Kiedyś się zastanawiałem gdzie się podział taki jeden z naszych lokalnych kogutów. Szczęśliwie się wtedy odnalazł i już smutne myśli o rosole mogłem odsunąć na bok. Jednak parę dni temu przechodziłem obok jego zagrody, a tam jakieś przemeblowanie: podwórze zawalone skrzynkami itd. Ani kur, ani koguta nie widać i nie słychać. Myślę sobie: siedzi w kurniku! Ale ten kurnik też wyglądał jakoś podejrzanie. Wczoraj jednak Pani podrzuciła mi zdjęcie z miasta. Doznałem po prostu szoku!
Nasz kogut z Adlikonu robi karierę w Zurychu! Został.. artystą! Gra w teatrze..Pierwsza jego sztuka, a już pojawił się na plakacie promującym. Przyznać muszę, że zrobiło to na mnie duże wrażenie!
I nikomu nic nie powiedział, nikomu się nie pochwalił, wszystko tak cichcem. U nas w Adlikonie jakby powiedział jednemu osobnikowi, to tak jakby powiedział nam wszystkim;-). Pewnie miał obawy, że będziemy się z niego nabijać i sypać żarcikami typu: kariera w mieście? czyżby kucharz we francuskiej restauracji?
A tak, odbyło się wszystko dyskretnie, póki nie zostały porozwieszane plakaty. Mam nadzieję, że spotkam kogoś podczas dzisiejszego spaceru, abym mógł się podzielić ta wspaniała nowiną!
Oto inna ciekawostka z miasta. Przy przystani dla statków pływających po jeziorze Zurychskim jest taki oto szyld:
Niby nic, wskazówka gdzie jest stanowisko 6. Ale.. psy nie mogą na statek wejść a żyrafa może? Skandal, po prostu skandal! Przecież nawet największy i najgrubszy pies jest mniejszy od jakiejkolwiek żyrafy! i czy dla żyrafy jest bezpieczne podróżowanie na takim turystycznym statku?
Naprawdę łeb aż mnie rozbolał od tych domysłów o co może chodzić z żyrafą.
Pomyślałem nawet czy nie zaczaić się w pobliżu stanowiska nr 6 i nie poczekać, aż jakaś żyrafa się nie pojawi. Skoro ma przyzwolenie, to żal nie skorzystać;-) Enzo nie wie, że naklejka z żyrafą jest dowcipem
I jeszcze krowa, nie na pastwisku, a na balkonie. Wiadomo, balkon w mieście bezpieczniejszy:-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zurych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zurych. Pokaż wszystkie posty
10.10.2014
19.04.2013
żegnaj zimo, czyli Sechseläuten
Wprawdzie osobiście w tym żegnaniu zimy nie brałem udziału - za tłoczno i za gorąco jak dla mnie. Działo się wiele interesujących rzeczy, a najbardziej podobały mi się kwiaty, które były wszędzie i to w dużych ilościach.
Tegoroczny Sechselaeuten miał prawdziwie wiosenną pogodę przyciągnął więc tłumy. Nad porządkiem czuwała policja, tu na rowerach:
Konie miały przystrojone łby, a wozy dekoracje z kwiatów. Dodatkowo ludzie, którzy szli w pochodzie mogli otrzymać od gapiów kwiatki. I tak praktycznie każdy idący w pochodzie miał w rękach jakąś wiązankę.
Powodzeniem cieszyły się baloniki, kiełbaski, lody i wata cukrowa.
Na jeziorze mnóstwo łódek, rowerów wodnych - przy takiej pogodzie nie było to dziwne, no i w końcu Alpy się pokazały..
A to główny bohater przedstawienia;-)
Bałwan. Jak już cały pochód dotarł do placu na którym był uformowany stos można było zacząć odliczanie. Od momentu zapalenia do wybuchu głowy bałwana - im krótszy ten czas tym lepsze lato.
W tym roku paliło się dłuuugo..
Gdy stos się pali konie cwałują wokół, strzelają petardy i płomienie. Publika stoi daleko.
To bardzo wygodny samochód dla koni, stało na jednym z placów kilka podobnych, ale ten był taki najbardziej elegancki:-)
Trochę informacji o paleniu bałwana TUTAj
Tegoroczny Sechselaeuten miał prawdziwie wiosenną pogodę przyciągnął więc tłumy. Nad porządkiem czuwała policja, tu na rowerach:
Konie miały przystrojone łby, a wozy dekoracje z kwiatów. Dodatkowo ludzie, którzy szli w pochodzie mogli otrzymać od gapiów kwiatki. I tak praktycznie każdy idący w pochodzie miał w rękach jakąś wiązankę.
Powodzeniem cieszyły się baloniki, kiełbaski, lody i wata cukrowa.
Na jeziorze mnóstwo łódek, rowerów wodnych - przy takiej pogodzie nie było to dziwne, no i w końcu Alpy się pokazały..
A to główny bohater przedstawienia;-)
Bałwan. Jak już cały pochód dotarł do placu na którym był uformowany stos można było zacząć odliczanie. Od momentu zapalenia do wybuchu głowy bałwana - im krótszy ten czas tym lepsze lato.
W tym roku paliło się dłuuugo..
Gdy stos się pali konie cwałują wokół, strzelają petardy i płomienie. Publika stoi daleko.
To bardzo wygodny samochód dla koni, stało na jednym z placów kilka podobnych, ale ten był taki najbardziej elegancki:-)
Trochę informacji o paleniu bałwana TUTAj
15.12.2012
zima w mieście
Ja po mieście nie spaceruję, czy szkoda to nie wiem. Jak oglądam zdjęcia to sobie myślę, że może fajnie jest w takim tłumie, ale potem mi się przypominają różne miejskie spacery i już mam wątpliwości;-). Dla mnie takie człapanie chodnikiem to spora nuda, fakt, że po drodze jest wiele nęcących zapachów, ale nikt nie ma czasu stać i czekać aż się nimi ponapawam.
Dlatego wolę lasy, łąki, wiejskie trasy.
Chętnie jednak pokażę dwa miasta w ich grudniowym wcieleniu. Wpierw Zurych. Największy w mieście Weihnachtsmarkt (Jarmark Świąteczny) jest w głównej hali dworca kolejowego. Nie wiedziałem, że może być w takim miejscu. Ma to na pewno swoje zalety, zła pogoda nie odstrasza odwiedzających.
I oto wielka choinka, jak można zauważyć jej sponsorem jest firma Swarovski, cała w kryształkach, a pod nią też leżą świecidełka.
To już choinka znajdująca się na małym placyku, z boku Bahnhofstrasse. Nie wiem czy dobrze tu widać, ale te czerwone elementy to mikołajowe czapki. Co jakiś czas na to drzewo wchodzą dzieci z chóru i wykonują różne świąteczne utwory. Ich czapki z daleka wyglądają jak wielkie czerwone bombki. Fajny pomysł. Na tym placyku jest taki mini Weihnachtsmarkt, parę budek z napojami i jedzeniem, nawet miła atmosfera.
W dzielnicy Belleuve jest wiele miłych i przytulnych zakątków, tu i ówdzie pojawia się choinka, światełka, dekoracje w oknach.
I najsłynniejsza zurychska ulica, Bahnhofstrasse, wszystkie domy handlowe z setkami lampek, sklepy i banki również z odpowiednimi dekoracjami. A nad ulicą zwisają wg mnie kryształki! W ciągu dnia, gdy jest słonecznie rzucają wesołe błyski, a wieczorem, to wygląda to jak nad ulicą nisko wisiałyby gwiazdy.
A oto Frankfurt w grudniu. Tu tradycyjnie największy Weihnachstmarkt jest na Roemerbergu, główny punkt to choinka stojąca przed Ratuszem i.. karuzela;-)
We Frankfurcie jest ciasno, aż gęsto od bud w których każdy znajdzie coś dla siebie: zimowe akcesoria, świąteczne świeczki i ozdoby, zabawki, pierniki, różnego rodzaju słodycze, gorące napoje, kiełbaski, ziemniaki/frytki z sosami. Naprawdę tłum ludzi jest spory i trzeba mieć dużo cierpliwości spacerując wieczorem po Roemerbergu.
Ja tylko powiem, że i tak najbardziej się zima podoba w Taunusie, albo w szwajcarskich górach oraz w Adlikonie - śnieg utrzymuje się tutaj długo, a wieś ma tyle ozdób, że śmiało może konkurować z miastami:-). Choinka pod moim domem, codziennie do późnej nocy rozświetlona:
3.09.2012
pierwsze wrażenia
To mój tymczasowy kącik do spania. Może być, choć wolałbym moje wygodne legowisko. Ponoć w późniejszym czasie się pojawi. Ciekaw tylko jestem czy w przyszłym mieszkaniu będę miał widok z okna, tak jak we Frankfurcie? Lubie sobie poobserwować co tam dzieje się na ulicy. Zobaczymy, czas pokaże. Na razie śpię koło szafy.Staram się przyzwyczaić do nowych dźwięków. Szczególnie te domowe mnie intrygują. U nas praktycznie nic nie było słychać oprócz firmy sprzątającej klatkę schodową. Taaak, ci to trzaskali, stukali, szurali, w ten sposób dając znak, że byli i sprzątali. Inaczej można by się tego tylko domyślać.
Tutaj jest cała gama nowych dźwięków. Mam podejrzenia, że na klatce schodowej toczy się jakieś życie towarzyskie z którego jestem wykluczony, pewnie dlatego, że w tym czasie zawsze śpię. A i teraz różne odgłosy słychać, pewnie coś jakby druga zmiana się uaktywniła?
Rano z Panią poszedłem na spacer, ale na korytarzu nikogo nie spotkałem, a byłem bardzo ciekaw tych tymaczasowych sąsiadów.
Wieczorem za bardzo uwagi nie zwróciłem na otoczenie, byłem troszkę rozkojarzony. Spotkalem za to pewną panią, która na ulicy pochyliła się nade mną, mówiła coś miłego(tego sie tylko domyślam, bo nic nie zrozumiałem) i misiowała mnie jak oszalała! Oczywiście poddałem się nastrojowi;-). Przechodzący obok się zatrzymywali i ze śmiechem oglądali to widowisko;-). Nawet jak zacząłem poszczekiwać to ta pani się nie speszyła. Jaki z tego wniosek? Ludzie poztywnie nastawieni do psów. Przyjmuję do wiadomości, że będą wyjątki, ale pierwsze wrażenie mam pozytywne!
Parę porannych ujęć. Moja obecna ulica. Wygląda spokojnie, ale przylega do takiej dość ruchliwej, a nasz dom stoi na rogu, więc nie jest tak cicho jak się może wydawać patrząc na to zdjęcie. Na ulicy jest wiele pięknych domów, z takimi jakby ogrodami, ale ta zielen jest za płotem, tereny prywatne.
Mały park na który z Panią natrafiliśmy idąc po prostu przed siebie. Tam i inne psy przyszły na spacer.
I jeszcze ja w parku:-)
Zaraz znów pójdę poznawać okolicę. Mieszkanie już dokładnie obejrzałem, choć Pani mówi, że mam się nie przywiązywać za bardzo do tego miejsca. W porządku, zobaczymy co się będzie dalej działo. Na bieżąco będę informował:-))))jeśli ktoś z czytelników korzysta z przeglądarki firefox, to niestety widzi mój blog nie tak jak pownien. to nie jest moja wina i też czekam, aż wszystko wróci do normy.
30.04.2012
zurychskie klimaty, Replika relacjonuje
Oto i murek. Trochę stresu, bo może nagle zacznie duć jakieś wietrzysko, ale nie, bylo spokojnie. Nawet odczułem coś na kształt relaksu i dlatego dałem się posadzić na tym murku jeszcze i w innych miejscach.
Coś czuję, że psy są tutaj mile widziane, bo cóż innego może oznaczać tak symbol? Bardzo mi się to spodobało i następnym razem muszę Pana namówić na wizytę w środku tego domu.
Tu też jakies miejsce dla psów, tak przynajmniej ja sobie to tłumaczę. Butik z modnymi ubiorami, no sam jednak nie wiem czy oprócz obroży potrzebuję jakąś odzież? Chyba nie, ale jakaś nowa obroża by mnie ucieszyła;-)Niekoniecznie od Dolce&Gabbana, może być nawet nołnejm, byle była czerwona.
I jeszcze tzw. widoczki, tu w tle Alpy, zaraz to wywołalo we mnie pewną tęsknote. Za czym? Za śniegiem! Tak, tak, upał się zrobił u nas ostatnio i samo spojrzenie na ośnieżone góry napawa mnie radością.
Tramwajem tym razem nie jechałem, ale obserwowałem te jeżdzące po Zurichu.
Nad rzeką Limmat, mozna tak sobie stac i stać. Strumień myśli płynie sobie sam.. ale szwajcarski zegarek odmierza czas i przypomina, że pora udać się w inne miejsca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































