Ciąg dalszy łąkowych opowieści. Teraz o tym dlaczego czasem wracam do domu ubłocony jak świnia:D
Przyszedł labrador Cash i zaczął kopać dziurę.
Potem wyrywał zębiskami kępy trawy.
Niewiele się zastanawiając zaczęliśmy z Wolfem mocować się na świeżo porytej ziemi. A Cash kopał sobie obok nie zwracając na nas najmniejszej uwagi.
Tylko zaznaczę, że ja jestem ten w czerwonej obroży, jesteśmy z Wolfem do siebie mocno podobni. Na dalszych zdjęciach nie mam już obroży i tam trudno nas rozróżnić.
Leżę..
Tu po chwili, już oboje jesteśmy bez obroży i można tylko zgadywać czyje są te zgrabne tylne łapy..
Ten wyszczerzony to Wolf, ja jak widać mam cały grzbiet ubłocony..
i jeszcze jedna przewrotka:
Dwa brudasy, ale bardzo szczęśliwe:
Na zakończenie psich zapasów wymiana czułości:-) Trudno po takim bieganiu, tarzaniu się, podgryzaniu być całkiem czystym. Oczywiście nie codziennie wracam do domu tak brudny, tylko gdy pogoda jest nie za dobra i na łące robi się błoto. Najlepiej gdy jest lekki mróz, ale chyba w najbliższych dniach nie będzie minusowych temperatur.
Po załatwieniu pierwszej potrzeby jest czas, by zlustrować otoczenie: O! czuje, że kręci sie tam ktoś znajomy.. .. taaak, z każdym psim susem jestem bardziej przekonany, że to moi przyjaciele! to przecież Kare, pan Wolfa i Rufusa... .. należy go radośnie powitać:-) Tu powitanie niemniej radosne z Rufusem: i już biegnę do Wolfa, który też się cieszy że się pojawiłem. To co wszystko wyrabialiśmy na łące w kolejnych wpisach, było niezłe szaleństwo. Tu jeszcze pokażę czaplę siwą, w tym dniu dwie chodziły po łące. Pan nie uchwycił ich z krecikami w dziobach, ale w inne dni było widać jak z krecik kopców wyciągają krety i z nimi odlatują.. Tu dwie na tle drzew: W locie ładnie wyglądają: Tu jeszcze dokładniej ją widać:
Dziś jak poszedłem wieczorem na dwór, to zobaczyłem, że księżyc jest wielki i jasny. Potem usłyszałem jak Pan mówił, że to jakaś wyjątkowa sprawa. Poprosiłem więc Panią, aby znalazła w internecie o co chodzi i mi przeczytała:) Tu za tvn24.pl -
Piątkowa noc jest wyjątkowa: Księżyc jest akurat w pełni, a na dodatek znajduje się w najbliższym Ziemi punkcie swojej orbity. W efekcie tam, gdzie dopisała pogoda, satelita naszej planety na niebie jest dużo większy i jaśniejszy niż zwykle. To pierwszy taki przypadek od 15 lat.
Orbita Księżyca wokół Ziemi nie jest kołem, a elipsą. Satelita krąży po torze zbliżonym do elipsy - to przybliża się, to oddala od macierzystej planety. Tej nocy Księżyc jest około 350 tysięcy kilometrów ponad północną półkula Ziemi, o 30 tysięcy kilometrów bliżej niż przeciętnie. Dzięki temu obserwatorom na powierzchni naszej planety satelita będzie wydawać się większy i jaśniejszy. Jak wyliczają astronomowie amerykańskiej NASA, jego tarcza subiektywnie wyda nam się o 14 procent większa, ale jasność będzie większa już o 30 procent niż w przypadku innych pełni w tym roku.
Jak jest na Księżycu, mogę sobie tylko wyobrażać, jedno z wielu miejsc w których nigdy nie będę choć wydaje się ono dość bliskie, bo widoczne gołym okiem. Wolę takie księżycowe noce, bo wtedy raźniej się czuję podczas nocnego wyjścia. Nic niewiadomego nie ukrywa się w ciemności.
Nuda, po prostu nuda. W domu teraz najważniejsze są chusteczki higieniczne. Nikt nie ma zdrowia, aby ze mną wyjść na porządny spacer. Ostatnie szaleństwo było z młodym dalmatyńczykiem płci żeńskiej. Zakończyło się w wannie, do tej pory mam miłe w dotyku futro! Wolf przy pomocy swojego pana wywoływał mnie już na zabawę, ale nic z tego nie wyszło. W chwili obecnej najzdrowszym osobnikiem w naszym domu jestem ja. Może jutro komuś się poprawi i moje wyjścia będą atrakcyjniejsze niż szybka przebieżka w celach fizjologicznych? Pogoda tak nawiasem mówiąc nie rozpieszcza, wczoraj fałszywy śnieg, dziś deszcz o różnym natężeniu. Wczoraj w nocy znudzony zająłem się skarpetami, które suszyły się na wieszaku. Wiszą tak, że wystarczy lekko podskoczyć i chwycić delikatnie zębami, szło mi dobrze, ale Pani taka ciekawska, że przyszła zobaczyć czym się zajmuje i zaraz dostałem o.p.r:-)
Dochodzą też mnie plotki na temat Formuły 1, nie najlepsze, jeden zespół się wycofał, inne o tym myślą. Testy w Jerez na razie Kubicy dobrze nie idą.. Ale za to z okazji urodzin mógł sobie pojeździć fajnym samochodem, a tylko mimochodem wspomnę, że urodziny ma w tym samym dniu co ja! Pani mówi, że to raczej ja mam w tym samym co on, no ale to na jedno wychodzi:DDD
a tu ja, mały Enzuś z laciem, a dywan w jakim dobrym stanie.... (styczeń 2007)
Dziś spotkało mnie coś dość niemiłego. No, może aż takie niemiłe to nie było, ale nie spodziewałem się takiego obrotu sytuacji i dlatego określam to jako "niemiłe". Poszedłem z Panem na spacer, było już o wiele za późno by spotkać Wolfa i nie liczyłem na jakieś szczególne atrakcje. Ale los był łaskawy i spotkałem psa plamiaka (fachowo-dalmatyńczyka). On jest młodszy ode mnie i od razu dał się wkręcić w zabawę. Głównie były to psie zapasy w błocie, kulanie się po resztkach trawy i takiego rodzaju rzeczy. Oboje byliśmy zadowoleni. Pan chyba mniej gdy mnie zobaczył w świetle latarni. Pan od plamiaka też pewnie efektami nie był zachwycony.. Wróciliśmy do domu, Pan od razu zawołał o mokrą szmatkę, cóż, wiem, że muszę przez to co wieczór przejść. Pani przyszła z szmatką, przejechała dwa razy po mnie i powiedziała, że trzeba to inaczej załatwić. Coś tam przygotowywała i zawołała mnie do dużej łazienki, wbiegłem z ochota, bo lubię zawsze obserwować jak woda do wanny z kranu lub prysznica leci. A tu rachu-ciachu i Pan mnie podnosi i wsadza do wanny! O nie, tak się nie umawialiśmy, zrobiłem minę biednego psa, ale niewiele to pomogło, Pani przy użyciu psiego szamponu mnie zaczęła szorować, a Pan robił za tego dobrego policjanta i mówił do mnie uspokajająco. Parę razy próbowałem się wywinąć z tych uścisków, ale bezskutecznie. W końcu brud przestał ze mnie spływać. Jeszcze akcja wycieranie i już byłem wolny. Dobrze, że taką kąpiel mam bardzo rzadko, już nawet nie pamiętam kiedy była poprzednia.. Wodę to ja lubię w oceanie, morzu, jeziorze, rzece, czyli takie warunki bym mógł popływać, poskakać. W sumie do wanny sam też bym wszedł, ale zbadać teren, a nie żeby brać kąpiel:-)
Bardzo wszystkim dziękuję za życzenia urodzinowe i oby wszystkie się spełniły!
to były czasy:-), niestety niewiele pamiętam, wydaje mi się, że było to bardzo dawno temu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się odwiedzić rodzinne strony. Jako prezent otrzymałem bardzo dobrą kość, jej rozgryzanie było bardzo pracochłonne. Dostałem też nową zabawkę, z gatunku takich jakie lubię najbardziej. Popołudniu poszedłem też z Panem na łąkę gdzie bawiłem się ze swoimi psimi znajomymi, myślałem, że może pojedziemy do lasu, ale Pani nie jest w formie, pozostała mi więc łąka. Ale nie narzekam, bawiłem się dobrze. Byłem przekonany, że mając dwa lata jest się już dorosłym psem. Dojrzałym. Pan twierdzi, że dopiero jak będę miał 3 lata..
dziś Pan Wolfa odnalazł zagubione przeze mnie parę dni temu światełko. dostałem je właśnie od niego i szalejąc z Wolfem zagubiłem, potem śnieg wszystko przykrył i niestety nie było go nigdzie widać. a dziś niespodzianka:-) postaram się teraz bardziej uważać!
Miały być zdjęcia czapli siwych, pojawiających się na łące od jakiegoś czasu. Niestety, Pani czaple uchwyciła komórką i nawet sokoli wzrok by nie pomógł, by te ptaszyska tam zauważyć. Szkoda, bo kto wie czy jeszcze będzie taka sytuacja, że trzy sztuki będą tam równocześnie.. Na łące zawsze są cicho, więc polują. Dziwne mi sie to wydawało, szukać ryb na łące:-) Ale czapla siwa zadowoli się też kretem, a na łące mnóstwo krecich kopców. Biedne kreciki!
Dwa lata temu jeszcze ani Pani, ani Pan nie wiedzieli, że ja niebawem pojawię się na świecie. Choć z tego co wiem, to psie poszukiwania trwały. Czarny labrador albo berneński pies pasterski, na szczęście jestem ja:D Mogłem mieć na imię Monsieur lub Kodiak. Sam nie wiem, naprawdę nie wiem czy takie imię do mnie by pasowało? Bardzo lubię to, które mam. Raz sie jednak zdarzyło, że Pani mnie zawołała, a odwrócił się jakiś pan, pewnie go to zdziwiło, że nazywam sie tak samo jak on.
Tu jeszcze jedno zdjęcie z Panią, gdy się wygłupialiśmy. Nie wiem dlaczego mam taką troszkę beznamiętną minę. Ale nikt mi nie zarzuci, że nie spoglądałem prosto w obiektyw:-) A tu z Panem:-) Pan się ułożył a kanapie, aby poczytać kryminał "Psy z Rygi", a ja w sekundzie znalazłem się na drugiej kanapie. Kłębek i niewinna mina i kto by mi chciał powiedzieć "idź na miejsce" w takiej chwili? Dzisiaj padało, potem szybko ciemno, zero atrakcji na dworze, dlatego w domu złapałem kapcia od Pani i biegałem z nim nakręcając się nieco, ponoć można było mieć wrażenie, że stado słoni biega po mieszkaniu. Ech, sam nie wiem co robić w takie dni, ileż można spać? Choć przyznaję, potrafię długo się wylegiwać i czasem ruszyć mi się nie chce z mojej kanapy choć ciekawość kusi sprawdzić, co dzieje się w innych pomieszczeniach.
Powrócił śnieg, przypuszczalnie przez kolejne dni pobędzie z nami. Jest trochę taki -wodnisty? Szybko się topi, Pan mówi, że to dlatego, że nie ma mrozu. Nie wiem co to mróz?? Śnieg mi się podoba i mam z nim trochę zabawy:-) Dzisiaj z Panią na łące szukałem mojego nowego światełka odblaskowego. Dostałem je w poniedziałek, a we wtorek podczas szaleństw z Wolfem zgubiłem:-( No głupia sprawa, ale naprawdę nie wiem kiedy i jak to się stało. I też nie wiem dlaczego go nikt nie znalazł, powinno migać na czerwono nawet w ciemnościach.
W niedzielę faktycznie pojechałem z Panią po Pana. Pani nie była na początku zachwycona moim zachowaniem, fakt bylem nieco rozkojarzony. Nie jeżdżę za często komunikacją miejską:-) Co sobie w tramwaju znalazłem wygodną pozycję, to obcy ludzie na mnie cmokali, wyciągali ręce w stronę mojej sznupy, spoglądali z zaczepką w oczach. Chwilami ciężko było zostać obojętnym. Gdy przejeżdżaliśmy przez most na Renie poczułem jakąś fale nostalgii i wyraziłem to serią psich jęków i szlochów. Cały tramwaj mi sie nade mną litował, tylko Pani nie miała współczującej miny. :) Przesiadka. W metrze wyczułem innego psa, nie widziałem go, ale słyszałem jak użala się nad sobą, wyjątkowo mu się jazda nie podobała. Leżałem skupiony i starałem się go nosem zlokalizować. W końcu musiałem go jednak po psiemu objechać, bo marudził naprawdę nie do wytrzymania. Szczeknąłem basem parę razy i zrobił się spokój:-) Potem już grzecznie wyczekiwałem aż pojawi się Pan, radość moja była wielka! Pan też bardzo się ucieszył na mój widok, choć Pani twierdzi, że to na jej widok... Znów metro i tramwaj, już spokojniej, tylko oczekiwanie na przystanku mnie nudziło. W sumie mógłbym jeździć taką komunikacja pod warunkiem, że zawsze byłoby tyle miejsca bym mógł się wygodnie położyć. Gdy jest ciasno to za wiele rzeczy mnie kusi, czyjeś torby, rękawy z futerkiem, długie ręce i wszystko to co na mnie napiera. Zauważyłem, że były też osoby, które się ode mnie z obrzydzeniem odsuwały! Pani mówi, że to przez ślinę, która mi w tamtej chwili zwisała z pyska:D
A w niedzielę będę miał drugie urodziny i ciekawy jestem jakie niespodzianki Pani i Pan mi przygotują, bo chyba coś wymyślą??
Jestem sobie tylko z Panią, gdy wąchając kurtkę od Pana spojrzałem się znacząco "gdzie jest Pan" usłyszałem, że ma delegejszyn. Zabrzmiało to jakoś tak mądrze i nie chciałem robić z siebie jakiegoś mało inteligentnego więc tylko kiwnąłem łbem ze zrozumieniem. Ale co to jest to "delegejszyn"?? Coś Pani mnie zbyć chyba chciała.. Być może zauważyła, że nie poczułem się uspokojony, bo powiedziała, że w tym tygodniu po Pana pojedziemy metrem. I w związku z tym ciągle chodzimy na spacery ćwicząc chodzenie przy nodze. W domu Pani się ze mną wygłupia, nawet sesje fotograficzną sobie zrobiliśmy, ale nie na wszystkich zdjęciach zmieściłem się w kadrze:-) Nie zawsze też rozumiałem o co Pani chodzi, gdzie mam patrzeć, leżeć..