Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frankfurt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frankfurt. Pokaż wszystkie posty

21.05.2009

przeprowadzka

Dzień przeprowadzki rozpoczął się w zasadzie już w piątek. Wszystkie rzeczy zostały poupychane w kartonach, a niektóre meble zmieniły się stertę desek:-)
Odczuwałem w związku z tym wszystkim jakiś nieokreślony niepokój. Działo się coś o czym nie miałem tak naprawdę pojęcia. Słowo przeprowadzka nic konkretnego mi nie mówiło. Parę razy w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy byłem we Frankfurcie na inspekcji budowlanej. Jednak nie potrafiłem sobie wyobrazić, że ten dom który powstaje mieści w sobie mieszkanie w którym będę mieszkał. Zbyt abstrakcyjne to jednak dla mnie było.
Wszelkie piątkowe prace obserwowałem z bliska. Na przykład Pan i Marcin rozbierali kuchenne szafki, ja wtedy leżałem w strategicznym miejscu, nie dało się mnie nie zauważyć. Ponoć było to denerwujące, ale to nie moja wina, że mam tak silnie rozwiniętą ciekawość.

Kuchnia zdemontowana, półki ogołocone moje ulubione miejsca do leżenia pozastawiane:
Pod stołem też już nie było przytulnie:Jedynie pod wieszakiem mogę sobie poleżeć...
W końcu nadeszła sobota, wszyscy zerwali się o jakimś brzasku. Pan pojechał z Kare po auto, które miało pomieścić wszystkie nasze rzeczy. Przyjeżdżają a tu miejsce pod domem zastawione, pomimo wielkich znaków informujących o zakazie. Po godzinie dzięki pomocy policji:-) nasze miejsce jest puste. Można się pakować.
Dla mnie zaczyna się jednak czas nudy. Tak, tak.
Ani z Marcinem ani z Rafałem ani z Kare nie mogę się pobawić. Zajmują się oni innymi sprawami. Czekałem też z niecierpliwością na dwa pieski, Pan często wspominał, że na dzień przeprowadzki załatwił dwa pieski.
Pomyślałem, że załatwił dla mnie towarzystwo.
Oto pieski:
Dobry dowcip.. wózki nazwać pieskami..
Ponoć bardzo były pomocne i usprawniły pracę.

Przez pierwszą godzinę siedziałem w sypialni. To była "nagroda" za to, że kręciłem się wszystkim pod nogami. To bzdura oczywiście, bo jak to możliwe bym mógł być jednocześnie pod nogami wielu osób?
Gdy mój pokój zwany komputerowym ogołocono już z wszystkiego co się dało zostałem tam zesłany:
Na szczęście ok. 13-tej przyszedł po mnie Kare i zabrał na łąkę bym mógł pobawić się z Wolfem i Rufusem. Bawiłem się ale myślami byłem przy tym co działo się u mnie w domu..
W końcu nadeszła ta chwila, że mieszkanie wyglądało dla mnie obco. Nie było w nim już nić przytulnego, bo przecież pustka nie może być przytulna..
Pani założyła mi smycz..... "to chodźmy już" powiedziałem..
i poszliśmy. Przemyślałem to wszystko leżąc te parę godzin w samotności.
Nie miałem wpływu na to gdzie będę mieszkał i nikt się mnie nie pytał czy chcę się przeprowadzić. Przez ten ostatni rok zauważyłem że Pani i Pan chcą mnie zachęcić do pozytywnego myślenia o nowym mieście.
Zapewne pokażą mi tu jakieś atrakcyjne(z mojego punktu widzenia)miejsca, sprawią, że nawiąże jakieś atrakcyjne psie znajomości.
Dlatego jechałem już zaciekawiony tym co mnie czeka, a smutek miałem głównie ze względu na Wolfa.

Do Frankfurtu przyjechaliśmy przed Kare, który jechał ciężarówką. Wpadłem więc do pustego mieszkania i od razu zapoznałem się z wszystkimi kątami.
Najbardziej spodobał mi się balkon:-)
Tu z Panem i Rafałem na balkonie. Mieszkamy na pierwszym piętrze, widok na ulicę jest doskonały i widzę wszystko co tam się dzieje. Z każdej pozycji.

Pani poszła ze mną na spacer po okolicy i wracając z niego zauważyliśmy, że przyjechał Kare.
Tu widać w odblaskowej kamizelce pana ochroniarza, a przy samochodzie mój Pan, Marcin i Rafał.
Zaraz zacznie się dla nich drugi etap roboty, to wszystko co wnieśli do tego samochodu muszą teraz wynieść.
Dobrze że pieski będą im pomagać i że w obu domach jest winda:-)
I tak potrwa to wszystko do późnego wieczora.

A to balkon widoczny z ulicy:-)
Tyle, że już nie jest taki zagracony. Obecnie leżą na nim puste kartony i często ja:-)))

Pierwszy dzień po zamieszkaniu we Frankfurcie.
Jako ciekawostkę powiem, że meldunek mam tam już od 13-go maja, od tamtego dnia mam też zielony znaczek, a ten czerwony z Kolonii trzeba było odesłać.

i jeszcze rzut okiem w stronę centrum, od nas 11 min. tramwajem. Jeszcze nie jechałem.
Dziękuję wszystkim za życzenia związane z przeprowadzką, chciałem już wcześniej napisać jak poszło, albo choć jakieś zdjęcie zamieścić, ale Pani kompletnie nie miała kiedy mi w tym pomóc.
Dziś jednak i kabel z aparatu się znalazł i chwila czasu przed snem.
Ponoć jeszcze jest dużo roboty, też mi się tak wydaje:-)
Jednak to co najgorsze już zrobione i najważniejsze, że moje legowisko jest w dobrym miejscu.

5.09.2008

NFL i Formuła 1

Wróciły sportowe emocje, kolejny sezon NFL rozpoczęty.
Tak się składa, że spotkania mają miejsce podczas mojego najgłębszego snu, Pani starała się mi wytłumaczyć, że gdy u nas jest noc, to gdzie indziej jest dzień.
Jakoś dziwne to mi się wydaje, ale wierzę, że mówi mi prawdę, w końcu jest wyedukowana, a ja uczyłem się jedynie posłuszeństwa.
Mam różne skojarzenia z NFL, a konkretniej NFL Europa.
Spotkanie w Kolonii pomiędzy Galaxy a Centurions, Pani z Panem na stadionie, a ja biedny Enzuś w domu. Samotny..
:-)
Miałem wtedy jakieś 5 miesięcy chyba i po prostu spałem sobie, chyba nawet nie zauważyłem tego, że zostałem sam.
Gorzej gdy jeździliśmy na mecze Galaxy do Frankfurtu. Wtedy zostawałem u Jagody i te pierwsze razy zamiast drzemać sobie, to czuwałem w przedpokoju oczekując powrotu Pani i Pana. Później już bardziej wyluzowałem:-)
To właśnie maj 2008 i dywan w przedpokoju u Jagody:-)
Wtedy tez poznałem Kimbę, już go na blogu przedstawiałem i prezentowałem zdjęcia naszych wspólnych zabaw.
Tutaj z Kimbą i jego panem, którego bardzo lubię, na podwórku u Jagody.
http://www.kaleidoscope.pl/index.php?cat=23
czyli wspomnienie z czasów gdy futbol amerykański miał się w Niemczech dobrze.

Dziś w USA mecz pomiędzy NY Giants a Redskins Washington.
Pani ogląda w tv:-)

Coraz bliżej też niedziela i wyścig w Spa, już w sobotę kwalifikacje, w piątek treningi. I dobrze, bo będą skupiać się dziennikarze na tym, a nie plotkach kto gdzie będzie jeździł w przyszłym sezonie. Spekulacje trwają, co sie pojawi niby jakaś sprawdzona wiadomość, to za chwilę jest dementowana. Robert Kubica ponoć ma kontrakt z BMW na kolejny rok, ponoć, bo dziś powiedział, że nie wie gdzie będzie jeździł w nowym sezonie. Zobaczymy, niebawem i tak muszą to oficjalnie ogłosić:-)

W Polsce w tym tygodniu na błyskawicznej wizycie pojawił się Fernando Alonso, dokumentacja z tej wizyty wg mnie jest marna.
http://www.formula1.pl/F1_news-4560-Fernando_Alonso_przylecial_do_Warszawy.html
tu można obejrzeć zdjęcia ze Złotych Tarasów.

Tutaj niby inne , a jednak niewiele sie różnią:
http://menforum.pl/fotogalerie/category/53.html

Za to tutaj dość interesujący opis wizyty:
http://moto.money.pl/go/338__Fernando_Alonso_w_Polsce__3__0__5__1102474583.html

3.09.2008

samokrytyka

We wtorek byliśmy zobaczyć jak idą roboty budowlane w Frankfurcie.
Droga minęła mi spokojnie, właściwie ją przespałem. Na miejscu zwiedziłem dużą łąkę z której chyba w przyszłości będę korzystał. W oddali widziałem nawet jakieś jeziorko więc zapowiada się atrakcyjnie. Podjechaliśmy na miejsce budowy:
Tu z Panią czekam na przedstawiciela firmy budującej. A stoimy na naszej przeszłej ulicy:-)
Za tym płotem trwa budowa, prowadziłem nawet obserwacje, bo ciągle coś tam się działo. A to jakiś dźwig coś przenosił, a to panowie jakieś interesujące rzeczy nosili, stukali, szurali, krzyczeli do siebie.

W końcu przeszliśmy do baraku na rozmowy, ja też. Do pokonania były metalowe schody, trochę dziwne i niezachęcające ale wszedłem za Panem automatycznie.
Na górze było biuro, wszyscy siedzieli przy dużym stole a ja pod stołem.
Panowie na początku cmokali na mnie i coś tam zagadywali, pochwalili też moje błyszczące futro. Zapytali się Pana ile jem jajek. A ja rzadko kiedy jem jajko, często do jedzenia dostaję łyżkę oliwy z pestek winogron.
Zaczęła się dyskusja o prądzie, kablach i innych rzeczach które mnie raczej nie interesowały. Starałem się dyskretnie obwąchać za to nogi tych obcych panów. Nawet jednemu trochę się na nodze ułożyłem, a on udawał, że nic się nie stało.
Po jakimś czasie trzeba było zejść do biura na dole, niestety sprzeciwiłem sie temu.
Wspomniane metalowe schody mnie przeraziły, one były takie ażurowe i wydawały mi się jakieś niestabilne. Obok nich była wąska deseczka i postanowiłem zejść po niej. To nie był dobry pomysł, bo deseczka była szerokości mojej jednej łapy.
Ostatecznie Pan mnie zmobilizował i pomógł zejść, ale wolałbym już nigdy nie mieć do czynienia z takimi schodami.
Rozpoczął się pokaz kafli, gniazdek elektrycznych, umywalek, klamek i tego typu rzeczy. Pani i Pan sprawnie sie decydowali, ale pan kierownik o wszystkim dużo mówił i moja psia cierpliwość sie kończyła. Wykonałem więc głośny i donośny ziew. Wszyscy go zauważyli, ale nie skróciło to spotkania.
Pani dala mi wołowe uszko do pogryzienia, ale tylko chwilę się nim zająłem.
W końcu Pani ze mną poszła pospacerować.
Myślałem, że jedziemy już z powrotem, ale okazało się, że podjechaliśmy do dzielnicy Sachsenhausen. Tam czekała na nas Jagoda z Niną.
I cóż powinienem zakończyć w tym miejscu moją relację, bo od tego momentu byłem ponoć nieznośny:-)
Nawet spacerowanie przy super fontannie nie pomogło. Fontanna tam jest naprawdę fajna i podobało mi się, ale chciałem wrócić do kawiarnianego stolika. A jak już wróciłem to od razu zachowywałem się tak, jakbym nie chciał tam być.
W dodatku nagle spod innego stolika wyskoczył mały piesek, który intensywnie począł na mnie szczekać. Postanowiłem mu odpowiedzieć. A on nie chciał przestać, to ja też..
I później to już wszystko mnie denerwowało i zrobiłem festiwal mojego szczekania.
W ten sposób dość błyskawicznie znaleźliśmy się w samochodzie.
Po 5 minutach spałem kamiennym snem.
W domu zjadłem, napiłem się, wlazłem do Pani na kanapę i spaliśmy tak jakiś czas:-)

Trochę żałuję, że cierpliwości mi wczoraj na cały dzień nie starczyło, tłumaczę to sobie tym, że miałem słabszy dzień.
Dobrze, że przynajmniej podczas spotkania na budowie nie wypadłem najgorzej.

Tu widok na część domu w którym nasze mieszkanie będzie.

17.06.2008

Strasbourg raz jeszcze


relacja foto (dziś nie ma problemu jak widać z zamieszczaniem zdjęć)
strona o mieście:
http://www.ot-strasbourg.com/?lang=en

hotelowy pokój, Pan buty tak porzucił, to ja je chciałem ułożyć w innym miejscu, ale zostałem źle zrozumiany i but mi odebrano..
pozowanie na hotelowej wykladzinie
to właśnie park, który znajduje się obok hotelu, ma nawet stronę w sieci:
http://www.jardinorangerie.fr/index.php
mieszkańcy parku:
bociany nic sobie nie robiły z tego, że my tam się kręciliśmy, chciałem podejść bliżej, ale Pan mi nie pozwolił. Z drugiej strony teraz sobie myślę, że taki bociek mógłby mnie tym dziobem mocno uderzyć, nigdy nie wiadomo co w takiej ptasiej głowie sie dzieje:-)))


zdjęcie pozowane, w tle budynek UE. jeszcze dwie minuty wcześniej za mną był tłum turystów fotografujących sie na schodach.
tak sobie zawyłem, żaden polityczny protest:-)to już te nowoczesne unijne budynki, położone nad interesująca rzeką(do której nie mogłem niestety wskoczyć)
a tu tzw. La Petit France
inne ujęcia http://www.kaleidoscope.pl/thumbnails.php?album=132&page=2
nie wiem jak TO wytłumaczyć????
to oznaczenie na sklepie z czekoladkami..
i ładny, cichy tramwaj, którym nielegalnie przejechałem trzy przystanki:-)
Pani sprawdziła na oficjalnej stronie miasta Strasbourg czy w dziale o komunikacji miejskiej pisze coś o psich przejazdach - nic nie pisze..
miejsce wiadomo na co:)
dość często napotykaliśmy takie zagrody, ale tłumu w nich nie było

a to już inna bajka, inne miejsce..
Frankfurt i dziura czekająca na beton:-)

meczowo:w nocy coś mi sie przyplątało do oka, swędzi i łzawię, całe mam czerwone i spuchnięte..Pani mi przemywa, a popołudniu lekarz.
czekam już na tę wizytę, bo bardzo bardzo mnie drażni coś w tym oku:-(

weekend w Strasbourgu

Chciałem zrobić foto-niespodziankę ale na blogu wystąpiły problemy- chwilowo nie da się zamieścić zdjęcia. Ciekawe jak długo to jeszcze potrwa..

Przez weekend mnie nie było w domu. Oczywiście już wcześniej usłyszałem, że coś się szykuje, ale nie zauważyłem żadnych szczególnych przygotowań, więc sobie pomyślałem, że nic z tego nie będzie.
W piątek popołudniu jednak Pani nagle zaczęła pakować mój podróżny plecak!
Pan przyszedł z pracy, zabrał bagaże i już schodziliśmy do samochodu:-). To prawda, że jak widzę walizki to się robię nerwowy, więc ostatnio pakowanie odbywa się tak, że niczego nie jestem świadomy aż do chwili wyjazdu.
Jechaliśmy i jechaliśmy, tu prace drogowe, tu korek, tu zaś objazd - czyli zakręty, które mnie wybijają z spokojnego snu.
Zaczął się mecz Italia - Rumunia, którego mogliśmy tylko słuchać (remis 1-1).
W brzuchu już mi burczało, czułem, że pora kolacji, a tu my ciągle w drodze..
W końcu zjeżdżamy do jakiegoś miasta. Na ulicach dość pusto, na chodnikach pusto.. W tv właśnie zaczyna się mecz Francja - Holandia:-)
A my jesteśmy w Strasbourgu.
Znajdujemy nasz hotel - zauważam, że obok jest park i ogólnie dużo wokół zieleni.
http://www.lejsbach.com/index.html
Podaję ten link bo jest to bardzo przyjazne dla nas, psów miejsce.
Jesteśmy tam mile widziani bez dodatkowych opłat.
Nie wiedziałem czy wpierw chcę obwąchać nowe miejsce czy też zjeść wieczorny posiłek:-)
Szybko zjadłem i zająłem się oglądaniem pokoju, łazienki i balkonu. W tym czasie P&P sprawdzili w tv jak mecz..Francja niestety nie umiała poradzić sobie z Holandią.
Ostatecznie Holandia wygrała wysoko(4-1).

W nocy często się budziłem i chodziłem sprawdzać czy na pewno Pani i Pan śpią - wpierw podchodziłem do Pana i wpatrywałem się w niego, dotykałem go nosem, nie reagował, szedłem więc od strony Pani i robiłem to samo:-)

Rankiem poszedłem z Panem do tego pobliskiego parku, dostałem tam psiego adhd. Bardzo mi sie park podobał, z tej radości szalałem więc jak szczeniak.
Po śniadaniu przeszliśmy wszyscy przez park, tam spotkałem ptaki o długich nogach- bociany. Całe tłumy ich tam były, chodziły sobie ścieżkami nie zwracając zbytniej uwagi na nas, miały porobione gniazda i w nich też siedziały gromadnie.

Doszliśmy w końcu do takiego ogromnego budynku przed którym łopotało mnóstwo flag i kręciło się przed nim bardzo dużo ludzi w zorganizowanych grupach. Wszyscy robili sobie zdjęcia.Po jakimś czasie grupy poszły dalej, Pan poprosił mnie wtedy abym usiadł na trawniku i też zrobił mi zdjęcia. Okazało się, że za tło mam ten wielki budynek:-)
Sami zresztą zobaczycie jak już da się wrzucić tu zdjęcia.
Poszliśmy dalej, znów były takie duże budynki tyle, że wyglądały nowocześniej - dużo szkła.

Ciągle mijały nas rowery, bo wiecie, tam ścieżki rowerowe są szersze od chodnika:-)

W centrum miasta jest ładnie ale ludzi mnóstwo..wielu z nich do mnie cmokało, uśmiechało się, zagadywało w różnych językach lub tylko się gapiło przyjaźnie. Sprawiało to, że czułem się najpiękniejszy na świecie:-)

Siedzieliśmy w centrum miasta w restauracji, przyszedł kelner i przyniósł dla mnie miskę wody, wypiłem choć aż tak mnie nie suszyło, ale chciałem zrobić mu przyjemność, że nie przyniósł na darmo:-).

Na placu paru chłopców kopało do siebie piłkę, piłka odskoczyła i mogłem ją też odbić. Tak sobie myślę, że mógłbym być całkiem dobrym bramkarzem..Odważnie wychodzący do piłki jak Artur Boruc:-)

Po Strasbourgu jeżdżą tramwaje i Pan wymyślił, że wrócimy do hotelu właśnie tramwajem. To nic, że dwa razy trzeba było się przesiadać. Czekamy na drugi tramwaj, zaczepia nas jakaś pani z służby porządkowej. I co ona mówi??że JA nie mogę jechać tramwajem??
Pan mówi, że ma dla mnie bilet, że mam paszport(w nim są moje szczepienia) i, że jestem spokojny:-)
W Strasbourgu psy nie mogą jeździć autobusem i tramwajem ze względu na bezpieczeństwo ludzi. Hm.
Służba porządkowa mówi, że możemy jechać, ale jak nas policja złapie to zapłacimy karę.
Ryzykujemy i jedziemy. W tramwaju leżę sobie grzecznie w kąciku i udaję że mnie nie ma.
Po 2 przystankach musimy przesiąść się, już prawie jesteśmy w tym trzecim tramwaju gdy zaś pojawia się służba porządkowa.. wyrastają znikąd.
Gada to samo co tamci. Ale nie mówi czy wszystkie psy nie mogą czy tylko takie mniej więcej mojego wzrostu i skąd taki zakaz sie wziął. Musimy wracać do hotelu na łapach(nogach).
Pani buty zrobiły jej kawał i poraniły stopy i to tak, że musiałem z Panem po nią przyjechać autem na skwerek, choć hotel był już bardzo blisko:-)
Dobrze, że moje poduszki są wytrzymałe.

Mecze:
Szwecja - Hiszpania(1-2) , oglądamy końcówkę, Grecja - Rosja(0-1) wcale nie jest taki nudny jak mogłoby sie wydawać. Rosjanie postanowili pokazać, że potrafią biegać, podawać i kopać. To niemiecki trener Greków mówił niemiło o umiejętnościach polskich piłkarzy, ciekawe co powie o swoich podopiecznych? Grecja słusznie odpada, nie da się oglądać futbolu w ich wykonaniu.

W niedzielę obudziłem Panią liżąc jej stopy, hehe rozbudziła się od razu.
Po śniadaniu się spakowaliśmy i musieliśmy już opuścić nasz miły hotel i okolicę. W samochodzie od razu zapadłem w drzemkę, sobotni spacer po mieście sprawił, że nadal miałem chęć na odpoczynek.
Wracaliśmy przez Frankfurt i tam pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda miejsce w którym buduje się dom z naszym przyszłym mieszkaniem.
Coś już robią. Teren szybko pozaznaczałem, ponoć ta budowa to potrwa jeszcze dłuższy czas, ale swój ślad mogę już zostawić:-)

Po powrocie do domu i rozpakowaniu się ułożyłem sie na kanapie razem z Panem. Pan zasnął i ja też. Gdy zasypialiśmy to Czechy prowadziły z Turcja 1-0, gdy obudziliśmy się był remis 2-2, a za chwilę już 3-2 dla Turcji!!
Końcówka była nerwowa, turecki bramkarz dostał czerwona kartkę, a ulubiony czeski piłkarz Pani, Milan Baros, żółtą. Co ciekawe, siedział on cały mecz na ławce rezerwowych. Coś nerwowy ten sędzia:-)))
A Portugalia odpuściła sobie mecz z Szwajcarią. Dwie bramki dla Szwajcarii zdobył Hakan Yakin. Żal, że to jego ostatni mecz na tych Mistrzostwach Europy.
Do tej pory najlepszym meczem wg mnie był mecz Czechy - Turcja i Polska - Niemcy, najlepiej na nich mi sie spało:-)

6.02.2008

zabawy z Kimba




Kiedys Pani i Pan mieszkali we Frankfurcie, czasem tam jezdzimy i wtedy mieszkamy u Jagody i Joerga. Jest tam tez dziewczynka Nina, ktora chcialbym powachac i dotknac nozdrzem, ale ona chyba troche sie mnie boi, bo jestem duzy i malo spokojny. W tym samym domu co mieszka Jagoda jest restauracja z dobrym jedzeniem, wiem to, bo zawsze na sieni czuc wspanialy zapach. Niestety nigdy nie moglem pojsc do tej restauracji:-(
http://www.im-herzen-afrikas.de/
to strona o tej restauracji. jej wlasciciel, Asmorom to pan czekoladowego labradora Kimba. z Kimba zawsze bawie sie najlepiej i pozniej dlugo musze odpoczywac, bo taki jestem zmeczony!
pierwszy raz z Kimba spotkalismy sie na trawniku niedaleko domu, od razu urzadzilismy sobie tam zapasy i silowanie sie. klebilismy sie po trawie i bylem bardzo zadowolony. potem pierwszy raz zostalem bez Pani i Pana, nie wiedzialem, ze tak bedzie czasem w przyszlosci. lezalem sobie u Jagody smutno w przedpokoju..i nagle okazalo sie, ze na podworku jest Kimba, dostalem zaproszenie i znow moglem biegac z Kimba:-)
i teraz gdy jestesmy we Frankfurcie to czesto razem sie bawimy, choc bywa, ze Kimba nie ma nastroju i pokazuje mi, ze to on rzadzi na podworku. Bardzo tez lubie jego pana, Asmoroma, ostatnio na niego skoczylem z radosci, a on do mnie mowil i mnie misiowal:-), chyba sie cieszyl, ze mnie zobaczyl.
Mam nadzieje, ze niebawem znow sie spotkamy, na pewno sie zdziwi, ze jestem juz taki duzy!
A na zdjeciach z maja 2007 nasze labradorze zabawy na trawniku.
(zobaczcie jak gryze ucho od Kimby:D)

3.02.2008

notatka o moich pierwszych urodzinach


caly dzien bylismy we Frankfurcie. Pan sobie gdzies pojechal, a ja chodzilem z Pania. Tak uczczono moje pierwsze urodziny!(7.12.2006 sie urodzilem!!)
Wpierw mocno padalo i Pani tak smiesznie z czerwonym parasolem sie wyginala. Nie wiem po co jej byl ten parasol?? Caly sie polamal..
Mi deszcz nie przeszkadzal, choc jakos mocno padalo, wiatr za to sprawial, ze moje uszy fruwaly.
Poszedlem z Pania do Jagody, do domu. Troche tam sie zle zachowywalem, ale chcialo mi sie biegac.
Potem poszlismy do knajpy na Sachsenhausen, one pily sobie kawe i cos jadly, a ja mialem sobie ogladac widoki uliczne. Wkurzalo mnie to wiec szczekalem ile mialem sily. Pani byla wkurzona chyba.. Potem czekalismy na Pana kolo domu w ktorym kiedys mieszkali. Nawet tam bylo ciekawie. W aucie sobie spalem, bo bylem szczekaniem zmeczony.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...