Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

13.10.2008

słoneczna jesień

Radość Roberta Kubicy i Fernando Alonso po GP Japonii w niedzielę.
W niedziele pobudka nastąpiła o dziwnej porze, na dworze było ciemno! Okazało się, że wyścig się tak wcześnie zaczyna. Emocje były, jednym dopisywało szczęście, inni mieli pecha, a niektórzy po prostu dobrze jechali i ci stanęli na podium:-)
Oczywiście, że większa satysfakcja byłaby gdyby Robert Kubica był pierwszy, a nie drugi. Ale wielu kierowców F1 wręcz marzy o takim drugim miejscu:-)
Jeszcze tylko dwa wyścigi w tym roku zostały, a możliwe jest wszystko. To znaczy jest trzech kandydatów na Mistrza. Ja, Pani Pan wierzymy, że NIE zostanie nim Lewis Hamilton.
Pierwszy raz w tym sezonie Kubica i Alonso razem na podium, widać było że mieli radochę, psikali się tym szampanem jak syfonem.

Robert Kubica pewnie już tak często nie pojawia się w Pietrasanta od kiedy wiadomo, że tam ma dom. Wbrew pozorom to Monte Carlo daje mu większą anonimowość. Pietrasanta wg mnie ciekawsza. Choć ciekawe kiedy kierowcy mają możliwość pomieszkać w swoich domach, jak stale są w drodze na kolejny wyścig, albo na testy?
My teraz mieszkamy bardzo blisko siedziby teamu Toyoty, ale nie wiem czy Jarno Trulli bądź Timo Glock mieszkają w Kolonii. Jeśli tak, to współczuje im:-).
Monte Carlo:

Wczoraj pojechaliśmy do pobliskiego lasu, nie spodziewałem się tego i ucieszyłem się gdy wyskoczyłem z samochodu. We Francji las był całkiem inny, głównie piach i sosny, wrzosy i paprocie. Tu inne drzewa, krzaki i duża ilość błota:-)

Z przyjemnością wskoczyłem w pierwszą napotkaną kałużę, na szczęście zauważyłem ją szybciej niż Pani. Pan najczęściej zauważa gdy już jestem w jakiejś kałuży.
Takie mini-psie adhd:

Tradycyjnie posilam sie trawą, widać też doskonale moje wcięcie w talii:

Jesienne kolory w lesie:

Biegam sobie zadowolony, co jakiś czas jednak sprawdzam czy reszta za mną idzie, czy gdzieś sie nie zagubili. Pan robi zdjęcia, a Pani rozgląda się czy w krzakach nie ma dzików.

Las jest ogromny, z tej perspektywy jestem taką czarna drobinką:

Dzięki słońcu jest przyjemnie, prawie nikogo nie spotykamy, Pani znajduje jakiś patyk i mamy chwilę wspólnej zabawy:

Dziś troszkę napsociłem czym zdezorganizowałem Pani dzień, ale przynajmniej potem nie przeszkadzałem w porządkach:-)

18.05.2008

las w okolicy Vossenack, wycieczka dzisiejsza

Pogoda była dziś taka sobie, zapowiadało sie na deszcz i sądziłem, że nic nie wyjdzie z zapowiadanej przez Pana wycieczki. Pan sprawdził dokładnie prognozę i postanowił jej zaufać. Jak się okazało całkiem słusznie, bo nie padało pomimo sporego zachmurzenia. Jechaliśmy może godzinę, niestety znaczną część nie po autostradzie. Cierpliwie to zniosłem:-)
Dojechaliśmy to małej miejscowości Vossenack. Przeszliśmy przez kawałek tej wsi, potem między polami i łąkami w stronę lasu. Zapachy były fascynujące choć z tego co zauważyłem jedynie dla mnie. Pani i Pan nazywali to "naturalnym nawozem".
Po drodze minęliśmy pastwisko z zwierzętami zwanymi krowami, trochę się zjeżyłem na ich widok, ale Pani kazała mi być cicho.
Sam las obfitował w strome ścieżki, kałuże i świeże pędy trawy.
Bardzo mi się tam podobało, oczywiście z naszej trójki ja miałem najlepszą kondycję:-)
Musiałem na nich często czekać, obserwować czy sobie radzą - nie wybiegałem za mocno do przodu, wolę ich widzieć. Jak mnie wołali, to grzecznie przybiegałem lub siedziałem wyczekująco. No dobra, raz pobiegłem w stronę nęcącego mnie zapachu, lepiej nie napiszę co tam znalazłem, choć Pan od razu poczuł gdy wróciłem..

W całej okazałości moja enzowość na leśnej drodze:
delikatne taplanie się w kałuży:
tu ten kijek z filmu zamieszczonego w poprzednim wpisie:

W lesie nie zawsze biegałem luźno, tam gdzie jest teren pod ochroną psy muszą być na smyczy. Ale mi to nie przeszkadza, bo chodzę wtedy sobie po prostu wolniej. Szedłem z Panem przez taki teren, a Pani była znacznie od nas oddalona( ponoć kontemplowała widoki i przyrodę, ale wg mnie to zwykły brak kondycji!)
Doszliśmy z Panem do takiej ławeczki i Pan odpiął smycz i powiedział abym pobiegł do Pani, potem od Pani znów pobiegłem do Pana, a potem wbiegłem trochę w las, bo jakieś kocie zapachy czuć było. Nie słyszałem, że jedzie jakieś auto, zdziwiłem się więc czemu nagle Pani po mnie przybiegła i złapała za obrożę. Z auta wyszedł jakiś pan w zielonym ubraniu o którym Pan powiedział "leśniczy".
Pomyślałem, że leśniczy to właściciel całego lasu, ale on tylko pilnuje tego lasu, dogląda czy wszystko tam jest jak należy.
Zaraz grzecznie z Panią siedziałem na owej leśnej ławce, smycz przypięta:-)
Leśniczy dał sobie wytłumaczyć, że tylko chwilę luźno biegałem. Pan od razu zagaił go o jakąś drogę, która w 1944 jeździły w lesie czołgi i leśniczy tematu smyczy już nie poruszał.
Widziałem tam w lesie kocura, ponoć to jakieś zwierzę pod ochroną, Pani cały czas twierdziła, że wygląda jak zwykłe kocisko, a nie jakiś leśny zwierzak.
Doszliśmy do domu z którego dochodziły zapachy jedzeniowe
http://www.mestrenger-muehle.de/
Psy były mile w środku widziane i tym sposobem znalazłem sie w sali pełnej różnego rodzaju poroża:-)
Ułożyłem się zadowolony obok krzesła na którym zasiadł Pan i postanowiłem oddać sie regenerującej siły drzemce. Kelnerka mnie takiego drzemiącego zauważyła i poczęła sie rozczulać skutecznie mnie wytrącając z snu. Już mi się leżeć nie chciało, miałem ochotę zapoznać się z wszystkimi innymi gośćmi..Pan jednak dał mi do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, zająłem się więc bierną obserwacją.
Inne psy też się pojawiły, ale my już wówczas wychodziliśmy, trzeba było jeszcze dojść do parkingu w Vossenack. Prawie cały czas pod górkę, litościwie zamilczę kto szedł ostatni, moge tylko powiedzieć, że nie byłem to ja:-)

Tutaj już pastwiska w drodze powrotnej, czyli minęliśmy las.
Jeszcze chwila i spotkamy byczki:-)
Bardzo mnie one zdenerwowały, stał taki jeden przy ogrodzeniu i gapił sie bez skrępowania na mnie tymi wielkimi ślepiami, nie wnikam czy to było inteligentne czy też nie spojrzenie..ale bardzo zaczepne!
Odpowiedziałem głośno i wyraźnie, byczek sie trochę przestraszył, ale w sekundzie całe stado przybiegło i tłoczyło się przy ogrodzeniu, krowy chyba nie są skoczne, bo nie próbowały przeskakiwać. Byłem cały napięty, bo teraz gapiły sie wszystkie, a nie tylko ten jeden! Chciałem trochę więcej popyskować, ale Pan zdecydowanym krokiem ze mną przeszedł obok ogrodzenia(heh innej drogi nie było).
Nie uwierzycie, ale wszystkie te zwierzęta szły obok nas, tyle, że za drucianym ogrodzeniem! I ciągle zaczepiały mnie swoimi spojrzeniami..
Zasłużony odpoczynek podczas drogi do domu:


A to leśna "zwierzyna" - omijam, na naszej psiej łące rok temu był milion podobnych ślimaków i tylko raz próbowałem się bliżej zapoznać, ale coś mi nie podeszły i jakieś takie dziwne w dotyku są..
A ten ma domek na grzbiecie:
"Przyjazne" stadko..ta cała grupa biegła przy ogrodzeniu obok mnie, tyle, że dalej już iść nie mogły, to stały i sie gapiły aż zniknąłem im z widoku
zaczepne spojrzenie:
a na koniec leśna roślinność:

tutaj strona o tym regionie gdzie jeździmy do lasu:
http://www.huertgenwald.de/index.htm

leśna wycieczka

dokumentacja filmowa:
takie tam brodzenie po kałuży i radosne szarpanie trawki


a tutaj moje zmagania z gałęzią, szedłem sobie i ona mnie zaczepiła, od razu postanowiłem się z nią rozprawić!
te widoczne błyski to fotki które mi Pan robił gdy szarpałem gałąź.
Ale zdjęcia z opisem wycieczki w nowym wpisie będą.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...