5.09.2010

pozycje z futbolówką

Znalazłem taką oto piłkę, leżała porzucona więc się nią zaopiekowałem. Tyle, że nie mogę jej zabrać ze sobą do domu. Dlatego po zabawie chowam ją w skrytce w parku i podczas następnego wyjścia odnajduję.

Żałuję, że psy nie mają żadnej swojej ligi, bo czuję, że byłbym jej gwiazdą:-)
Oczywiście podziwiano by mnie za talent, ale również ze względu na mój(niezaprzeczalny) urok osobisty.
Mógłbym być takim psim Lukasem Podolskim lub Fernando Torresem:-)
Choć słyszałem głosy, że z taką szeroką klatą to mógłbym spokojnie zostać następcą Sebastiena Chabal'a (to niby rugby ale też gra się piłką, no i ta walka..).
Niestety, jak na razie to mogę zachwycać w parku moimi umiejętnościami tylko przypadkowych spacerowiczów. I pewnie tak już zostanie, że sport będę uprawiał tylko amatorsko:-)

ze znajomym

To zdjęcie z początków lata. Bliskie spotkanie z buldożkiem. Bardzo sympatyczny i wesoły. Muszę przyznać, że w naszym parku jest duże zróżnicowanie jeśli chodzi o psy. I ciągle pojawiają się nowi psi sąsiedzi.
Ja jednak największą więź czuje z Małym Enzo i Dżeksonem. Zawsze się ze sobą zgadzamy i zawsze na swój widok się bardzo cieszymy.
Z innymi psami to raz mi się dobrze wygłupia, a innym razem jest na dystans. Inna rzecz, że niektóre osobniki spotykam bardzo nieregularnie, np. Marie-Sol (oj szkoda, szkoda).
Jeszcze 4 domy w naszej okolicy będą nowe i tam na pewno jakieś psy zamieszkają.
Choć kto wie, na naszą wspólnotę składają się dwa domy. I jestem jedynym psem! ba, w naszym domu to nawet i żaden kot nie mieszka!

4.09.2010

pod stołem

Zastanawiałem się czy zamieścić zdjęcia z ludzkimi nogami.:-)
Nawet miałem pomysł, aby jakoś je usunąć( te nogi męskie), ale w sumie po co? Wiadomo, że jak pies leży pod stołem, to tylko dlatego, że człowiek tam usiadł.
A najczęściej dlaczego człowiek siedzie przy kuchennym stole? Bo coś smakowitego leży na stole;-)
I my z Kamą czuwaliśmy. Wieczór się zrobił, walczyliśmy z sennością, ze stołu żadne smakowite zapachy już nie dolatywały, ale my i tak pilnowaliśmy.

Pani lampą nam po ślepiach dała, to nie był najlepszy pomysł, spojrzałem więc z pewnym wrzutem..
Ale dziś jak spoglądam na te zdjęcia to mi się miło robi, że tak sobie z Kamą leżeliśmy wśród nóg.
Słyszałem też, że wielu sąsiadów nas podziwiało jak w dwójkę sobie spacerowaliśmy po parku:-)
Ech, jakiś sentymentalny się robię.

31.08.2010

Kama u mnie


Czekałem i czekałem, aż w końcu Kama wróciła.
Tydzień na to czekałem, ale warto było. Miałem wrażenie, że cieszy się na mój widok. W dodatku wróciła smuklejsza, pewnie holenderskie jedzenie jej nie smakowało;-)))

Kama nosiła moje maskotki, a mi to wcale nie przeszkadzało, przeciwnie - cieszyłem się, że jej się spodobały. Mi za to spodobały się zabawki Julki. Klocki idealnie mieściły się w mojej sznupie, a inne zabawki wydawały intrygujące dźwięki po naciśnięciu. To mnie trochę onieśmielało, więc delikatnie je brałem i niczego nie zepsułem.

Chodziliśmy razem na spacery po naszym parku, Kamę wyraźnie fascynowała ilość królików, ale to mnie nie dziwiło. W końcu kiedyś każdy królik wydawał mi się wart zainteresowania, za każdym chciałem biec..
W domu, gdy była ładna pogoda, to leżeliśmy sobie wśród roślinności na balkonie.
Gdy zostawaliśmy sami(a bywało i tak), to niestety: każdy z nas był w innym pokoju.
I to niestety przeze mnie, a raczej przez moje amory.
Wykorzystywaliśmy ten czas na spanie. Haha, miałem potem dużo energii i chęci by ją jakoś konkretnie spożytkować.
Kama leży pod stołem, ja obok, Kama przy kanapach, ja też, Kama w przedpokoju to i ja tam idę..
Jak tak leżeliśmy w jednym miejscu, to zawsze starałem się tak ułożyć, by choćby końcem łapy jej dotykać. Wtedy zawsze mi się dobrze drzemało.
Już taka historia jak przed tygodniem nam się nie przydarzyła.
Szkoda:D
Ale nie powiem, że nie próbowałem upolować jakiegoś smakołyku..
Jak widziałem drzwi pokoju Kamy otwarte, to cichcem tam wchodziłem i szperałem nosem po torbach naszych gości.
Raz odkryłem Julki biszkopty, ale w tym samym momencie mnie grzebiącego w torbie odkryła Pani i musiałem udawać, że " to nie jest to co myślisz".
A tutaj też nas ktoś przydybał na gorącym uczynku:
Oglądam te nasze zdjęcia i smutno mi, że znów zostałem sam. No z Panią i Panem, wiem że to dużo, ale z innym psem jakoś mi weselej. Tyle różnych rzeczy się wtedy dzieje..

Taunus z Kamą



Jak wcześniej wspominałem, Kama wracając ze swoich wczasów miała mnie ponownie odwiedzić.
Oczywiście napiszę jak było, teraz tylko krótki film z naszego wypadu w Taunus.
trudno mi uwierzyć, że jeszcze wczoraj rankiem tak sobie biegaliśmy..
Dziś Kama biega już po swojej okolicy, teraz pewnie śpi, ciekawe czy mnie wspomina?;-)

Na tym krótkim filmie widać, że byłem dość natrętny, chciałem być grzeczny, dżentelmeński itd., a wyszło trochę inaczej. Ale.. naprawdę się starałem;-)

poniedziałkowy poranek w lesie

Przyjechaliśmy bardzo wcześnie. W lesie było pusto i ciemno. Utrudniało to zrobienie dokumentacji naszego spaceru, więc zdjęć niewiele, a film jeden.. Lepsze to niż nic:-)

Ponieważ ostatni tydzień dość deszczowy, to i w lesie sporo kałuż i błota. A my obydwoje lubimy takie klimaty, co zresztą widać na zdjęciach.
Nie wiem o czym akurat w tej chwili myślałem, że się aż oblizywałem..
(zrymowało mi się! i to nieświadomie.. co to może oznaczać??)
Lekko zanurzone w kałuży zgrabne nogi:

Idą labradory, czyli II Parada Labradorów w Warszawie



zdjęcia z tegorocznej Parady Labradorów:
http://www.paradalabradorow.pl/newest/

W głowie mi się to nie mieści, że w jednym miejscu było aż tyle labradorów!
Podejrzewam, że paru znajomych bym spotkał..może Placka, może Chatka i tych wszystkich mieszkających na tyle blisko, że przyjechali do Warszawy.
Widziałem krótki reportaż w tv i tylko mogłem sobie wyobrazić jak setki labradorów wesoło sobie maszerują ulicami, obwąchują się wzajemnie, zawierają znajomości, bawią się..

23.08.2010

psie miny

Dziś bardzo deszczowo i burzowo. Jak padało to tak, że nic nie było widać. Za to wieczorem się przejaśniło i pokazała się optymistyczna tęcza.
Przynajmniej dla mnie tęcza zawsze jest czymś pozytywnym. To widok z balkonu.

Teraz parę zdjęć jak może wyglądać tzw. psia biedność(Nero und Murphy: Arme Hund;-))).
I wcale nie chodzi tu o biedę w ogólnym tego słowa znaczeniu..
Tylko o wyraz pyska, który ma rozmiękczyć ludzkie serca:-)
Tutaj niby sobie zwyczajnie siedzę na balkonie, ale widać, że pies smutny i zamyślony, może to wzbudzić niepokój, może pocieszyć jakimś smakołykiem?
Choć widać, że Pani to zamiast pogłaskać robi zdjęcia, a Pan na pewno by pomyślał, że trzeba mi wyczyścić uszy..

Albo to spojrzenie..do tego zwisające fafle. Można przytulić takiego labradora od razu, a on z wdzięczności zaraz się położy na plecy i pozwoli misiować (massieren,streicheln) po brzuchu.

Moje legowisko Pani prała, ale jego środek, wnętrzności leżały sobie w sypialni. Ja niecierpliwie czekałem, aż legowisko wyschnie, bo na zastępczym było mi za twardo jakoś;-)
Poszedłem więc do sypialni i ułożyłem się ostentacyjnie na tym co tam było, Pani zrobiło się chyba głupio, bo uwinęła się z robotą. Muszę jednak przyznać, że moje miny najbardziej działają na osoby inne niż Pani i Pan, oni mnie chyba za dobrze znają i wiedzą, że czasami próbuję nimi manipulować.
;-)

jak niedziela to Taunus

Po tych wszystkich emocjach żywnościowo-żołądkowych w niedzielę pojechałem do lasu. Wprawdzie po obżarstwie żaden ślad nie pozostał, figura moja nadal jest jak trzeba, ale spacer był potrzebny.
Cieszyłem się bardzo! A w dodatku las oferował wiele miejsc z błotem i kałużami.




20.08.2010

worek z jedzeniem

Tytułowy worek z jedzeniem należał do Kamy.
Tak, Kama była u mnie. Nie za długo, ale ile przez ten czas się wydarzyło;-)
Ja czułem, że ktoś się pojawi, bo moje legowisko zostało przełożone do sypialni. Jakoś mnie to nie zmartwiło, bo przynajmniej mogę Pana zbudzić wcześnie rano;-)))
Ale do rzeczy: w środę rano Pani wyraźnie kogoś wyczekiwała, więc drzemałem czujnie, a jak tylko szła na balkon, to ja za nią.
Opłaciło się, bo w którymś momencie wyczułem jakieś znajome zapachy...
Kama choć pierwszy raz była u mnie we Frankfurcie, to od razu wiedziała gdzie iść. Przywitałem ludzi, ale naprawdę błyskawicznie, bo wiadomo, że najbardziej cieszyło mnie, że jakiś pies do mnie zawitał. W dodatku płci żeńskiej;-)
Kama też się cieszyła, ale okazywała mniej entuzjazmu niż ja, a może po prostu uważała, że powściągliwość jest wskazana?
Z perspektywy czasu muszę przyznać, że baaaardzo się narzucałem tego pierwszego dnia. Pani mi to mówiła, ale ja jej nie słuchałem.. Łaziłem za Kamą krok w krok, zaczepiałem, a ona dawała mi sygnały, że nie jest zainteresowana moimi amorami.
Na moim miejscu każdy by jednak próbował: goldenka, dorosła, z pięknym futrem i łagodnym spojrzeniem, nęcącym zapachem..
Uspokoiłem się dopiero popołudniem, ale łatwe to nie było. Pomógł wspomniany na wstępie worek z jedzeniem. W moim pokoju nocowała Kama, jej Pan poukładał tam wszystkie ich bagaże. Ja czasem wpadałem tam, aby zrobić rozeznanie co w tych torbach jest;-), takie tam małe, psie wścibstwo. Za którymś razem odkryłem, że w jednej z toreb pachnie psią karmą...
Parę razy szturchnąłem ową torbę nosem i objawił się mi róg obfitości.
Kto by z tego nie skorzystał?
Posiliłem się, przyszła Kama, to jej pokazałem i pozwoliłem trochę podjeść, w końcu to jej jedzenie było. Ona z chęcią wykorzystała okazję. Potem jakieś tam ludzkie odgłosy nas spłoszyły.. Ale przyznaję się: poszedłem jeszcze raz poskubać tej karmy.
Potem poszliśmy do parku. Pokazywałem Kamie co i jak, doszliśmy nad jezioro i tam jakoś tak wyszło, że wszedłem z Kamą do wody.
(tak, wiem, że tam nie wolno, bo woda nie jest za dobra..)
Od razu popłynąłem na środek jeziora, Pan coś tam wołał, ale starałem się skupić na tym jak przyjemnie się pływa. W końcu jednak zawróciłem i zgodnie z poleceniem Pana wróciłem do brzegu.
Wróciliśmy do domu brudni, ale zadowoleni. Za to Pani miała minę nie okazującą radości.
Ale to wszystko nic..
Pan Kamy powiedział, że dziwne że Kama nie chce zjeść wafelka, który spadł Julce.. i ruszyła lawina.
Wszyscy zaczęli się zastanawiać jak to możliwe, bo Kama takich okazji nie przepuszcza.
A mój Pan powiedział, że jakoś tak wyjątkowo dużo afterowałem*. I jak to w takich sytuacjach bywa, od słowa do słowa, od nitki do kłębka czy jak tam to się mówi..
Odkryto naruszenie zapasów psiej żywności.
Pożarte zostało ponad 2 kg (no cóż powinienem napisać, że w większości ja to zrobiłem).
Karma była "light", jeśli to jakieś pocieszenie.
Wszyscy patrzeli na nas (psy) z wyrzutem, no oprócz Julki, ale ona chyba nie rozumiała powagi sytuacji:-). Od razu poczułem jak nielegalnie zdobyte jedzenie pęcznieje mi w żołądku i jak zaczyna mnie suszyć.
Piłem więc i piłem, zdążyłem tylko usłyszeć, że nie ma co liczyć na wieczorną miskę. I nie zmartwiłem się tym wcale.
Czułem tylko chęć uwolnienia się od tego co zalegało mi w żołądku, jelitach. W nocy męczyły mnie gazy:(, na szczęście uwalniałem je podczas snu, to niedobrych zapachów nie czułem.
Rano kontynuowałem ów proceder, a wyglądałem i tak jak beczka.
Cały czwartek ścisła dieta, czyli woda bez ograniczeń.
Buntu nie było;-)
Nawet nie próbowałem Julce niczego z ręki podebrać, choć jest to łatwe, bo ona jak idzie, to ręce ma na wysokości mojej sznupy.
Parę razy jej zabawki brałem do pyska, ale tego "nie wolno", więc przestałem.
Teraz Kama ze swoim Państwem wypoczywa nad morzem, ale jeszcze do nas przyjedzie w drodze powrotnej. Czekam z niecierpliwością:-)
Znów sobie poleżymy razem na balkonie, pobiegamy po parku, może nawet w Taunus pojedziemy...
Poza tym pierwszym dniem gdzie byłem nachalny, to tworzyliśmy zgodne stado: goldenka i labrador.
Dokumentacji fotograficznej brak, dziwne i w zasadzie nie wiem jak to możliwe;-)

*oddawanie stolca

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...