Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dog. Pokaż wszystkie posty
17.11.2011
pies witający
Znalazłem taki film kiedyś w internecie i obejrzałem go z zainteresowaniem. Każdy z nas, psów wita podobnie:)
Te małe pieski mają jednak łatwiej - jeden skok i już są na rękach. W sumie jakby moim panem był taki Pudzian czy Schwarzenegger z dawnych czasow, to kto wie, może też bym wykonał taki skok prosto w ramiona?
Ja witam kręcąc się między nogami danej osoby. To taki pierwszy etap. Czasem na nim się kończy, ale czasem postanawiam jednak zaprezentować swój wzrost(stojąc na dwóch łapach). I to już zależy na kogo skoczę, łapy moge oprzeć na ramionach, na klacie, na brzuchu osoby witanej:)))
Bardzo lubię wszelkie powitania
15.04.2008
deszczowo
Poszliśmy z Panią na długi spacer. Miał być treningiem na ładne chodzenie i poszukiwaniami kolorowych roślin:-)
A jak było? Podczas tej godziny co najmniej 50 min padał deszcz, a pod koniec spadło coś co sprawiło, że Pani mówiła słowa: angielskie na "f" i polski odpowiednik "ja p...."..
Z nieba leciało z dużą siłą coś zwane gradem i zacinało na nas od tyłu, Pani miała całą bluzę i spodnie w chwili przemoczone, a ja kupkę tych lodowych kulek na swoim grzbiecie. Dobrze że mam podszerstek i nie czułem się aż taki przemoczony:-)
Ale zdecydowanie szybciej szliśmy w stronę domu. W domu Pani wytarła mnie w mój frotowy szlafrok i zadowolony udałem się na odpoczynek na nowym kocyku położonym na mojej kanapie.
Spacer był ciekawy, w miarę nowa trasa i starałem się zostawić mój ślad pod niektórymi drzewami i krzaczkami, nowe zapachy po drodze, to mnie trochę rozpraszało więc jakoś idealnie nie szedłem.
Mój rekin poszedł do prania, przyuważyłem go w wannie, jak wyschnie to będzie jak nowy:-)
Wyleguję się na nowym kocyku, tylko dlaczego on jest w małpy??(wczorajsze zdjęcia)


Ulica na której są same drzewa z różowymi kwiatami, jak widać, jeszcze się nie rozwinęły całkiem, ale już wygląda ładnie. Tyle, że dziś bez słońca, z deszczem w tle:

tutaj na pniu drzewa tak dziko wyrosło:
Świeża trawa, warto skosztować:
Pani twierdzi, że to niezpominajka, nie wiem, nie kosztowałem:
Szybciej, szybcieeeeej
atak gradu:

Ale jestem wykończony, kocham swoją kanapę!

A jak było? Podczas tej godziny co najmniej 50 min padał deszcz, a pod koniec spadło coś co sprawiło, że Pani mówiła słowa: angielskie na "f" i polski odpowiednik "ja p...."..
Z nieba leciało z dużą siłą coś zwane gradem i zacinało na nas od tyłu, Pani miała całą bluzę i spodnie w chwili przemoczone, a ja kupkę tych lodowych kulek na swoim grzbiecie. Dobrze że mam podszerstek i nie czułem się aż taki przemoczony:-)
Ale zdecydowanie szybciej szliśmy w stronę domu. W domu Pani wytarła mnie w mój frotowy szlafrok i zadowolony udałem się na odpoczynek na nowym kocyku położonym na mojej kanapie.
Spacer był ciekawy, w miarę nowa trasa i starałem się zostawić mój ślad pod niektórymi drzewami i krzaczkami, nowe zapachy po drodze, to mnie trochę rozpraszało więc jakoś idealnie nie szedłem.
Mój rekin poszedł do prania, przyuważyłem go w wannie, jak wyschnie to będzie jak nowy:-)
Wyleguję się na nowym kocyku, tylko dlaczego on jest w małpy??(wczorajsze zdjęcia)
Ulica na której są same drzewa z różowymi kwiatami, jak widać, jeszcze się nie rozwinęły całkiem, ale już wygląda ładnie. Tyle, że dziś bez słońca, z deszczem w tle:
atak gradu:
Ale jestem wykończony, kocham swoją kanapę!
23.02.2008
Dzisiejsza wyprawa nad jezioro






Dziś miałem niespodziankę, Pan pojechał ze mną nad jezioro.
Nie spodziewałem się tego, byłem przekonany, że jedziemy do lasu, albo na pola. Tak bardzo się ucieszyłem, że w końcu wskoczę do wody. Pan chyba czytał moje wspomnienia o pływaniu i postanowił otworzyć dziś sezon 2008:-)
Na dworze było wiosennie, słońce świeciło, nad jeziorem tłumów nie było.
Pan wziął mój pomarańczowy aport i poszliśmy na brzeg. Według Pana woda była zimna, dla mnie bez różnicy. W końcu to ja miałem pływać, a nie Pan.
I wskakiwałem za aportem, raz bliżej brzegu Pan rzucał, raz dalej. Kątem oka widziałem łabędzia i kaczki, ale skupiałem się na wyłowieniu aportu i dostarczeniu go na brzeg.
Czasem byłem obserwowany przez przechodzących ludzi, chyba podziwiali jak zgrabnie i szybko pływam. Niestety jak dopływałem do brzegu, to nikogo nie było, a chętnie bym przecież podbiegł się przywitać.
I niestety nadszedł moment, że Pan postanowił zakończyć wodne zabawy. Poszliśmy w strone samochodu gdzie zostałem wytarty, nie lubię tego za bardzo. Sam się otrzepuje z wody, wg mnie to wystarczy. Ale poddaję się temu rytuałowi wycierania skoro trzeba.
Wbiegłem zadowolony do domu, a tam wyczułem, że jakieś dodatkowe porządki były, wykładzina i dywan pod stołem pachniały jakoś obco. Ale jak trochę sie tam powyleguje to znowu będzie mój zapach dominujący.
21.02.2008
czwartek
Dziś podczas południowego wyjścia widziałem interesujące rzeczy: tam gdzie rosła trawa i były drzewka wykopano wielkie dziury, a obok kręcili sie jacyś panowie. Najciekawsza była maszyna, buczała cicho i taka łapką wsypywała ziemię do tej dziury. Bardzo mi się to podobało, maszyna robiła ciągle to samo, panowie obok coś maszynie rękami pokazywali i wtedy łapka ruszała sie to w jedna to w drugą stronę. Długo się na to gapiłem, ale Pani chyba sie to tak mocno nie podobało, bo kazała mi iść dalej. A dalej stało ogromne auto - z tyłu miało takie coś na czym pan układał paczki i to coś jeździło na dół. Szkoda, że nie mogłem też na tym czymś pojeździć. Trochę to przypominało windę z naszego domu.
Winda jest jakaś dziwna, mieszkamy na drugim piętrze, ale ja nie chodzę po schodach, ponoć są śliskie i "zdradliwe"(?). Winda ma srebrne ściany i drzwi, które się same zasuwają. Czasem dość gwałtownie:-)
Winda często się zacina, nie chce zjechać na nasze piętro, nie chce ruszyć z nami na dół. A raz się zacięła ze mną i Panią w środku. Czułem, ze Pani się spięła, ale postanowiłem nie poddawać się jej zdenerwowaniu i siedziałem spokojnie udając, że się nie kapnąłem iż coś jest nie tak.
Na spacerze zauważyłem kolorowego kocura, który usiłował się schować przede mną pod jakimś samochodem.. niestety byłem na smyczy i nie dało się podbiec bliżej. Sam nie wiem dlaczego kocury działają mi na nerwy. Może to jakieś wspomnienie z czasu szczenięcego, coś czego nie pamiętam. Sierść na karku mi się postawiła na sztorc, chyba nawet groźnie wyglądałem:-)
A rano na spacerze z Panem widzieliśmy jeża, biegł przez ulicę. Kiedyś nawet zauważyłem na chodniku króliczka, ale jakiś ociężały był, te króliczki z łąki są szybsze.
Na łące najczęściej i tak biegam za ptakami, zawsze wydaje mi się, że jakiegoś dogonię.
Zbliżają się chyba dni w które Pan jest w domu, pewnie gdzieś z nim pojadę, może las, może jakaś woda? Chyba, że znowu pojedziemy w to miejsce gdzie będziemy niedługo mieszkać? Ale chyba nie, usłyszałbym, że są takie plany. Całkiem nie rozumiem po co tam jeździć jak zamiast domu jest łąka i to ogrodzona płotem..Okolicę juz sobie obejrzałem, widziałem drzewa, zieleń, ponoć blisko jest więcej łąkowych terenow i jakies jeziorko:-)))
20.02.2008
gość u nas
Dziś już od rana wyczułem, że będzie inaczej - Pani wstała o takiej wczesnej porze..To zburzyło mój rozkład dnia. Zawsze sobie śpię gdy ona jest w sypialni, a tak byłem ciekawy co będzie robić i porannej drzemki nie było. Przemieszczałem się za nią ale nic nowego się nie działo - kawa, kąpiel, porządki, komputer..Poczułem się z lekka rozczarowany sytuacją.
Ale nagle dzwonek do drzwi! Więc jednak! To była Agnieszka, znam ją:-)
Tak się cieszyłem, kręciłem się radośnie, nawet parę razy z radości na nią skoczyłem przednimi łapami, choć wiem, że tak nie wolno. Od razu poczułem się pełen energii, myślałem, że będą jakieś gry i zabawy, ale tylko siedziały i coś tam sobie opowiadały. Niestety nie wsłuchiwałem się.
Postanowiłem starym, psim sposobem zwrócić na siebie uwagę, czyli poszczekiwaniem. Dało to tradycyjnie nie takie efekty na jakie liczyłem.
Ale w późniejszym czasie udało mi się być w centrum uwagi, pożarłem dwie marchewki, jabłko, pogryzałem psią kość. Pani siadła na mojej kanapie, a Agnieszka siedziała przy biurku, wskoczyłem na kolana od Pani i w ten sposób moglem obserwować Agnieszkę:-)
Trochę też śliniłem jej ubranie, chyba się za mocno nie gniewała o to? Mam nadzieję.
Ciekawe kiedy znów pojedziemy do Koblenz?
Tam zawsze biegam po ogródku, czasem wchodzę do pokoju od Lukasa i Philipa, tam jest wiele interesujących rzeczy, których niestety nikt nie pozwala mi brać do pyska..
Przez ostatnie dni słyszałem jak mnie obgadywano, że na pewno mi coś jest, bo jestem zbyt spokojny i dużo spię. Dziś chyba rozwiałem wszystkie wątpliwości, dawno tyle w domu nie szczekałem i ogólnie nie byłem zbyt spokojny.
(chociaż usłyszałem jak Aga mówi "ale on(ja-Enzo) jest już spokojniejszy")
Mogłem jeszcze zrobić dziś psie adhd ale to może innym razem:-)
zdjęcia z marca 2007, z odwiedzin u Agnieszki
18.02.2008
Dorosłość?
Mam już 14 miesięcy (od 7.02) i zastanawiam sie czy nie powinienem byc troszke spokojniejszy?
Czy mogę nadal zachowywać się jak szczeniak, czy to wypada?
Dumam sobie nad tym w ciągu dnia. Nawet moje psie adhd pojawia się z rzadka, no tak z jeden raz dziennie:-). Ale szybko mi przechodzi, czasem nawet nie zdąży sie rozwinąć jak należy, więc chyba nie mogę takich prób zaliczyć jako prawdziwego psiego adhd.
Więcej czasu spędzam na swoim legowisku i swojej kanapie. Jeszcze jak cos się dzieje w kuchni, to z przyjemnością tam idę i spod stołu prowadzę obserwacje. Ale cała reszta nie jest dla mnie ciekawa. Zabawy mam na dworze, dziś pojechałem z Panem w teren, Pan mi zorganizował różne gry i ćwiczenia. Wróciłem, dałem sobie wyczyścić łapy i drzemałem do czasu wieczornego posiłku.
Wiadomo, po wygłupach trzeba odpocząć.
Pani z Panem się zastanawiają dlaczego jestem taki grzeczny, może jednak w ostatnim czasie za mocno marudziłem? Chciałem ich zmusić do zabaw i siadałem(lub kładłem się) obok któregoś z nich, wpatrywałem się w plecy albo twarz i cichutko pomrukiwałem przechodząc po czasu do takich pisków i jakby popłakiwania. Zwiększałem częstotliwość dźwięku i natężenie - nie ma osoby która by to potrafiła zignorować...Odechciało mi się jednak tak prowokować, bo nie przynosiło to takich efektów jakich oczekiwałem.
Na zdjęciach moje szczenięce wygłupy
marzec 2007
17.02.2008
nocne myśli
Przypomniałem sobie czasy gdy byłem małym, młodym labradorem. Jak wszystko mnie interesowało - do tej pory interesuje mnie wiele rzeczy:-)
Ale w tamtym czasie wszystko było nowe i od razu chciałem sprawdzić co gdzie jest i czym jest.
W domu wiele ciekawych zakamarków, zapachów. Na ulicy zawsze jakiś ruch, tyle nowych osób na chodniku. Prawie każda z tych osób się za mną obracała, cmokała na mnie(Panią to denerwowało), czasem coś do mnie mówiono..oczywiście same miłe słowa.
Obecnie gdy idziemy na psią łąkę to trwa to jakieś 4 minuty? A wtedy było inaczej, łąka była interesująca, ale droga do niej również. Wiele rzeczy nadających sie do zjedzenia, w moim mniemaniu, tam leżało. Najbardziej fascynowały mnie gumy do żucia. Swoimi małymi zębami potrafiłem taka gume oderwać od chodnika. Niestety nie robiłem tego zbyt dyskretnie i Pani zawsze taką gumę mi wyciągała ze sznupy, a Pan zaczął uczyć mnie komendy "nie rusz" i sam taką gume wypluwałem. Teraz gdy mam dorosłe zębiska, to raczej nie dałbym rady zdrapać gumy, inna rzecz, że już mnie to nie pociąga. Teraz szukam większych rzeczy - ogryzki, kawałki pieczywa, i inne rzeczy, które często można znaleźć w okolicy naszej..
Nie wiem dlaczego tak robię, ale gdy słyszę "nie rusz" to wypluwam wszystko, albo udaje, że nic nie mam czekając co dalej będzie. Zawsze jest to samo: ponowna komenda. Ewentualnie wbrew mojej woli cudza ręka opróżnia moją sznupę.
Zauważyłem, że obecnie osoby obce już mnie nie zagadują, trzymają dystans, nie chcą mnie głaskać.. Przyglądałem się sobie w oknie balkonowym, wydaje mi sie, że wyglądam przyjaźnie i sympatycznie..Ale urosłem i mój łeb i klata zrobiły sie takie męsko-dorosłe. To faktycznie może onieśmielać!
zdjęcia są z marca 2007
pierwsze to czas gdy zmieniałem uzębienie:-)
W Ffm



Dziś znów byłem we Frankfurcie. Pewnie coś się kroi, że ostatnio tak tam jeździmy??
Czuję, ze Pani Pan są podekscytowani ale nie rozumiem za bardzo o co dokładnie chodzi.
Znów podjechaliśmy w to samo miejsce co tydzień temu. Ale dziś zamiast spacerować z Panią po okolicy wszedłem z nimi do takiej jakby większej budy. Był tam stolik i krzesła oraz różne paprochy na podłodze. Byli też obcy ludzie. I prawie przez godzinę mówili nie w tym języku który ja rozumiem.
:-)
Początkowo leżałem obok Pani spoglądając przez szybę, później obserwowałem nogi tego obcego mężczyzny ..nuda..nuda..nuda. Wymyśliłem gryzienie smyczy, ale dostałem cichy a konkretny opieprz:-(
Wytrzymałem jeszcze jakiś czas i postanowiłem rozruszać to spotkanie. Pod stołem położyłem się na grzbiecie prostując jak sie da najbardziej swoje łapy. Zastanawiałem się czy uda mi sie ruszyc blat:D
Pani przerwała moje doświadczenie, zabrała mnie do samochodu..
W końcu pojechaliśmy do domu w którym mieszka Kimba! Ale Kimby nie było. Siedzieliśmy z Jagodą i Joergiem, zjadłem taka psią kość, całkiem sprawnie mi to poszło. Byłem ciekawy co się zmieniło w mieszkaniu, poszedłem pozwiedzać, a później sam nie wiedziałem co robić - leżeć, zaczepiać wszystkich, nosić różne znalezione rzeczy. W sumie to chciałem sie troche drzemnąć ale też chciałem obserwować co się będzie działo.
Dość szybko zaczęliśmy jednak się zbierać i drzemkę zrobiłem sobie w samochodzie. Spałem całą drogę, prawie dwie godziny.
Tydzień temu to byliśmy dodatkowo w takiej kawiarni włoskiej, pod stolikiem gryzłem swój smakołyk, a ludzie się mi niby to dyskretnie przyglądali. Ja jednak zawsze czuję gdy jestem obserwowany:-)
Obok kawiarni jest bardzo śmieszna fontanna, niestety czynna chyba tylko latem, bo jeszcze nie tryskała z niej woda. Ale pokaże Wam stare zdjęcie przy niej, woda wypływa jakby z ulicy, tryska w górę w różny zabawny sposób.
Na zdjęciach jestem z innych niż dzisiejszy wyjazdów do Ffm
11.02.2008
Jak sie bawia labradory






Jak? cala swoja labradorzosc angazujemy w zabawy i szalenstwo, tu na zdjeciach mala probka z sobotniego spaceru.
Bylo wszystko co lubie: woda do ktorej oczywiscie wskoczylem, taki maly niby to strumyczek, ale dalo sie tam troche poszalec i lapy zamoczyc. Pozniej przyszla pora na bloto, jak widac bylo dosc grzasko i to mnie rozbawilo, lapy sie troche slizgaly ale sie smiesznie biega po takim czyms. Troche to mnie rozruszalo i oczywiscie dostalem psiego adhd(inni mowia na to glupawka). Zapewne wszyscy sie domysla, ktore zdjecia przedstawiaja mnie podczas napadu psiego adhd:-).
Jeszcze pozniej biegalem sobie po trawie lekko ja skubiac. Przed wejsciem do samochodu Pan mnie calego wytarl, juz sie przyzwyczailem, ze tak trzeba i cierpliwie czekalem. Ja lubie byc ublocony:-)
Teraz tez wychodze z Pania, pewnie pojdziemy na lake:-)
przygoda z Surferem


Mialo byc dzis troche o plywaniu. Opowiem wiec o tym jak to bylem na plazy w okolicy Biarritz, we Francji.
We wrzesniu przez pare dni bylismy we Francji. Bylo bardzo cieplo i gdy chodzilismy w rozne miejsca, to tylko ciekawilo mnie to czy bedzie gdzie wskoczyc do wody.
Pojechalismy do Biarritz, dla mnie miejscowosc taka jak inne - plaza ladna ale ciasno na niej i w dodatku jako pies nie moglem na nia wejsc:-(
Odjechalismy troche dalej i w innej, spokojniejszej(czyli mniej popularnej) miejscowosci zatrzymalismy sie niedaleko plazy. Tam tez byl znak, ze psy nie moga wchodzic, ale Pani i Pan zauwazyli, ze nikt na ten znak nie zwraca uwagi i spora ilosc psow sie kapie i biega po piasku.
Zabralismy swoje rzeczy i poszlismy szukac odpowiedniego miejsca.
Piasek jest ok choc lapy sie w nim zapadaja nieco, jednak byl taki goracy, ze wykopalem sobie szybko dolek i w nim lezalem, bylo mi wtedy chlodniej.
Potem z Panem poszedlem w strone oceanu. To znaczy Pan statecznie szedl a ja sprintem pobieglem:-)
Woda byla fanstastyczna! Czekalem az Pan bedzie mi cos do wody rzucal, ale na plazy wiadomo -tylko piach. Tak czy inaczej bardzo mi sie podobalo, szalalem w wodzie, bieglem ile sil do Pani, potem z powrotem do Pana. I tak wiele razy.
Potem zauwazylem, ze obok nas sa inni ludzie, chcialem z nimi sie zapoznac, ale zostalem przywolany do porzadku, musialem wiec z daleka wysylac im psie usmiechy.
Na tej plazy tez bylo mnostwo golasow. Zaczalem tez spogladac na ocean, sporo ludzi tam plywalo na czym takim wygladajacym jak ogromne ptasie skrzydlo.
Ciekawilo mnie to i ci ludzie tez, bo nie byli nadzy, mieli takie kombinezony na sobie. Chcialem taka osobe poznac blizej, w koncu zauwazylem, ze jeden z nich wychodzi z wody.
Wydawalo mi sie, ze spojrzal sie z zainteresowaniem na mnie, postanowilem wiec szybko go przywitac i szybko pobieglem w jego strone. Czulem jak ped rozwiewa moje uszy, jak piach spod moich lap pryska na wszystkie strony..a ten Surfer zamiast tez biec w moja strone odwrocil sie i zaczal biec z powrotem do oceanu! Wystraszylem sie, ze mi ucieknie wiec chcialem biec jeszcze szybciej, ale w oddali uslyszalem wolanie Pani albo Pana..
To mnie wybilo z rytmu, Surfer zniknal mi z zasiegu wzroku, a nawolywania mnie staly sie bardziej natarczywe. Coz, pobieglem w strone Pana skoro tak chcial.
Z tego co podsluchalem pozniej wynikalo, ze ten Surfer sie mnie wystraszyl?!?
Nie rozumiem, ja bieglem do niego z radosci, a on sie mnie bal..Sami zobaczcie jak wygladalme gdy tak bieglem, przeciez nie jak grozny pies:-)
i ja w oceanie, ten czarny ksztalt, a w tle surferzy:-)
10.02.2008
Plywanie - pierwsze
Musze o tym wspomniec - wiele rzeczy lubie robi, a plywanie jest jedna z tych najbardziej ulubionych.
Pierwsze porzadne plywanie mialem 1.05 .2007 na podkolonskim jeziorku.
Akurat wiele osob pomyslalo, ze w tym dniu moze posiedziec na brzegu jeziora lub na piasku.
Poszlismy z Pania i Panem w strone gdzie byly zarosla i szukalismy jakiejs zatoczki, bym mogl swobodnie wskoczyc sobie do wody.
Po drodze spotykalismy ciagle mezczyzn bez ubran! Dziwnie, bo Pani i Pan mieli ubrania..
Ale w koncu udalo nam sie znalezc odpowiednie miejsce - od razu wbieglem do wody. Dostalem tam psiego adhd, woda wszedzie bryzgala a ja biegalem bez opamietania. pan znalazl jakis drag i mi go rzucil. Pobieglem za nim a gdy nagle stracilem grunt pod lapami zaczalem nimi ruszac w wodzie i tak pierwszy raz przeplynalem kawalek:-)
Bardzo mi sie to spodobalo i chcialem ciagle plywac i wcale mi sie nie chcialo wracac stamtad. No dobra, troche zmeczony juz pozniej bylem, ale plywanie mnie tak kusilo!
Na zdjeciach(maj 2007) widac jak plyne.. Jutro wiecej o plywaniu napisze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)