Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waldstadion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waldstadion. Pokaż wszystkie posty

23.12.2014

grudniowy wypad do Frankfurtu

Jeszcze zdążyłem w tym roku skoczyć do Frankfurtu, aby swój świąteczno-noworoczny spacer po Waldstadion zaliczyć. Oczywiście ani on świąteczny, ani noworoczny, ale świętuję w Adlikonie, więc lepiej za wcześnie niż wcale.
Pogoda przez te parę dni była deszczowo-mglista. Po prawie każdym spacerze cały byłem mokry lub mokry i ubłocony.
Na stadionie jednak tylko wiało;-). Spacerowałem sobie jednocześnie szukając jakichś pozostałości po meczu(kawałki bułek, kiełbas, itd). Wszystko już niestety sprzątnięto;-))
Piłkarzy też nie spotkałem, chyba mieli tajna naradę przed meczem wyjazdowym w Leverkusen, autokar już czekał.

Poza tym spacerowałem nad Menem. Niby fajnie, ale.. jednak mój klimat to pola w Adlikonie;-)
Za to w pokoju w którym przez te parę dni mieszkałem, był super stół: zrobiłem sobie pod nim przytulny kącik do spania. I spało mi się prawie idealnie, prawie, bo bez miękkiego legowiska, a wiadomo, że lubię udko sobie na czymś wygodnym ułożyć
 Codzienny widok z okna:
Widok  w dzień wyjazdu do domu..

7.01.2013

wizyta na treningu

Dostałem informację, że pierwszy w 2013 roku trening mojej drużyny będzie dostępny dla kibiców i poprosiłem Pana i Panią abyśmy pojechali pooglądać piłkarzy. Zgodzili się szybko i już pół godziny przed treningiem byliśmy na Waldstadion. Pojawiło się sporo osób, ale ja byłem jedynym przedstawicielem psiej społeczności. Mocno mnie to nakręciło! Szedłem bokiem boiska treningowego, a spojrzenia wszystkich były skupione na mnie. Jak się czułem? Jak jeden z drużyny, jak bohater jesiennej rundy:-))).
Pewnie Alex Meier się tak czuje jak idzie na trening, a ludzie się na niego gapią, pozdrawiają uśmiechem, robią dyskretnie (lub też całkiem otwarcie) fotki. Szedłem patrząc się niby tylko przed siebie, ale rejestrowałem jednocześnie to co dzieje się wokół mnie (tak, da się). Krok miałem równy, ogon dumnie podniesiony, wyraz pyska przyjazny. Pojawiły się i zaczepki, ale nie reagowałem.
Tak naprawdę chciałem zareagować, oj bardzo! pewnie na jakichś uściskach by się to skończyło, a może i na jakimś smakołyku znalezionym w kieszeni? Obawiałem się jednak, że dam się ponieść już na  wstępie emocjom i nic z oglądanie treningu nie wyjdzie, przynajmniej dla mnie.
Ponieważ pogoda była marna trening odbywał się na bocznym boisku, takim na które nigdy treningowi gapie nie mają wstępu. Tym razem mogliśmy wejść tam wszyscy. Boisko ma tę zaletę, że posiada oświetlenie i lokalne stacje telewizyjne mogły kręcić swoje relacje do woli. Niestety nie wiem czy gdzieś tam zostałem uwieczniony, szkoda;-).
Stanęliśmy nieco z tyłu, ale punkt obserwacyjny miałem dobry, a przy okazji nikt już na mnie nie cmokał i do mnie nie zagadywał.
Piłkarze zachowywali się dokładnie tak jak ja. Spoglądali tylko przed siebie, bądź w stronę trenerów. Czasem coś do siebie powiedzieli, ale przede wszystkim byli skupieni na wykonywaniu poleceń. Pani zawsze mówi, że treningi dostępne dla publiczności to taka pokazówa, ale dla mnie to bez znaczenia. Podobało mi się, że tak mogę tam stać i się gapić. Wpierw był taki ogólny rozruch i nawet obywało się bez piłki! Potem już pojawiły się zadania z piłką, a dopiero później coś na kształt meczu piłkarskiego.
Najbardziej bolało mnie to, że na boisku jest tyle piłek, a ja nie mogę tam wbiec i się nimi pobawić!
Rozmyślałem sobie, co by się stało gdybym się jakoś (ale jak???) zerwał ze smyczy i wbiegł na boisko. Czy panowie z ochrony wbiegliby za mną i by mnie wyrzucili?Czy dostałbym zakaz stadionowy?:D Czy Pan i Pani przyznaliby się do tego, że jestem ich psem? Ha ha, sam bym ich wskazał;-)
A może piłkarze by się ucieszyli z takiej niespodziewanej sytuacji, wielu z nich ma psy i na pewno wiedzą jak się zabawić z psem na boisku. Ta opcja najbardziej mi się spodobała i wydaje mi się najbardziej możliwa. Na pewno byłoby wesoło, a na koniec treningu pewnie dostałbym jeszcze futbolówkę z podpisami wszystkich zawodników i zaproszenie do wspólnego, pamiątkowego zdjęcia.
Chciałem napisać "zaproszenie do kolejnych wspólnych treningów", ale jestem jednak realistą;-).

27.12.2012

spacer w mżawce

Pojechałem na tzw. świąteczny spacer. Pogoda była naprawdę mało interesująca. Teoretycznie dla mnie pogoda(oprócz ekstremalnych upałów) nie ma znaczenia, ale wolę jak nie muszę mieć czyszczonych po spacerze łap, brzucha itd. A tu od rana zachmurzenie, mżawka, wiatr, większy deszcz. No ale pojechaliśmy pochodzić po miejskim lesie, czyli po Frankfurter Stadtwald
Nikogo, ale to nikogo tam nie spotkaliśmy, nawet żaden zając nie wychylił się zza krzaka.
Najwyraźniej była to jeszcze pora pałaszowania świątecznych przysmaków, a nie leśnych wędrówek.
W końcu tak zakręciliśmy, że znaleźliśmy się na Waldstadionie. Tam też było pusto i cicho, wiatr tylko powiewał flagami wiszącymi na masztach. Jedno z wejść na widownię było oczywiście otwarte i mogłem zlustrować murawę, właśnie otrzymywała porcję sztucznego światła. Tak naprawdę to nie wiem co tam się działo, mój psi rozum mi podpowiada, że po tych naświetleniach trawa będzie bujna i zdrowa. Czasu dużo i niedużo jednocześnie, już za 4 tygodnie pierwszy mecz rundy wiosennej. Kto to widział by wiosna była zimą?
Opatuliłem się do zdjęć szalikiem, myślę, że całkiem elegancko wyglądałem:-)))

1.05.2012

awans

I nadszedł ten dzień w którym Eintracht awansował z powrotem do pierwszej ligi.
Dla mnie miało to mieć i dodatkowe korzyści: znów spotkania z Wolfem i Rufusem. Ich pan przyjeżdzałby - jak kiedyś - na kolońskie mecze do nas, a my jechalibyśmy do Kolonii na występy Eintrachtu. Te plany pokrzyżowała fatalna gra kolonistów i stało się najgorsze: oni spadli do drugiej ligi gdy my ją szczęśliwie opuściliśmy!
Ale.. w drugiej lidze nadal gra przecież FSV i spotkania maja szansę się odbywać.
Już bardzo stęskniłem się za Wolfem i Rufusem..
A tu parę migawek z ostatniego meczu w tym sezonie na Waldstadion, atmosfera była super (pomimo wyniku, co było najprzykrzejsze tego dnia). Wszyscy się cieszyli i przed meczem i w czasie meczu i po gwizdku kończącym spotkanie.
Nastapiło kontrolowane wejście kibiców na murawę, oprócz wybuchów radości i wydzierania kawałków trawy nic się szczególnego nie działo, więc i policja i ochrona przyglądały się temu bez jakichś większych działań.
Potem z boiska imprezowanie przeniosło się przed stadion, normalnie ta trawa jest pozagradzana, to boiska treningowe i nie wolno po nich chodzić osobom postronnym. Ale w tym dniu zostały udostępnione kibicom. Koniec sezonu, byle do sierpnia;-)

19.03.2012

Waldstadion

Niedziela okazała się być dość pochmurnym dniem, chwilami popadywało. Nawet już sobie wytłumaczyłem, że nie ma co liczyć na jakiś interesujący spacer. A jednak spotkała mnie niespodzianka.
Zejście do garażu oznaczło wyjazd, od razu pomyślałem o moim ulubionym lesie.
I faktycznie, las się pojawił, ale całkiem inny;-).
Nie zmartwiło mnie to, bo las obojętnie jaki jest z założenia interesujący. A jakiś nowy, to nieznane zapachy, dodatkowe emocje. Tak naprawdę już kiedyś tu byłem, pierwsze skojarzenie: dużo błotnych kałuż. Cóż, gdzieś sie ukryły, bo nie miałem szansy zażyć błotnych kąpieli.
Ten las jest szczególny też z tego powodu, że otacza on stadion Eintrachtu;-). Prawdziwa nazwa tego stadionu to Waldstadion (prawdziwa a nie ta komercyjna).
Mecz był w piątek, więc w niedzielę panowała tu cisza(nie licząc przelatujących samolotów) i spokój. Na teren otaczający stadion można wejść bez problemu, są pootwierane bramki.
Tyle, że musiałem tam spacerować na smyczy. jest parę boisk treningowych, ale niestety nie można na nie wbiegać. Nie tylko psom - spacerowiczom również wstęp wzbroniony, tylko piłkarze mogą tam szaleć. Tu poniżej widać wspomniane boiska:
Nagle szast-prast i mam szalik na karku. Chwila zdziwienia...
... i już pozuję skoro mnie proszą. Inna rzecz, że za darmo tego nie robię;-), dobrze wiem, co tam w torbce Pani za smakołyki na mnie czekają. Taki trochę łasy na dobre rzeczy jestem, nie będę tego ukrywać.
Wstęp na sam stadion był niemożliwy, jak również klubowy sklep był zamknięty. A co gorsza, zauważyłem na drzwiach sklepu niefajną nalepkę... A z tego co wiem, to w ofercie są psie akcesoria, w jaki więc sposób mam je obejrzeć, przymierzyc, wybrać?
Schody prowadzące na poszczególne sektory. Brak dostępu..
Chyba mógłbym liczyć na miejscówke w sektorze 40- tym?:-)))
Pora wracać, szkoda, bo nawet mi się podobało. Może kiedyś uda się wejść gdzieś dalej? Może nawet Attilę spotkam? Chciałbym, choć takie wielkie ptaki mnie trochę przerażają, mają taki przenikliwy wzrok;-)
O, tu Attila, po lewej;-). Taki namalowany tez robi odpowiednie wrażenie:-)

26.12.2011

spacerowanie świąteczne

Pierwsze zdjęcie jest mylące, mój świąteczny spacer to tym razem nie Taunus!
To las wokół Waldstadion. Była to miła odmiana, bo tej okolicy nie znałem i mogłem sie poczuć jak odkrywca. Być może nie było saren i jeleni, ani nawet dzika, był za to ptak, ktory wydawał z siebie intrygujący dźwięk. Stałem jak wmurowany słuchając tego popiskiwania, bo śpiewem tego nazwać nie da się.
Potem jakoś tak pozytywnie naładowany odkryłem głęboką kałużę, a woda w niej była brudna..
gdzie ja nie miałem potem błotnych kropek, wszędzie, chyba nawet na wąsach:)

Ale tutaj tego nie widać, widać za to, że trawa na boisku jest naświetlana jakimiś specjalnymi lampami, coż do lutego murawa musi być dobrze przygotowana.
I przejście na stadion, na pierwszym planie Attila, ja jako tło. Niestety nigdy nie byłem na meczu, zawsze replika idzie zamiast mnie. Dlatego też nigdy pewnie orła Attili nie zobacze na żywo.
Eintracht Meister -to przeszlość, dość odległa. Chciałbym móc tak skandować teraz..

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...