
Jak tak opisuję moje alpejskie przygody, to jakbym jeszcze tam był, całkiem miłe uczucie.
Pierwszy spacer był dość lajtowy, tak mogę to określić. Pogoda była marna, padał jakby deszcz ze śniegiem, górskie szczyty nie były widoczne, opatulała je mgła.
Dlatego dojechaliśmy do małej miejscowości Lax http://www.lax.ch/
i stamtąd szlakiem prowadzącym przez kawałek lasu i pastwiska przeszliśmy do Fiesch (również nieduże miasteczko). http://www.fiesch.ch/
Podobało mi się bieganie po pastwiskach, bo były puste, krowi wypas zaczyna się widać później. Nie mam niestety pojęcia o takich rzeczach.
To zimowe mieszkanie jakichś utytułowanych bardzo krów, nie wątpię że ser z ich mleka jest pyszny...


Co może dziwić na tym pustkowiu były kosze na psie kupy, przy nich worki. Czyli wyraźna sugestia by nie nawozić łąki, zresztą w sezonie letnim bym tak sobie tam nie biegał, bo pastwiska były ogrodzone elektrycznym pastuchem.

Podobne poidło było przy naszym domku i zawsze, ale to zawsze jak wracałem ze spaceru tp szedłem tam zmoczyć choćby wąsiki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napływ spamu spowodował, że została włączona moderacja, prosze o wyrozumiałość