13.02.2009

śnieży

Pogoda ostatnio taka, że nic tylko spać, ewentualnie leżeć i rozmyślać. Pan jest przekonany, że już się przyzwyczaiłem i nie pamiętam tego, że kiedyś mogłem wylegiwać się na czymś więcej niż swoje legowisko:-)
Nie będę go wyprowadzał z błędu, ale prawda jest taka, że co mam pamiętać to pamiętam. I to doskonale. Inna rzecz, że szybko jestem w stanie się dostosować do nowego otoczenia.
Legowisko mam w innym miejscu niż wcześniej i polubiłem nowe ułożenie. Najczęściej leżę teraz ze swoim misiem. Czasem tak jak na zdjęciu poniżej, a czasem miś leży nieco dalej, ale wiem, że jest ze mną na legowisku. Można powiedzieć, że mam go w zasięgu łapy.

Częsty obrazek z ostatnich trzech dni - śnieżne zamiecie.
Byle by nie było jak w minionym roku -wiosna to się pojawiała, to znikała.. Rośliny zgłupiały, moje futro też nie wiedziało jak się zachować. Teraz też się ze mnie sypie, Pani mówi, że dałoby się dywan z tego utkać.

Tu odsypiałem coś, na tyle mocno, że nawet nie wiedziałem, że Pani podeszła z aparatem.
W tym tygodniu szczęśliwie codziennie miałem psią ustawkę:-)
Były dni, że tylko z Wolfem, Rufusem chodziliśmy po łące bez chęci na dzikie zabawy, ale ostatnie dni to już było bardzo wesoło.
Wracałem bardzo brudny. Nawet moja obroża i smycz stały się bure a nie czerwone.. Pewnie dlatego dziś wieczorem Pani je wyczyściła.
Dziś tylna łapa wpadła mi do takiej kratki umieszczonej w chodniku, zawyłem przeraźliwie i widziałem, że Pan się bardzo przejął. Obserwował potem uważnie jak idę.
Kiedyś Rufusowi identycznie łapa się zaczepiła i w sumie do tej pory ma problemy. Mi na szczęście nic się nie stało. Chodzę normalnie, bólu nie odczuwam. Wiadomo, w momencie gdy się uraziłem to zabolało, ale teraz jest w porządku. Niestety tak już jest, że czasem pies wejdzie nie tam gdzie trzeba, albo nie w to co trzeba..
Może te psie obuwie co prezentowałem wcześniej to wcale nie taki głupi wymysł? Ubrałbym gdyby dodawali do tych butów czapke-niewidkę:DD

11.02.2009

Koala Sam

Ponieważ dostałem propozycję by przestać się nad sobą litować i użalać postanowiłem zerknąć na wiadomości, by sobie myśli skierować na jakieś inne tory:-)

I tak przeczytałem o misiowej Sam.
Sam mieszka w Australii, jest misiem koala i ucierpiała podczas wielkich pożarów, które ogarnęły jej ojczyznę.


Koala łatwo pada ofiarą pożarów, bo na ziemi porusza się wolno i niezgrabnie. Z powodu swoich uszu i futra te zwierzęta mylnie kojarzone są z "misiami", ale z niedźwiedziami mają niewiele wspólnego. To australijskie torbacze. W latach 20. zeszłego wieku zostały prawie zupełnie wytępione przez ludzi - polowano na nie dla ich futra, które potem wędrowało do Europy i Ameryki. Ofiarą myśliwych padło ponad milion koala. Dziś na wolności żyje ich ok. 100 tys. Dożywają wieku 18 lat.

Strażacki patrol wezwał na pomoc pogotowie zwierzęce. Koala - nazwany imieniem Sam - trafił do schroniska "Mountain Ash Wildlife". Jego opiekunka - Jenny Shaw - powiedziała, że jest na antybiotykach i szybko powinien wydobrzeć. Okazało się przy tym, że Sam to... samica. Ale nikt jej już jej męskiego imienia zmieniać nie będzie. - Jest kochana - mówi Shaw. - I już ma swego wielbiciela, zaopiekował się nią jeden z naszych samców koala. Ma na imię Bob.
(gazeta.pl)

Hm, z tego wynika, że miś koala to nie miś.. ale potocznie tak się mówi i jakoś tak "miś" brzmi milej niż "torbacz":-)

żale

Było tak:

A jest tak:


Komu przeszkadzało to jak BYŁO?
na pewno nie mnie..

jednak..

Nie, to nie będzie notatka o tym, że zima jednak wróciła.
Chociaż fakt, że warunki atmosferyczne uległy pogorszeniu i to mocnemu..
Wczoraj cały dzień padał deszcz, a popołudniu, gdy Pani zdecydowała się wyjść tak sypnęło śniegiem, że nie dało się oczy szeroko otworzyć!
Śnieg niestety od razu się topił, ale opady były mocne, dodatkowo wiatr urywał głowy i gałęzie z drzew.
Rano o jakiejś dziwnej godzinie nastąpiła pobudka, co dziwne Pani wstała pierwsza..
Nic mi to nie pasowało.
Nagle sprawy potoczyły się błyskawicznie: okrycie z mojej kanapy Pan zrzucił, pochwycił kanapę w objęcia i już z nią był w przedpokoju.
Nie, ja nie stałem biernie z głupia mina, ja próbowałem reagować i bronić swojego miejsca. Wskoczyłem na kanapę myśląc, że w ten sposób Pan jej nie ruszy. Pan mnie jednak zgonił.
W pięć minut z domu znikła kanapa, mój kolorowy dywan i wykładzina z dużego pokoju.
Poczułem się zdezorientowany.
Po jakimś czasie Pan wyszedł ze mną na poranną toaletę. Na chodniku stało wszystko to, co jeszcze kwadrans wcześniej stanowiło moją własność!!!

Tak sobie myślałem, że te gadki o likwidacji kanapy to takie straszenie, pogadają i zapomną. A tu nadszedł dzień w którym to się stało.
I jak dobrze pamiętam nowa kanapa w nowym mieszkaniu. Mój psi zegar mówi, że to kawał czasu choć Pani powiedziała, że to minie "jak z bicza strzelił".
Cokolwiek to znaczy.

8.02.2009

bulwersacja

Już od paru dni zastanawiam się czy znajdzie się ktoś kto udzieli wsparcie tygrysowi, rysiowi i gepardowi..
Chodzi o sponsorowanie zwierząt z chorzowskiego Zoo. Sponsor płaci za miesięczne wyżywienie zwierzaków, a w zamian na klatce, ogrodzeniu może wywiesić baner reklamowy.
Czyli niby wilk syty i owca cała.
Problem w tym, że do jednych zwierząt jest wielu chętnych, a inne nie wzbudzają nadmiernego zainteresowania.
Proszę, oto cały artykuł na ten temat:

Miasta drą koty o lwy, a tygrys chodzi głodny

Miasta biją się o zwierzęta ze Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. Chodzi o adopcje na odległość. "Rodzic" co miesiąc płaci za karmę podopiecznego, w zamian może reklamować się na jego klatce.

W połowie stycznia pisaliśmy, że Gliwice mają ochotę na lwa. Katowice jeszcze sie zastanawiały jakie zwierze wziąć.
- Podpisaliśmy już umowę z zoo. Zaraz po tym artykule - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu. Katowice wzięły dwa lwy, czyli wszystkie.

- No to zrobili nas w konia. Byliśmy już z zoo po słowie, konstruowaliśmy umowę, obmyślaliśmy baner na klatkę. To nieeleganckie. Lew to jeden z naszych symboli, lew czuwający, lew śpiący... -Marek Jarzębowski , rzecznik gliwickiego magistratu, mówi o gliwickich rzeźbach.

- Lew kojarzy mi się z Bytomiem, z Chorzowem, ale z Gliwicami? Z Katowicami może się kojarzyć nie wprost. Król zwierząt - jakie inne zwierzę mogła wybrać stolica województwa? - Bojarun rzuca retorycznie.

- Najdroższe, nosorożca albo słonia za 1200 zł - proponuję.

- Za dwa lwy po 800 w sumie zapłacimy więcej - wylicza Bojarun.

- A może byście podzielili się tymi lwami z Gliwicami? - pytam, bo mi żal Gliwic. Już raz ktoś im ukradł lwa - po wojnie, z parku, tego śpiącego.

Bojarun: - Dla Katowic i dla zoo będzie lepiej, jeśli Gliwice zdecydują się na inne zwierzę.

- Nie weźmiemy innego - ucina Jarzębowski. - A pani by wzięła?

- Gdyby chodziło mi o dobro zwierząt...

- A gdyby Katowicom chodziło o zwierzęta, to wzięłyby pumy! Nie obraziliśmy się - zarzeka się Jarzębowski - ale to zabawa dużych chłopców w piaskownicy. Dostaliśmy nauczkę, żeby nie zdradzać nic mediom przed sfinalizowaniem sprawy. Wyszliśmy na cieciów.

Dramat po stracie zwierzęcia przeżywa również Czeladź. Od 2005 roku matkowała żyrafie. Długoszyja Marczela stała się maskotką miasta, tematem konkursów plastycznych, bohaterką książeczki dla dzieci. Odwiedzali ją w zoo zagraniczni goście z miast partnerskich Czeladzi.

Kilka dni temu Marczela padła podczas połogu. Ale Czeladź nie ma o to pretensji do zoo. - Zaadoptujemy inne zwierzę - mówi Wiesława Konopelska, rzeczniczka czeladzkiego magistratu.

Puma jest tylko jedna i już ją zgarnęła szkoła podstawowa z Sosnowca. Ale są inne koty drapieżne do wzięcia: ryś i gepard po 500 zł każdy albo dwa razy droższy tygrys. Uwaga: zostały po jednej sztuce!
(gazeta.pl)


Mam nadzieję, że ktoś się zlituje nad rysiem, gepardem i tygrysem, bo przecież wstyd by nie dojadały!
Chorzowskie Zoo to chyba jedno z największych w Polsce ale od lat jest jakieś niedofinansowane..

kontakt dla potencjalnych sponsorów:
http://www.zoo.silesia.pl/

na zdjęciach gepardy z kolońskiego zoo. szczupłe z natury a nie z niedożywienia. gdy świeci słońce wylegują się na pagórku z którego prowadzą też obserwacje otoczenia. czasami wędrują po swoim terenie:

tygrys z frankfurckiego zoo, wygląda na najedzonego. często przechadza się między bambusami i brzegiem oczka wodnego. potrafi tak zaszyć się w zieleni, że trudno go zauważyć:

lew z frankfurckiego zoo, zrelaksowana pozycja. aż mi się wierzyć nie chce, że lew czasami wyleguje się takiej pozycji w jakiej i ja często leżę na kanapie czy też dywanie...

piosenki o psach

Ostatnio często wyleguję się z moim misiem. Sam zanoszę go do legowiska i układam na nim sznupę albo łapy. Jakoś mi miło po przebudzeniu gdy go widzę:-). Obecnie to moja ulubiona zabawka.
Ponieważ lubię słuchać sobie muzyki - gdy zostaję sam w domu to zawsze słucham jakiegoś radia przez internet - chciałem sprawdzić czy są jakieś piosenki o psach.
Bardzo dużo się okazało!
Pani jednak zgasiła mój entuzjazm mówiąc, że czasami pies nie oznacza psa. W sensie że nie chodzi o zwierzę.
Nie wiem, nie rozumiem o co chodzi.
Albo się jest psem, albo nie jest, każdy pies to zwierzę. Przynajmniej w moim, psim wyobraźeniu tak to wygląda. Prostych spraw nie należy komplikować, tego będę się trzymał.
I dlatego prezentuje piosenkę Led Zeppelin o tytule Black Dog.
Chociaż Pani twierdzi, że tekst nie ma nic wspólnego z żadnym czarnym psem. Ja na szczęście nie rozumiem języka angielskiego i wyobrażam sobie, że Robert Plant śpiewa o zaletach i wspaniałości czarnych psów:-)





i jeszcze piosenka od nieznanej mi pani o nawet miłym głosie. swój pierwszy album zatytułowała "Dogs" i jestem przekonany, że miała na myśli czworonogi..
ten clip chyba nie jest oryginalnym clipem do tej piosenki, ale innego nie ma..



Chciałem jeszcze umieścić utwory Pink Floyd z płyty "Animals", ale ponoć też słowo pies określa tam nie psa(?), tak samo jak w piosence "Psy" Kalibra 44. Choć w tej drugiej wyraźnie słyszałem coś o szczekaniu, ujadaniu, budzie..
Ludzie często mówią: pozory mylą, taaak.. idę spać, bo już cały głupi się z tych dwuznaczności robię.


6.02.2009

rozmowy

Czy Wasi Państwo rozmawiają z Wami? Pytam inne psy oczywiście:-)
Ze mną często. Najczęściej jakieś pochwały pod moim adresem, ponieważ nie jestem w stanie odpowiedzieć wprost merdam ogonem, uśmiecham się, przynoszę moje ulubione zabawki i tak dalej.
Czasem gdy sobie leżę smutny lub zwyczajnie zamyślony też zagadują, robię wówczas jeszcze smutniejszą minę, bo lubię jak ktoś się nade mną użala.
Czasami słyszę tez pod swoim adresem jakieś tam pretensje, najlepiej wtedy udawać trochę głuchego.. można też posłać jakieś cierpiące spojrzenie lub też się obrazić.
Najlepsze są prośby bym się uwinął ze swoimi potrzebami fizjologicznymi :-), szczególnie podczas spaceru nocnego lub niezbyt wyjściowej pogody.
Ja czasem też po psiemu do nich zagaduje, ale jakoś szczególnie zachwyceni tym nie są. Być może za wiele chcę przekazać na raz i ilość informacji ich przytłacza?

tutaj znalazłem różne dialogi ludzko-psie
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=90453439&v=2&s=0

a tu czule w uściskach z misiem

magiel


Kiedyś nie za bardzo rozumiałem pojęcie "magiel towarzyski". Obecnie już mniej więcej domyślam się o co chodzi w tym określeniu.
Pan pochwalił się, że niebawem opuszczamy to miasto i przenosimy do Frankfurtu. W zasadzie Pan się nie chwalił, tylko informował, że niebawem nas tutaj nie będzie:-)
Już praktycznie wszyscy ludzie z łąki, których stale spotykamy wiedzą i temat chyba jest "topowy". No na pewno w pierwszej trójce najpopularniejszych łąkowych tematów w tym tygodniu się mieści. Oczywiście ludzkich tematów.
Ja sprawę załatwiłem krótko - przekazałem psiej braci, że jeszcze z 3 miesiące będę się regularnie pojawiał, a potem to już nie wiadomo. Podumaliśmy nad tym jakieś 5 minut i rozpoczęliśmy nasze ulubione zabawy. Po prostu, my psy, nie widzimy sensu zastanawiania się nad tym co będzie za jakieś tam trzy miesiące, to dość abstrakcyjna dla mnie odległość czasowa.
Ważny jest dany dzień, żeby nie powiedzieć chwila. Chociaż nie - powiedzmy najbliższe godziny. Nawet jak słyszę: pojedziemy jutro do lasu, to cieszę się dopiero gdy już faktycznie jesteśmy w drodze, a nie po usłyszeniu wiadomości. Wiadomo, ludziom to często się plany zmieniają i niektórych ich obietnic nie warto brać na poważnie.
Myślę sobie, że maglowanie tematu naszego wyjazdu jest najbardziej intensywne gdy nas akurat nie ma na łące:-)
To już zauważyłem, że najwięcej się gada o nieobecnych. Oj różne już ja rzeczy usłyszałem, części kompletnie nie rozumiem. Pani mówi, że jestem przez to szczęśliwszy. Wierzę jej na słowo.

Piosenka o tytule Patience co po polsku oznacza cierpliwość. Cecha której ponoć nie mam w nadmiarze. Dziwne, bo uważam się za cierpliwego, może moja definicja różni się od tej ludzkiej?:-)
Wersja skrócona, ale dobrej jakości.
47 urodziny pana który śpiewa:

4.02.2009

sprzęt turystyczny dla psa


Znalazłem w domu katalog ze sklepu turystycznego. A tam parę drobiazgów dla psów! Byłem nieco zaskoczony, że jest taka oferta. Obejrzałem wszystko dokładnie i zastanawiam się z czego ja mógłbym skorzystać i czy czasem nie wyglądałbym śmiesznie ubrany w takie cuda..
Chociaż moja kamizelka odblaskowa tylko podczas pierwszego noszenia wydawała mi się dziwna, teraz nie zwracam po prostu na nią uwagi, żaden też napotkany pies nie śmiał się widząc mnie w niej, więc nie jest chyba tak źle:)
Świecące obroże i światełka na łące ma większość psów, więc nie wywołuje to żadnego zdziwienia.
No ale te propozycje ze sklepu turystycznego?

Oto pierwsza, dla psa ratownika, albo takiego którego hobby to skoki do wody z helikoptera, czy też wdrapywanie się w miejsca z których po wejściu trudno zejść:-)
Ja wody się nie boję, ale nie wiem jak czułbym się w takim kubraku opuszczany na dół i balansujący nad powierzchnią wody. Z jakiejś skały ewakuowany w ten sposób tez nie mam pojęcia jakbym się zachowywał. Do tej pory nie było sytuacji w której taki kubrak byłby mi potrzebny.
Ale owczarek na tym zdjęciu dumnie wygląda w tym ubiorze:
Kolejna rzecz, psi plecak, czuję, że już bardziej by mi się mógł przydać. Jak jesteśmy na jakimś wyjeździe, dłuższym wyjściu do lasu itd. Zastanawiam się co mógłbym schować do takiego plecaka:-)
Jakąś mała zabawkę, kość do gryzienia, garść smakołyków, mała butelka z wodą, szmatka do wycierania łap i śliny z pyska..
Plecak wg mnie jest estetyczny i w kolorze pasującym do mojego futra. Wydaje się wygodny do noszenia. Mógłbym tez gromadzić w takiej kieszeni jakieś skarby znalezione w lesie czy też podczas jakiejś innej przechadzki.

Tutaj plecak na modelu:

Kolejna jest pianka do pływania. Też mi się podoba. Pomimo tego, że doskonale pływam, taka pianka mogłaby być dodatkowym wsparciem. Jakbym płynął obok łódki czy kajaka łatwo byłoby pomóc mi wejść na pokład. Byłbym też dobrze widoczny, osoba słabo radząca sobie w wodzie, np Pani, mogłaby trzymać się tego uchwytu i bezpiecznie ze mną płynąć:-)
A tutaj HIT!
Psie obuwie turystyczne!
Jakoś nie potrafię sobie siebie wyobrazić w takich bucikach:-). Przecież gdybym przyszedł tak wystrojony na łąkę, to wszyscy tarzaliby się ze śmiechu..
Pan mi wytłumaczył, że to buty chroniące psie poduszki przed ostrymi kamieniami podczas górskich wędrówek. Albo wędrówek po innym podłożu, które mogłoby poharatać i uszkodzić poduszki.
Niby logiczne, ale czy pies wygląda poważnie w takich laćkach??

Proszę, tu zdjęcie psich traperów na psich łapach...
Same te buty nie wyglądają źle, ale umieszczone na łapach już mnie śmieszą. Może jak Pan kiedyś założy sandały to i ja dam się przekonać do obuwia:DDD


a, jeszcze muszę dodać skąd te zdjęcia:-)
http://www.globetrotter.de/
czyli kopalnia wszelkiego sprzętu turystycznego

3.02.2009

wcinam marchew..

na fali obrazków dotyczących jedzenia prezentuję krótki film ukazujący mnie podczas jedzenia surowej marchewki.
wygląda to momentami chlewikowo:-)
ja będę jednak upierał się, że film pokazuje zjadanie warzywa z apetytem


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...