Dziś niestety nie pojechałem do lasu, nie dlatego, że cały dzień padało. To przecież żadna przeszkoda. W ubiegłym tygodniu dostałem szczepionkę i przez ostatnie dni mam coś na kształt skutków ubocznych. Momentami czuję jakby ścierpniętą tylną łapę i przez to trochę źle chodzę. Dlatego od piątku mam raczej spokojne spacery. Dziś już mi się poprawiło, ale nie do końca. W zasadzie to ja mam chęć na zabawę i biegałbym za piłką, ale nikt nie chciał mi jej kopać. Nic mnie nie boli, jem normalnie, jestem wesoły i skory do figlowania. Ale i tak dostałem na pocieszenie nową maskotkę. Piesek w łatki;-) Bardzo się ucieszyłem. Pani powiedziała, że to zastępca dzikiej świni. Hmm, faktycznie, trochę źle potraktowałem świnie, odgryzłem jej ryj i rozprułem brzuch..A to czym była wypchana potem po całym mieszkaniu się plątało. Pieskowi łaciatemu też pewnie coś odgryzę, bo każdą nową maskotkę muszę jakoś "zaznaczyć":-) A tu ja z większością mojego zwierzyńca:
Dziś oglądałem program w tv, było to takie jakby reality. A akcja dzieje się we frankfurckim zoo i takim innym parku dla zwierząt w okolicznym miasteczku (Kronberg w Taunusie). Całość trwa dziennie z jakieś 20 min?, no coś koło tego;-) Można zobaczyć jak zwierzętami zajmują się opiekunowie, lekarze. Ile takie zwierzęta jedzą, jak się dba o ich miejsce zamieszkania. No a przede wszystkim mogę z bliska zobaczyć jak wygląda np wielbłąd, żyrafa czy też słoń. Fakt, ich zapachu nie czuję, ale słyszę z głośnika ich odgłosy, czasem taaakie dziwne! Już widziałem jak żyrafa rodzi małą żyrafę, jak słoniowi czyści się stopy, jak maleńkie gepardy były ważone(piszczały jak koty), a łoś miał czyszczone uszy dokładnie w ten sam sposób co ja! To mnie zdumiało, łoś jest wielki, ogromny. A leżał sobie grzecznie i opiekunka mu miękkim papierem czyściła ucho, a on tylko zerkał, ale pozwalał sobie tak grzebać w uchu. A to ucho takie śmieszne, jak tulejka. W zasadzie takiego łosia to chyba miałbym szansę spotkać w jakimś lesie? Cóż, znając moje szczęście to akurat bym spoglądał w inna stronę. Już tyle saren i jeleni obok mnie przeszło, a ja się kapnąłem jak smuga zapachu po nich została.. Raz nawet dziki przebiegły(wielka pani dzikowa i stadko małych), a ja stałem tyłem a wiatr wiał w inną stronę to i nie wyczułem i nie zobaczyłem. Zastanawiam się jakie zwierzęta widziałem: koty i króliki to wiadomo. Liska, jeże, bociany(chyba ptaki takie duże się liczą) wiewiórki, krowy i konie (oj ale wtedy szczekałem). Hm, nigdy "na żywo" nie widziałem świni. Ponoć lepiej dla mnie, że taką dzikową nie spotkałem się 'face to face". Ale łoś mi się dziś w tv podobał, jego spokój i łagodne spojrzenie.
W niedzielę miało padać i Pan stwierdził, że pewnie w lesie będzie mało ludzi. I tak w sumie było. Miałem wiele radości z biegania, wąchania różnych śladów zostawionych przez obcą mi zwierzynę, szarpania soczystej trawy. W pewnym momencie zrobiło się ciemno, zaszumiały liście na drzewach. Byłem pewien, że to ten zapowiadany deszcz, a może nawet i burza? No i spadło jakieś 15 kropel letniego deszczu, wiatr przewiał czarną chmurę i znów było słonecznie i wesoło.
Postanowiłem dodać na blogu ułatwienie dla osób nie znających języka polskiego. Można przy pomocy google translate przetłumaczyć sobie to co napisałem. Wydaje mi się, że czasem tłumaczenie nie jest stuprocentowo poprawne, no ale nie mam na to wpływu;-) Mam nadzieję, że po takim tłumaczeniu moje notatki nadal będą sensowne.. Niestety w opcjach googla nie ma języka psiego, a wiadomo, że my psy oprócz języka naszych opiekunów mamy jeszcze swój własny. I tu jest ciekawa rzecz, bo my te ludzkie języki rozumiemy, a nasz psi jest zrozumiały tylko dla nas(psów)!
Myślami jestem już przy jakimś wyjeździe wypoczynkowym.. Nie żebym był jakiś przepracowany i wymęczony;-), ale jestem ciekawy gdzie tym razem pojadę i czy będzie możliwość popływanie w jakiejś większej wodzie! Ostatnio miałem potężną czkawkę, aż uszy mi się trzęsły od tych czknięć, pomyślałem wtedy, że to może Ocean Atlantycki o mnie myśli? :-) Ech jak miło się pływało.. A jak dobrze wspominam te poranki w Moliets, gdy z Panem schodziłem na pustą plażę, potem moczenie łap w oceanie, a potem wizyta w miejscowej piekarni po pieczywo na śniadanie. Popołudniami za to intensywne pływanie.. Inne wizyty nad oceanem też dobrze wspominam, ale Moliets najlepiej, bo trwało to najdłużej( a ja lubię pewną regularność). Jednak jako wspomnienie przypomnę film z ubiegłego roku, też Atlantyk, ale w innym miejscu. Przyjemnie mi wracać myślami do tamtych chwil.. radość, szczęście. (09.2009)
Tymczasem wracam do rzeczywistości. W naszym parku golfiści amatorzy trenowali sobie uderzenia. Od razu spodobało mi się to, a najbardziej te golfowe piłeczki. Znalazłem wszystkie te których szukali. Oczywiście oddałem je, a golfiści mnie chwalili i mówili różne miłe słowa pod moim adresem, których ze skromności nie przytoczę. Oprócz charcicy Marie-Sol poznałem dwa inne psy. Oba zostały przywiezione do Niemiec z daleka. Jeden z Grecji a drugi z Tajlandii. Oba w swoich poprzednich miejscach zamieszkania były samotne,tzn nie miały żadnych opiekunów, nie miały swojego domu i miały po prostu ciężkie życie. Są jeszcze trochę zdystansowane, ale okazałem im przyjazne uczucia i mam nadzieje, że inne psy z naszego parku też będą dla nich miłe! Dziś miałem też wizytę u doktora. Pani Kornelia badała moje uszy i dała mi zastrzyk na boreliozę (abym nie zachorował)/ Uszy udało się wyleczyć. A jak przyszedłem na wizytę i Pani Kornelia mnie zobaczyła, to zawołała: O, Herr Enzo!! I zaraz wysłała swoją asystentkę do spiżarni po paczkę psich smakołyków:-)))) Chyba nadal jestem tam jedynym psem, który sam, z radością, wskakuje na lekarską kozetkę hehe:-)
Pani znalazła dziś w gazecie artykuł o psicy Ginie. Gina jest Amerykanką, rasy owczarek niemiecki. Pracuje w wojsku, ma bardzo odpowiedzialną i trudną pracę. Kopiuję fragmenty:
Przed wyjazdem na misję Gina, dwuletnia suczka rasy owczarek niemiecki, była radosnym i kochającym zabawy zwierzęciem. W Iraku przez sześć miesięcy pomagała żołnierzom w wykrywaniu bomb, przeszukiwała budynki i często stykała się z eksplozjami. Żołnierze używali głośnych, oślepiających granatów i wyłamywali drzwi. Wiele razy była świadkiem ataków bombowych, w tym ataku na konwój, którym jechała. Gdy wróciła do domu w stanie Kolorado była wrakiem psa. Kiedy opiekunowie chcieli wejść z nią do budynku Gina opierała się, gdy była już w środku podkulała ogon i skradała nisko nad podłogą. Unikała też ludzi - chowała się przed nimi pod meblami i kuliła w kątach. Wojskowy weterynarz zdiagnozował u Giny zespół stresu pourazowego. Po rocznej terapii kondycja psychiczna Giny znacznie się poprawiła. Częste spacery i zabawy pomagają jej przezwyciężyć strach.Gina(Fot. Ed Andrieski AP)
No tyle, że w przyszłości Gina może wróci do swojej pracy, hmmm Wg mnie powinna przejść w stan spoczynku, tak chyba się w wojsku mówi? Jakbym miał ogród, to napisałbym do Kolorado, aby pozwolili Ginie zamieszkać u mnie. Na pewno Pani i Pan by się zgodzili, a Gina miałby się ze mną dobrze:-) Zapoznałbym ją z charcicą Marie-Sol, z Dżeksonem, małym Enzo, zabrał do Kolonii na spotkanie z Wolfem i Rufusem. Jeździlibyśmy na wycieczki do lasu i w różne inne miejsca. Enzo i Gina, nie brzmi to wspaniale?
Naprawdę miałem udany weekend! Dziś byłem w lesie, wielka to była dla mnie niespodzianka i jaka miła! Gdy były upały to nie za bardzo chciałem jeździć w samochodzie, więc nie bywałem w lesie. No ale jak na razie pogoda jest odpowiednia i dziś w końcu miałem wielką przestrzeń dla siebie. Ile trawy się najadałem.. co chwila jakieś świeże pędy i moje łakomstwo było większe niż rozsądek. Potem popiłem to wszystko wodą z kałuży.. Na razie żadnych niepożądanych reakcji(żołądkowych) nie było. Tu właśnie w rowie sobie stoję i obżeram się. W inne dni miałem atrakcje w naszym parku, raz super zabawę z Dżeksonem, a innym razem gonitwę z atrakcyjną charcicą. Wróciłem ledwo żywy.. W zasadzie wcale wtedy nie chciałem wracać, tylko Pan stwierdził, że jestem już zmęczony. Wydawało mi się, że nie ma racji, dopiero w domu poczułem się dość zużyty i wyczerpany;-) Spałem potem długo i mocno.
Tu jeszcze ja, samotny na leśnej drodze. A tu trochę zmęczony ale bardzo szczęśliwy.
Ostatnio dość mocno się ochłodziło. Przyszły deszcze i dzięki temu w parku znów zielono, a nie żółto. Rośliny na balkonie jak na razie ładnie się rozwijają. Róża, ta jedyna która przetrwała przeprowadzkę, a potem ostrą zimę ma już 3 kwiaty. Więcej chyba mieć w tym roku nie będzie, ale nawet te 3 mnie ucieszyły. Bananowiec co chwilę rozwija nowego liścia! Ciekaw jestem jaki będzie. A oto pomidor:-) Nadal zielony, ale za to coraz większy. Obserwuję go codziennie, bo boję się, żeby nagle nie spadł. Krzaczek jakiś taki wątły, a ten pomidor wydaje się być dość ciężki. Muszę przyznać, że gdy za oknem wieje, pada a czasem błyska ja wtulam się w moje maskotki i śpię godzinami. Czasem sam nakryję się kocem, aby było przytulniej;-) Lubię mieć wokół siebie swoje ukochane zwierzaki, lubię taki nieład. Niestety Pani za często sprząta w moim kąciku i potem muszę znów wszystko po swojemu układać. Tak samo jak umyje moje okno, nie ma nic bardziej denerwującego niż świeżo wyczyszczona szyba! (no może leniwie przechadzający się pod oknami kto jest bardziej irytujący) Po przebudzeniu czasem z Panią się wygłupiam, ona łapie mnie za stopy, a ja wtedy robię głupie miny;-))
Niby chłodniej ale dość duszno. Coś się nowego chyba porobiło na bloggerze, bo dziwnie mi się pisze. Jak zwykle, gdy jest coś dobre, to ktoś wpadnie na pomysł by to zaraz poprawić na "lepsze".
Po silnym wietrze w parku wiele nowych gałęzi leży, bardzo mnie to cieszy, bo lubię kije. Jak zresztą widać: Trochę porządkowałem;-) Nie da się pisać, wątek mi uleciał. Idę pospać na balkon, wpierw pooglądam pomidora, czy już nabrał koloru, dopiero co rozkwitłą różę i bananowca, który rośnie jak na drożdżach:-)