Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adlikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adlikon. Pokaż wszystkie posty

2.08.2016

sierpien w Adlikonie

w tle pasące się Wacianki, i jak widać już po żniwach


fontanna wybawieniem w upalne dni


teraz pora słoneczników:-)


kogo można spotkać na spacerze - grupę koni!



tam gdzie nie rosną słoneczniki to rośnie kukurydza!
kukurydza rośnie błyskawicznie, tu początek lipca

a to już sierpień

10.07.2016

lipiec w Adlikonie

Lipiec, bardzo gorący miesiąc. Już zdążyłem zapomnieć o czerwcowych deszczach i wilgoci. Teraz najgorsze są popołudniowe spacery, słońce praży i nie ma gdzie się schować przed nim.
Za to jest kolorowo..


wokół fontanny teraz właśnie jest najładniej


kolejne sianokosy na Krowiej Górce




21.01.2016

powrót Franka

Idę sobie spokojnie któregoś dnia na spacer i widzę, że na Krowiej Górce kółka robi kto? Nasz kochany Frank!!!!!!! No naprawdę byłem mocno zaskoczony, bo sądziłem, że Frank woli już pomieszkiwać w Steinmaur.
Ale proszę, trochę mrozem ścisło i Frank zaraz wybrał kierunek Adlikon;-)
Bardzo się ucieszyłem, w końcu dobrze spotkać starych znajomych. Poza tym jakby to miało być? zima bez bociana Franka?
I tak miło iść na spacer i widzieć jak Frank siedzi, a to na dachu, a to na poręczy balkonowej, a to na trzepaku, a przy dobrej pogodzie krąży po Krowiej Górce:-)
Kochane ptaszysko!
tutaj Frank na poręczy balkonowej

zbliżenie, nieco może rozmyte, ale widać, że Frank przegląda się w szybie;-)

i na trzepaku
Jeszcze wspomnę o czaplach. Mamy teraz bardzo dużą populację czapli siwej w Adlikonie. Naprawdę bardzo duża grupa mieszka nad naszym strumykiem i przesiaduje na dachach.
Dochodzi do różnych sytuacji: na przykład adlerki próbowały któregoś dnia przegonić czaple z dachu. Co to się wtedy działo! Czaple bardzo się zdenerwowały. Kupa krzyku i mnóstwo machania skrzydłami było. Ostatecznie spór zakończył się polubownie;-)
przedstawiciel czapli na dachu
Czasem tyle emocji na zwykłym spacerze, że muszę się położyć i podrzemać z godzinę, dwie  trzy godziny.

21.04.2015

inni sąsiedzi i mieszkańcy

Adlikon to mała miejscowość, pozornie nic sie tutaj nie dzieje. Rano wszyscy jadą do pracy do Zurychu, wieczorem wracają, w międzyczasie to my, zwierzęta, tu rządzimy. Cicho i dyskretnie:-). Dbamy o to, aby było u nas ładnie, czysto, przyjaźnie i przyjemnie.
Czasem nawiązujemy stosunki dyplomatyczne z sąsiednimi miejscowościami. Głównie z Watt, Bachs i Steinmaur. To duża zasługa bociana Franka, on potrafi się szybko przemieszczać i ma dobra gadkę.
Oto letnia rezydencja Franka w Steinmaur, wieża kościelna.
Na murze jest taka zielona tabliczka, to drogowskaz do siedziby bocianów, które nigdy stąd nie wylatują do ciepłych krajów, mieszkają w Szwajcarii cały rok. Frank późną wiosną latem i jesienią wiele czasu z nimi spędza. Nie ma co się dziwić, w Adlikonie nie  ma oprócz Franka innych bocianów.

Ja spotykam się głównie ze zwierzyną adlikońska, czasem zajdę do najbliższej łąki w Watt, tam pasie się latem grupka krów i baranów.
Tu prezentuję moje spotkanie z czaplą siwą o imieniu Rita. Przeszkodziłem jej w łowach i podejrzewam, że miała o to do mnie ciche pretensje.. Dobre maniery nie pozwoliły jej jednak okazać zdenerwowania i miło chwilę pogawędziliśmy. Ponieważ i ja jestem odpowiednio wychowany, nie przedłużając wymiany uprzejmości oddaliłem się znad strumyka. I Rita mogła zejść na dół i znów wypatrywać zdobyczy.




Parę metrów dalej spotkałem dwie kaczki, no cóż, ładne ptaki, ale za wiele wspólnych tematów to my nie mamy;-). Po życzeniu sobie miłego dnia poszedłem więc dalej.
Widoki wiosennego Adlikonu - wspaniale kwitnące czereśniowe drzewo:

Ukwiecona mleczami Krowia Górka:

Barany i owce też skubią z zadowoleniem świeżą trawę:

I parę spotkań z kotami;-)
Rotek udający, że mnie nie widzi - ten zawsze się tak nadyma w stosunku do psów. Zagadywany i owszem, odpowiada, ale krótko i tylko czeka by się oddalić. Mocno się alienuje.

Zizi, nieco nieśmiała kotka, nawet tu wyszła tak niewyraźnie.
Kot Manfred, ten nie wyszedł się przywitać, więc ja zajrzałem na jego podwórko.
Jak widać pilnował jakichś worków, przekonany chyba że są w nich skarby;-). Oburzył sie na moje sugestie, że zawartość to jakieś chwaściory czy inne rzeczy związane z ogrodnictwem. Ot, taka kocia naiwność. Zostawiłem go więc z tymi skarbami, niech sobie pilnuje dalej;-)

28.03.2015

Królestwo Adlikonu

Dziś przedstawiam moje samozwańcze królestwo, Królestwo Adlikonu.
Wcześniej mieszkałem w miejscach, gdzie miałem łatwy dostęp do łąki, parku a nawet lasu(ale to już z użyciem auta). Jednak nie mogłem powiedzieć, że mieszkam na wsi, były to miasta i to bardzo duże (Kolonia i Frankfurt). Szczęśliwie w obu przypadkach miałem udaną miejscówkę;-). Zieleń w zasięgu łapy, dużo psów w okolicy.
W Kolonii poznałem czaplę siwą, a we Frankfurcie króliczki( i zapach lisa).
Podczas wycieczek zorientowałem się, że istnieją i inne zwierzęta - konie, krowy i barany. Czasem podczas wakacji też je spotykałem. Ale były dla mnie jednak pewną.. egzotyką - niedostępne na codzień.
Dopiero przeprowadzka do Adlikonu pokazała mi prawdziwą wieś, miałem i mam ją każdego dnia, musiałem się przyzywczaić, że konie mogą mieszkać dwa domy od mojego, krowy mają swoją oborę za rogiem, a koty śmigają tu w takiej wielkiej masie jak króliczki we Frankfurcie! Czapli siwych jest mnóstwo, plus kaczki, plus całoroczne bociany;-)
Trochę czasu zajeło mi zapoznanie się z środowiskiem i mieszkańcami. Szybko poczułem się w Adlikonie jak u siebie, w sensie, że swobodnie jakbym się tutaj urodził i wychował. To tyle wstępu, teraz to co najważniejsze;-)

W Adlikonie władza jest jak to w Szwajcarii - przechodnia, użyłem tu dużego skrótu myślowego, ale tak to mniej więcej wygląda. Przynajmniej, my zwierzęta, tak sobie to interpretujemy. Poważny, ludzki;-) opis TUTAJ , polecam punkt Rzad(Rada Federalna) i Prezydent Federacji. Nasza adlikońska rada (Rada Adlikonu) ma 5 letnią kadencję i w czwórkę zmieniamy się co kwartał na stanowisku szefa Rady. No tak, wyszło, że też jestem członkiem RA:-)(RA=Rada Adlikonu)
Jestem z tego bardzo dumny, bo jednak jako "napływowy" miałem mniejsze szanse na wybór niż starzy(stali) mieszkańcy wsi. Jednak urok osobisty, dobra prezencja i przyjazne usposobienie zrobiły swoje i zebrałem odpowiednią liczbe głosów. Od stycznia jestem w RA, a od 1.04 będę cały kwartał rządził samodzielnie Adlkonem! Dodam, że u nas szef RA nosi tytuł KRÓLA(Królowej) ADLIKONU!!!!!!!
Czyż to nie brzmi wspaniale??? Jestem bardzo podekscytowany tym wszystkim i mam nadzieję, że w lipcu będę umiał pogodzić się z tym, że władzę przekażę kolejnemu zwierzakowi z RA.
Już się pocieszam tym, że w przyszłym roku znów jeden kwartał będzie należał do mnie, i tak przez 5 lat.
Obecna kadencja RA to bocian Frank, pies Eksztajn, leonbergerka Suzette no i ja.

Oto najważniejsze miejsca mojego naszego Królestwa.

Krowia Górka. To jest moje osobiste numero uno!
O każdej porze roku piękne miejsce, najbardziej lubię Górkę późną wiosną, gdy zmienia się w alpejską łąkę i jesienią, gdy Adlikonki pasą się tu do czasu pierwszych przymrozków.

Pola przy strumyku.
Latem pojawia się na nich albo kukurydza, albo buraki, ziemniaki, zboże. Wtedy nie wypada tam włazić. Trzeba też pamiętać, by nie wbiegać w porze nawożenia;-))))
Pola przy strumyku to ulubione miejsce wszystkich adlikońskich psów, kotów, czapli siwych i adlerków.


Ścieżki przy strumyku.
Tu każdy z nas się przechadza przynajmniej raz dziennie, taki adlikoński deptak;-)
Można sie poobserwować, wymienić jakieś plotki, uprzejmości lub..  nieuprzejmości(różnice zdań się przecież zdarzają).Od razu widać kto po kąpieli, kto był na szczotkowaniu, kto dostał nowy dzwoneczek, obrożę. Wieczorem rewia mody świetlnych obróż;-)


Miejsce grillowe.
Dla ludzi to zwyczajny grill. Dla nas, RA, to miejsce sekretnych narad. Tutaj się spotykamy w czwórkę i omawiamy ważne sprawy naszej zwierzęcej społeczności. Ludzie nawet nie są świadomi tego co się dzieje, pewnie są przekonani, że to jakieś psie kłótnie, a bocian robi sobie pauzę w polowaniu na żaby;-)
Oczywiście nie kłócimy się, tylko każdy z nas ma swoje racje, a musimy przecież dojść do jakiegoś porozumienia. I co najważniejsze - jak zwołamy spotkanie, to musi zakończyć się podjęciem jakiejś decyzji. Nie ma odkładania spraw. Przyczyna jest prosta: jesteśmy zależni od ludzi(no tylko Frank nie) i nie zawsze nasze spacery się czasowo na siebie nakładają.

Moje miejsce w zakątku konferencyjnym(czyli przy ludzkim grillu). Można podpisać: Enzo w pracy;-)

Teraz miejsca typowo moje. Czyli Król Adlikonu prywatnie.
Moje domostwo - tak sie złożyło, że mieszkam w centralnym miejscu Adlikonu.
Przypadek? Nie sądzę... :-)))
Moje stanowisko w domu ma widok dokładnie na ten -jeszcze goły- orzech. Leżę sobie na ortho i dokładnie widzę co dzieje się na zewnątrz.
Nic nie umknie mojej uwadze, no chyba, że akurat śpię kamiennym snem;-)

Mój wodopój, czyli świeża adlikonka. Polecam!
Każdy może się napić z tej fonanny, nie zabraniam. Prawie po każdym spacerze w okresie letnim muszę ugasić tu pragnienie. Pomimo tego, że w domu mam w kranie taką samą adlikonkę;-)
Na zimę fontanna jest zakręcana i stoi na niej choinka(prezentowałem już to na blogu).
Latem wiosna i jesienią dwa, trzy razy w tygodniu przychodzi pani Orietta, która podlewa kwiaty przy fontannie. Odgarnia liście, jednym słowem dba o wystrój tego miejsca. Robi też okolicznościowe ozdoby, np teraz gałązki z kolorowymi wydmuszkami i baziami.
Skwerek pod orzechem.
Tutaj o porządek dba też pani Orietta - zbiera suche liście, podlewa, sadzi sezonowe kwiaty, przycina krzaki. Teraz wygląda dość goło, ale niebawem orzech puści liście i będzie przyjemnie tu posiedzieć. Tu zawsze po pochłeptaniu wody spędzam chwilkę, muszę podumać i zebrać myśli, uporządkować sobie wszystko co działo się podczas spaceru.
Bo taki spacer to nie tylko dreptanie, fizjologia, znaczenie terenu, to też obecnie obowiązki. Każdy spotkany pies, kot, adlerek, czy inny adlikoński zwierzak może podrzucić mi jakiś temat. Może pochwalić, może się poskarżyć itd. Ja to wszystko muszę posegregować sobie we łbie zanim wejdę do domu. I skwerek to idealne miejsce na taką szybką analizę

Spotkania z mieszkańcami:
czasem bardzo miłe;-))))
Czasem jakby z dystansem;-)


To jest taka ciekawostka: podobno dostałem głosy i od kotów, To dla mnie duże zaskoczenie! Czyli i koty chciały abym był członkiem RA? To sie w moim łbie nie mieści!
Albo to potwierdza moje przypuszczenia: koty mnie podziwiają, ale nigdy tego głośno nie potwierdzą. I tym miłym akcentem kończę oprowadzanie po strategicznych miejscach Adlikonu:-)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...