Wróciłem z wieczornego wyjścia. Niestety znowu trochę poszczekałem na "coś". Pani nie była zadowolona, czułem, że mój szczek Ją zdenerwował. Co poradzę, że muszę, naprawdę muszę wydać z siebie w danym momencie dźwięk? Pomimo tego, że nic sie nie dzieje złego i nic konkretnego nie widzę? Jest ciemno i to jest wystarczający argument by sobie szczeknąć.
Pusto jakoś bez Kamy. Jej zapach czuję, ale nigdzie Jej nie ma.. szukam i sprawdzam, bez efektów. Mam nadzieję, że brakuje Jej mojej obecności :-) Tutaj zaskoczyłem Grześka, nie spodziewał się, że tak szybko wejdę Mu na kolana. Jak widać był z tego zadowolony i ucieszony:-)
Jednak relację z wycieczki do Luksemburga pozostawiam na jutro, teraz czas na sen.
To mój odpoczynek po znieczuleniu, czyli wtorek ubiegłego tygodnia. Jak już wcześniej pisałem cały dzień przeleżałem, głownie na swojej kanapie . Kama była wtedy na wycieczce i wróciła wieczorem. Wieczorem już miałem trochę energii więc byłem w stanie okazać Jej swoje zainteresowanie. Ciekawe jak Kama sie u mnie czuła. Wydaje mi się, że swobodnie i za bardzo Jej się nie narzucałem:-) Moja chęć do zabawy jest nieograniczona i w każdej chwili jestem gotowy na psie figle..
Przez pierwsze dni się musieliśmy trochę dotrzeć. Ciężko mi zrozumieć, że nie każdy chce się stale wygłupiać. Czasem słyszę rozmowy na mój temat i wynika z nich, że z wiekiem będę coraz poważniejszy. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Chociaż przyznaję - lubię sobie pospać i poleżeć znacznie bardziej niż na przykład pół roku temu. Można to chyba uznać za objaw tego "poważnienia"? Podczas wspólnych wycieczek zachowywałem się jak tylko najlepiej mogłem. Bardzo starałem się być grzecznym psem. Pomyślałem, że w ten sposób pokażę, że można zabrać mnie wszędzie:-) Kama jest bardzo spokojna i praktycznie nic Jej nie denerwuje. Ja niestety parę razy nie wytrzymałem i odpyskowałem psom, które mnie zaczepiały. Pomimo tych incydentów Pan powiedział, że lepiej się zachowuję niż jeszcze parę miesięcy temu. Mam więcej cierpliwości.
Tu trochę mam biedne oko, ale to też zdjęcie z wtorku. Oko zaczerwienione po wyciąganiu kłoska. Czy to w dużym pokoju, czy w kuchni, przedpokoju, moim pokoju zawsze blisko siebie:-) Nawet pod kuchennym stołem w dwójkę się mieściliśmy!
Jeszcze parę chwil zatrzymanych w kadrze przez Pana.
Dziura która niebawem zmieni się w dom. A w nim będzie nasz własny kąt:-) Na zdjęciu wygląda dość wszystko spokojnie, ale na własne psie oczy widziałem panów którzy robili to, co należy. Ja z Panią i Kama ze swoją Panią, Izą. Idziemy spokojnie nabrzeżem nad Menem w stronę Roemer. Pozuję Panu:-) trochę nieświadomie Kama ze swoim Panem, Grześkiem. Tu dalej nabrzeże Menu i Kama razem z Izą i Grześkiem Kama gdy tylko miała okazję piła wodę, tu z fontanny na Roemer. Hm... Nie karmić gołębi - całkiem dla mnie zrozumiały ten zakaz. Ale przekreślony pies?? Staram się wywąchać co dobrego będzie na ludzki obiad:-) Już po kąpieli w fontannie Iza i Grzesiek bez Kamy w okolicy Alte Oper droga do domu, nie narzekam
pomimo tego, że nocą śpimy w oddzielnych pokojach jakiś czas udaje nam sie spędzić razem
piątek wieczór ja w kłębku na kanapie, Kama wybrała dywan Kama bardziej swobodnie sobota wieczór Kama ułożyła się pod kanapą chwilę później już byłem na kanapie niestety.. Kama zdecydowała się wyjść z mojego pokoju
Całkiem dla mnie niespodziewanie pojechaliśmy do Frankfurtu. Jechałem z Kamą w jej samochodzie, całkiem z tyłu. Mieliśmy bardzo dużo tam miejsca i głównie zajmowaliśmy się drzemką. W Frankfurcie przywitał nas skwar, upał, zaduch. Czyli wszystko na co nie byliśmy przygotowani:) Pierwszy przystanek, to nasze przyszłe miejsce zamieszkania - roboty trwają, panowie w stroju topless uwijali się sprawnie, czyli szanse na przeprowadzkę zgodnie z planem są duże. Zaparkowaliśmy w centrum i poszliśmy w kierunku Nizza Park: http://www.frankfurt.de/sixcms/detail.php?id=2793&_ffmpar[_id_inhalt]=101731 bardzo mile miejsce w którym rośnie wiele ładnych roślin: tam moi i Kamy ludzie zajęli się kawą, a my cierpliwie czekaliśmy aż wypiją. Lokalu tego nie polecę, obsługa tam bardzo powolna i jakaś mało zdecydowana. Nuda już mnie dopadła i wyraziłem to głosowo:-) Wiem ile czasu się robi kawę, bo obserwuję to w domu i tym lokalu trwało to tak długo jakby robiono co najmniej 50 kaw.. Przeszliśmy do frankfurckiego rynku, a stamtąd metrem pojechaliśmy do dzielnicy Sachsenhausen. Tam w włoskiej restauracji wszyscy jedli smakołyki, a my z Kamą musieliśmy zadowolić się kawałkami bagietki( nie były przesadnie duże). http://www.borsalino-frankfurt.de/ tu było bardzo miło i sympatycznie. Pan przyniósł miskę dla mnie i dla Kamy i dzbanek wody. Zagadywał do nas i chwalił nasz wygląd. Tu ja pomiędzy stolikami: Później przeszliśmy się alejką nad Menem, mnóstwo psów spotkaliśmy. Ale poza wąchaniem i czasem obszczekaniem nic się więcej nie wydarzyło. Wróciliśmy metrem do centrum i idąc w stronę Alte Oper chłodziliśmy się z Kamą w napotkanych fontannach: to fontanna sprzed Alte Oper, już bez nas: ostatnie chwile w Frankfurcie, zaraz będziemy wracać do domu droga powrotna była bardzo miła i na brak wygody narzekać nie mogłem:-)
Właśnie wróciłem od lekarza. Wszystkie łapy jakieś dziwne, plączą mi się i trudno mi utrzymać równowagę. Dlatego postanowiłem spać i leżeć póki siły nie wrócą całkiem. Najgorsze, że nie wiem czy dziś wieczorem dostanę swoją paszkę. Ostatnią zjadłem wczoraj ok 17-tej. Rano wyczekiwałem na pełną miskę, a tu nic nie zapowiadało by ktoś chciał ją napełnić. Około 12-tej Pan zabrał mnie do garażu, sądziłem, że jakaś wycieczka. I owszem, tylko, że krótka i do lecznicy.. Tam dostałem zastrzyk po którym wszystko mi sie rozmyło i odpłynęło. Zrobiono mi dwa zdjęcia rtg tylnych łap i wyciągnięto z oka kłos trawy. Ten kłos zagnieździł się już wtedy gdy nosiłem kołnierz, tyle, że opuchlizna zeszła, oko w miarę dobrze wyglądało i nie było podejrzeń, że coś tam jeszcze się dzieje. Od dwóch dni miałem ponoć zbyt czerwone to oko i dlatego Pan poprosił doktora, aby jeszcze raz obejrzał oko. Doktor korzystając z tego, że byłem znieczulony poodsuwał moje powieki i znalazł tam wspomnianego kłosa! Dziś chyba niewiele będę już robił, wierzę, że wieczorem dojdę do na tyle dobrej formy by zjeść posiłek.
Z Kamą już wszystko sobie ułożyłem. Wczoraj już jej tak nie zaczepiałem i nie męczyłem. Dziś to już całkiem spokojnie jest:-) Oto dowód, zdjęcia z dzisiejszego poranka
Czuję, że jakieś zmiany sie dziś szykują. Może to właśnie dziś Kama przyjedzie?? Bo jak inaczej wyjaśnić te wszystkie przygotowania, które cały dzień mają miejsce? Nowa narzutka na moja kanapę, polarek z enzowego kącika też w nowym pokrowcu. Nowy zapach na dywanie.. Pani wykonywała przy nim dziwne roboty, z tego co zrozumiałem chodziło o to, aby wyglądał czysto i świeżo. Mam wątpliwości czy to wyszło tak jak sobie życzyła. Trochę uświniłem te dywany, to nie moja wina, że ten jeden jest taki jasny:-) W każdym razie jeszcze dziś nie miałem porządnej drzemki, bo muszę kontrolować sytuację. Obserwować co kto robi, szczególnie w kuchni :-) Zdjęcia z ubiegłego roku, gdy byłem w Polsce i mieszkałem u Kamy w Sławkowie.
Widziałem dziś kwalifikacje do jutrzejszego wyścigu. Jakieś problemy ma Robert Kubica z swoim bolidem. Będzie ruszał z 5 linii, czyli dużo roboty go jutro czeka. Pod warunkiem, że mechanicy wszystko co trzeba poprawia i auto będzie miał sprawne.
Nuda panie, nuda. Za oknem leje deszcz i jedyne o czym myślę to porządna drzemka. Ewentualnie coś smakowitego w misce:-) Pomimo deszczu byłem dziś na łące. Jak poszedłem z Panią, to chmury się zbierały, potem trochę kropiło, a za chwilę lało już bardzo mocno. Ale pomimo to Pani rzucała mi kijek i byłem zadowolony, dla mnie deszcz to żadna przeszkoda w spacerze. Nie przepadam tylko za tym wycieraniem mnie po powrocie do domu. Z Panem wieczorem też byłem na długim, łąkowym wyjściu. Trochę się speszyłem jak podszedł do mnie landseer, jest naprawdę wielki i wzbudza respekt. Biegałem z charcikami, mają imponujące przyspieszenie choć takie są wątłe. Dzisiaj od rana Pani zajmowała się prasowaniem, co wszedłem do pokoju to prasowała.. Zacząłem się zastanawiać nad tym po co ludzie noszą te ubrania jak z tym tyle jest roboty? Pranie, wieszanie, prasowanie.. W dodatku czasem trzeba uważać, bo jak przejadę pazurem, szarpnę zębem to afera, że "zniszczyłem" lub "zbrudziłem", "obśliniłem". Jak dla mnie to te ubrania przydatne są na zrobienie sobie z nich legowiska. Jak byłem mniejszy to zawsze jakiś ciuch sobie zabierałem pod łeb. Oczywiście rankiem spotykałem się z oburzeniem Pani lub Pana. Teraz też podbieram, najczęściej skarpetki by sobie je pożuć w mej paszczy. Tylko, że Pani mi zawsze je odbiera. Dlaczego ludzie muszą mieć ubrania? Ja mam tylko swoje własne futro i na każdą porę roku mi to wystarcza. A ludzie mają pełno tych różnych śmiesznych rzeczy. Na lato inne, na zimę inne, a nawet specjalne na deszcz i do pływania. Życie psa jest prostsze:-)
Trochę mi smutno, że już po Mistrzostwach Europy, skończyły się wieczorne wspólne wieczory na kanapie przed tv. Wszystkie spotkanie mi sie podobały, te emocjonujące i ciekawe dały wiele radości, te nudne pozwoliły się mi dobrze wyspać:-) Szkoda, że polska flaga nie mogła wczoraj wesoło łopotać, może za dwa lata na Mistrzostwach Świata w RPA będzie lepiej? (zakładając że polska reprezentacja dobrze wypadnie w eliminacjach, Pani mi podpowiada) hm to jednak skomplikowane..
największy mój podziw wzbudzili ci piłkarze, którzy szybko biegali i mieli entuzjazm, chęci do końca meczu, oraz ci bramkarze, którzy nawet w trudnej sytuacji potrafili złapać-odbić-wykopać piłkę.
Podobała mi się też piłka, typu biedronka, choć żałuję, że w finale miała srebrny kolor.
Siebie w drużynie piłkarskiej widziałbym na pozycji bramkarza. Często z Panią trenuję łapanie piłki. Pani kopie po trawie piłkę, a ja staram się ją wyłapać, mam dobry refleks i szybkość. Niestety nie ma psiej ligi:-)
Teraz chyba rugby będę oglądał, bo NFL ma jeszcze wolne.
Chciałem jeszcze napisać o sukcesie polskiej tenisistki, Agnieszki Radwańskiej. http://radwanska.ovh.org/ Po pokonaniu Rosjanki, Swietłany Kuzniecowej, Agnieszka awansowała do ćwierćfinału Wimbledonu, jednocześnie awansowała do pierwszej "10"najlepszych światowych tenisistek! Tutaj dla zainteresowanych opis pojedynku i wypowiedzi pomeczowe: http://www.sport.pl/celebrities/1,87846,5411030,Wimbledon__Radwanska_pokonala_Kuzniecowa_po_horrorze_.html Jak już tak zrobiło się sportowo, to nie mogę nie wspomnieć o spekulacjach dotyczących przejścia Roberta Kubicy do Ferrari.
za onet.pl :
Wspaniała postawa Roberta Kubicy może doprowadzić do jego sensacyjnego transferu do ekipy Ferrari. Jak podaje zwykle bardzo dobrze poinformowany "Sport Bild", jest to możliwe, bo specjalne plany wobec polskiego kierowcy ma główny sponsor włoskiego teamu.
Koncern jest gotowy wyłożyć 50 milionów euro, aby wykupić Polaka z teamu BMW - podaje "Sport Bild". Według Niemców koncern kalkuluje, że ta inwestycja zwróciłaby się, bo Kubica zostanie wykorzystany do reklamy marki na rynkach wschodniej Europy. Kubica mógłby zastąpić w Ferrari... Kimiego Raikkonena. - Z Kimim jest wszystko możliwe - twierdzi jego przyjaciel, lekarz zespołu McLarena Aki Hintsa.
Ciekawe jak będzie w rzeczywistości, wiadomo, że plotki tylko nakręcają atmosferę. Nie od dziś wiadomo, że polski kierowca bardzo chciałby jeździć w jednym teamie ze swoim przyjacielem, Fernando Alonso. Jeśli Kubica przejdzie do Ferrari, to na pewno nie spotka tam Alonso, spotkać się mogą jedynie w BMW Sauber, bo odejście Nicka Heidfelda wydaje się być dość pewne.
A na koniec sportowych wieści coś sportowo-muzycznego. Czyli piłkarz Fernando Torres w teledysku hiszpańskiego zespołu El Canto del Loco "Ya nada volvera a ser como antes"