23.10.2009

psie sprawy

Pewnie już wspominałem o tym, że niedaleko mnie mieszka pies, który ma na imię identycznie jak ja?
Dziwne uczucie. Różnimy się pod każdym względem. Choćby tym, że ja jestem duży, a on bardzo mały. Pan pamięta jakiej mały Enzo jest rasy, ale Pan już śpi, więc dopiszę to innym razem.
Wczoraj się z nim bawiłem, spotkaliśmy się wieczorem przypadkiem.
Zabawa była wesoła, choć z racji różnic we wzroście były ograniczenia.
W domu dopiero usłyszałem jak Pan opowiedział Pani, że ten piesek ma od 12 tygodni endoprotezę.
Naprawdę nic nie widać po nim i jak się wygłupialiśmy, to on poruszał się zwinnie. Oczywiście jego pani słono zapłaciła za to leczenie.
Cieszę się, że moje łapy są zdrowe, naprawdę to doceniam.


A tutaj jest o goldenie Paulu, który ma obecnie 3 endoprotezy, a być może dostanie i czwartą.
Artykuł jest po niemiecku, ale w skrócie: Paul ma 6 lat, cierpiał na dysplazję i artrozę , miał problemy z poruszaniem się, przez co pojawiła się nadwaga 10 kg. Za te 3 endoprotezy zapłacono 8 tysięcy Euro.
I jeszcze sprawa koreańskich psów, które wolałyby być przyjacielem człowieka niż jego obiadem:
http://www.uniteddogs.com/stopkillingdogs/
(w prawym górnym rogu tej strony jest wybór języka)

20.10.2009

ponownie w Loudenne

Zanim dojechaliśmy do Paryża, to odwiedziliśmy winnicę Loudenne.
W ubiegłym roku też tam byliśmy, ale wówczas siedziałem cały czas w samochodzie, bo na salony mnie nie zaproszono, a pogoda była niezachęcająca do spacerowania(lało naprawdę porządnie).
http://www.lafragette.com/chateau-loudenne/

Tym razem z Panią obszedłem spory kawałek zamkowego ogrodu. Bardzo tam przyjemnie, krzewy przystrzyżone, trawniki równiutkie, widok na Żyrdonę.
Koło pomieszczeń gospodarczych trwały już prace związane z winobraniem.

O tyle przyuważyłem. Pracownicy ręcznie sortowali winogrona, które parę chwil wcześniej inni ludzie zerwali z krzaków.

Tu za mną jeszcze owoce wesoło zwisają, ale pewnie w ciągu kolejnych dni zostały zerwane.
Pani zerwała jedno by skosztować czy słodkie, ponoć takie właśnie było.

Wspomniany widok na rzekę:
W tej winnicy można dogadać się poza francuskim i po angielsku , a jak się trafi na miłą panią z Ukrainy to i po polsku;-)

16.10.2009

region Saint Emilion

Miasteczko Saint-Emilion nie jest za duże, jest jednak bardzo popularne i to do tego stopnia, że po prostu jest tam tłum ludzi. Przynajmniej w dniu w którym myśmy byli, było bardzo tłoczno. Uliczkami wędrowała masa ludzi i psów;-)
Zamiast więc oglądać widoki rozglądałem się za psami.

St- Emilion słynie głównie z produkcji wina, a nie ze swoich zabytków. Gdzie się nie spojrzy to winnice.
A wina stąd znane są na całym świecie i uważane za najlepsze!
Dodam, że budowle tutejsze są bardzo stare i cale St-Emilion jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale to winnice są tym magnesem który przyciąga ludzi.
http://www.saint-emilion-tourisme.com/
Tu jeszcze wśród ludzi:

W miasteczku jest mnóstwo sklepów z wyrobami okolicznych winnic, jednak aby sobie degustować i oglądać spokojnie lepiej odjechać choć mały kawałek.
Tu dwa miejsca, jedno zamkniete w tym dniu i tylko z zewnątrz pooglądaliśmy:
Chateau Le Chatelet:
A to otwarte, właściciel ma nawet polskie pochodzenie, ale po polsku się pogadać nie da:-)
Jest jednak bardzo sympatycznie i miło.
http://www.chateau-le-chatelet.com/galerie.html
Na tej stronie sporo zdjęć, bardzo interesujących i inne informacje, strona jednak tylko po francusku.
Butelki oczekują na otwarcie:

Wycieczka po tym regionie nawet i dla mnie jest interesująca, dużo zieleni, ładne widoki. Wadą są kręte drogi, bo jak wiadomo ja lubię gdy jest prosto i bez zakrętów;-)

od rana pada

Pogoda jest taka, że zachęca jedynie do spania.
Czasem ułożę się w kłębek na legowisku i spoglądam sobie przez okno, z zaciekawieniem. Jednak nawet nie wiem kiedy moje powieki stają się ciężkie i nawet nie wiem kiedy zapadam w drzemkę.
Zawsze się potem budzę zdziwiony:-)
Miałem w tym tygodniu udane psie spotkania, teraz przed każdym wyjściem w teren mam nadzieję, że znów któregoś z nich spotkam. Kończy się to najczęściej rozczarowaniem. O tej porze roku coraz szybciej zapada zmierzch i prawdopodobieństwo, że pojawi się inny pies spada.
We wtorek za to poznałem Mamę Chelsea:http://adoptusia.blogspot.com/
Starałem się zachowywać zgodnie z zasadami dobrego wychowania;-) i zrobić jak najlepsze wrażenie. Myślę, że (choć trochę) się spodobałem;-)
Oczywiście nikt nie pomyślał o tym, aby spotkanie uwiecznić na choć jednym zdjęciu! Następnym razem sam muszę o tym pamiętać!

Czekam z niecierpliwością na poprawę pogody. Wiadomo, że ja mogę biegać zawsze, ale jak tak wieje i pada to ani Pani ani Pan nie są zachwyceni i spacery nie są szczególnie atrakcyjne, łatwo też wtedy o przeziębienie.
Dziś o poranku jak z Panią byłem na dworze, to widzieliśmy wspaniały wschód słońca i tęcze. Bardzo ładnie to wyglądało, choć trwało może 4 minuty, potem przyszła wielka chmura i tak sobie siąpi cały czas.
A przecież jeszcze niedawno biegałem sobie w takich okolicznościach przyrody..

tu ośrodek w Richelieu,widok z naszego balkonu

jeden z moich zawsze ulubionych widoków - droga wprost do oceanu;-)
szeroka i prawie pusta plaża..
ewentualnie zielone winnice, tu wprawdzie nie mam nigdy możliwości pobrykania, zakazane, ale widok ładny

10.10.2009

wakacyjne wspomnienia

Będzie o wodzie, bo dziś praktycznie cały dzień pada. Ja powspominam przygodę z oceanem:-)
Miałem dziś mnóstwo czasu by zanurzyć:-) się we wspomnieniach.
Rano -miła niespodzianka, spotkałem tego czarnego psa, którego bardzo lubię, a on bardzo lubi mnie. Nazywa się chyba Dżil, czy jakoś tak, postaram się zapamiętać następnym razem.
On jest młody i nadal rośnie..
Jego pani powiedziała, że z nikim Dżil się tak nie chce bawić jak ze mna. Cieszy mnie to.
Usłyszałem jeszcze, jak Pan w domu powiedział, że Dżil ma "super futro", nie wiem teraz czy to znaczy, że moje jest gorsze??
To mnie trochę dotknęło, ale potem pomyślałem, że pewnie chodziło o to, że jego futro jest dłuższe i w kategorii psów z takim włosem ma on faktycznie ładną sierść.
Do domu wróciłem zmęczony i z radością zjadłem śniadanie i poszedłem na legowisko. Już zasypiałem gdy wyczułem, że zostanę sam i faktycznie: Pani i Pan pojechali zwiedzać jakieś koszary w których mieszkał Elvis. W ten sposób miałem mnóstwo czasu na sen i wspomnienia, a miarowy deszcz za oknem przypomniał mi ocean.

Patrząc w drugą stronę na plaży widać resztki bunkrów, malowidła współczesne..
Plaża znajdowała się w okolicy malej miejscowości Grayan et l'Hopital. Było tam po prostu pusto.
Fale trochę innego rodzaju niż na poprzedniej plaży, mniejsze acz bardziej zdradliwe.
Panu ocean porwał okulary - na zawsze.
Ja pływałem z Panem, ścigałem aport, kopałem dołki w piasku, biegałem jak szalony...
Potem mnie trochę zaczęło suszyć, to się napiłem, w końcu wody było pod dostatkiem.
Nie rozumiałem dlaczego Pani mnie za to opieprzyła. No trochę woda z oceanu jest niedobra, ale jest mokra, a o to przecież chodzi;-)
Dopiero po jakiejś godzinie dowiedziałem się dlaczego tak zareagowała..
Znad oceanu jechaliśmy do Le Verdon sur Mer, stamtąd trzeba przeprawić się promem do miasta Royen. Byłem ciekaw jak to jest na takim promie.
Jednak już na parkingu przy promie czułem się jakoś tak nieswojo..i cóż, jedziemy w kolejce, czyli nie da sie stanąć gdzieś na boku - woda oceaniczna podeszła jakoś tak mi w górę i pomyślałem, że nie należy jej zatrzymywać.
Lepiej tego bardziej szczegółowo nie opisywać.
Potem wszystko już było w porządku i spałem przez resztę drogi. Mam nadzieję, że zapamiętam iż woda z oceanu nie nadaje się do picia;-)

6.10.2009

różne twarze Bordeaux

Jedno z miejsc bardzo charakterystycznych dla Bordeaux, fontanna przy Monument aux Girondis (pomnik żyrondystów).

kawałek pomnika:

Place de la Comedie, widok na The Regent Grand Hotel
chciałbym kiedyś tam nocować, choćby w tym najskromniejszym pokoju;-)
http://www.theregentbordeaux.com/

pomiędzy hotelem a teatrem jeździ sobie tramwaj:
i główna ulica handlowa rue S-te Catherine.
dla mnie fascynująca, tyle zapachów, że szok, różne grupki młodych osób siedzące na rogach z psami. obszczekiwałem każdego napotkanego psa. prawdę mówiąc nie wiem dlaczego, coś tam chciałem udowodnić, ale już zapomniałem co.

Bordeaux to nie tylko kamienice, jest mnóstwo nowych budynków, niby nowoczesnych, jedne bardziej pasują do miasta inne mniej..

nowoczesny hotel, ma swoich zwolenników
http://www.seekoo-hotel.com/

nie ma co ukrywać, że w mieście jest mnóstwo koszmarów w takim typie:

i zaskakującej sztuki - na przykład znienacka można spotkać kawałek krokodyla:

są miejsca gdzie można nie być mile widzianym:
nie ma za to przeszkód by pochodzić po Jardin Public, tyle, że na uwięzi - co jak widać może nudzić;-)
miejsca na chwilę oddechu jest sporo..
pan zapewne zjadł za dużo na dejeuner;-)

nasz pokój posiadał mały balkon, jednak nie wylegiwałem się na nim. z balkonu było widać bardzo ruchliwa ulicę, ogromna pocztę i jeszcze większe centrum handlowe.

spałem sobie "w nogach" łóżka, rankiem Pan mnie budził(albo ja Pana) i szliśmy po bagietkę i croissanty z których dla mnie był tylko zapach;-)

w oczekiwaniu na wyjście w teren:

w każdym przewodniku gdzie pisze o Bordeaux wspomina się o zacumowanym przy brzegu krążowniku przeciwlotniczym Colbercie.
prawda jest taka, że od 2 lat już go tam nie ma, ot tak po prostu, pozbyto się go:-(
trafiło się jednak tak, że inny statek stał przy nabrzeżu, turystyczny ale olbrzymi:

hehe, jeszcze raz ja - w oczekiwaniu na wyjazd poza miasto. można powiedzieć -gotowy do drogi.

5.10.2009

paryski szyk

Już po wakacjach.
Dość szybko mi ten tydzień minął, dużo się działo, byłem w różnych miejscach. Moje zachowanie mocno dyskusyjne...
Ja myślę, że zachowywałem się przyzwoicie i jedynie zdarzały mi się małe wpadki, Pani i Pan myślą chyba inaczej.
Ale co tam, zamiast o głupotach pisać powinienem wspomnieć o Paryżu;-)

Spakowane legowisko sugerowało, że wracamy do domu, a tu niespodzianka, wjeżdżamy do jakiegoś miasta, ulice szerokie, na chodnikach tłumy.
Po wyjściu z samochodu pierwsze co rzuca mi się w oczy to wielkie rusztowanie.
Okazuje się, że to słynna wieża Eiffla.
Na szczęście nie musiałem na nią wchodzić i mogłem podziwiać z dołu;-)
Wiem, że da się wjechać na szczyt windą, ale naprawdę nie odczuwałem takiej potrzeby. Zresztą wokół wieży kłębił się taki tłum, że miałem wrażenie, iż nagle wszyscy zapragnęli pooglądać Paryż z wieży Eiffla..
Wieża znajduję się w ciekawym parku, kręciło się tam sporo psów, wszystkie donośnie obszczekałem, a co! Niektóre nawet mi odpowiedziały.
Bliższe poznanie się nie wchodziło w grę, gdyż:
Tyle zielonego terenu i nie dało się swobodnie pobiegać, trudno..
Ale pod krzakiem z fioletowymi kwiatami zapozowałem, w końcu nie wypada być w Paryżu i nie mieć zdjęcia z wieżą Eiffla;-)

Potem idziemy w stronę jednego z wielu mostów, trzeba udać się na drugi brzeg Sekwany.Na Sekwanie cumują różne barki, jak widać w niektórych mieszkają i psy:Chwila odpoczynku, jak widać po uszach wiało dość mocno..Widok na katedrę Notre Dame. Jest daleko i bliżej jej tego dnia nie zobaczymy.

Za to całkiem blisko zobaczyłem Łuk Triumfalny! To też przecież miejsce bardzo znane w Paryżu, no i (co nie dziwi) oblężone przez turystów.
Wokół Łuku krążyły samochody, wyglądało to jak na jakimś wyścigu Formuły 1, tyle, że w zwolnionym tempie i zwiększonej liczbie uczestników.
My wokół Łuku nie jechaliśmy:D
Na zdjęciu nie widać w sumie jaka ta budowla jest wielka, pomimo tego, że byłem w pewnym oddaleniu czułem wielkość i dostojność Łuku. Robi wrażenie, samochody przy nim wyglądają jak resorówki.

Potem przeszliśmy Polami Elizejskimi.
Wszystko tam było duże: sama ulica, chodniki, masa ludzka, wystawy sklepowe i restauracyjne ogródki.
Człapałem posłusznie, gdy się gdzieś zatrzymywaliśmy robiłem minę typu "psia biedność", zawsze, naprawdę zawsze wywoływała efekt. Czułem się jakbym był najbardziej interesującym psem w tym wielkim mieście!
Spoglądano na mnie z sympatią, wysyłano mi uśmiechy i zagadywano. Byli też tacy co podchodzili z zamiarem pomisowania mnie. Zawsze okazywałem radość, chwilami -jak to Pani twierdzi-przesadną, bo obskakiwałem swoich wielbicieli.

Doszliśmy do Place de la Concorde, tam też pusto nie było. Nawet odczuwałem już pewne zmęczenie i się zastanawiałem ile ten Paryz ma jeszcze miejsc do których TRZEBA pójść?
Tak wiem, ma takich miejsc tyle, że lepiej w to nie wnikać. Praktycznie gdzie się nie spojrzy to widzi się coś interesującego.
My przeszliśmy jakies 11 kilometrów i był to tylko mały wycinek paryskich atrakcji.
Ten spacer już czułem w łapach i z radością wskoczyłem do samochodu, zasnąłem momentalnie i dalsza droga do domu zleciała mi blyskawicznie.
Nawet ten Paryż taki zły nie był, choć wiadomo, że ja wole las, plażę, wodę.
Jestem miastowym psem, który uwielbia wieś;-)
Panu i Pani Paryż się podobał, pomimo tych tłumów:)

Aaa, no muszę jeszcze dać zdjęcie nawiązujące do tytułu wpisu:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...