Pokazywanie postów oznaczonych etykietą France. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą France. Pokaż wszystkie posty

31.10.2010

region Minervois

Był to dzień w którym na przemian świeciło słońce i padał deszcz. Niebo raz było błękitne, to zaś pełne czarnych chmur, warunki atmosferyczne zmieniały się dosłownie z minuty na minutę.
Pojechałem na wycieczkę po okolicy.

Mostek na Canal du Midi, błękit nieba już przysłaniają wielkie chmury. Jeszcze nie są czarne.Mijamy wycięte winnice, smutno to jednak wygląda.
Coraz więcej chmur, wjeżdżamy ciągle w górę. Ma być wspaniały widok;-)

I był.. w dole widać miasteczko Minervois, to to miejsce w którym piłem z umywalki;-)
W zależności od pogody widok się zmienia, raz jest wesoło, raz groźnie. Chmury robią się czarne, zaczyna lać więc zjeżdżamy z punktu widokowego.Po drodze do domu tęcza, wielka i widoczna od jej jednego końca do drugiego.

A po powrocie do domu ułożyłem się przed oknem i tez miałem tęczowy widok;-)
http://www.leminervois.com/







13.10.2010

sesja z umywalką

Jak widać umywalka jest prawdziwa, ma wszystko co trzeba, a najważniejsze, że leciała z niej woda!
Ja potrafię pić prosto z butelki, więc i tutaj sobie poradziłem z piciem, chociaż
Pan nalał mi tej kranówy do mojej turystycznej miski.
Jak uzupełniłem płyny, to od razu lepiej mi się pozowało do zdjęć.
A to widok z umywalki na okolicę:-)
Jak tak sobie spoglądam na te zdjęcia, to żal mi, że już wróciliśmy! A przecież po powrocie do domu z radością wbiegłem do domu i położyłem się na swoim legowisku..

na żywo z Chile:
http://edition.cnn.com/

16.10.2009

region Saint Emilion

Miasteczko Saint-Emilion nie jest za duże, jest jednak bardzo popularne i to do tego stopnia, że po prostu jest tam tłum ludzi. Przynajmniej w dniu w którym myśmy byli, było bardzo tłoczno. Uliczkami wędrowała masa ludzi i psów;-)
Zamiast więc oglądać widoki rozglądałem się za psami.

St- Emilion słynie głównie z produkcji wina, a nie ze swoich zabytków. Gdzie się nie spojrzy to winnice.
A wina stąd znane są na całym świecie i uważane za najlepsze!
Dodam, że budowle tutejsze są bardzo stare i cale St-Emilion jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale to winnice są tym magnesem który przyciąga ludzi.
http://www.saint-emilion-tourisme.com/
Tu jeszcze wśród ludzi:

W miasteczku jest mnóstwo sklepów z wyrobami okolicznych winnic, jednak aby sobie degustować i oglądać spokojnie lepiej odjechać choć mały kawałek.
Tu dwa miejsca, jedno zamkniete w tym dniu i tylko z zewnątrz pooglądaliśmy:
Chateau Le Chatelet:
A to otwarte, właściciel ma nawet polskie pochodzenie, ale po polsku się pogadać nie da:-)
Jest jednak bardzo sympatycznie i miło.
http://www.chateau-le-chatelet.com/galerie.html
Na tej stronie sporo zdjęć, bardzo interesujących i inne informacje, strona jednak tylko po francusku.
Butelki oczekują na otwarcie:

Wycieczka po tym regionie nawet i dla mnie jest interesująca, dużo zieleni, ładne widoki. Wadą są kręte drogi, bo jak wiadomo ja lubię gdy jest prosto i bez zakrętów;-)

13.10.2008

sport w Francji

Wcale nie piłka nożna jest we Francji najpopularniejszą grą/sportem. Bardziej popularne jest rugby. Jak na razie rugby widziałem tylko w tv, Pani i Pan też i bardzo żałują, że nie mieli okazji pójść we Francji na mecz.
Można często spotkać za to wielbicieli gry w boule. Tutaj grają w Dax, przed Arenes de Dax:
tu więcej o grze w boule:
http://pl.wikipedia.org/wiki/P%C3%A9tanque

Pani z Panem w jeden z wieczorów pojechali na mecz peloty do Dax. Ja musiałem zostać wtedy sam, wpierw byłem tym urażony, ale potem zdjęcia sobie pooglądałem, szczegóły usłyszałem..
No i wstępu dla psów nie było przewidzianego:-)
Pelota to gra popularna w Kraju Basków. Zawodnicy odbijają twardą gumową piłkę gołymi rękami, drewnianą rakietą, albo za pomocą przypominającej szuflę, rakiety z wikliny, skóry bądź drewna przymocowanej do nadgarstka. Piłka może osiągnąć prędkość i 300km na godzinę!
Rozgrywki odbywają sie parami. Po każdym odbiciu piłki od muru(ściany), kolejny zawodnik łapie piłkę (w locie, bądź po jednym odbiciu od podłoża) i rzuca nią w mur tak, aby w jak największym stopniu utrudnić rywalowi jej złapanie.
Na tych zdjęciach zawodnicy na ręce, którą odbijają piłkę maja skórzaną rękawiczkę. W trakcie gry panuje na widowni raczej cisza, słychać tylko nawoływania zawodników. Udane i karkołomne akcje nagradzane są oklaskami, ewentualnie tupaniem i okrzykami:-)
Uroczyste wręczenie pucharów dla zwycięskiej pary zawodników.


A tu już szybsza odmiana peloty, to podczas takiego meczu piłka śmiga te wspomniane 300km na godzinę, stąd siatka zabezpieczająca, a zawodnicy i sędziowie występują w kaskach ochronnych.
http://en.wikipedia.org/wiki/Basque_pelota
opis gry po angielsku plus zdjęcia sprzętu
strona z szczegółami na temat przedstawionych meczów, niestety tylko po francusku
http://csli.free.fr/
http://www.touradour.com/towns/PELOTE.HTM
to bardzo interesująca strona, również w języku angielskim. Na dole tej strony wymienione są miejscowości i po kliknięciu widać boiska do peloty, to zawsze centralne miejsce w miasteczku:-)

Przerwa pomiędzy poszczególnymi meczami, planowo miała być niewielka, w rzeczywistości trwała tyle ile czasu jest potrzebne sporej grupie ludzi na zaspokojenie głodu:-)

9.10.2008

Mont de Marsan i Labastide d`Armagnac

Mont de Marsan nie jest zbyt dużym miastem. Znajduje się tam między innymi park miejski, który jest zadbany i ładny tylko w okolicach wejścia, im idzie sie dalej tym mniej dbałości, ale przyznaję, że ma to swój urok. Pochodziliśmy sobie po tym parku, a potem poszliśmy szukać targowiska miejskiego. Pora była niewczesna i targ już w zasadzie kończył działalność na ten dzień. Malowniczy w jakiś szczególny sposób też nie był.
Za to plac przy którym targ się znajdował bardzo ładny, wszędzie klomby z kwiatami: Taki widok z mostu:
I pani opalająca sie przy moście:-)

Z Mont de Marsan pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka, Labastide d`Armagnac.
Tam było po prostu uroczo. Turysta trafi tam chyba tylko przypadkiem.
Z Panią zaraz wejdziemy na główny plac miasteczka, nawet w porze dejeuner(12-14) jest tu spokojnie i kameralnie.

Siadamy w jednej z dwóch restauracji, każda ma dosłownie parę stolików.
Tu ktoś tylko pił :

Pani która prowadzi restauracje w jakiś tam sposób dogaduje się z moją Panią i Panem. Ciekawe, bo moi raczej nie mówili po francusku, a właścicielka głównie w tym języku:-)
Ale jak to sie mówi: życzliwość i uśmiech to język uniwersalny.
Dobrze, że psi język w każdym kraju jest taki sam i z wszystkimi spotkanymi psami dogaduję się bez problemów.
Na stole pojawiły się różne smakołyki, nic nie spadło w okolice mojej sznupy..

Zrezygnowany ułożyłem się w plamie słonecznej i zasnąłem:
Potem słyszałem jak Pan nadziwić się nie może, że jestem taki spokojny i nie marudzę, więc aby nie było tak idealnie okazałem parę razy zniecierpliwienie, ale powiedzmy, że mieściło się to w jakiejś normie:-). Miasteczko mi się spodobało i nie chciałem wprowadzać nerwowej atmosfery, tak jak w Bayonne.
Podcienie wokół placu, nasza restauracja też była w jednym z takich podcieni.


My siedzieliśmy dokładnie po lewej stronie od tego kościoła. Te widoczne donice to winorośle.

Jedno z nielicznych, a może nawet jedyne? zdjęcie na którym jesteśmy we troje. No, trzeba trochę sie jednak przyjrzeć:-)

Solo:

I ostatni rzut okiem na plac:

To był bardzo miły dzień, choć wytrzymać w spokoju podczas dejeuner jest trudno. Pomijam nęcące zapachy, dla mnie praktycznie każdy zapach jedzenia jest atrakcyjny. Ale ten czas! Wpierw przystawka, potem danie główne, deser i jeszcze kawa, a wszystko to rozciągnięte w czasie. Diner, czyli kolacja trwa ponoć jeszcze dłużej, ale ja tym razem w nich nie uczestniczyłem.
W Bayonne to chyba Pan i Pani byli najszybciej jedzącymi gośćmi, to oczywiście moja zasługa:-). No ale dzięki temu jak już zdecydowali się kolacje jeść poza domem, to mnie ze sobą nie zabierali.

Po powrocie bieg do domu:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...