Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kama. Pokaż wszystkie posty

14.07.2008

psie rozmyslania nocą

To mój odpoczynek po znieczuleniu, czyli wtorek ubiegłego tygodnia. Jak już wcześniej pisałem cały dzień przeleżałem, głownie na swojej kanapie . Kama była wtedy na wycieczce i wróciła wieczorem. Wieczorem już miałem trochę energii więc byłem w stanie okazać Jej swoje zainteresowanie.
Ciekawe jak Kama sie u mnie czuła. Wydaje mi się, że swobodnie i za bardzo Jej się nie narzucałem:-)
Moja chęć do zabawy jest nieograniczona i w każdej chwili jestem gotowy na psie figle..

Przez pierwsze dni się musieliśmy trochę dotrzeć. Ciężko mi zrozumieć, że nie każdy chce się stale wygłupiać. Czasem słyszę rozmowy na mój temat i wynika z nich, że z wiekiem będę coraz poważniejszy. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Chociaż przyznaję - lubię sobie pospać i poleżeć znacznie bardziej niż na przykład pół roku temu. Można to chyba uznać za objaw tego "poważnienia"?
Podczas wspólnych wycieczek zachowywałem się jak tylko najlepiej mogłem. Bardzo starałem się być grzecznym psem.
Pomyślałem, że w ten sposób pokażę, że można zabrać mnie wszędzie:-)
Kama jest bardzo spokojna i praktycznie nic Jej nie denerwuje. Ja niestety parę razy nie wytrzymałem i odpyskowałem psom, które mnie zaczepiały.
Pomimo tych incydentów Pan powiedział, że lepiej się zachowuję niż jeszcze parę miesięcy temu. Mam więcej cierpliwości.

Tu trochę mam biedne oko, ale to też zdjęcie z wtorku. Oko zaczerwienione po wyciąganiu kłoska.
Czy to w dużym pokoju, czy w kuchni, przedpokoju, moim pokoju zawsze blisko siebie:-)
Nawet pod kuchennym stołem w dwójkę się mieściliśmy!

11.07.2008

dzień w Frankfurcie

Całkiem dla mnie niespodziewanie pojechaliśmy do Frankfurtu.
Jechałem z Kamą w jej samochodzie, całkiem z tyłu. Mieliśmy bardzo dużo tam miejsca i głównie zajmowaliśmy się drzemką.
W Frankfurcie przywitał nas skwar, upał, zaduch. Czyli wszystko na co nie byliśmy przygotowani:)
Pierwszy przystanek, to nasze przyszłe miejsce zamieszkania - roboty trwają, panowie w stroju topless uwijali się sprawnie, czyli szanse na przeprowadzkę zgodnie z planem są duże.
Zaparkowaliśmy w centrum i poszliśmy w kierunku Nizza Park:
http://www.frankfurt.de/sixcms/detail.php?id=2793&_ffmpar[_id_inhalt]=101731
bardzo mile miejsce w którym rośnie wiele ładnych roślin:
tam moi i Kamy ludzie zajęli się kawą, a my cierpliwie czekaliśmy aż wypiją.
Lokalu tego nie polecę, obsługa tam bardzo powolna i jakaś mało zdecydowana. Nuda już mnie dopadła i wyraziłem to głosowo:-)
Wiem ile czasu się robi kawę, bo obserwuję to w domu i tym lokalu trwało to tak długo jakby robiono co najmniej 50 kaw..
Przeszliśmy do frankfurckiego rynku, a stamtąd metrem pojechaliśmy do dzielnicy Sachsenhausen.
Tam w włoskiej restauracji wszyscy jedli smakołyki, a my z Kamą musieliśmy zadowolić się kawałkami bagietki( nie były przesadnie duże).
http://www.borsalino-frankfurt.de/
tu było bardzo miło i sympatycznie. Pan przyniósł miskę dla mnie i dla Kamy i dzbanek wody. Zagadywał do nas i chwalił nasz wygląd.
Tu ja pomiędzy stolikami:
Później przeszliśmy się alejką nad Menem, mnóstwo psów spotkaliśmy. Ale poza wąchaniem i czasem obszczekaniem nic się więcej nie wydarzyło.
Wróciliśmy metrem do centrum i idąc w stronę Alte Oper chłodziliśmy się z Kamą w napotkanych fontannach:


to fontanna sprzed Alte Oper, już bez nas:
ostatnie chwile w Frankfurcie, zaraz będziemy wracać do domu
droga powrotna była bardzo miła i na brak wygody narzekać nie mogłem:-)

8.07.2008

odpoczynek po lekarzu

Właśnie wróciłem od lekarza. Wszystkie łapy jakieś dziwne, plączą mi się i trudno mi utrzymać równowagę. Dlatego postanowiłem spać i leżeć póki siły nie wrócą całkiem.
Najgorsze, że nie wiem czy dziś wieczorem dostanę swoją paszkę. Ostatnią zjadłem wczoraj ok 17-tej. Rano wyczekiwałem na pełną miskę, a tu nic nie zapowiadało by ktoś chciał ją napełnić.
Około 12-tej Pan zabrał mnie do garażu, sądziłem, że jakaś wycieczka. I owszem, tylko, że krótka i do lecznicy..
Tam dostałem zastrzyk po którym wszystko mi sie rozmyło i odpłynęło. Zrobiono mi dwa zdjęcia rtg tylnych łap i wyciągnięto z oka kłos trawy.
Ten kłos zagnieździł się już wtedy gdy nosiłem kołnierz, tyle, że opuchlizna zeszła, oko w miarę dobrze wyglądało i nie było podejrzeń, że coś tam jeszcze się dzieje.
Od dwóch dni miałem ponoć zbyt czerwone to oko i dlatego Pan poprosił doktora, aby jeszcze raz obejrzał oko. Doktor korzystając z tego, że byłem znieczulony poodsuwał moje powieki i znalazł tam wspomnianego kłosa!
Dziś chyba niewiele będę już robił, wierzę, że wieczorem dojdę do na tyle dobrej formy by zjeść posiłek.

Z Kamą już wszystko sobie ułożyłem. Wczoraj już jej tak nie zaczepiałem i nie męczyłem. Dziś to już całkiem spokojnie jest:-)
Oto dowód, zdjęcia z dzisiejszego poranka

27.03.2008

z sierpnia 2007

Chciałbym jeszcze powspominać swój pobyt w Polsce w sierpniu. Mieszkałem wtedy u Kamy. Ciągle ją zaczepiałem, bo byłem młodszy i wydawało mi się, że będzie się chciała bawić tak jak ja. Ale w domu za bardzo nie mogliśmy się wygłupiać. Na noc musiałem być w sypialni z Panią i Panem, a Kama gdzie indziej.
:-)
Czasem zostawaliśmy sami w całym domu, ale każde gdzie indziej. Odkryłem wtedy, że łóżko jest bardzo niskie i miękkie i cóż..nie trudno sie domyśleć co z tym zrobiłem.
Nie zawsze miałem dobry refleks i zostałem przez Panią od Kamy nakryty..no i moje futro tez mnie demaskowało.
Wiem, że nie wolno ale pokusa była silniejsza. U nas w domu do sypialni nie mogę wchodzić, a samo łóżko jest wysokie. Choć myślę, że dałbym rady wskoczyć:-)
Któregoś dnia pojechaliśmy nad wodę, było to jezioro z jednej strony miało plażę. Pogoda jak na lato była marna więc oprócz nas nikogo więcej nie było.
Pani od Kamy miała aport i ja z Kamą mieliśmy go przynosić z wody.
Nim jednak do tego doszło zauważyłem boję..
Nie wiedziałem jednak co to jest, a na pierwszy rzut oka wyglądało kolorystycznie jak aport więc pobiegłem do wody jak strzała. Chwyciłem w zęby ale jakaś siła nie pozwalała mi odpłynąć. Ten niby-aport był boją oznaczającą teren kąpieliska..
Nie mogłem w to uwierzyć, że tego nie da sie wyciągnąć i dłuższą chwilę młóciłem łapami w wodzie w jednym miejscu. Pan i Pani mnie wołali, ale jak miałem do nich pobiec bez tego niby-aportu?
Pan zdjął buty i po mnie tam przyszedł, wtedy się zorientowałem, że mam już tej boi nie szarpać. Pani oczywiście się stresowała, że jakaś głupota mi tam strzeli do łba.
Dalsza część naszego pobytu nad wodą upłynęła na aportowaniu, pływaniu, biegach z Kama po piasku.



tutaj ja przejąłem aport

czekamy z Kamą na daleki rzut aportem, kto pierwszy go dopadnie:)

Kama na piachu z aportem, cała w ruchu!

a tutaj ja po akcji z bojką..

21.03.2008

wietrzna niedziela i wspomnienia






Chyba się zakochałem, ale nie wiem w kim:(
Cały dzień słyszę, że wytrzymać się ze mną nie da. Cóż trochę snuję się po mieszkaniu, popłakuję i podszczekuje. Na dworze czuję jakiś bardzo intrygujący zapach i po prostu muszę stale go szukać, nie spotyka się to z takim zrozumieniem jakiego bym oczekiwał.
Sam nie wiem co się ze mną dzieje. Może to te zmiany pogodowe? Silny wiatr dziś cały dzień wieje, pada deszcz i śnieg. Pobiegałem trochę dziś na łące, nawet spotkałem tam jakiegoś psa, ale on nie chciał ze mną się bawić. Oczywiście pobiegłem do tego psa nie słuchając komend Pana, ale później już byłem grzeczniejszy.
Cofie napisał ile waży i też zostałem zważony:-)
Wpierw Pan stanął na wadze i sprawdził ile waży, a potem stanął ze mną na rękach i wyszło jakieś 34kg.
Nie lubię jak Pan i Pani oglądają filmy, siedzą na kanapach i nie zwracają na mnie uwagi, a jak staram sie głośno o sobie przypomnieć, to muszę iść na swoje miejsce..
Dziś oglądali serial o jakiejś wyspie, następnie "Gry wojenne", tego troche pooglądałem, bo jakiś czas migały lampki i różne dziwne dzwięki było słychać.
Trochę dziś powspominam:
pod koniec ubiegłego roku spotkałem się z dużą ilością goldenów. U Kamy, w Sławkowie, było takie spotkanie i przyszło bardzo dużo goldenów i goldenek. Bardzo się cieszyłem, że poznam towarzystwo Kamy. Ale nie było tak jak myślałem. Część psów mnie zignorowała, a ta druga część mnie nie polubiła..Ja oczywiście każdego chciałem zaczepić, poznać jakoś bliżej i nie spotykało się to z aprobatą, widziałem wyszczerzone zębiska, ostrzegawcze sygnały głosowe itd. Nie zniechęcałem się i nie dałem się przestraszyć, ale co z tego..zabaw wspólnych nie było. A nawet imprezę zakończyłem z wyrwaną kępką futra na karku. Prawdę mówiąc nawet tego nie poczułem, jakiś czas miałem takie łyse miejsce:-)
Następnego dnia po tym goldenowym spotkaniu byłem z nimi na spacerze i tam było inaczej, goniliśmy się, jakieś wygłupy. Tylko w mieszkaniu jakoś nie chciały mnie przyjąć do swego kręgu towarzyskiego..

Na zdjęciach - zapoznaję sie z Lucky oraz już znacznie konkretniej zapoznaję się z Filą:-))
tylko tak groźnie to wyglądało.
I dwa zdjęcia z wspomnianego spaceru.

23.02.2008

jeszcze raz pływanie





jeszcze parę zdjęć z pobytu nad wodą.

pływanie z Kamą




Gdy w 2007 roku przyjechałem do Polski, to mieszkałem właśnie u Kamy. I później już zawsze mieszkałem u niej. Pierwszy raz to byłem jeszcze mało dorosły i ciągle ją nagabywałem do zabaw. Kama się ze mną bawiła choć z jej sygnałów zrozumiałem, że nie jest to dla niej tak ważne jak dla mnie. Brałem jej zabawki, czasem leżałem na jej legowisku, szczerze mówiąc mocno ja męczyłem..
Ale gdy jechaliśmy/szliśmy w teren to rozumieliśmy się świetnie, zresztą zobaczcie na zdjęciach jak szaleliśmy:-)
Każdy z nas chciał wyłowić aport z wody, próbowaliśmy go sobie nawet na piasku wyrywać. W dodatku wszędzie był piach, a ja lubię kopać w piasku:-)
Kama jest już dorosła, jest goldenką i mieszka w Sławkowie ze swoja Panią i swoim Panem.
Wśród goldenów są nazywani "Kamowie". To moi chyba powinni się nazywać "Enzowie":-)))

Jeszcze opisze moje inne spotkania z Kamą, to był taki wstęp:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...