16.05.2008

ubiegłotygodniowa łąka

cały ostatni tydzień to upały. dopiero dziś się mocniej zachmurzyło i zaczęło padać, a jak z Panią byłem na spacerze, to nawet odgłosy burzy słyszałem. Nic mnie to nie wystraszyło, bo takie dzwięki mnie nie stresują. Wszyscy z łąki pouciekali, tylko ja i Pani zostaliśmy i mieliśmy przynajmniej luz:-)
W upały więcej sobie śpię, na balkonie też. Zdjęcia nie są jednak z dzisiejszego wyjścia, to z minionego tygodnia, zabawy z Panem. Mieliśmy taki męski tydzień:-)
W niektóre dni musiałem sam siedzieć w domu, a w inne dni jechałem z Panem na męskie wyprawy.
Co robiłem gdy Pan był w pracy? Spałem, jakoś nie chciało mi się żadnych psot wymyślać. Później układałem się z Panem na kanapie i oglądaliśmy jakieś seriale. Jakie dokładnie to nie wiem, bo zawsze szybko zapadałem w drzemkę. Tylko "Lost" kojarzę, bo tam pojawia sie labrador Vincent.
O wyjazdach do lasu i odkrywaniu bunkrów, szaleństwie w strumyku oddzielnie napiszę. Dokumentacja fotograficzna też będzie:-)
A tu ja wśród traw i kwiatów łąkowych:
Siedzę i myślę:
Dmuchawce i końcówka mego jęzora:

Jeszcze róża z naszego balkonu.
Mamy trzy krzaki róż i to pierwszy kwiat jaki sie pojawił, róże mnie bardzo intrygują i często staram się trochę te krzaki poskubać, ale zawsze dostaję ostrzeżenie. Udaje wtedy, że tylko wąchałem..

7.05.2008

ja i mastif



Wczoraj i przedwczoraj spotkałem piaskowego psa, koloru piaskowego. Wpierw myślałem, że to dog, ale on nie jest dogiem tylko mastifem angielskim.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mastif_angielski
On jest bardzo duży i podszedł do mnie ze swoim panem. Trochę się speszyłem jego wielkością. On śmiało położył swój łeb na moim karku..stałem jak wmurowany!
A potem powąchał mnie po afterze, no nie..ktoś mnie a nie ja jego!!
Postanowiłem nie ryzykować i uznałem jego wyższość. Wczoraj jak się znów na chodniku spotkaliśmy już nie próbował mnie zdominować, a i ja zachowywałem dystans. Pan uważa, że w porę spotkałem takiego psa i mogłem się przekonać, że nie zawsze ja będę dominować nad towarzyszami zabaw.
Wyglądam przy nim na taką kruszynkę:-)
Na zdjęciach moje łąkowe zabawy z Panią, wróciliśmy wykończeni tym upałem. Ale z chęcią biegałem za piłka i częstowałem się świeżą trawą.

6.05.2008

cd niedzielnego pływania

Moje niedzielne pływanie w obiektywie Pana

Tu jak widać już cały mokry jestem i kolejny raz szykuję się do skoku do wody. Jeszcze tylko muszę zerknąć gdzie to leci mój aport.
Tak, widzę go, teraz jak najszybciej muszę do niego dopłynąć, nic innego nie jest w tej chwili ważniejsze..Trochę wyglądam jak na wodnych nartach, taki ślad zostawiają moje tylne łapy:-)

Wyczekiwanie..zamiast czekać na brzegu już stoję w wodzie. Potrafię nawet usiąść w wodzie gdy trzeba.

Tu akurat nie siedzę ale myszkuję sznupą pod wodą, widocznie było coś tam interesującego. Dziś już nie pamiętam co to mogło być.

A tutaj już przy brzegu z aportem, a mój ogon zostawia za sobą ślad stworzony z kropli wody
i zgrabny skok na brzeg - oddanie aportu, otrzepanie się i oczekiwanie na kolejny rzut.

tutaj taka krótka fotograficzna historia jednego skoku, wbiegam do jeziora, odbijam sie od dna, płynę i nawet troszkę się zanurzam:-)))



5.05.2008

wieczorne wyjście nad jezioro

Już dziś sobie myślałem, że żadnych ciekawych wyjść nie będzie. Oczywiście łąka jest dla mnie interesująca, bo zawsze mogę tam pomęczyć inne psiaki. Pani mówi, że wszyscy zaczną ode mnie uciekać jak będę ich tak seksualnie dręczył, ale to przecież normalne, psie zabawy prawda?
Jak już porządnie się wyspałem podczas popołudniowej drzemki, to ze swojego kącika z zabawkami zacząłem wynosić zabawki i sugerować to Pani, to Panu, że pora na jakieś gry. Pan mi powiedział, że może zadzwonić do Marcina, to ze mną sznur na pewno chętnie poprzeciąga, nawet numer mi wybierze do niego..zastanawiałem się czy czuć się urażonym czy nie.
Pewnie Pan się stresował, że będę wygrywał przeciąganie sznura:D
Nagle z rozmowy wywnioskowałem, że jednak coś będziemy robić innego niż nasza okoliczna łąka.
Pani zabrała moje ręczniki i zeszliśmy do garażu. Tak się cieszyłem, że ta droga mi się trochę dłużyła, choć nad jezioro sie jedzie może 10 minut?no 15:-)
Zaczynał się ciepły wieczór, a cały brzeg jeziora był zajęty przez ludzi! Golizna, grille, kocyki, inne psy. Musieliśmy iść trochę brzegiem i poszukać wolnego kawałka. Już cały byłem tym napięty i szedłem nic nie słysząc..
W końcu trafiło się dobre miejsce! Od razu wbiegłem do jeziora i już czekałem na aport. Nic mnie nie interesowało, ani kaczki, ani łabędzie, ani kajaki, szczekające gdzieś psy, piski ludzkie NIC. Liczył się tylko mój pomarańczowy aport. Wpierw rzucał mi Pan, tak jak on to potrafi - daleko:-)
Pani robiła mi zdjęcia i filmiki. Oto zdjęcie jak czekam na rzut:
Tutaj już prawie dopływam do brzegu z aportem:
Oczywiście za każdym razem po wyjściu muszę się dokładnie otrzepać, prychnąć i wypluć wodę.
Potem Pani mi rzucała aport, oczywiście jak zwykle blisko. Doceniam starania, w tym czasie Pan zrobił mi zdjęcia, które jutro pokażę tutaj.
Raz Pan rzucił mi aport gdy gryzłem na brzegu kijek. Nie zauważyłem tego rzutu i na polecenie "szukaj" biegałem po brzegu, spoglądałem w stronę, którą Pan wskazywał, ale nic tam nie widziałem..choć bardzo chciałem zobaczyć hehe
Pan rzucił czymś więc w stronę gdzie sobie aport pływał i zacząłem tam płynąć. Oczywiście na początku aportu nie widziałem, po chwili jednak pomarańcz rzucił mi się w oczy. Złapałem aport, ale chciałem znaleźć jeszcze tamtą rzecz, która Pan rzucił! Myśleli, że jestem taki mało bystry i nie kapnę się, że to było coś innego od aportu?
Pan mnie jednak przywołał i się nie upierałem przy poszukiwaniach. Widocznie nie było to nic tak ważnego jak mój aport.
W końcu trzeba było wracać. Już w samochodzie poczułem chęć drzemki. W domu zjadłem i od razu moja kanapa i sen. Przebudziłem się a w pokoju ani Pana ani Pani, poszedłem do dużego pokoju, a oni na swoich kanapach, pomyślałem, że się dołączę:-)
Ale Pani zareagowała i nic z tego. Dopiero po paru minutach sama mnie zaprosiła. Ułożyłem się przy jej nogach i od razu mocno zasnąłem.
Tu Pani mi cyknęła zdjęcie - już się rozbudziłem, zdziwiony, że jej obok nie ma:

A tu chytrze przeszedłem na kanapę obok i udawałem, że mocno śpię. Taki mały nielegal:-)
Jednak Pani wychodziła z pokoju i musiałem zejść, a ile mojego futra tam zostało ho ho...
dopisek:
wróciłem z nocnego wyjścia i po tym pływaniu to dużo musiałem sie wody nałykac, bo sikałem chyba z 5 min bez przerywania!
Pani mówi, że przesadzam i może to było o połowę mniej, nie wiem- nie wiem..
był to mój rekord w staniu na trzech łapach gdy czwarta jest lekko uniesiona i odchylona na zewnątrz:-)

3.05.2008

o padlinie i samochodzie

zdjęcia ubiegłoroczne, z sierpnia

Muszę teraz wyjaśnić zagadkę bagażnika tego obitego, białego samochodu.
Pan wracał ze sklepu i z naszego samochodu widział jak do tamtego auta podeszła jakaś kobieta z dwoma pudelkami..i te pudelki władowały się na tylną kanapę. To w pewien sposób rozwiązuje sprawę i wyjaśnia dlaczego to auto mnie intrygowało. Pomimo wszystko mam pewne wątpliwości, co z tym bagażnikiem?? Pudle coś upolowały i ich pani włożyła to do bagażnika, pudle czasem jeżdżą w bagażniku..Przecież w wielu samochodach psy jeżdżą, a ja nie rzucam się na nie z nosem:-)
Pudelki nie interesują mnie jakoś bardziej niż inne psy.

Pani i Pan nadal myślą jak opanować mój popęd( seksualny), bym przestał nagabywać każdego psa i zajął się znów wesołymi psimi zabawami.
Nie rozumiem co im to przeszkadza, tamte psy może nie są tak zachwycone jakbym chciał, ale to też w jakiś sposób jest zabawa.
Zobaczymy co wymyślą.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o padlinie i tarzaniu się.
Ja nie lubię się tarzać w jakichś rybach czy padlinie, lubię za to taplać się w błocie -im większe tym lepiej. Każda kałuża, błotko to okazja do zanurzenia tam łap i dzikich skoków.
W ubiegłe wakacje znalazłem na łące zdechłego szczurka i natychmiast pobiegłem z nim do Pana. Pan miał dziwną minę ale pochwalił mnie, że znalezisko mu tak dostarczyłem. Tyle, że nie mogłem się tym pobawić ani skonsumować.
Jesienią z Panią miałem łąkowe zabawy i trakcie nich zaintrygował mnie jeden zapach, podbiegłem w jego stronę i to co znalazłem chwyciłem w zębiska i pognałem radośnie do Pani. Było to skrzydełko gołębia, całkiem świeże - na twarzy Panie zero entuzjazmu.
Innym razem szliśmy z Panią chodnikiem i z boku w chaszczach leżała taka wysuszona, mała myszka. Pani też ją zauważyła i zanim zakazała mi ją ruszać już ją miałem w sznupie..
No ale posłusznie wyplułem..
Pani ma chyba oczy wszędzie! Zawsze zauważy, że coś mam w pysku.
Wczoraj ktoś przed wejściem do naszego domu upuścił loda w polewie czekoladowej, nawet nie zdążyłem liznąć. Pani sama tego nie chce skosztować, a drugiemu też nie pozwoli.

z sznurem

2.05.2008

krimi zagadki



Auto nadal stoi, szybka od strony pasażera zamknięta, a wczoraj była trochę uchylona. Czyli ktoś do tego auta się przyznaje.
Za pierwszym podejściem tylko trochę się zainteresowałem tym samochodem, Pani nie zatrzymała się i poszliśmy dalej. Obeszliśmy trochę terenu, zachowywałem się prawie idealnie:-)
Jakoś taki humor miałem. Tyle świeżej trawy, mlecze i jakieś inne kwiatki, bardzo miło mi się szło.
Wróciliśmy ulicą na której stoi ten samochód, Pani wpierw nie chciała obok niego przechodzić, ale na drugiej stronie ktoś mył auto kempingowe więc wyboru nie było.
Ojej..zapach mnie zatrzymał w miejscu!
Pani trzymała mnie mocno, bo chciałem znów wskoczyć na bagażnik. Nie chciałem odejść od tego auta, jeszcze z daleka się odwracałem i wąchałem. Pani pooglądała bagażnik i z jednej strony zauważyła jakby piórka, albo sierść, pewnie tam naprawdę jakaś padlina sie wyleguje w bagażniku! no albo pozostałości jakieś..Ja tam się nie znam na zwyczajach ludzkich, ale dziwny to samochód, jak tam tak chodziliśmy wokół nikt nie interesował się nami. Może gdyby ktoś przylazł, to Pani poprosiłaby o otwarcie bagażnika?
Teraz muszę odpocząć, choć jestem ciekawy co jest w środku.

zapachy

na zdjęciu rwę oset, sierpień 2007
Wczoraj podczas spaceru po okolicy nagle dopadł mnie ZAPACH. Coś mnie przyciągało w jedna stronę niesamowicie, poddałem się temu. Pani zresztą też, bo jak zobaczyła, że moje nozdrze pracuje na maksymalnych obrotach to była ciekawa co wyczułem.
To COŚ było w samochodzie, obleciałem go z każdej strony, a najsilniejsze zapachy dochodziły z bagażnika. Stałem tam jak zaczarowany, sznupa pionowo:-)
Pani nie pozwoliła mi skoczyć na bagażnik, a taka miałem chęć. Poszliśmy do domu, tam Pani opowiedziała wszystko Panu dodając swoje teorie. Oczywiście same kryminalne, to tak jest jak czyta się dużo kryminałów i ogląda tego typu filmy.
Nawet się dobrze nie zdrzemnąłem a już musiałem ponownie wyjść z Panią i Panem. Pan był jednak ciekawy. Poszliśmy, już auto przed tym właściwym coś do mnie doleciało.
Tym razem wskoczyłem na bagażnik..ale szybko mnie zdjęli.. Nie martwcie się, śladów żadnych nie zostawiłem, a nawet gdyby, to nikt by tego nie zauważył, bo ten samochód cały poobijany i jakiś taki "po przejściach".
W drodze powrotnej słyszałem jak sobie dyskutują co tam w bagażniku może być. Pani twierdzi, że jakaś padlina, bo jaki inny zapach może mnie tak fascynować i dawać taką reakcję? Pan twierdził, że nigdy nie widział mnie takim zaintrygowanym jakimś zapachem i nigdy też nie chciałem skakać na bagażnik.
Ja sam nie wiem co tam może być, ale mnie to przyciąga.
Mam nadzieję, że zaraz jak z Panią wyjdę, to pójdziemy sprawdzić, czy ten samochód tam stoi.

1.05.2008

już maj

Właśnie zapozowałem Pani szybko, przed snem:
Ostatnio jakiś doberman chciał się bliżej ze mną zapoznać i wpił się w mój kark. Szczęśliwie właściciel go ode mnie odciągnął(z pewnym trudem). Mój kark nienaruszony.
Ja nadal walczę z hormonami i każdy pies to dla mnie przede wszystkim obiekt seksualny.
Co poradzić..
Dziś bardzo silny wiatr był i gdy poszedłem z Panią w południe na łąkę, to nikogo oprócz nas nie było. Pani wzięła ze sobą taką piłeczkę na sznurku, da się nią daleko rzucić. Rzucała w różne strony a ja pełen zapału za nią biegałem. Parę razy Pani ukryła ja w trawie i szukałem. I tak nam godzina zeszła. Wczoraj byłem z Panią w pralni oddać koszule, po drodze ludzie do mnie zagadywali, albo nawet cmokali. Ale starałem się za bardzo na to nie reagować. W pralni spokojnie stałem, nie skakałem na ladę jak dawno temu:-)
Tam mnie lubią i zawsze coś miłego do mnie powiedzą. Raz jeden pan przyniósł zdjęcie swojego psa i sie Pani zapytał czy takiego zna. Pani znała(ja też hehe), bo to był landseer. Landseery mieszkają w Aresibo i znamy je bardzo dobrze:-)
http://www.aresibo.pl/landseer.php

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...