wąchania różnych śladów zostawionych przez obcą mi zwierzynę, szarpania soczystej trawy. W pewnym momencie zrobiło się ciemno, zaszumiały liście na drzewach. Byłem pewien, że to ten zapowiadany deszcz, a może nawet i burza? No i spadło jakieś 15 kropel letniego deszczu, wiatr przewiał czarną chmurę i znów było słonecznie i wesoło.