13.06.2009

znajomy

Wszystko mi się tutaj podoba. Mam wspaniały balkon na którym bardzo lubię i leżeć i obserwować wydarzenia dziejące się w zasięgu mojego wzroku. Parę kroków od domu jest park, a za parkiem spory teren zieleni, który gdy tylko nie ma weekendu jest do mojej dyspozycji. W weekendy i święta jest tam wysyp grillowiczów i z swobodnego biegania nici.
Ponoć bardzo blisko jest las, jeszcze tam nie dotarliśmy, gdy Pan miał czas to pogoda była niesprzyjająca. Ciągle jednak las jest w planach. Czekam cierpliwie.
W nowym mieszkaniu mam idealnym miejscu legowisko. Miało to być tymczasowe ułożenie, ale będę protestował gdy zostanie przeniesione..
Na zdjęciach zamieszczonych w poprzednich wpisach widać, że mam legowisko pod oknem. Śpi mi się bardzo dobrze, a lubię to miejsce też dlatego, że widzę co dzieje się na zewnątrz i moja ciekawość zawsze jest zaspokojona.
Bark mi w zasadzie jednego: psiego towarzystwa. Niby jakieś psy z daleka widzę, wiem że mieszkają w okolicy. I co z tego, jak żaden nie wykazuje chęci by bliżej się zapoznać?
Zamiast psa skorego do zabawy napotykam takie cuda:

Dziwny taki samochód, wygląda jak jamnik-mutant:-)

Dziś wieczorem jednak nastąpił przełom. Wracałem już w zasadzie z Panem do domu, gdy w oddali pojawił się czekoladowy szczeniak labrador.
Pan zaczął iść w kierunku tego psa. Państwo od szczeniaka byli zachwyceni, że się pojawiliśmy!
Szczeniak ma 7 miesięcy i jeszcze nie wiem jak ma na imię, ale tak się wygłupialiśmy, że do domu wróciłem naprawdę mocno zmęczony!
To psie spotkanie od razu przypomniało mi Wolfa i ogarnęła mnie nostalgia. Cóż, Pan mówi, że jeszcze się z Wolfem spotkam wiele razy. Mam taką nadzieję!!!

10.06.2009

parę pytań, parę odpowiedzi

Dziś taki trochę rozrywkowy wpis. Czyli z cyklu: czego ludzie szukają w internecie i trafiają na mój blog.
Oczywiście większość szuka informacji o labradorach i być może coś interesującego u mnie znajdą. Czy to zdjęcia, czy filmiki, czy przypadkiem odpowiedź na dręczące ich pytanie. Jest też jakaś (wcale nie taka mała) część dość zabawnych zapytań, myślę, że te osoby się nieco dziwią gdy klikną a tu psi blog;-)
Poniżej parę takich pytań i tych zaskakujących i tych psich.
Cytuję je dosłownie, czyli z błędami.


drapieżniki z opolszczyzny
najwidoczniej na tym terenie występuje wiele różnych gatunków drapieżników, podejrzewam, że to sprawka tej niby pumy, niby irbisa, który tam grasował, a do tej pory nie został odnaleziony.
wg poszukujących internautów po Opolszczyźnie grasował i tygrys i puma, irbis, panda(??) i ogólnie dziki zwierz:-)

labrador zjadŁ jabŁko
zdarza się, nie am co robić z tego powodu tragedii, ja jak wiadomo bardzo lubię jabłka i jeszcze żadne mi nie zaszkodziło
porządki borax
ha, co mogę powiedzieć? chyba tylko odesłać tutaj:
http://boraksblok.blogspot.com/2008/12/pukt-szusty-co-to-boraks.html
a ludzie machaja balonikami psami
tu nie wiem co autor miał na myśli. wygląda jak fragment jakiegoś dłuższego zdania. wyobraziłem sobie, że chodzi o jakiś pochód, na przykład pierwszomajowy;-). idą ci ludzie, część niesie flagi, portrety, a pewna grupka ma balony w kształcie psów i nimi macha do oficjeli zgromadzonych na trybunie. Pani się mnie pyta skąd moje wyobrażenie o pochodzie, nie wiem co Jej odpowiedzieć..
czy są czerwone labradory
no ciekawe, chyba oblane rumieńcem wstydu, bo w jaki niby inny sposób labrador może być czerwony??
plotki jak reagować
to bardzo częste pytanie. na łące w Kolonii ciągle słyszałem różne plotki, i takie ciekawe i nieprawdopodobne i o mnie też pewnie plotkowano. ja się plotkami nie przejmuję, jak ktoś chce niech sobie mówi o mnie nieprawdziwe rzeczy, ci co mnie znają wiedzą jaki jestem. plotki trzeba ignorować, wtedy jest się zdrowszym. wiem, że mój blog ma w nazwie słowo"plotki", ale to w skrócie oznacza, że pisze tu nie zawsze o rzeczach ważnych, czasem o takich głupotkach, że można powiedzieć, że plotę co mi ślina na język przyniesie. luźne tematy, ale żadne zmyślone historie i żadne oszczerstwa.
na plotki, które nas ranią trzeba reagować ze spokojem, najlepiej jednak ignorować.
czy labrador lubi jeżdzić samochodem
tak, ja bardzo lubię. szczególnie gdy droga jest prosta, bez jakichś serpentyn górskich. za dużo zakrętów mnie denerwuję. w podróży najczęściej śpię. podróżuję od szczeniaka i tylko 2-3 razy był jakiś ze mną problem, po prostu się musiałem oswoić z samochodem.
labrador śmierdzi
skandal tak napisać, po prostu skandal. labrador pachnie psem, żadne śmierdzi!
gdzie mieszka labrador?
w domu, bo niby gdzie ma mieszkać?

zdjęcie świni z jabłkiem w pysku
chyba ktoś szukał kulinarnego bloga;-)
labrador zachowuje sie jak kot
czyli jak? absolutnie nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić
wiersze o byciu nierozumianym
gdybym nie był tak leniwy jak jestem, to uważam, że mógłbym spokojnie wydać jakiś tomik poezji o tym jak jestem czasem nierozumiany.. człowiek choćby nie wiem jak się starał, to nigdy nie zrozumie psa tak do końca. kimś kto mnie rozumie jest Wolf, on zawsze wie o co mi chodzi..

jaki czy lablador może zostać sam w domu na 6 godzin
może, ja przynajmniej zostaję. nawet i osiem godzin w samotności spędzę jak trzeba. nie powiem, że jestem wówczas szczęśliwy, o nie - uwielbiam przecież towarzystwo. ale jak trzeba to siedzę sam, w tym czasie po prostu śpię. a jako mały labRador nie zostawałem sam na tak długo, wiadomo, szczeniak ma łeb pełen pomysłów.

dlaczego koala tak wolno się porusza
naje się eukaliptusa, aromat go pewnie lekko odurza i nie jest w stanie ruszać się za szybko. porusza się więc powoli, bo gdzie miałby się też spieszyć? tam gdzie mieszka są spore upały, a podczas upałów to nawet jest wskazane by nie dziczeć.
tak naprawdę to nie wiem jaki koala jest, bo nigdy go nie spotkałem;-)

gry,zabijajonce
mnie też prawie zabiło - śmiechem
o co chodzi w piosenek kalibra44
wydaje mi się, że nie jest trudno zrozumieć co autor tekstów miał na myśli, jeśli to jednak zbyt skomplikowane, to może lepiej posłuchać zespołu Feel, widziałem(i słyszałem) w tv najnowszy hit, wszystko tam się prosto i ładnie rymuje:-)
czy strusie sikają
:D

jak się robi kawę z expressu.
prosto, naprawdę prosto. jakby mi pozwolono obsługiwać ekspres do kawy, to bym to udowodnił.
dlaczego jak kot widzi psa to się ogon mu robi puszysty
he he
pewnie chce ładnie wyglądać

co to jest higiena osobista wikipedia
nigdy nie jest za późno by się dowiedzieć o co chodzi z tą higieną osobistą;-)

co zrobić gdy natknę się na pume
zdjęcie?
gdy nie jesteś sam pumą to może najlepiej będzie gdy postarasz się jak najszybciej zniknąć?
skarpetkowy blog
jestem pewien, że chodziło o ten:
http://www.sandalandsoxer.co.uk/home.htm50 moich zalet
spokojnie bym tyle znalazł, ale jeszcze Pan potem czule by do mnie zaczął mówić "chwalipięto"?
gdzie poznać rosjanke
najlepiej w Rosji
uwiera mnie kołnierzyk jak wytrzymać
zacisnąć zęby?
zdjąć koszulę, ewentualnie zrobić sobie włoski dekolt, czyli odpiąć ze 2-3 guziki. od razu będzie przyjemniej.
w dywanie pan i pani zdjęcia
przyznaję, że nie rozumiem. może jednak na dywanie?:-)
psy pasterskie o sokolim wzroku
pewnie Owczarek zna takie osobiście:-)))))
albo zamiast psa sokół?nie dość, że wzrok świetny to i szybkie jest takie ptaszysko.







i jeszcze:
thomas godoj wilki
proszę bardzo, fragment koncertu z maja, z Frankfurtu, dźwięk marny, ale da się zauważyć, że to piosenka Wilków "Urke". Tyle Pani uchwyciła.

3.06.2009

pozycje nocne i wieczorne



Bardzo dobrze mi się śpi na legowisku od czasu gdy za plecami mam widok na okolicę. Gdy sie przebudzę, to odwracam sznupę i się gapię. Albo ktoś tam gdzieś sobie idzie, albo króliki siedzą, albo choćby jakieś ptaszysko..
Ewentualnie patrzę jak drzewa i krzaki się ruszają:-)
Dziś przyszedł pan, który maluje coś na balkonie, ciekawość mnie zżera ale mam zakaz chodzenia w tamtą stronę i taki głupi jestem, że przestrzegam tego zakazu:-)



1.06.2009

jeszcze o mieszkaniu

Te piękne trawy i rośliny niestety nie znajdują się w okolicy naszego domu, to klomb z parku znajdującego się przy Messe. Pani zamiast mnie tam zabrać to mi tylko na zdjęciach pokazała jak tam wygląda. Ciekawe kiedy zacznę jakieś większe zwiedzanie miasta?
Oczywiście bywałem już wielokrotnie we Frankfurcie, ale nie były to za długie wizyty i miejsca ciągle te same, czyli poprzednie miejsce zamieszkania Pani i Pana i to miejsce w którym aktualnie mieszkamy. Cierpliwie czekam na spacery po nowych miejscach.

Na razie muszą wystarczyć moje zdjęcia z mieszkania:-)
Już czuję się tutaj swobodnie i mam swoje ulubione kąty. Wiem gdzie stoi worek z moim jedzeniem, gdzie są najlepsze plamy słoneczne i że teraz mogę z każdego pomieszczenia prowadzić obserwacje, bo duże okna na to zezwalają.
W przedpokoju moje ulubione miejsce jest za drzwiami wejściowymi, obok półki z butami. Taki tam ciasny kącik, ale lubię tam sobie leżeć. Tu akurat leżę obok szafy:

wędrówka pomiędzy pomieszczeniami:

łazienka zawsze jest fascynująca. na razie wszystko tam leży na wierzchu, to dla mnie raj:-)
za drzwiami jest też prysznic, jeszcze bez szklanych drzwi, można sobie ot tak wejść - jednak jeszcze nie udało mi się wziąć tam kąpieli..
Moje legowisko nadal pod oknem, jak czasem mnie coś zaintryguje to tylko obracam się na drugi bok i patrzę. Bardzo dobrze mi się tam śpi, w zasadzie całą noc spędzam na legowisku. Nad ranem idę tylko do sypialni sprawdzić czy czasem ktoś już się nie obudził. Jak zachowuje się za głośno to Pani się budzi i mnie strofuje używając różnych słów. Wracam wtedy do siebie i śpię dalej:-)
Codziennie na dworze Pani mnie czesze, niezbyt to lubię ale nie protestuję. To jednak niewiele pomaga, futro leci ze mnie w ogromnej ilości. Dziś odkurzacz trzy razy pracował. Jak ktoś zna jakiś sposób by to się skończyło niech napisze, bo już zaczynam mieć wyrzuty sumienia jak codziennie słyszę okrzyki typu "ojej ale tu enzowej sierści", "to niemożliwe że tu tyle jego(niby moich)włosów" itd.

przyjaciele

To jeszcze kolońskie wspomnienie, czyli ja z Wolfem z dnia w którym oddawaliśmy poprzednie mieszkanie. Zdjęcia Pani zdążyła zrobić pomimo wichura, a chwile przed ogromną ulewa jaka wówczas nas napadła na łące.
Ja to ten w pomarańczowej obroży, Wolf w niebieskiej.


31.05.2009

31.05

Babcia nigdy nie chciała mieć psa. Ale dwukrotnie po przyjeździe z sanatorium zastała w domu nowego mieszkańca:-)
Za pierwszym razem była to Najka, psica z bardzo niedobrymi nawykami. Ucieczki, wyżeranie, niszczenie co tylko wpadło jej do pyska, sikanie w domu pomimo długich wyjść - to pierwsze z nią skojarzenia.
Najka była mała, z dość długim włosem, bardzo skoczna i szybka. Po schodach zbiegała jak błyskawica, na stół wskakiwała w sekundzie i bez wysiłku, do spiżarni wciskała się przez naprawdę lekko uchylone drzwi.
Babcia opiera się kolanami na ryczce, na balkonie. Jest zajęta obserwowaniem otoczenia, w tym czasie Najka zżera cały obcas ulubionych babcinych butów.. Robi to tak cicho, że Babcia nawet nie domyśla się, że trwa akcja niszczycielska. Nie muszę dodawać, że buty były w tym czasie na Babci nogach?:-)
Gdy domownicy szli spać to w kuchni nic, absolutnie nic nie mogło zostać na kredensie i stołach. I nie tylko jedzenie mam na myśli. Kiedyś rano Pani odkryła, że książka z szkolnej biblioteki jest porozrywana i jej kartki leżą porozrzucane po całej kuchni, a wtedy nie było tak łatwo odkupić "Dzieci z Bullerbyn".
Gdy już posprzątano jedzenie i papierowe rzeczy na stoły zakładano krzesła, aby na wszelki wypadek uniemożliwć Najce swobodne poruszanie sie po stołach.
Babcia jednak pozostawiła na stole swoją torebkę. Wciśniętą w kąt i ponoć nic ważnego w niej nie było. Tak chyba Babci się wydawało.
Rano afera: w torebce była czekolada gorzka, taka gruba. Trudno dostępna. I miała być upominkiem, rano Babcia wybierała się do swojej siostry, do Warszawy..
1/3 czekolady została pogryziona, papier i sreberko zdarte, reszta w stanie idealnym. Chyba czekolada dla Najki okazała się być za gruba...
Nie było innej możliwości jak odciąć naruszoną część:-), reszta pojechała do stolicy.
Najka jak już kiedyś pisałem ostatecznie resztę swojego psiego zycia spędziła z panią Urszulą, koleżanką Babci.
Maksym też się pojawił podczas pobytu Babci w sanatorium. Pani ze swoją siostrą i koleżanką z podwórka stały na ulicy trzymając na smyczy Maksyma.
Mama i Ciocia przyglądały się akcji z okna.. bo po Najce Babcia zdecydowanie nie chciała w domu innego psa..
W końcu całusy na powitanie i Babcia mówi:Kasiu, Asiu dajcie Izie pieska i chodźmy już do domu.
Babciu, ale to jest NASZ piesek!
Hmm:-)))
Maksym był rodziną Pani wiele lat, aż do swojego końca. I Babcia z czasem coraz bardziej Maksyma kochała jak żadnego innego psa wcześniej i później też.
Przed innymi domownikami nie okazywała swojego przywiązania do niego, traktowała go niby z dystansem, ale gdy nikt nie widział to głaskała i mówiła mu miłe słowa, a i jakiś smakołyk mu się trafił..
To był pies który sprawiał wiele radości domownikom, jego jedyna wada było to, że nie chciał za bardzo jeść, poza tym był niekłopotliwy i zawsze uśmiechnięty.
Gdy odszedł wszyscy płakali.
Już ani Struś, ani Junior dla Babci tyle nie znaczyli. Można nawet powiedzieć, że Babcia miała do niech jakiś taki dystans, a szczególnie z Juniorem ciężko było się dogadać.
Ich uroda była niezaprzeczalna, tylko reszta była powiedzmy dość skomplikowana.
Jak kiedyś już pisałem poznałem i ja Babcię, dwa razy Ją odwiedziłem w Chorzowie. Byłem wtedy takim już wyrośniętym szczeniakiem i jeszcze nie byłem zbyt cierpliwy. Nie potrafiłem usiąść spokojnie przy łóżku, tylko latałem po mieszkaniu. Babcia znała mnie już ze zdjęć, Pani wysyłała do Danki w mailach na bieżąco.
Dziś urodziny Babci, gdziekolwiek jest-bo przecież gdzieś jest-ściskam Ją delikatnie swoimi łapami.
Nie napiszę które by to były urodziny, bo Pani mówi, że Babcia zawsze obchodziła 50-te:-)

migawki uchwycone komórką

W pobliskim parku rosną wspaniałe kępy traw. Bardzo przypadły mi do gustu i zawsze staram się obok nich przejść. Zanurzam w nich cały pysk i cieszę się jak mnie łaskoczą.
Trochę też skubię, bo lubię jeść trawę.
Tu mniej mnie widać, ale to ja:-)

Dziś Pani chciała obejść ze mną staw, ale tak bardzo mnie ta woda nęciła..
Staw jest zajęty przez kaczki i inne tego typu pływające jednostki, ciężko znaleźć miejsce przy brzegu. W dodatku zawsze mnóstwo ludzi się tam kręci. Jednak pogoda dziś raczej pochmurna więc dało się podejść od strony takiej jakby plaży( określenie mocno na wyrost).
Ale byłem szczęśliwy! Tyle, że nie było żadnego aportu, stałem w tej wodzie i czekałem aż Pani coś wymyśli..
Znalazła jakiś stary, zamulony kijek i było trochę zabawy.
Teraz będę relaksował się na legowisku, a może później coś jeszcze napiszę, bo teraz Pani i Pan sobie idą i muszę też zająć się pilnowaniem dobytku:-)


26.05.2009

spotkanie z Wolfem i Rufusem, filmy



Jakość nie jest dobra, bo w momencie gdy wpadliśmy na łąkę, to pojawiła się nad nią ogromna czarna chmura, wiało i padało.
Nam, psom to absolutnie nie przeszkadzało, jednak gdy w pewnej chwili lunęło bardzo mocno ludzkie ubrania całe zrobiły się mokre i zarządzono koniec zabawy.
Szkoda, ale co sie z Wolfem powygłupiałem to moje :-)



króliki


Upał. Pozostawiam ogromne ilości swojej sierści wszędzie tam gdzie się pojawię.
Pani czasem dwa razy dziennie odkurza.
Wiele dałbym za jakieś własne jezioro, rzekę, albo choćby nadmuchiwany ogrodowy basen..
Pan dziś mi powiedział, że spotkam się z Wolfem! On i Rufus w swoim ogródku maja właśnie taki mały basen. I bezczelnie sobie myślę, że po powitalnych uściskach zanurzę się w wodzie po szyję:-)
Jedziemy do Kolonii rano, Pani i Pan jakieś formalności mieszkaniowe muszą tam pozałatwiać, ja w tym czasie mam zapewne być cierpliwym i grzecznym psem. A gdy tylko Kare wróci z pracy to będzie zabawa z Wolfem i Rufusem. Ogromnie się cieszę, tutaj z nikim się jeszcze nie zapoznałem, spoglądam z daleka i dystansu. Wiadomo, należy wpierw zrobić jakieś rozpoznanie.
Dziś wieczorem wszedłem do pobliskiego stawu, nie cały, tak po brzuch. Ale nie pływałem, bo nic mi Pani nie rzuciła. Ten staw ma taką wodę z kożuchem i kręci się tam masa ptaków wodnych. Ptaki mnie intrygują, ale nie mam przyzwolenia na to by się do nich zbliżyć.
Szkoda?:-)
Jeśli ptaków jest masa, to nie wiem co napisać o królikach, które w tym parku mieszkają?
Królików jest tyle, że nie da się ich na pewno policzyć, czyli można przyjąć, że jest ich nieskończoność plus jeden:-)
Zawsze gdy idę na spacer napotykam pojedyncze króliki lub ich całą gromadkę. Niektóre wcale się mnie nie boją, siedzą w bezruchu i się na mnie gapią. Przez pierwsze dni goniłem za nimi aż się za mną kurzyło. Obecnie mam ćwiczenia dzięki którym za nimi nie biegnę jak szalony i nie obszczekuję ich.
Pan twierdzi, że nie dogoniłbym królika, dziś jednak był zdziwiony gdy podszedł do mnie, a moja sznupa była oparta o takiego jednego króliczka.
Nic mu nie miałem zamiaru zrobić, sam byłem zdziwiony jego bliskością:-)
Chciałem zajrzeć do takiej jamki wykopanej w ziemi, a tam siedział właśnie ten królik. Patrzeliśmy się na siebie, on na pewno bardzo był wystraszony. Ja nie wiedziałem co mam zrobić, więc nie robiłem nic, gdy Pan podszedł i rzucił komendę, odsunąłem się i królik odbiegł.
Teraz się zastanawiam po co tak biegać za tymi zwierzętami, jak potem nie bardzo wiadomo co ma się wydarzyć? Równie dobrze mogę biegać za piłką czy kijem i przynajmniej wiem, że piłkę mam przynieść a kij moge poobgryzać.
Pani mówi, że królik jest po to by go gonić, a nie by go złapać. I że to ma właśnie sens.
Niby jaki? Te ludzkie przysłowia czy też mądrości ludowe czasem są dla mnie niezrozumiałe:-)


Na tym zdjęciu pojawiłem się z zaskoczenia:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...