28.03.2008

taki tam deszczowy dzień

Dzisiaj udało mi się znowu pobawić z Wolfem. Pomimo tego, że jest on ode mnie starszy nie czuje przed nim respektu i staram sie go sobie podporządkować. Dziś z nami nawet i Rufus sie bawił. Rufus mieszka razem z Wolfem i jest biszkoptowym labradorem, jest starszy od Wolfa i ma za sobą zabieg na swojej męskości.
Ale sie tym nie przejmuje, tyle, że nie zawsze się z nami bawi.
Chociaż może to jest akurat kwestia wieku, ciągle słyszę, że z wiekiem będę stateczniejszy(cokolwiek to oznacza).
Pan Wolfa i Rufusa pochodzi z Finlandii. To co opowiadał podsłuchałem dopiero po powrocie do domu, bo na łące byłem zajęty bieganiem i psimi zabawami.
W Finlandii jest spokój i dużo jezior do pływania. Spokój też ma znaczenie, u nas na psiej łące często jest bardzo tłoczno i nie da się biegać i ćwiczyć. Dlatego gdy tylko jest odpowiednia pogoda i czas to jeździmy do lasu, tam można częściej niż psa spotkać konia.
Po powrocie do domu długo nie potrafiłem się ułożyć do drzemki, taki byłem nakręcony zabawą. Jak wyszedłem wieczorem z Panią, to obszczekałem taki żywopłot z iglaków, wiatr mocno wiał i jakoś podejrzanie mi szumiał. Mam też wrażenie, że w domu za tym żywopłotem mieszka jakiś kocur, a to jest warte obszczekania. Koty denerwują mnie najbardziej z wszystkiego, taka niechęć od pierwszego wejrzenia. Muszą mieć coś na sumieniu, bo zawsze jak mnie widzą to uciekają, a jak mówi się w filmach kryminalnych: niewinny nie ucieka.

Powinienem sie chyba przyznać, że dziś miałem ochrzan od Pani. Zostałem rano sam w domu i gdy już sobie pospałem, to naszła mnie myśl, że może warto sie podszkolić trochę. Wyciągnąłem z półki segregatory od Pana..takie dotyczące zagadnień z informatyki. Byłem ciekawy..najbardziej z tego wszystkiego spodobał mi się niebieski segregator, dobry mocny karton, dużo energii włożyłem w to by go pociąć. Jak Pani wróciła, to chyba miała wrażenie, że szkody są większe. Jakoś tak kawałki papieru się same rozrzucają po całym pokoju. Pewnie znowu pojawi się blokada na dolne półki z książkami.
Ale czy czasem nie mam racji - rok temu rozprawiłem się z książka "Komórka" Stephena Kinga, nowa, nieczytana:-)
Pani niedawno się męczyła z nią, sam słyszałem jak wspominała, że rozczarowała się i nie podobała jej się. Aż żal, że nie rozszarpałem jej całej.


A na dobranoc moje szczenięce chrapanie.

27.03.2008

z sierpnia 2007

Chciałbym jeszcze powspominać swój pobyt w Polsce w sierpniu. Mieszkałem wtedy u Kamy. Ciągle ją zaczepiałem, bo byłem młodszy i wydawało mi się, że będzie się chciała bawić tak jak ja. Ale w domu za bardzo nie mogliśmy się wygłupiać. Na noc musiałem być w sypialni z Panią i Panem, a Kama gdzie indziej.
:-)
Czasem zostawaliśmy sami w całym domu, ale każde gdzie indziej. Odkryłem wtedy, że łóżko jest bardzo niskie i miękkie i cóż..nie trudno sie domyśleć co z tym zrobiłem.
Nie zawsze miałem dobry refleks i zostałem przez Panią od Kamy nakryty..no i moje futro tez mnie demaskowało.
Wiem, że nie wolno ale pokusa była silniejsza. U nas w domu do sypialni nie mogę wchodzić, a samo łóżko jest wysokie. Choć myślę, że dałbym rady wskoczyć:-)
Któregoś dnia pojechaliśmy nad wodę, było to jezioro z jednej strony miało plażę. Pogoda jak na lato była marna więc oprócz nas nikogo więcej nie było.
Pani od Kamy miała aport i ja z Kamą mieliśmy go przynosić z wody.
Nim jednak do tego doszło zauważyłem boję..
Nie wiedziałem jednak co to jest, a na pierwszy rzut oka wyglądało kolorystycznie jak aport więc pobiegłem do wody jak strzała. Chwyciłem w zęby ale jakaś siła nie pozwalała mi odpłynąć. Ten niby-aport był boją oznaczającą teren kąpieliska..
Nie mogłem w to uwierzyć, że tego nie da sie wyciągnąć i dłuższą chwilę młóciłem łapami w wodzie w jednym miejscu. Pan i Pani mnie wołali, ale jak miałem do nich pobiec bez tego niby-aportu?
Pan zdjął buty i po mnie tam przyszedł, wtedy się zorientowałem, że mam już tej boi nie szarpać. Pani oczywiście się stresowała, że jakaś głupota mi tam strzeli do łba.
Dalsza część naszego pobytu nad wodą upłynęła na aportowaniu, pływaniu, biegach z Kama po piasku.



tutaj ja przejąłem aport

czekamy z Kamą na daleki rzut aportem, kto pierwszy go dopadnie:)

Kama na piachu z aportem, cała w ruchu!

a tutaj ja po akcji z bojką..

26.03.2008

zabawa z Wolfem

nadal u nas jest zimowa aura, dziś głównie padał deszcz jednak.
Wczoraj byłem u doktora Węgra, powiedział, że mam wspaniałe zęby i dał mi też zastrzyk, abym nie miał wścieklizny. To mnie trochę zastanawia, bo czasem słyszę, ze "zachowuję sie jak wściekły"..to jak się jest zaszczepionym przeciw jakiejś chorobie, to w jaki sposób można sie zachowywać jakby sie ją miało?
Poszedłem dziś z Panem na łąkę pomimo tego, że trochę padało. Pan chyba myślał, że aż tak długo nie będziemy, bo narzekał później na przemarznięte ręce.
Na łące było trochę innych psów, aleja najbardziej ucieszyłem się z tego, że był tam Wolf!
Wolf mieszka ulicę dalej i też jest czarnym labradorem, rok starszy ode mnie. Mieszka z starszym od siebie biszkoptowym labradorem.
I co najważniejsze -Wolf lubi sie ze mną bawić!
Biegaliśmy razem, lizaliśmy, kotłowali bo trawie i trwało to długo. Miałem naprawdę dużą radość!
Pan sobie gawędził w tym czasie z panem Wolfa.
I inne psy mnie nic a nic nie interesowały dziś. Do domu wróciłem cały mokry i z kawałkami trawy. Pani powiedziała, że czuć mnie łąka. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
Cały wieczór sobie spałem, nawet jakieś psie biegi mi się śniły, Pani mówiła, że przez sen merdałem ogonem.



Hej Igor, zobacz ja mam podobne gumowe kółeczko jak Ty! I też czasem jak biegnę, to ono mi sie tak śmiesznie na pysk nakłada:-)
Tu akurat z nim leżę, Pani nie bardzo chciała wklejać kanapowe zdjęcie - bo niby moja kanapa jest za bardzo uświniona przeze mnie i nie nadaje się do prezentowania na blogu:-)
a tu jest link do Igora z kółkiem:-)
http://blondyniblondyna.blox.pl/2008/03/Wielkanoc.html

25.03.2008

wieczorem na kanapie

Tak właśnie wygląda u nas, przed chwilą Pani wychyliła się przez okno i zrobiła to zdjęcie. To chyba największe opady śnieżne u nas tej zimy! A wg kalendarza jest już wiosna..
Po powrocie ze spaceru czułem potrzebę porządnej drzemki. Dostałem zaproszenie na kanapę i przez chwile spoglądałem w tv, bo występował w serialu pies golden retriver, nazywał sie Hotdog..trochę głupie imię dla psa, prawda?
Zanim zdążyłem o tym więcej pomyśleć, to już sobie spałem, lekko pochrapywałem i przybierałem różne pozy. Ostatni kwadrans mego wylegiwania się został uwieczniony:



24.03.2008

lany poniedziałek




Leje, ale głównie z nieba, czasem śnieg, a czasem deszcz ze śniegiem. Rano jak wstaliśmy, to było wszędzie na dworze biało.
Pan postanowił, że pojedziemy na polną drogę, a Pani coś na gardło narzeka, to została w domu i oglądała film o detektywie Poirot.
Pan zrobił krótkie filmiki o mnie na dworze, tak wiało, że ręka trochę mu sie trzęsła:-)
Ale można zobaczyć jakie warunki atmosferyczne panowały podczas naszego spaceru.

23.03.2008

szwajcarskie adhd w śniegu-krótki film





fragment gdy biegałem w Leukerbad po śniegu, moje adhd tylko w kawałku widoczne

niedziela wielkanocna

Obudziłem się pomimo święta dość wcześnie. Dziś znowu był wyścig samochodowy. Te wyścigi dla mnie są nieco denerwujące, nie lubię jazdy samochodem gdy ciągle są zakręty. A zauważyłem, że tak na tym wyścigu jadą - szybko i z nieskończoną liczbą zakrętów. Próbowałem więc zwrócić na siebie uwagę: siadałem przed stolikiem i wgapiałem się w Panią lub Pana wydając półgłośne dźwięki. Potem pojedyncze szczeki coraz głośniej. Zostałem wyproszony. Zero zrozumienia..
W końcu wyścig się skończył, Robert Kubica osiągnął duży sukces, zajął drugie miejsce! Fajnie, ale się cieszę, ze nie muszę z nim jeździć w samochodzie:-))


A tu już ja w lesie:


Ponieważ dziś nie padało i nawet było dość słonecznie pojechaliśmy do lasu. Ku mojej dużej radości po ostatnich deszczach w lesie było sporo kałuż i błota. Oczywiście próbowano odwracać moją uwagę od tych miejsc, jednak czasem udało mi się zmylić ich czujność i wbiegałem dość gwałtownie w wodę i błoto.
Dziś pierwszy raz miałem ubrana pomarańczową kamizelkę ostrzegawczą. Bardzo mnie na początku denerwowała, ale jak już zacząłem szaleć po lesie, to o niej zapomniałem. Ponoć po to ją mam, aby żaden myśliwy mnie w lesie z dziką zwierzyną nie pomylił:-)

Gryzłem różne kije, biegałem z małą piłeczką na sznurku, szybko była cała z błota. Pani i Pan mi ją czasem rzucali w jakieś miejsce i ja jej szukałem. Trening na posłuszeństwo dziś był też atrakcyjny, bo nagrodą była dobra kiełbaska. Starałem się być maksymalnie posłuszny.
Były też zabawy w chowanego. Pani pierwsza mi się schowała za dużym drzewem.
Gapa z niej, bo wlazła w krzaki jeżynowe i ją trochę to podrapało, ja byłem
sprytniejszy i gdy ją znalazłem, to poczekałem aż się z nich wyplącze.
Później Pan sie chował, ale zawsze go znalazłem:-)
Pani stała na leśnej drodze, a Pan był między drzewami, a ja biegałem od niej do niego, od niego do niej, bardzo mi się to podobało.
Ostatni etap spaceru, to już chodzenie przy nodze było.
Niestety na parkingu musiałem poddać się wycieraniu ze mnie błota. To zawsze trwa za długo, staram się poddawać temu w miarę spokojnie.
Potem skok na moje siedzenie w samochodzie, zwinięcie się w kłębek i drzemka w trakcie jazdy do domu.

W domu pomijając oczekiwanie na wieczorny posiłek głownie oddawałem się regeneracji sił, czyli spałem sobie spokojnie.
Na zdjęciach można zobaczyć fragment mojego
adhd, bieganie z piłeczka i szukanie między drzewami.







a to moje najlepsze dzisiejsze zdjęcie - jestem cały w powietrzu, żadna moja łapa nie dotyka ściółki leśnej!

święta w śniegu







I stało się: pada śnieg!
Jednak jestem tym rozczarowany, liczyłem na jakiś świąteczno-wiosenny spacer. Taki choćby jak ten ubiegłoroczny. Choć w tym roku pewnie byśmy pojechali do lasu:-)

21.03.2008

trochę zimy

Dużo śniegu, choinki i wielka przestrzeń:



To zdjęcia z listopada 2007, z Mirowa. Pojechałem tam z Panem do jego rodziców. Był tam też inny pies z którym się na bardzo dużym podwórku bawiłem w śniegu. Potem poszliśmy drogą wśród choinek i tam biegałem z aportem. To chyba najwięcej śniegu ile widziałem "na żywo". Jeszcze gdy mieszkałem w Aresibo to też było snieżnie, ale tego mocno nie pamiętam:
na tym zdjęciu może jestem, a może i nie:-), ale to moja mama i rodzeństwo.
http://www.aresibo.pl/lablador.php?page=miot_ii_wspolne_ii
pod tym linkiem jestem też na śniegu razem z braćmi i siostrami i Piką.

A tutaj w grudniu 2007, w Kolonii na naszej łące podczas przymrozku, krajobraz zimowy..

wietrzna niedziela i wspomnienia






Chyba się zakochałem, ale nie wiem w kim:(
Cały dzień słyszę, że wytrzymać się ze mną nie da. Cóż trochę snuję się po mieszkaniu, popłakuję i podszczekuje. Na dworze czuję jakiś bardzo intrygujący zapach i po prostu muszę stale go szukać, nie spotyka się to z takim zrozumieniem jakiego bym oczekiwał.
Sam nie wiem co się ze mną dzieje. Może to te zmiany pogodowe? Silny wiatr dziś cały dzień wieje, pada deszcz i śnieg. Pobiegałem trochę dziś na łące, nawet spotkałem tam jakiegoś psa, ale on nie chciał ze mną się bawić. Oczywiście pobiegłem do tego psa nie słuchając komend Pana, ale później już byłem grzeczniejszy.
Cofie napisał ile waży i też zostałem zważony:-)
Wpierw Pan stanął na wadze i sprawdził ile waży, a potem stanął ze mną na rękach i wyszło jakieś 34kg.
Nie lubię jak Pan i Pani oglądają filmy, siedzą na kanapach i nie zwracają na mnie uwagi, a jak staram sie głośno o sobie przypomnieć, to muszę iść na swoje miejsce..
Dziś oglądali serial o jakiejś wyspie, następnie "Gry wojenne", tego troche pooglądałem, bo jakiś czas migały lampki i różne dziwne dzwięki było słychać.
Trochę dziś powspominam:
pod koniec ubiegłego roku spotkałem się z dużą ilością goldenów. U Kamy, w Sławkowie, było takie spotkanie i przyszło bardzo dużo goldenów i goldenek. Bardzo się cieszyłem, że poznam towarzystwo Kamy. Ale nie było tak jak myślałem. Część psów mnie zignorowała, a ta druga część mnie nie polubiła..Ja oczywiście każdego chciałem zaczepić, poznać jakoś bliżej i nie spotykało się to z aprobatą, widziałem wyszczerzone zębiska, ostrzegawcze sygnały głosowe itd. Nie zniechęcałem się i nie dałem się przestraszyć, ale co z tego..zabaw wspólnych nie było. A nawet imprezę zakończyłem z wyrwaną kępką futra na karku. Prawdę mówiąc nawet tego nie poczułem, jakiś czas miałem takie łyse miejsce:-)
Następnego dnia po tym goldenowym spotkaniu byłem z nimi na spacerze i tam było inaczej, goniliśmy się, jakieś wygłupy. Tylko w mieszkaniu jakoś nie chciały mnie przyjąć do swego kręgu towarzyskiego..

Na zdjęciach - zapoznaję sie z Lucky oraz już znacznie konkretniej zapoznaję się z Filą:-))
tylko tak groźnie to wyglądało.
I dwa zdjęcia z wspomnianego spaceru.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...