15.06.2012

psie sprawy

Po powrocie z wakacji znalazłem w korespondencji pocztówkę skierowaną do mnie. Wysłała ją pani Maja, zwierzęca lekarka. Czasem właśnie do niej mnie Pan zabiera, bo ten gabinet jest bardzo blisko, można podjechać tramwajem. Do pani Kornelii trzeba już jechać autem, więc gdy liczy się czas odwiedzam panią Maję.
Pocztówka była zaproszeniem na szczepionkę przeciw wściekliźnie. Czyli mus.
Najbardziej mnie zdenerwowało to, że zamiast psa na pocztówce był kot! To jeszcze nic - w tekście zaproszenia był Katze przekreślony a Hund dopisany.. Nie jestem drobiazgowy;-), ale pies powinien dostać psią pocztówkę, prawda?

Jedynym dniem w którym mogłem iść na szczepienie był czwartek. Wczesnym wieczorem Pani poszła ze mną na przystanek tramwajowy. Cieszyłem się, że mam nadprogramowe wyjście, ale też byłem nerwowy, że nie będę mógł kibicować Italii przez pierwszą połowę meczu.
Do tej pory uważam, że jakbym kibicował to na pewno zamiast remisu byłaby wygrana, no ale nadal Włosi mają szanse na wyjście z grupy. W tej grupie to moja ulubiona drużyna. Druga ulubiona już w zasadzie może pakować walizki, żal mi tych Irlandczyków.
Ach wracając do głownego tematu;-)
Na przystanku wszyscy, ale to dokładnie wszyscy mnie zaczepiali. Wyciągali do mnie ręce, cmokali, coś tam zagadywali, wypytywali niedyskretnie o mój wiek i inne takie. Rozbawiłem się nieco, choć Pani nie była z tego zadowolona. W końcu nadjechał tramwaj.
Mogłem sobie patrzeć przez okno, ale krótko, bo na następnym przystanku wsiadł tłum i podeszliśmy już w stronę wyjścia, na kolejnym już trzeba było wysiadać. Mine mam typu "psia biedność", to zawsze robi wrażenie na innych i każdy chce mnie pocieszać. Tak naprawdę to ani się nie bałem, ani nie byłem smutny.
Tu już w poczekalni, wokół psie i kocie zapachy. Koty w swoich klatkach, tak schowane, że nawet ich nie widziałem.
Waga 38,4 kg czyli moje wspaniałe mięśnie, nadmiar futra, kita i mózg. To pewne że mój mózg musi dużo ważyć. Mam tyle przemyśleń, wniosków, zapamiętanych wydarzeń, że gdzieś musi się to mieścić. Ja wiem, Pan zaraz powie, że jeśli chodzi o mózg to nie jest ważna waga. No być może, ale ja sobie to wyobrażam inaczej.
Serce osłuchane, pracuje dobrze, ucho sprawdzone specjalnym urządzeniem i co za radość, nic tam się złego nie dzieje. Ukłucia zastrzyku ze szczepionką nawet nie pamiętam. Bardziej zapamiętałem podziw w spojrzeniach asystentek pani Mai jak na komendę Pana ochoczo wskoczyłem na stół do badań;-)))
Co ja poradzę na to, że lekarz mi się kojarzy z przysmakami i pochwałami, dlatego chodzę tam z przyjemnościa.
A to wspomniana na początku pocztówka, jakość zdjęć w tym wpisie marna, takie były mozliwości.

13.06.2012

w St. Tropez

Być na Riwierze i nie zajrzeć do St. Tropez? Aż nie wypada! Wcześniej na zwiad wysłałem replikę, okazało się, że miasteczko jest małe, przytulne i po prostu ładne. Zachęcony pojechałem. To co mówiła replika okazało się prawdą. Od siebie bym dorzucił, że jest tłoczno i bogato. Stojące w porcie jachty aż proszą by wskoczyć na ich pokład :-). Rozglądałem się za Smooth Operator'em, jachtem Michaela Schumachera, replika go przyuważyła (jacht, nie Miszę), ale najwidoczniej musiał już odpłynąć z portu. Smooth Operator jest wg repliki piękny.
Nie było jachtu, było za to ładne ferrari i postanowiłem się przy nim dyskretnie polansować. Inni nie byli aż tak dyskretni i właściciel siedzący zapewne w pobliskiej restuaracji być może miał niezły ubaw obserwując jak co któraś osoba pozuje z miną "ja i mój samochód":-)

Za to otwarcie i bez skrępowania pozowałem przed posterunkiem miejscowej żandarmerii.
Dlaczego to chyba nie muszę tłumaczyć:-)




Replika podczas swojej wyprawy do Saint Tropez też zamiast jachtów wybrała ferrari:
Ciekawe czy ja potrafiłbym tak sobie podróżować? Wydaje mi się to dość interesujące, ale jak sobie przypomne te kręte drogi, ktorymi jechałem to nie wiem.. nawet pas bezpieczeństwa mógłby nie pomóc.
St. Tropez trochę mi przypominało miasteczka, które zwiedziłem podczas wakacji w Ligurii.
Włoski akcent w porcie:

Misie, nie wiem czy to tzw. biedne misie, ale jedno jest pewne: teraz to z pewnością czyste misie;-)

Na ulicach kolorowo:

I jeszcze parę widoczków.

No dobra, było miło, ale pora wracać do wakacyjnego domku. Tak wtedy sobie myślałem;-). Najprzyjemniej było leżeć sobie na tarasie, pozwolić gigantycznym mrówkom na spacer po swoim futrze, napawać się zapachami atakującymi moje nozdrze z każdej strony.

4.06.2012

Cannes


Słońce przygrzewało, chmury jeśli już jakieś były, to nie wyglądało zbyt obiecująco, czyli nie dawały szansy na cień. Postanowiłem więc, że do Cannes wyślę replikę, a sam poleżę na chłodnej kamiennej podłodze w domku. I tak też się stało: ja sobie spałem śniąc o rozgrywkach rugby w Tuluzie, a replika prażyła się na słońcu – o pardon, zadawała szyku na canneńskim bulwarze;-).
Cannes okazało się tłoczne, choć wszystkie gwiazdy filmowe już stąd wyjechały, a jeśli jakieś jeszcze pozostały to replika i tak ich nie rozpoznała.
Festiwalowy Pałac to taki zwykły betonowy kloc, nie wygląda wcale interesująco. Przez schody rzucono czerwony dywan i dzięki temu wiadomo, że to tutaj właśnie należy sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. Jedno jest zachwycające: kwiaty, aż trudno uwierzyć, że te zwisające girlandy są prawdziwe.
W parku otaczającym Pałac stoi za to Ewan McGregor, a w zasadzie postać jaką odtwarza w “Gwiezdnych Wojnach”, to jak widać replikę ucieszyło:-)
Plaże, o tak, całe mnóstwo, ale przed wejściem na nie wyraźne zakazy dla psów. Pies może sobie spojrzeć tęsknym okiem z bulwaru i tyle. Plaże jak najbardziej płatne, takiej publicznej to jakiś marny kawałek. Te płatne wyglądają zachęcająco: piasek czysty, leżaki równo ułożone, parasol do dyspozycji, przystojni panowie jako obsługa;-). No ale jak to się mówi: nie dla psa kiełbasa. Dobrze, że tego na własne oczy nie widziałem, to jakoś mniej żal, bo jak to replika powiedziała: morze aż wołało “chodź się popluskać”.





  

Do Draba


Drabie, Drabie tak bardzo mi smutno i przykro, że już jesteś w psim niebie. Jedyna myśl jaka mnie pociesza, to świadomość, że już nic Cie nie boli, że wszystkie Twoje cierpienia się skończyły.
Tam gdzie teraz jesteś masz już tylko spokój i możesz odpoczywać.
Wydaje mi się, że dopiero co się poznaliśmy, a przecież już dawno nie jestem szczeniakiem..
Jednak sporo czasu minęło od naszych katowickich spotkań. Ale jednak zawsze byłem na bieżąco z wieściami co u Ciebie słychać. Pan zawsze mi opowiadał, że na przykład jesteś w górach, czy też byłeś u fryzjera. To mnie zawsze fascynowało: jak to jest być u fryzjera, czy te wszystkie zabiegi są takie przyjemne? Jak wrócę do domu, to sobie przypomnę nasze spotkania przeglądając wspólne zdjęcia. Do dziś pamiętam jak razem pływaliśmy i jak wtedy było wesoło.
Pani i Pan zawsze mi opowiadali jaką byłeś puchową kulką za swoich szczenięcych czasów, że czasem nie było wiadomo gdzie masz łeb, a gdzie ogon:-)
Pewne rzeczy przemijają, okazują się kruche, kończą się za szybko. Na szczęście jest jeszcze pamięć, wspomnienia, w nich zawsze pozostaniesz wesołym i zdrowym Drabem.

2.06.2012

Le ballon

Jestem trochę odcięty od aktualnych informacji. Właściwie nie tak do końca: wszystkie informacje niby są dostępne ale tylko po francusku. Niestety znam za mało słów, by móc cokolwiek porządnie zrozumieć. Mogę jednak oglądać i tak właśnie robię:). Nie ukrywam, że podczas wakacji interesują mnie wiadomości tylko sportowe i pogodowe. Teraz królują dwa tematy sportowe w mediach: zbliżające się ME w Polsce(i na Ukrainie), oraz Roland Garros. Dawno nie byłem tak na bieżąco z wynikami meczów tenisowych, szczególnie francuskich tenisistów i tenisistek. Silą rzeczy wieści futbolowe mam też głównie z ekipy Les Bleus. Nie martwi mnie to, bo lubię i francuską piłkę nożną, a w obecnej reprezentacji Francji denerwuje mnie jedynie Ribery i nieco pajacowaty Mexes. Obejrzałem mecze towarzyskie Francuzów, oba wygrali, być może i podczas ME sobie dobrze poradzą? Oczywiście zakładając, że nie pojawią się w drużynie konflikty personalne – to jednak wydaje mi się całkiem możliwe.
Dziś Pani i Pan przywieźli mi niespodziankę: taką mała futbolówkę. Wprawdzie mam tu ze sobą swoja piłkę do rugby i często z nią trenuję, ale nowa piłka zawsze jest lepsza od tej starej, przynajmniej pierwszego dnia;-)
Od razu zrobiłem sobie trening. A możliwości mam tu spore, dość duży kawał zieleni tylko dla siebie. Trawa jest gęsta i wyrośnięta, pełno kęp jakichś roślin których nie znam. Piłka wybijana przez Pana leciała daleko, chowała się w chaszczach, odbijała od ziemi. Naprawdę miałem wiele radości z tej zabawy. Szkoda tylko, że u siebie przed domem nie mam takiego tarasiku na którym po zabawie mogę polegiwać, ani takiej łąki do swojej dyspozycji.






1.06.2012

Spotkanie z niemiecką reprezentacją piłkarską

Oto miejsce w którym piłkarze z niemieckiej reprezentacji nabierali sił i wigoru przed Mistrzostwami Europy. Miejsce jest doskonale ukryte przed spojrzeniami ciekawskich osób oraz doskonale zabezpieczone przed potencjalnymi niezaproszonymi gośćmi. Ośrodek jest otoczony szczelnym płotem i najeżony kamerami(łącznie z takimi na podczerwień). Mysz (a co dopiero pies) się nie prześlizgnie. Za to przed bramą główną można sobie stać do woli i podziwiać wypielęgnowane rabatki.

Szczęśliwie się złożyło że piłkarze na treningi jeździli na boisko obok sklepu, w którym robiliśmy drobne sprawunki. Chwila cierpliwości i oto kogo udało się między innymi spotkać.

Schweini, coś się nie uśmiecha, być może już wtedy dokuczała mu łydka?

Badstuber, kolejny z graczy Bayern Muenchen czyli z ekipy zawsze drugich w tym sezonie ;) Oby to nie był zły omen dla reprezentacji Niemiec (zbyt duża liczba zawodników z Bayernu).

Jakiś wierny kibic.

Mueller, chyba będzie testował rowery - może to mu się uda.Pojeździ sobie trochę, wypali złe emocje to na boisku będzie mniej nerwowy.

Mario Gomez, mina nieco zafrasowana, ale wolę nie zgadywać o czym rozmyślał.

Marcel Schmelzer, mam nadzieję widzieć go często w pierwszym składzie podczas ME.

Miro, bardzo uprzejmy i przyjazny dla kibiców. Wierzę, że to będą udane dla niego mistrzostwa.

29.05.2012

Wakacje



Aktualnie wypoczywam na Lazurowym Wybrzeżu, w małej francuskiej, górskiej wsi. Mieszkam w domku, który posiada duży kawał dzikiej łąki. Na razie zwiedziłem tylko najbliższą okolicę, ale mam nadzieję dotrzeć i do Cannes i do St. Tropez, a może i do Monako? Udało mi się za to spotkać część piłkarskiej reprezentacji Niemiec, która była skoszarowana w pewnym ekskluzywnym "ośrodku wczasowym" znajdującym się bardzo blisko mojej wsi. Relacja z tych spotkań na które oddelegowałem replikę w najbliższym czasie.
Moje wakacyjne relacje będą krótkie (jeśli będą) ponieważ występują pewne niedogodności związane z internetem.

14.05.2012

majowa przyroda

Kwitnie wokół wszystko co tylko może kwitnąć. I wszystko też jest takie świeże, że aż przyjemnie się chodzi na spacery. Najbardziej lubię te deszczowe dni, wtedy jest pusto, a we mnie odzywa się szaleństwo - wracam wtedy lekko ubłocony, przemoczony i z wplątanymi kwiatami kasztanowca w futro. Potem tylko chwila stresu: wycieranie ręcznikiem i już mogę poszukać wygodnego miejsca do spania. Gorsze są te upalne dni, to znaczy wizualnie na pewno ładniejsze! Tyle, że dość szybko czuję się przytłoczony tym słońcem, chce mi się bawić, ale potem idę łapa za łapą, czując jak każdy promień słońca ważyłby kilo, a one wszystkie skupione na moim grzbiecie..
Po takim spacerze też szybko zasypiam, ale nie czuję się zadowolony z spaceru.
Ładnie wyglądają drzewka bzu, nawet raz Pani miała sprzęt byśmy trochę takich gałązek do domu przyniesli, ale inni byli szybsi i bez który był w zasięgu rąk Pani już zniknął i pewnie inni cieszą sobie nim oczy w domu;-).
W soboty i niedziele wielu ludzi siedzi w parku na trawie a to sie opalając, a to jedząc różne smakołyki.
Pozostawiają spory bałagan po tym imprezowaniu.
Oj można się czasem mocno zdziwić!
Ja zawsze znajduję jakieś resztki kurczaków i ryb, Pani niestety też zawsze zauważa moje znaleziska i wyciąga mi je ze sznupy. No trudno. Poza tym leży wiele innych rzeczy po weekendzie, jakieś takie jakby woreczki, nikt nie chce mi wyjaśnić do czego służą(a raczej służyły) ale mam je omijać. Jest też sporo - napiszę wprost - kup. I one nie są psie, bo jak Pan to mówi: pies nie podciera się papierem.
To jest niefajne, prawda? Za niesprzątniętą moją kupę Pan może dostać mandat(jak go odpowiednia służba przyuważy że nie sprząta). A ludzka kupa zapewne jest cennym nawozem.
No proszę i tak od pieknych kwiatów zeszło na śmierdzące sprawy;-))))
Często jak sobie spaceruję to rozmyślam o tym co widzę i prawie zawsze mam super temat na wpis w zanadrzu ..
.. ale jak już znajdę kącik do snu, wygodnie się ułożę, to połowa tych pomysłów gdzieś mi ucieka, a po przebudzeniu mogę wymyslać od początku:-))

2.05.2012

wyścig

W mieście 1-go maja tradycyjnie odbywają się zawsze dwie rzeczy: pochód pierwszomajowy i wyścig rowerowy.
W tym roku całkiem zignorowaliśmy podglądanie pochodu i nie mogę zdać relacji z tego ile psów pojawiło sie pod flagami z wizerunkiem Lenina;-))
Pan brał udział w wyścigu rowerowym i to było dla mnie o wiele bardziej interesujące. Niestety nie mogłem być ani na starcie, ani na mecie, ani nawet gdzieś tam stać na trasie z transparentem motywującym do walki. Kibicowałem z kanapy;-)
Powiedzmy, że moje uczestnictwo było niemożliwe ze względów logistycznych.
Choć zastanawiam się czy nie nauczyć się takiej jednej sztuczki, mógłbym wtedy podróżować z Panią, w jej rowerze jest bagażnik.
Oto ta sztuczka:


i parę zdjęć kolarzy, Pan też tam mignie;-)
Jak widać nie tylko rowery pojawiły się na trasie:
Jak kogoś interesują szczegóły wyścigu:
http://www.eschborn-frankfurt.de/

1.05.2012

awans

I nadszedł ten dzień w którym Eintracht awansował z powrotem do pierwszej ligi.
Dla mnie miało to mieć i dodatkowe korzyści: znów spotkania z Wolfem i Rufusem. Ich pan przyjeżdzałby - jak kiedyś - na kolońskie mecze do nas, a my jechalibyśmy do Kolonii na występy Eintrachtu. Te plany pokrzyżowała fatalna gra kolonistów i stało się najgorsze: oni spadli do drugiej ligi gdy my ją szczęśliwie opuściliśmy!
Ale.. w drugiej lidze nadal gra przecież FSV i spotkania maja szansę się odbywać.
Już bardzo stęskniłem się za Wolfem i Rufusem..
A tu parę migawek z ostatniego meczu w tym sezonie na Waldstadion, atmosfera była super (pomimo wyniku, co było najprzykrzejsze tego dnia). Wszyscy się cieszyli i przed meczem i w czasie meczu i po gwizdku kończącym spotkanie.
Nastapiło kontrolowane wejście kibiców na murawę, oprócz wybuchów radości i wydzierania kawałków trawy nic się szczególnego nie działo, więc i policja i ochrona przyglądały się temu bez jakichś większych działań.
Potem z boiska imprezowanie przeniosło się przed stadion, normalnie ta trawa jest pozagradzana, to boiska treningowe i nie wolno po nich chodzić osobom postronnym. Ale w tym dniu zostały udostępnione kibicom. Koniec sezonu, byle do sierpnia;-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...