9.10.2010

Minervois

http://www.leminervois.com/
To nie jest miasteczko z jakimiś szczególnymi zabytkami. Warto jednak tam pojechać i przejść się po okolicy, mam nadzieję, że moje zdjęcia zachęcają do takiego spaceru.
Najbardziej charakterystyczna ruina dla Minervois:
Wszystko mi się tam podobało, zmęczyłem się jednak deczko, bo był upał.

Jak widać skał nie brakowało;-)
Gdzie Pan prosił to pozowałem:
Beze mnie to miejsce nadal wygląda pięknie:

A to wejście do jaskini, robi baardzo mylne wrażenie. Wydaje się, że to szczelina i trzeba się wręcz wślizgnąć do środka. Tymczasem to wejście jest bardzo wysokie!tu jeszcze tego tak nie widać..
tu już bardziej..
a tu widok z środka, te małe punkty w tle to ludzie:-)
W jaskini było przyjemnie, chłodniej. Pomimo tego z radością biegałem znów po nowych ścieżkach.
Znalazłem też wodę. Wyglądała zachęcająco, dziura w skale, jakby to była taka gigantyczzna miska. Oczywiście zaraz musiałem skosztować tej wody. Pan jednak interweniował, twierdził, że to nie jest woda do picia i że znajdzie mi lepszą.
Na serio?
;-)
Tak, znalazł coś lepszego. Ale to muszę zaprezentować oddzielnie. Bo kto by się spodziewał, że w takim dzikim terenie znajdę wodopój w umywalce!

pierwszy dzień w Homps

Tydzień w Italii minął jak z bicza trzasnął.
Ani się nie obejrzałem, a już walizki zostały spakowane i mój kąt do podróży w bagażniku znów był gotowy.
Ostatni raz zjazd serpentynami do Imperii i już wjeżdżamy na widoczną na zdjęciu autostradę.
I droga na Sanremo, Menton, Monte Carlo i dalej, dalej - w uszach mam tylko szum.
Bardzo lubię jeździć autostradami, więc zasypiam wtulony w swoje maskotki (dwie ze mną podróżowały).
Budzę się gdy czuję, że stoimy, to jakiś korek.. Na szczęście potem znów spokojna droga i dojeżdżamy do celu.
Cel to Homps, niewielka miejscowość przy Canal du Midi.
http://www.midicanal.com/
Rozpakowanie, lustracja nowego miejsca w którym będę przez tydzień spał i pora na rekonesans okolicy.
Canal du Midi, część przy naszym ośrodku wypoczynkowym:
mostek nad kanałem:
wjazd do naszego ośrodka, w większości był on otoczony starymi murami, choć sam należy do nowych. Za murami łąki, winnice, kanał..
Ośrodek widziany od strony winnic:w sąsiedztwie lokalna wytwórnia wina, nawet z zamkniętymi oczami można było tam trafić, taki był intensywny zapach;-)

Spacer w winnicach otaczających ośrodek(widać go w tle)

tak mi się tam spodobało, że od razu psie adhd zrobiłem;-) i często to później podczas spacerów powtarzałem
psie zadowolenie:

wśród winnic stał robiący wrażenie akwedukt :
i jeszcze taki romantyczny widok:

5.10.2010

San Remo i Taggia

Już taka prawdziwa jesień. Rankiem jak dzwoni budzik to jeszcze jest ciemno. Śpię ile mogę, jestem bardzo leniwym psem(jednak);-)
Dziś spotkałem Dżeksona, ostatni raz widzieliśmy się przed moimi wakacjami, więc sporo czasu minęło. Co za radość.. goniliśmy się, mocowaliśmy i inne rozrywki też miały miejsce.
Wróciłem zmęczony jak pies.
;-)

Ale o czym to ja chciałem napisać. O tym, że było parę miejsc w Italii w które nie zostałem zabrany. Ja sobie spałem w tym wynajmowanym mieszkaniu, a Pani i Pan zwiedzali sami. Jakoś to przeżyłem, po prostu dobrze się wyspałem.
Wszystko mi opowiedziano, a także obejrzałem zdjęcia.
Jedna miejscowość była bardzo kocia, wszędzie kocury się wylegiwały i to na pewno by mnie irytowało..
Usłyszałem też opowieść o chorym psie. Miał chore tylne łapy, a że był psem słusznej postury, to jego pan pod brzuchem przełożył mu chustę i lekko ją podtrzymywał w górze, a ten pies przednimi łapami sobie szedł. Takie miał wsparcie co do tylnych łap, pies wcale nie był smutny i świetnie sobie radził. Wierzę, że szybko wyzdrowiał i kłopoty z łapami były przejściowe.
Dziś moich zdjęć nie będzie, będą miejsca w których osobiście nie byłem, ale mogę je zamieścić, bo przecież są wakacyjne;-)

San Remo(Sanremo)
małe ale znane, ponoć z festiwalu włoskiej piosenki.
Nigdy takiego festiwalu nie widziałem, nie wiem czy żałować?
Sanremo słynie też z kwiatów. To mnie nie dziwi, cała okolica to szklarnie, a i poza nimi warunki sprzyjają kwiatowej hodowli. W mieście ukwiecono co się dało.
Oto jedno z miejsc które przyciąga turystów:
Tak, miejskie kasyno. Nawet jak nie chce się skorzystać, to można wejść do środka. Postać w hallu;-). Jak widać na poniższym zdjęciu nie każdy może sobie wejść do kasyna:
Jeszcze rzut okiem na kasyno i ulicę przy której się znajduje: palmy, bananowce i kiście kwiatów..
A to kąpielowy zakątek dla psów. Czyli są miejsca w których psy są mile widziane. Jaki cennik nie wiadomo..
Mnie nie ma, ale psie elementy są;-)
Wyszukałem specjalne zdjęcia. Przybornik z workami:

To już Taggia, mała miejscowość po drodze do Sanremo.
http://www.taggia.it/
Wielu producentów oliwy(sporo małych wytwórni).
Bardzo mile miasteczko, ale ze sporą ilością kotów. Ponoć leżały w każdej plamie słonecznej.
Jedna z wąskich uliczek tej starej części Taggi:
Częsty widok w Ligurii, autostrada.. ale na pierwszym planie jeden z zabytków Taggi, Il Ponte Antico
Tu już sama autostrada i wyschnięte rzeczne koryto.
Choć zapewne w okresie zimowo-wiosennym woda się pojawia.

4.10.2010

Dolcedo

Kolejna z małych miejscowości ukrytych w górzystym terenie, tyle, że dojazd dość prosty i szybki (z Imperii).
Ta miejscowość znana jest m.in z produkcji oliwy.
I jest opisana w jakimś niemieckim i holenderskim przewodniku dokładnie, bo było tam wiele osób z tych krajów, a w miasteczku były i napisy po niemiecku, co o czymś świadczy.
Były tam też takie znaki, oburzające..
Wiadomo, że sprząta się po psie, ja zawsze wszystko załatwiam w ukryciu(no chyba że znakuję teren), po mieście chodzę na smyczy, ale z tym kagańcem to ciężka sprawa.
Nigdy nie posiadałem i wierzę, że nigdy go nie będę posiadał!
Wkroczyłem więc do Dolcedo z sznupą swobodną. Nie pyskowałem choć miejscowe psy miały różne uwagi do mnie.
Spotkaliśmy inne psy, też będące turystami jak ja. Żaden nie miał kagańca, a niektóre z nich były ode mnie większe i groźniejsze.
Jednak dość szybko przeszliśmy przez miasteczko, najwyraźniej nie miano do mnie zaufania..
pewnie spodziewano się, że będę uciążliwy jak w Menton:-)))))
A ja nic, nawet na placu przed kościołem leżałem spokojnie, nie okazując żadnego zniecierpliwienia.
Podano wodę, to się napiłem..
A to jeszcze najpopularniejsze drzewo na Riwierze, oprócz palm i bananowca: figowiec!
Na każdym kroku spotykałem, nawet mnie owoce figi zainteresowały i mam wrażenie, że mogłyby mi zasmakować.
To drzewo rośnie wszędzie, dosłownie..
I jeszcze rzut okiem na miasteczko, naprawdę bardzo małe, ale i malownicze.


http://en.wikipedia.org/wiki/Dolcedo

przełamując fale

To już zdjęcie po pływaniu, siedzę i schnę.
Wcześniej pływałem ile się dało, ponoć sprawiam wrażenie, że mógłbym pływać bez końca. Nie odczuwam zmęczenia dopóki nie wrócę do domu, taka jest prawda. Jak jest plaża, woda i aport, to czuję tylko potrzebę płynięcia za aportem, wyłowienia go, dostarczenia na brzeg i czekania na ponowny rzut.

Plaża w Imperii kamienista i stosunkowo mała. Na szczęście Imperia to żadne letnisko i cała plaża jest dostępna dla każdego za darmo.
Mnie te kamienie trochę denerwowały ale i tak byłem zadowolony ze spotkania z morzem:-)

Głupie miny podczas strząsania wody z futra:

Riwiera włoska jak i francuska słyną z kąpielisk. Kto nie zna nazw Sanremo, Saint Tropez, Monte Carlo, Diano Marina i wiele wiele innych. Są te miejscowości podobne do siebie, zadbane, kawa zamiast 90 centów kosztuje raz tyle)a czasem i więcej)
:-)
Plaże wydawały się bardziej piaskowe niż kamieniste i chcieliśmy wejść na taką, przy której był znak, że psy są mile widziane.
Leżaki i parasole zapraszały.
Wstęp płatny, 27 Euro od osoby, pies nieco mniej.
Nie pamiętam tylko czy to była cena za pierwszy rząd leżaków czy jakiś dalszy, a to miało znaczenie.
My chcieliśmy na tej plaży posiedzieć jakąś godzinę, bo dłuższy pobyt mnie nudzi.
Nie muszę chyba pisać, że właściciel tej plaży na nas nie zarobił..:-)

Bajardo

Dojazd tam był dla mnie swego rodzaju szkołą przetrwania. Ilość serpentyn, zakrętów ostrych i niby nie ostrych była przytłaczająca. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że była to miejscowość przeze mnie bardzo wyczekiwana.
Miałem wrażenie, że nigdy tam nie dotrzemy, że za jednym zakrętem czai się kolejny, a potem jeszcze jeden i jeszcze jeden..
Warto było tam dotrzeć, bo widoki zapierające dech w klacie, spokój, przyjaźni ludzie, lekko nerwowe miejscowe psy;-), bardzo dobra kawa i jeszcze lepsza owocowo-śmietanowa babeczka:)))
Te dwie ostatnie rzeczy to tylko po zapachu mogę ocenić, ale słyszałem na własne uszy zachwyty więc nie kłamię.
Bajardo leży wśród gór, ale widać stamtąd i Morze Śródziemne.
Na tym zdjęciu, w oddali jest widoczne.

Miasteczko małe i bardzo stare, chodziliśmy kamiennymi uliczkami, spokój, ludzie akurat odpoczywali, tylko można było kota lub psa spotkać.
Turystów mało, sporadyczne przypadki, bo najwyraźniej mało komu chce się taką karkołomną trasą jechać.
Trochę ruin..Tu sobie trochę chlipnąłem wody, ale nie zostało to udokumentowane.
Dość oglądania widoków, chodźmy dalej!
;-)
Chociaż przy punkcie widokowym też siedziałem i gapiłem się w przestrzeń.
Trawę mieli tam dobrą, choć nie wiem czy wspomniana wcześniej babeczka owocowa bardziej by mi nie smakowała.
W tej kawiarni była miła atmosfera, ja siedziałem obok stolika i prezentowałem swoją urodę, zaraz jedna pani mnie zagadywać zaczęła. Mówiła dużo i głośno, może to była wina zbyt dużej ilości wypitych aperitifów?
Starałem się ją zrozumieć i robiłem mądre miny, nawet dałem głos:)))

http://en.wikipedia.org/wiki/Bajardo

To była bardzo sympatyczna wycieczka, jednak wróciłem zmęczony i na swoim legowisku przy kominku spałem potem długo i mocno.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...