9.04.2014

z bryczką

Kiedyś wspominałem, że konie nie tylko pasą się na swojej łące, czasem prowadzą bryczkę.
Wielokrotnie to widziałem, ale nigdy wcześniej nie udało mi się tego uwiecznić na zdjęciu.
I teraz gdy usłyszałem stukot kopyt o drogę od razu podbiegłem do okna(i Pani z aparatem też, wiadomo).
Szatyn i Szarotka wracały ze spaceru z odkrytą bryczką. Muszę tu dodać, że jest jeszcze inny powóz i czasem jadą z tym drugim(zawsze ustrojony w kwiecie różne jest).
Bardzo mnie to ciekawi gdzie one tak z tymi bryczkami jeżdżą. Pewnie do Regensdorfu czy Watt, bo najbliżej. Ponoć każdy może sobie taką przejażdżkę zamówić. Szarotka mówiła, że lubią z Szatynem te spacery, bo to jakaś rozrywka, opiekun pokazuje w którą stronę iść i kiedy stanąć. Dla nich obojętne jaka to miejscowość, byle było wokół ładnie.
Najchętniej to by pokłusowały, razem z bryczką, no ale nie wypada;-)))

4.04.2014

konie wróciły

Idę sobie rano na spacer, a tu widzę, że przed stajnią stoi bryczka! Jak zawsze! Aż mi serce mocniej zabiło. Naszych wioskowych koni to już chyba z 3 miesiące nie widziałem..
Martwiłem się, że na zawsze się już wyprowadziły. Ale od jakichś dwóch-trzech tygodni wokół stajni i końskiego wybiegu zrobił się ruch. Sprzątano, poprawiano, czyszczono itd. Tyle, że nadal nikt się na tej łączce nie pasł..
Dziś też z początku pomyślałem, że nie ma co się nakręcać, bo oprócz bryczki innych zmian nie zauważyłem. Była to jednak zmyłka, konie stały bliżej stajni i od ulicy nie było ich widać. Szarotka i Szatyn są z powrotem!
Bardzo się ciesze, bo lubię jak wszystko jest w takim odpowiednim porządku.
Idę w prawo - przechodzę obok fontanny, mijam konie, gawędzimy albo i nie, wącham swoje ulubione miejsca itd.
Idę w lewo, mijam ogródek Foksa, on szczeka(jak jest w ogródku), jak mu odpowiadam, albo i nie;-), za to dla równowagi obszczekuję napotkane koty. Zaglądam na trzepak Franka i Krowią Górkę itd.
Są pewne stałe elementy i na przykład ta pusta stajnia i koński wybieg źle na mnie działały, praktycznie każdego dnia zaglądałem czy coś się zmieniło.
Ha, żeby sobie teraz nie zrobiła Szarotka i Szatyn samowolki i nie pobiegły do Franka;-))
Cieszę się że znajomi wrócili:-)

3.04.2014

zielono mi

Wszystko już się zazieleniło. Nawet drzewa nie wyglądają już tak nago, pąki popękały i młode listki wydobyły się na świat. Łąka na Krowiej Górce zmienia się dosłownie z dnia na dzień! Obecnie dominuje na niej (oprócz zielonego rzecz jasna) kolor żółty. A jak się dokładniej przyjrzeć, to widać i skupiska niezapominajek. Wykorzystałem chwilę gdy Górka była wolna od kotów;-) i po obfitym posiłku zapozowałem do paru zdjęć.
Na posiłek składały się oczywiście różne rodzaje traw.
Przy strumyku za to odkryłem całe połacie młodej pokrzywy, ale nie będę nikomu polecał jej na sałatkę czy coś takiego.. Głównie dlatego, że my, adlikońskie psy, obficie na tej pokrzywie znaczyliśmy swoje terytorium;-) (o tym pisałem w wpisie "Syzyfowa praca").
Jeszcze parę dni temu drzewo miało mnóstwo paków, ale jeszcze nie były to liście

Nawet drzewa na Krowiej Górce już obsypane białymi kwiatami

I jeszcze raz zadowolony ja:-)

2.04.2014

syzyfowa praca

Każdy pies wychodząc na spacer wie, że podczas tego spaceru musi wykonać konkretną robotę. I nie mam tu wcale na myśli tzw. fizjologii:-)
Robota o której piszę, to oznaczanie swojego terenu. No tak, ma to jednak coś wspólnego z fizjologią, ale to natura tak wymyśliła.
Prawie nigdy nie wysikam się na zasadzie "raz a porządnie". O nie, to byłoby takie.. banalne.
Należy tak gospodarować swoimi zasobami płynów, by podczas spaceru pęcherz nie ciążył, a było jednocześnie czym oznaczać swoje terytorium.
Codziennie, 3 razy obchodzę te same kąty i sprawdzam czy czasem jakiś spryciarz nie próbował podebrać mojego terenu. I zawsze muszę na nowo zostawiać swój ślad. Dlatego Pani powiedziała, że to co robię, to taka syzyfowa praca
Muszę się chyba zgodzić z tym stwierdzeniem. Jednak w przeciwieństwie do Syzyfa, mi ta niekończąca się praca nie przeszkadza. Mam swoją psią satysfakcję, gdy wracam do domu, z dobrze wykonanego zadania.
Oczywiście chodzę na spacery różnymi trasami - jednak na każdej mam określone miejsca, które powinienem dokładnie obwąchać i zdecydować czy trzeba swój znak zostawić czy zapach z poprzedniego razu trzyma się dobrze.
Obwąchiwanie trwa zawsze długo, bo przecież muszę wyczuć kto był przede mną i próbował przejąć mój kawałek terenu.
Populacja psów w Adlikonie nie jest mała i chodzimy podobnymi trasami, więc walka o wpływy była, jest i będzie.
Najgorsze co może się trafić, to sytuacja, gdy jakiś pies idzie za mną, a ja to widzę. I już wiem, że on zaznacza wszystkie miejsca, które ja ledwo co chwilę wcześniej zaznaczyłem. Oj nie jest to miłe uczucie..
po przebudzeniu

31.03.2014

jeszcze marcowo



Ten obrazek to i o mnie.. Czasem kogoś(człowieka) obszczekam, ale gdyby tylko się nieco schylił i powiedział coś miłym głosem, to zaraz bym podbiegł z radością.. Taka jest labradorza natura - przyjaciel wszystkich ludzi. Chociaż - gdybym tak spotkał prawdziwego złoczyńce, to mam nadzieje, że nie zawahałbym się go postraszyć skutecznie!

Przedstawiam czaplę siwą, jedną z wielu pomieszkujących w Adlikonie nad strumykiem.
Czaple są dość płochliwe i nie pozwalają za blisko do siebie podejść. Od razu zrywają się do lotu, więc nie ma jak zapoznać się bliżej. Jak tak brodzą po strumyku czy jego brzegu, to zdają się być bardzo smukłe, wręcz chude. Ale jak tylko rozwiną skrzydła, to robią się po prostu ogromne! Dzioby wielkie, łapy długie, skrzydła konkretne, robi to wrażenie.
Drzewa też już czują te wiosenne temperatury i nieśmiało pojawiają się liście.
Krowia Górka, już cała w mleczach, niestety Frank już tu nie poluje, tylko koty przeszukują teren;-))
Oto nowe siedlisko Franka! Kościół w Steinmaur, na jego wieży jest bocianie gniazdo. Aktualnie zajęte przez Franka, który nadal czeka na swoją nowa(już bocianią) miłość. Jak na razie Łąka Bocianów pusta, ale to się może w każdej chwili zmienić.
Dość blisko Frank ma wspaniałe tereny łowieckie! Ta widoczna siatka chroni żaby przed wychodzeniem na ulicę. ale jednocześnie ułatwia zadanie bocianom..
 Odpowiednie znaki pomimo wszystko już stoją - kierowco zwolnij, może iść żaba;-)
I moja ulubiona krowia zagroda. Z drapaczką! Czasem krowy wręcz stoją w kolejce do tego urządzenia:-)




27.03.2014

wodne igraszki

Jestem jak strzała:


I wodne spa - czysta (pyszna też) woda, trochę błotka, wodorosty..
Wprawdzie nie jest to błoto z dna morza Martwego, ani nie są to żadne algi morskie, ale i tak dla zdrowotności warto łapy w naszym Furtbachu zanurzyć.

25.03.2014

kolory marca


Pomimo różnych zawirowań pogodowych typu grad jest zdecydowanie wiosennie i kolorowo w okolicy. Każdego dnia widzę, że pojawiają się nowe kwiaty, nowe pączki na drzewach i małe listki na krzakach. W ogródkach jest tak ślicznie, że kusi mnie by do nich wejść, ale na straży grządek stoją koty - paniska tych wypieszczonych rabatek.. Nie będę przecież się pchał nigdzie na siłę i wbrew gospodarzom. Zza płotu sobie jednak obserwuję, to nie jest zabronione. Nie wszystkie koty jednak to zachwyca i na mnie fukają lub się bojowo prężą. A ja, no cóż, albo zwyczajny ignor, albo coś tam odszczekam, w zależności od nastroju.



Dziś zerkam na trzepak, a tam..Frank! Siedzi dumny i układa zapamiętale swoje pióra na klacie. Wiatr swoje, a Frank niezrażony swoje;-). Chwilę więc pogadaliśmy. Frank postanowił uznać jako swoje gniazdo z wieży kościelnej w Steinmaur . Ono jest tam od lat i w końcu należy do tego bociana, który pierwszy przyleci i je zajmie. Frank więc, słusznie!!, stwierdził, że w tym roku to on jest tu pierwszym bocianem, ma prawo tam siedzieć? Ma! Spędza teraz tam większość czasu, to idealny punkt widokowy i przylatujące z Afryki bociany na pewno zauważą Franka i vice versa. Taki bocian z własnym gniazdem, w dobrej lokalizacji, to przecież super partia. Jestem pewien, że szybko Frank w tym gnieździe nie będzie sam.
Ponieważ wczoraj tak bardzo wiało, to zatęsknił za przytulnym domkiem stojącym na Krowiej Górce.
Jednak za swoje mieszkanie zaczął już uważać gniazdo. Poza tym w okolicy Buchs zaczął się już sezon na żaby. To brzmi dla mnie nieco okrutnie, ale zdaję sobie sprawę z tego jakie rzeczy dzieją się w przyrodzie. I ja mam swoje na sumieniu: te poduszone muchy i komary..


24.03.2014

deszczowa pogoda





Cały weekend padało! Trochę mnie to zdziwiło, bo jeszcze w piątek słonce tak przygrzewało, że musiałem wbiec do strumyka by się schłodzić. A już od soboty zmiana pogody taka, że miałem wrażenie iż ten słoneczny tydzień mi się tylko przyśnił. Jednak deszcz zrobił też sporo dobrego - więcej wody w strumyku, trawa zrobiła się bujniejsza. I Frank na pewno miał udane polowanie..nie wiem gdzie on lata na żaby, ale już go tak dawno nie widziałem...szkoda. Chyba tak sobie nie odleci bez pożegnania??

20.03.2014

oficjalnie już wiosna

 Jakby ktoś miał wątpliwości, to już i w kalendarzu pojawiła się wiosna. U nas wszystko w rozkwicie. Tylko drzewa tak nieśmiało podchodzą do temperatur, zapewne nie ufają tym 20-tu stopniom;-).
Dziś widziałem mnóstwo tłustych bąków w pracy: przy każdym kwiatku fruwały i bzyczały jak szalone. Muchy też już widziałem, pewnie za chwile i komary się pojawią. O pardon, miało być o miłych rzeczach związanych z wiosną.
Najbardziej podoba mi się to, że wszystko nabiera kolorów, najmniej to, że jest za gorąco i nie jestem w stanie spacerować tak długo jakbym chciał.
czy to nie malownicze? kawałek kamienia, a z szczeliny w nim wysyp ślicznych kwiatków

drzewka owocowe już obsypane kwieciem


stokrotki już dawno się pojawiły, ale mlecze to świeża sprawa

takie "ściany" kwietne lubię bardzo


wierzba płacząca, ale chyba  z radości;-))

roślina wyglądająca jak małe kapusty

pierwszy spotkany tulipan tej wiosny

i prawdziwie wiosenny "dywan"


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...