Kolejna z małych miejscowości ukrytych w górzystym terenie, tyle, że dojazd dość prosty i szybki (z Imperii).Ta miejscowość znana jest m.in z produkcji oliwy.
I jest opisana w jakimś niemieckim i holenderskim przewodniku dokładnie, bo było tam wiele osób z tych krajów, a w miasteczku były i napisy po niemiecku, co o czymś świadczy.
Były tam też takie znaki, oburzające..
Wiadomo, że sprząta się po psie, ja zawsze wszystko załatwiam w ukryciu(no chyba że znakuję teren), po mieście chodzę na smyczy, ale z tym kagańcem to ciężka sprawa.Nigdy nie posiadałem i wierzę, że nigdy go nie będę posiadał!
Wkroczyłem więc do Dolcedo z sznupą swobodną. Nie pyskowałem choć miejscowe psy miały różne uwagi do mnie.
Spotkaliśmy inne psy, też będące turystami jak ja. Żaden nie miał kagańca, a niektóre z nich były ode mnie większe i groźniejsze.
Jednak dość szybko przeszliśmy przez miasteczko, najwyraźniej nie miano do mnie zaufania..
pewnie spodziewano się, że będę uciążliwy jak w Menton:-)))))
A ja nic, nawet na placu przed kościołem leżałem spokojnie, nie okazując żadnego zniecierpliwienia.
Podano wodę, to się napiłem..
A to jeszcze najpopularniejsze drzewo na Riwierze, oprócz palm i bananowca: figowiec!Na każdym kroku spotykałem, nawet mnie owoce figi zainteresowały i mam wrażenie, że mogłyby mi zasmakować.
To drzewo rośnie wszędzie, dosłownie..
I jeszcze rzut okiem na miasteczko, naprawdę bardzo małe, ale i malownicze.
http://en.wikipedia.org/wiki/Dolcedo