Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enzo. black labrador. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enzo. black labrador. Pokaż wszystkie posty

6.11.2015

indyjskie wspominki

Przygotowania do wylotu:
Samolot już czeka:
Widok z biura na Pune. jest zielono, wokół biura wszystko ogarnięte, nie ma bałaganu. Powietrze nie jest zbyt przejrzyste, więc wszystko co w oddali jest jakby za mgłą.
Tym razem nie będzie zdjęć bałaganu, brudu czy chaosu.. to zawsze najłatwiej uchwycić aparatem.

Dla tych co więcej siedzą niż chodzą:
Świeży kokos i piękne świeże kwiaty:

Powitalny bukiecik;-)
To co mi się najbardziej podoba - roślinność (pod warunkiem, że nie ma na niej kurzu i pyłu)

Plan rozgrywek ligi piłkarskiej. We wszystkich zespołach są znane nazwiska(Brazylijczycy, Włosi, Anglicy, Francuzi, Holendrzy, Hiszpanie). Tak się dorabia na piłkarskiej emeryturze;-).
Rękodzieło:
Też rękodzieło..
No to już kwestia gustu czy ładne czy nie takie "ozdoby". Słoń i paw znajdują się na lotnisku w Delhi.

I po tygodniu znów w samolocie!
W końcu lądowanie i za chwile już w Adlikonie:-)))

16.12.2012

koń

Trochę mojej wsi. Czasem po drodze na spacer mijam dom w którym mieszkają konie. Nie zawsze się pasą, czasem jeszcze stoją w stajni, ale rżą cicho jak je mijam. Odbieram to jako pozdrowienie, ale nie odszczekuję, Pani mówi mi, że lepiej jak pomerdam ogonem gdy spotkam je na ich łące, że szczekanie może je spłoszyć. To staram się o tym pamiętać i grzecznie przechodzę obok płotu łypiąc okiem. Trochę jednak mnie przerażają takie ogromne zwierzęta, czuję się przy nich bardzo mały...
Jak tylko zrobiło się chłodniej, to konie dostały okrycia i zawsze w nich się pojawiają.

Może nie mają takiego wspaniałego futra jak ja, mi nigdy nie jest zimno. Ale wiem, że psy mają różne rodzaje sierści i nie dla wszystkich psów zima to tak przyjemna pora roku jak dla mnie.

A to pospacerowy relaks;-)

15.12.2012

zima w mieście

Ja po mieście nie spaceruję, czy szkoda to nie wiem. Jak oglądam zdjęcia to sobie myślę, że może fajnie jest w takim tłumie, ale potem mi się przypominają różne miejskie spacery i już mam wątpliwości;-). Dla mnie takie człapanie chodnikiem to spora nuda, fakt, że po drodze jest wiele nęcących zapachów, ale nikt nie ma czasu stać i czekać aż się nimi ponapawam. 
Dlatego wolę lasy, łąki, wiejskie trasy.
Chętnie jednak pokażę dwa miasta w ich grudniowym wcieleniu. Wpierw Zurych. Największy w mieście Weihnachtsmarkt (Jarmark Świąteczny) jest w głównej hali dworca kolejowego. Nie wiedziałem, że może być w takim miejscu. Ma to na pewno swoje zalety, zła pogoda nie odstrasza odwiedzających.
I oto wielka choinka, jak można zauważyć jej sponsorem jest firma Swarovski, cała w kryształkach, a pod nią też leżą świecidełka.

To już choinka znajdująca się na małym placyku, z boku Bahnhofstrasse. Nie wiem czy dobrze tu widać, ale te czerwone elementy to mikołajowe czapki. Co jakiś czas na to drzewo wchodzą dzieci z chóru i wykonują różne świąteczne utwory. Ich czapki z daleka wyglądają jak wielkie czerwone bombki. Fajny pomysł. Na tym placyku jest taki mini Weihnachtsmarkt, parę budek z napojami i jedzeniem, nawet miła atmosfera.
W dzielnicy Belleuve jest wiele miłych i przytulnych zakątków, tu i ówdzie pojawia się choinka, światełka, dekoracje w oknach.
 

Czyż śnieg nie dodaje uroku?                                                                                                                
I  najsłynniejsza zurychska ulica, Bahnhofstrasse, wszystkie domy handlowe z setkami lampek, sklepy i banki również z odpowiednimi dekoracjami. A nad ulicą zwisają wg mnie kryształki! W ciągu dnia, gdy jest słonecznie rzucają wesołe błyski, a wieczorem, to wygląda to jak nad ulicą nisko wisiałyby gwiazdy.


A oto Frankfurt w grudniu. Tu tradycyjnie największy Weihnachstmarkt jest na Roemerbergu, główny punkt to choinka stojąca przed Ratuszem i.. karuzela;-)


We Frankfurcie jest ciasno, aż gęsto od bud w których każdy znajdzie coś dla siebie: zimowe akcesoria, świąteczne świeczki i ozdoby, zabawki, pierniki, różnego rodzaju słodycze, gorące napoje, kiełbaski, ziemniaki/frytki z sosami. Naprawdę tłum ludzi jest spory i trzeba mieć dużo cierpliwości spacerując wieczorem po Roemerbergu.

Ja tylko powiem, że i tak najbardziej się zima podoba w Taunusie, albo w szwajcarskich górach oraz w Adlikonie - śnieg utrzymuje się tutaj długo, a wieś ma tyle ozdób, że śmiało może konkurować z miastami:-). Choinka pod moim domem, codziennie do późnej nocy rozświetlona:



23.11.2012

spotkane w okolicy

Czasem rano, w okolicy strumyka widuję czaplę siwą. To stara znajoma z Kolonii. Tam, na psiej łące było ich sporo i pamiętam doskonale jak na nie szczekałem i próbowałem gonić. Teraz już podchodzę spokojniej do czapli, kątem oka obserwuję i prawie zawsze jak pomyślę, że mógłbym podbiec, to ona sama się zrywa i przysiada gdzieś dalej, w bezpiecznej odległości. Sam nie wiem po co biec do ptaszyska? Chyba tak dla zasady, sprawdzić, postraszyć?:-).

Krowy już dawno w swoich oborach, już sezon zimowy dla nich się rozpoczął i nie spotykam już żadnej na pobliskich pastwiskach. Za to dla baranów i owiec jak widać jeszcze nie jest za zimno i pasą się wesoło potrząsając dzwonkami.
Tylko te małe są bez dzwonków i nie są ogolone. Reszta goła ale wesoła.




Pastwisko jak widać puste, szkoda, ale wiosną na pewno krowy znów się pojawią. 

Na razie jest jeszcze w miarę jesiennie, temperatura dochodzi w ciągu dnia nawet i do 10 stopni ciepła! Nie pada, za to mgliście jest prawie codziennie, niestety. Cichutko się przyznam, że czekam już na śnieg i porządną zimę. Kiedyś głośno wyraziłem swoje pragnienie to Pan mnie wyśmiał: ponoć zima pojawi się dopiero w styczniu! Zobaczymy.

Prawie codziennie widuję też taki samochód z interesującą reklamą. Oczywiście musiałem zaraz sprawdzić o co chodzi. Firma zajmuje się psami i kotami - spacery, mogą zawieźć do doktora, do fryzjera. Przyjść napełnić miskę, sprzątnąć kocią kuwetę. Ciekawe czy i misiowanie jest w ofercie?;-)



31.08.2012

o czym tak myślisz Enzusiu?

Często słyszę takie pytanie, choć mam wrażenie, że nikt nie oczekuje na nie odpowiedzi. Przez łeb przetacza się czasem milion myśli, a czasem jest pustka taka, że pytanie echem się odbija:-).
Lubię sobie leżeć i dumać, wiele moich przemysleń nie jest bardzo skomplikowanych, dotyczą banalnych spraw. Np. ktora konkretnie suczka pozostawia taki nęcący ślad, co się stało z takim fajnym kijem, który jeszcze wczoraj leżał obok ławki, czemu po piknikach w parku pozostaje tyle śmieci gdy kosze są co parę kroków. I inne tego typu sprawy. Poważniejsze sprawy też czasem analizuję. Np. skąd tyle siwych włosów, dlaczego nie mam własnej kanapy, czemu nie ma telefonów dla psów, mógłbym sobie z Wolfem pogawędzić, co to znaczy, że Rufus "jest stary"..
A te chwile bezmyślnosci uwielbiam, coś tam niby się po łbie kołacze, ale staram się tej myśli nie łapać, niech sobie odejdzie tak łatwo jak przyszła.
Najlepiej leżeć wtedy na balkonie, albo przy oknie. Coś tam się dzieje, jakis ruch rejestruję okiem, ale sie nie wczuwam. No chyba, że kot mi zaburzy swoją obecnością panującą harmonię.
Jedno z moich ulubionych miejsc, pod biurkiem Pana, udkiem ściśle ułożonym przy serwerze. Pan zawsze protestuje jak się wciskam, no ale dopada mnie wtedy chwilowa głuchota, dopóki się wygodnie nie położę;-). To jest miejsce w którym nie mam czasu na myślenie, po minucie zasypiam.

Albo krzesło od Pana, bardzo wygodne, jednak Pan tez narzeka, bo jak już zasnę, to blokuję wtedy go przy biurku. Czasem ponoć tak mam łapy poukladane, że nie da się krzesła ruszyć.
Tu moment bezmyślności przed snem:
Jak już zostanę wypędzony spod biurka i z krzesła, to zawsze mogę spróbować zagadać z Panią w sprawie kanapy. Czasem się udaje. Stoję przed kanapą i robię wzrok proszący. Trwa to wg mnie wiecznośc zanim Pani powie "no to chodź". Jeden skok i już leżę;-).
Gapię się przez okno, oglądam tv. A to jakiś pies sie pokaże na ekranie, albo inne zwierzę, albo sport, najfajniej jak piłka - oglądam aż powieki zaczynają mi ciążyć, pozwalam im opaść i dopuszczam by mój mózg opanowały sny. A te czasem są takie realistyczne!


9.03.2012

gdzie mieszkać

Kiedyś znalazłem w prasie takie zestawienie najlepszych miejsc do życia. Z całego świata. Ponoć co roku robi się takie zestawienie, miasta się zmieniają, choć niektóre od lat pojawiają się w pierwszej dziesiątce.
To Top 10 za miniony rok
http://www.smashinglists.com/10-best-places-to-live-in-2011-quality-of-living-index/

10. Sydney
9. Bern
8. Frankfurt
7. Monachium
6. Duesseldorf
5. Vancouver
4. Auckland
3. Genewa
2. Zurich
1. Wieden

Szczęśliwie tyle miast europejskich, a nawet okazało się, że mieszkam w mieście, które zmieściło się w tej dziesiątce. Chociaż z mojego punktu widzenia taka lista wyglądałaby całkiem inaczej. Brałbym pod uwagę ilość zieleni w mieście, oraz czy ta zieleń jest dostępna dla psów:-)
Najlepiej jakby były specjalne tereny do biegania i psich spotkań. Poza tym miasto powinno zadbać o specjalne kosze i worki na odchody. Nie powinno zabraknąć lecznic dla zwierząt i placówek fryzjerskich. Już coś przeczuwam, że francuskie miasta byłyby wysoko w moim rankingu! Fakt, Paryż dostałby ujemne punkty za to, że psy mają tam problem ze swobodnym pobieganiem, wszędzie zakazy.
Co jeszcze? Miasto ogólnie musiałoby byc przyjazne dla zwierząt: darmowe przejazdy komunikacja miejską (u mnie tak właśnie jest), brak zakazów wstępu do restauracji i barów, tak abym mógł z Panią i Panem swobodnie iść i sobie leżeć pod stołem łapiąc nozdrzem zapachy), bawialnie dla psów. Tak jak ludzie sobie wynajmuja np na godziny kort, boisko, to tak samo potrzebne są takie miejsca dla psów. Jakbym miał jakieś towarzyskie spotkanie, chciałbym tam poszaleć z piłką, popływać, pobiegać z kijami - nie wyjeżdżając do lasu.
Moje miasto w zasadzie jest całkiem przyjazne dla psów, to czego mi najbardziej brak, to tej swobodny: wychodzę z domu, a tu zagajnik, plaża, winnica, łąka...
Takie rzeczy mam przynajmniej na wakacjach, więc staram się nie narzekać:-)))

Z miejsc które znam, to do mieszkania najbardziej by mi się podobały:
Moliets - domek otoczony wspaniała roslinnością, plaża i teren leśny dostępne w 10-15 minut.
Chateau de Sissi - przytulny zamkowy pokój, ogromny, pełen zakamarków ogród dostępny i dla psów
Domek Holly w Wallis - z przydomowego ogrodu wspaniały widok na góry i dolinę, oraz zachwycająca bliskość górskich szlaków
Domek w Lauchernalp(tu myslę, że w każdej podobnej górskiej wiosce jest podobnie) - miejsce gdzie samochody nie dojeżdżają, można dostać się tylko górską kolejką. Śniegu długo pod dostatkiem, a jak przychodzi lato, to zieleń jest obfita. Szybki dostęp do ścieżek pośród łąk i lasów
Pitchouline - domek w otoczeniu winnic i ziół. Tu czułem się jak pan na włościach:-). Desgustacja prosto z krzaków, wylegiwanie się na podwórku, własny zaprzyjaźniony skorpion..

Ech te marzenia:-)
Na razie psie zabawy na pobliskim parkingu dla przyczep campingowych:

11.05.2011

depesza od repliki z Normandii

Podczas gdy ja łapie promienie słoneczne na balkonie moja replika została wysłana na delegację do Normandii.
Jest tam pod opieką Pana i Marcina. A ja jestem pod opieka Pani, tak oficjalnie, bo nieoficjalnie to uważam, że to Pani jest pod moją opieką;-)
W poniedziałek mój delegat udał się w podróż. Krótki przystanek w Kolonii, potem przez Belgię prosto na pole namiotowe w Normandii.
Wpierw trzeba było namiot postawić, potem materac nadmuchać i już można odpalić grilla i się posilić.
Pobyt jest taki niby relaksujący ale i dość aktywny. W interesujące miejsca jeździmy na rowerach, no dobra, ja u Pana w plecaku;-).
Dziś była wycieczka do Pointe du Hoc.
Na dole wpisu umieściłem linki do informacji na temat tego miejsca.
Tu w drodze do Pointe du Hoc:
Miejsce okazało się być oblężone przez wycieczki, może tak się akurat złożyło. Pani mi opowiedziała, że kiedyś jak tam pojechali (z Panem), to było prawie pusto.
Z drugiej strony to dobrze, że tyle osób interesuje się wydarzeniami już sprzed 67 lat.
Delegat pozuje z czołgiem, chciałem napisać że jak Szarik, ale Pani mówi, że to nie ta historia..i że to nie jest czołg a działo niemieckie 88 mm FLAK.
http://pl.wikipedia.org/wiki/8,8_cm_Flak_18

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pointe_du_Hoc


http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_Pointe_du_Hoc

Na razie tyle, choć replika mi się zwierzyła, że mocno wieje i ma sól wszędzie:-). Tak, to mnie nie dziwi, bo ja przecież kiedyś już byłem w tej okolicy!
Utah Beach, czerwiec 2007, ale byłem wtedy młody;-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...