Podczas wyjścia nad rzekę nie tylko pływaliśmy. Razem z Kamą biegałem i prowokowałem ją do zabawy. Zamieszczam parę zdjęć jak się wygłupiamy, pędzimy droga a za nami kurz i pył:-)
Wprawne oko zauważy, że u mnie wystąpiło oczywiście psie adhd zwane przez innych głupawką.
Tak się czasem objawia psie szczęście i radość.




Trochę wstyd się przyznać, a może nic w tym złego że skorzystałem z okazji?
Przysłowie mówi: okazja czyni złodzieja. A mówi się, że przysłowia mądrością narodu czyż nie?
:-)
Rano Pan przygotował mi posiłek, zjadłem i chodziłem sobie za Kamą. Ludzie zajęli się jakimiś swoimi sprawami, a ja wszedłem do pokoju w którym spaliśmy i zauważyłem, że mój plecak jest otwarty. Zaciekawiony podszedłem, a tam torba z moim jedzeniem zapraszająco była rozchylona..
Automatycznie i nawet nie namyślając się za bardzo włożyłem w nią pysk i po prostu zająłem się jedzeniem...
Nagle poczułem rękę na karku i Pan mnie odsunął. Do tej pory nie wiem kiedy Pan tam się pojawił i jak się zorientował, że robię coś niewłaściwego.. Nawet nie będę pisał ile się nasłuchałem.. Hehe ale ile zjadłem to moje! W tym dniu już wieczornego posiłku nie dostałem, tak się spodziewałem choć łudziłem się że się zlitują. No ale zeżarłem tyle, że resztka starczyła ledwo co na poranne jedzenie i potem dwa razy musiałem dostać karmę od Kamy..
Wymyśliłem sobie, że jak im wcześniej w poniedziałek zrobię pobudkę tym szybciej dostanę michę. Już kwadrans po piątej Pani była ze mną na podwórku:-), coś tam do mnie mruczała, ale starałem się nie zwracać na to uwagi. Posiłek jednak był dopiero po siódmej..
Uczciwie napiszę, że nie mam wyrzutów sumienia z powodu włamu do plecaka. W końcu to był mój plecak i moje jedzenie, wobec tego nawet nie powinno się tego nazywać złodziejstwem, bo czy można ukraść coś sobie samemu?