Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black labdrador. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black labdrador. Pokaż wszystkie posty

17.09.2010

Agriturismo (z lepszej strony)



zamiast budy, to tak naprawde mam legowisko przy kominku(zimnym-na szczescie)

widoki tez w rzeczywistosci sa lepsze;-)






28.02.2008

jazda w samochodzie




Bardzo lubię jeździć w samochodzie. Sa różne rodzaje tras:
-krótka, do pana weterynarza
-średnia, np. do Frankfurtu
-długa, to taka gdy jedziemy i jedziemy, zdążę sie porządnie wyspać, ściemni się, a my dalej w drodze:-)

Nawet do weterynarza jazda mnie nie stresuje, Doktor Węgier jest bardzo miły i ma asystentki, które zawsze mnie głaszczą i mówią do mnie miło. Doktor robi mi zawsze mało przyjemne rzeczy - grzebie w uszach, raz robił coś pod moim ogonem!!, dotyka moje łapy, ugina je, naciska..dawał mi też różne zastrzyki, ale ja ich nie czuje i one nic nie bolą. Dwa razy po zastrzykach mocno zasnąłem, po przebudzeniu świat był jakiś rozmazany i czułem niepewność w łapach. Podsłuchałem później różne rozmowy udając drzemkę na kanapie i dowiedziałem się, że miałem robione zdjęcie raz przednich łap, a za drugim razem tylnych. Całkiem bezsensu mi sie to wydaje, przecież ciągle Pan albo Pani robią mi zdjęcia i nie dostaję wtedy żadnych zastrzyków??
Może gdy Doktor robi zdjęcia to trzeba zawsze spać?
Tylne łapy ponoć dobrze nie wyszły. Ale nie wiem dokładnie w czym rzecz. To chyba Pan i Pani sie tym będą zajmować.
Średnie jazdy są dobre na krótka drzemkę, byle jechać prostą drogą. Jak jedziemy jakimiś zakrętasami to mnie to trochę wybija z rytmu, spoglądam sobie wtedy przez okna.
Długie trasy niepokoją mnie jedynie ze względu na moją porę jedzenia. W czasie podróży nie dostaję swojego jedzenia, więc jak na okolice sygnału z Faktów TVN nie dojedziemy, to trochę się denerwuję. Chyba, że akurat mocno śpię:-)
Jechałem już do Polski i do Francji, parę razy. I słyszałem, że moje zachowanie w samochodzie jest wzorowe. Moje miejsce jest na tylnej kanapie, mam tam taką plandekę, albo coś innego na czym mogę się wygodnie ułożyć. Przeważnie jest ze mną tygrysek-maskotka. Niestety muszę na czas drogi być przypięty do takich szelek, bardzo mnie wkurzają. Zatrzymujemy się co jakiś czas w takich miejscach gdzie stoi zawsze dużo ogromnych samochodów. Pan wlewa coś do auta, a ja idę z Panią na załatwienie moich potrzeb. Ale w podróży nie bardzo mi się chce i mało co robię:-)
Na tych postojach często spotykam inne psy, one też są w podróży, niektóre zdążą mi się poskarżyć, że nie lubią jeździć w samochodzie. Współczuję im, bo podróżowanie jest przecież bardzo przyjemne.
Na zdjęciach grzecznie siedzę, wyleguje się i jestem z Kama w samochodzie jej Pana. Wtedy jechałem w innym miejscu, taki kącik do którego wchodzi się z tyłu , a nie z boku.

17.02.2008

nocne myśli




Przypomniałem sobie czasy gdy byłem małym, młodym labradorem. Jak wszystko mnie interesowało - do tej pory interesuje mnie wiele rzeczy:-)
Ale w tamtym czasie wszystko było nowe i od razu chciałem sprawdzić co gdzie jest i czym jest.
W domu wiele ciekawych zakamarków, zapachów. Na ulicy zawsze jakiś ruch, tyle nowych osób na chodniku. Prawie każda z tych osób się za mną obracała, cmokała na mnie(Panią to denerwowało), czasem coś do mnie mówiono..oczywiście same miłe słowa.
Obecnie gdy idziemy na psią łąkę to trwa to jakieś 4 minuty? A wtedy było inaczej, łąka była interesująca, ale droga do niej również. Wiele rzeczy nadających sie do zjedzenia, w moim mniemaniu, tam leżało. Najbardziej fascynowały mnie gumy do żucia. Swoimi małymi zębami potrafiłem taka gume oderwać od chodnika. Niestety nie robiłem tego zbyt dyskretnie i Pani zawsze taką gumę mi wyciągała ze sznupy, a Pan zaczął uczyć mnie komendy "nie rusz" i sam taką gume wypluwałem. Teraz gdy mam dorosłe zębiska, to raczej nie dałbym rady zdrapać gumy, inna rzecz, że już mnie to nie pociąga. Teraz szukam większych rzeczy - ogryzki, kawałki pieczywa, i inne rzeczy, które często można znaleźć w okolicy naszej..
Nie wiem dlaczego tak robię, ale gdy słyszę "nie rusz" to wypluwam wszystko, albo udaje, że nic nie mam czekając co dalej będzie. Zawsze jest to samo: ponowna komenda. Ewentualnie wbrew mojej woli cudza ręka opróżnia moją sznupę.
Zauważyłem, że obecnie osoby obce już mnie nie zagadują, trzymają dystans, nie chcą mnie głaskać.. Przyglądałem się sobie w oknie balkonowym, wydaje mi sie, że wyglądam przyjaźnie i sympatycznie..Ale urosłem i mój łeb i klata zrobiły sie takie męsko-dorosłe. To faktycznie może onieśmielać!
zdjęcia są z marca 2007
pierwsze to czas gdy zmieniałem uzębienie:-)

16.02.2008

jak mnie znaleziono




Może powinienem napisać ja to się stało, że zamieszkałem z Panią i Panem.
Przecież takie natrafienie na siebie to przypadek, łut szczęścia, a może.. przenaczenie?:-)
Ponoć wiele razy rozmawiali, że chcieliby mieszkać z labradorem, albo leonbergerem, albo berneńczykiem. Ale czas leciał i nic sie nie zmieniało.
W listopadzie pojechali do Grecji. A tam mieszka mnóstwo bezpańskich psów. Ponoć są przyjazne i cieszą się na widok ludzi, ale widać ich smutek i to, że mało jedzą. Te psy w róznych miejscach za Panią i Panem chodziły. Pewnie myślały, że zostaną przygarnięte. Pani mówiła, że wzięłaby choć jednego..ale wracali samolotem. Na zdjęciach zobaczycie jak te psy wyglądały. Smutno mi, ze nie mają do kogo się przytulać i nie mają swojego domu w ten sposób jak ja mam swój.
Jak wrócili, to Pani zaczęła szukać stron o berneńczykach. I wyszła strona hodowli w której się urodziłem:-). W mojej hodowli są właśnie labradory, berneński pies pasterski i landseery i Pani zauważyła informację, ze będą labradorki.
Pani napisała do Aresibo maila i okazało się, że Piki właśnie rodziła mnie i moje rodzeństwo!
I chyba byłem pierwszym szczeniakiem, który miał już swój przyszły dom - ale wtedy tego jeszcze nie wiedziałem.
Moje zdjęcia zaraz po porodzie i z pierwszych tygodni życia można oglądać na stronie hodowli Aresibo(link po prawej stronie). To był czas snu, Pikowego mleka, lania na podłogę, później już psich zabaw. Wyjechałem z Mysłowic w ostatnich dniach stycznia, oczywiście jako pierwszy - moi bracia i siostry ruszyli po mnie. A Eliza została w Aresibo.

To taki smutno-wesoły wpis, ale tak jest, że smutek i radość czasem się ze sobą mieszają.
Jutro same wesołe historie opisze:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...