21.11.2010

zmierzch szybko zapada

Czasem jak idę popołudniu na spacer to niestety jest już zmierzch. Trzeba teraz już czekać na przyszły rok, by tak szybko nie robiło się ciemno. Teoretycznie mi ciemność nie przeszkadza, ale jakoś więcej elementów wydaje mi się wtedy wartych obszczekania:-)
Nawet leżąc u siebie na legowisku (pod oknem) widzę dużo podejrzanych cieni. Oczywiście drę wtedy się ile sił;-). Najczęściej to króliki harcują, no ale dla pewności warto poszczekać.
Wierzę, że jak szczekam to mnie słychać i potencjalni złoczyńcy uciekają w strachu.
Jak wychodzę na balkon(korzystam z każdej możliwości) to tak samo: coś co mi się wydaje podejrzane zaraz zostaje obszczekane. Oczywiście w granicach rozsądku, czyli długie serie szczekania nie wchodzą w grę, ale takie ostrzegawcze warknięcie lub parę szczeków jest dopuszczalne.
To spacer po tym wspomnianym wcześniej hałasie uczynionym przez helikopter. Jak poszedłem na dwór to niestety już był spokój, Helikopter odleciał i już nie wrócił, choć ja byłem czujny i trochę rozczarowany, bo chciałem dać mu sygnały z parku, spotkać się "face to face";-)
Helikopter widziany z balkonu, to nad rondem koło nas, nie wiem co tam obserwował, ale stał dosłownie w miejscu. To mnie najbardziej irytowało, że głośno było, a on się nie ruszał. Wtedy go najbardziej zaatakowałem(głosowo) ale chyba mój dźwięk był zagłuszony przez ten który on generował.

Tu widać, że to policja.
W końcu się ruszył i przeleciał nad naszym domem w okolice parku. Jak leciał to mnie nie denerwował, tylko wtedy gdy "wisiał" nieruchomo nad rondem.
Zasłużony psi odpoczynek;-)

20.11.2010

brak pomysłu na tytuł

Zrobiłem sobie nowy dizajn blogowy;-), taki trochę jesienny. Przynajmniej tak miało to wyglądać.
Ostatnio tak ponuro na dworze, że ta blogowa zieleń mnie irytowała. Wiatr pozrzucał już prawie wszystkie liście z drzew, więc coraz bardziej czuć zbliżającą się zimę.. chociaż u nas ostatnio mało deszczu i temperatura w miarę przyjemna.
W tv słyszałem i widziałem, że policyjne psy w Niemczech mają teraz dużo pracy. Pilnują dworców, lotnisk.. Pan codziennie 4 razy jest na dworcu kolejowym, naszym i kolońskim. Na obu jest sporo policji, która ma troszczyć się o bezpieczeństwo podróżujących, teoretycznie więc Pan jest tam chroniony..
Ja widziałem tylko wielgachny helikopter, latał po mieście, wokół naszego domu, nad naszą ulicą i parkiem. Bardzo mnie to denerwowało, wybiegłem aż na balkon i obszczekałem wiszącego na niebie stwora. Ale zero reakcji.. brzęczał śmigłem dalej.
Wrzucę w weekend jego zdjęcia. Wcześniej już widziałem inne helikoptery, ale jakieś mniejsze były.

Żeby trochę weselej jednak było, to prezentuję zdjęcia psów i kotów, takie z rodzaju śmiesznych.
foto z joemonster.org
A tutaj pies, który pragnął być może dyskretnie obsikać kawałek muru, ale samochód z kamerą google street view go uwiecznił. I teraz ten pies już nie jest anonimowy, bo wiadomo kiedy i gdzie załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Niemieckie miasta też już są dostępne w tej guglowej usłudze. Mój Pan też został "złapany", jechał sobie spokojnie do pracy samochodem, a tu "cyk" i już wiadomo, że późną wiosną 2009 takim, a nie innym autem jechał kolońską ulicą.
Twarz i rejestracja zamazane.
Już chciałem zobaczyć czy czasem mnie aparat googla nie złapał na psiej łące, ale nic z tego, tam ów samochód po prostu nie dotarł:-). W sumie szkoda, bo może akurat bym biegał, a w biegu wyglądam przecież dobrze, albo bym leżał w trawie z jakimś kijem:-)
Przyznam się, że mam sporo takich zdjęć jak to poniżej.. czasem po prostu nie chce mi się czekać aż Pani zdecyduje się pstryknąć, a na pęcherz już ciśnie.
foto z joemonster.org
Może jakiś seter irlandzki podczytuję moje zapiski? Chciałbym się dowiedzieć czy to prawda:
foto z joemonster.org
Niby to taki satyryczny rysunek, ale ciekawy jestem na ile prawdziwy;-).
A może ktoś zna jakieś dowcipne rysunki o labradorach? Warto wiedzieć jak nas inni widzą..

10.11.2010

Wiadukt Millau

Nadszedł dzień wyjazdu do domu, czułem to już od wieczora poprzedniego dnia. Zawsze jak widzę walizki, to wiem, że czeka mnie podróż.
To pakowanie i porządkowanie trwało i trwało, niecierpliwiłem się, bo jak trzeba jechać, to najlepiej od razu;-)
W końcu wszystko było na swoim miejscu, ja również. Do swojego podróżniczego kąta w samochodzie dostałem jakieś bagaże, zrobiło się jakoś tak przytulniej i ledwo pożegnaliśmy Homps a już zapadałem w drzemkę.
Jechaliśmy a ja spałem, tylko kłębek zwijałem to w lewą, a to w prawą stronę.
W którymś momencie wyczułem jakieś podniecenie w głosie Pani. "Coś" się zbliżało. Pojęcia nie miałem co to miało być, nazwa Millau obiła mi się o uszy, ale nie zanotowałem we łbie co pod nią się kryło.
Czekałem więc na rozwój wypadĸów nadal się wylegując, dlatego też nie zauważyłem tego kolosa, który się zza zakrętu wyłonił:

Wiadukt Millau to obiekt turystyczny, obok niego parkingi, centrum informacyjne, sklep z regionalnymi produktami oraz ścieżka prowadząca na punkt widokowy.

Nieźle wtedy wiało, zresztą łatwo to sobie można wyobrazić patrząc na te skłębione chmury..
Ja i Pan już jesteśmy na górze.

Siedzę, a za mną główny temat wpisu;-)
Można odnieść wrażenie, że nikogo wokół mnie nie było. Tylko wiadukt, ja i wiatr. To nieprawda;-). Obok stali inni ciekawscy i też robili zdjęcia (oczywiście wiaduktowi, nie labradorowi).

Z punktu widokowego było co oglądać. Przestrzeń niesamowita.

Rzut okiem w inną stronę, to właśnie wspomniane wcześniej parkingi.

Też obserwowałem załatwiając w międzyczasie ważne psie sprawy;-)

A potem znów -hop do bagażnika- i znów w drodze. Jeden z wjazdów na francuskie autostrady.

Chwila przerwy w drodze i ja w swoim samochodowym królestwie;-)
oficjalna strona Wiaduktu
http://www.leviaducdemillau.com/english/index.html
warto zajrzeć, szczególnie jak kogoś interesują szczegóły techniczne.

8.11.2010

niemieckie winnice

Pora nadrobić zaległości. Nie tylko po francuskich winnicach spacerowałem, przypomniało mi się, że przecież w październiku odwiedziłem miasteczko Oppenheim.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Oppenheim
Malowniczo położone, wiele ścieżek spacerowych i z każdej strony ładne widoki.
Winogrona na wielu krzakach jeszcze czekały na zbiórkę.
Ale też w niektórych miejscach winobranie trwało, co jakiś czas przejeżdżał traktor z skrzynkami winogron. Jeździły też takie turystyczne naczepy, to dla tych którzy nie chcą lub nie mogą spacerować.

Biegałem sobie zadowolony patrząc jak inni kosztują grona.
Wysyłałem też sygnały, że również chętnie bym uszczknął takie grono:-), w końcu każdy zrywał, mlaskał i wyrażał swój zachwyt, ja też chciałem w tym uczestniczyć.
Obiekt moich westchnień w łapie Pana:

I wyczekiwany moment, czyli degustacja. Słodkich i pysznych winogron, skórkę też zjadłem;-)Potem byliśmy przez chwile i w miasteczku, warto bo jest ładne. Jednak otaczające je winnice są ładniejsze:-)
Z wzgórz widać i Ren i nasze miasto i elektrownię atomową Biblis, po prostu wszystko.
Polecane wina z Oppenheim:
http://www.gillot.de/




7.11.2010

jesień przyszła

Nagle i szybko lato minęło. Nie myślałem o tym za wiele, póki była ładna pogoda. Czy liście zielona czy kolorowe to mi obojętne, każde mi się podobają.
W ostatnim tygodniu zauważyłem, że liści zaczęło być więcej pod moimi łapami niż na drzewach. Coraz częściej pada i wieje silny wiatr. A gdy czasem widzę w tv prognozę pogody, to i opady śniegu już tu i ówdzie występują.
Ani deszczami, ani śniegiem się nie zamartwiam;-)
Jednak żal mi tego, że drzewa robią się gołe, nie będzie kwiatów, a trawa traci smak.

Gapię się jak za oknem wiatr hula;-)
Jeszcze parę dni temu niebo było właśnie takie i tylko po kolorowych drzewach można było podejrzewać że jest jesień:
Nie widać, ale męczę swoją ulubioną piłkę. Dostałem ją od Wolfa i Rufusa (chłopaki, niebawem się spotkamy!). Piłka doskonale mieści się w mojej sznupie i jak kłem nacisnę przypadkiem taką wypustkę, to piłka zaczyna świecić. Na niebiesko, fioletowo, różowo:-)
Najchętniej to brałbym piłkę na każdy spacer. Bardzo jej pilnuje i wypuszczam z pyska tylko gdy czekam aż ktoś mi ją kopnie, albo gdy oczekuję przysmaku;-)
Proszę jaki jestem skupiony:-)

Poważny:

Jesienne kolory i jesienny kwiat.Róże też jeszcze kwitną, a raczej starają się, choć wiele przemarzło.
Wiele drzew w naszym parku było pełne mini jabłuszek.
Kasztanowce szybko pozbyły się kasztanów. Na jednej z pobliskich ulic był po prostu kasztanowy dywan..
I jeszcze jesienny liść.

błoto i winnice

Jeszcze mój spacer po winnicach. Ostatnio tak pada i jakoś tęskno mi się zrobiło za minionymi wakacjami. Tak przyjemnie było jak z Panem szedłem ścieżką przy winnicach i mogłem tam poszaleć. A to jakąś butelkę znalazłem i już radość, a to na horyzoncie pojawiła się kałuża..
Dużo nie trzeba abym zaczął wariować, kręcić młynki w powietrzu, robić podskoki i obroty.
Sam nadziwić się nie mogę, że aż tak śmiesznie chwilami wyglądam:
Po takich wygibasach w kałuży wymyłem stopy, bo całe były z tej gliny.
I już zadowolony biegnę do Pana..
jednak trudno tak pozostawić kałużę;-)
Smak trawy pamiętam i dziś.
I nawet się zmęczyłem tym spacerem, pora na pozowanie:
Zostawiłem tam swój odcisk łapy, choć winnica w Homps to żadna Aleja Gwiazd z Hollwood:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...