20.03.2014

oficjalnie już wiosna

 Jakby ktoś miał wątpliwości, to już i w kalendarzu pojawiła się wiosna. U nas wszystko w rozkwicie. Tylko drzewa tak nieśmiało podchodzą do temperatur, zapewne nie ufają tym 20-tu stopniom;-).
Dziś widziałem mnóstwo tłustych bąków w pracy: przy każdym kwiatku fruwały i bzyczały jak szalone. Muchy też już widziałem, pewnie za chwile i komary się pojawią. O pardon, miało być o miłych rzeczach związanych z wiosną.
Najbardziej podoba mi się to, że wszystko nabiera kolorów, najmniej to, że jest za gorąco i nie jestem w stanie spacerować tak długo jakbym chciał.
czy to nie malownicze? kawałek kamienia, a z szczeliny w nim wysyp ślicznych kwiatków

drzewka owocowe już obsypane kwieciem


stokrotki już dawno się pojawiły, ale mlecze to świeża sprawa

takie "ściany" kwietne lubię bardzo


wierzba płacząca, ale chyba  z radości;-))

roślina wyglądająca jak małe kapusty

pierwszy spotkany tulipan tej wiosny

i prawdziwie wiosenny "dywan"


14.03.2014

karma


Jak Pan wrócił z Indii, to powiedział, że karma może być dobra, albo zła. I różne rzeczy mają na to wpływ. I do tego momentu było to dla mnie jasne, przykłady które usłyszałem nic a nic do mnie nie przemówiły.
Wziąłem na spytki replikę, ale ona też nie bardzo ten temat pojęła.
Przykłady przerobiłem na psi sposób: na przykład weźmy takiego kota.
Kot widzi mnie i zmyka aż mu się spod ogona kurzy: wg mnie dobra karma.
Kot widzi mnie i siedzi na środku drogi którą muszę przejść, ani drgnie i bezczelnie się jeszcze gapi: wg mnie zła karma.
Te ludzkie przykłady były w ten deseń właśnie.
No naprawdę logiki w tym żadnej! Przecież karma smakuje zawsze tak samo, niezależnie od tego czy ten kot uciekł czy siedział..
Właśnie usłyszałem: Enzusiu, bardzo, ale to bardzo upraszczasz sprawę.
Ha, no i co z tego, w końcu mogę mieć swój punkt widzenia?
Temat karmy to jeden z moich ulubionych!
Że co, że nie chodzi wcale o jedzenie? Nie może być, karma=jedzenie i inaczej mi to nie wychodzi!
dobra(bardzo dobra!) karma po mojemu
W porządku, może chodzi o całkiem coś innego.
Pierwszy krok, czyli wikipedia. Karma okazuje się pojęciem skomplikowanym, na tyle, że moje zwoje mózgowe w obronie własnej podsuwają mi obraz miski wypełnionej moją psią karmą..
I nie wiem czy po prostu przy tym nie pozostać?

O co chodzi naprawdę:

Karma znaczy dosłownie „czyn”, a w szerszym znaczeniu – powszechną zasadę przyczyny i skutku, działania i następstwa, która kieruje życiem istot we wszechświecie. Karma to naturalne prawo psychiczne, tak jak grawitacja jest prawem fizycznym. Om. Karma to nie to samo, co przeznaczenie, ponieważ człowiek kieruje się w swym postępowaniu wolną wolą i sam tworzy swój los. Wedy mówią, że zasiawszy dobro, zbierzemy dobro, a zasiawszy zło, zbierzemy zło. Karma odnosi się do sumy naszych czynów i ich następstw w tym i w przeszłych życiach. Wszystkie one determinują naszą przyszłość. Od tego, co nas spotyka i w jaki sposób reagujemy na dane zdarzenie zależy, czy karma przejawia się jako niszcząca czy korzystna. Jeżeli postępujemy rozumnie i reagujemy beznamiętnie, wtedy tworzymy „dobrą” karmę. Następstwa czynów nie zawsze pojawiają się natychmiast. Może zdarzyć się tak, że piętrzą się i następują niespodziewanie w tym życiu lub którymś z kolejnych. Karma przejawia się jako: indywidualna, rodzinna, wspólnotowa, narodowa, światowa i kosmiczna. Starożytni mędrcy wyróżniali trzy składniki karmy: sanćita, czyli suma czynów i oczekujących następstw, prarabdha – ta część sanćity, która spotka żywą istotę w obecnym życiu oraz krijamana – karma, którą tworzymy na bieżąco. Wedy wyjaśniają: „Człowiek jest zbudowany z pragnień. Czego pragnie, to postanawia uczynić. Co postanawia, to czyni. Jaki czyn popełni, taki owoc zbierze”. Om Namaśiwaja.

13.03.2014

słoneczny dzień

Można już spokojnie ogłosić wiosenny czas - dziś oficjalnie uruchomiono po zimowej przerwie fontannę, a to konkretny znak! Szczęśliwie fontanna zdążyła się napełnić wodą zanim wyszedłem i mogłem sobie w niej pierwszy raz w tym roku zanurzyć wąsiki.

Ponieważ słońce przygrzewało, to gdy tylko nadarzyła się okazja myknąłem do strumyka. Wpierw tylko dlatego, że chciałem napaść się trawą, która rośnie bezpośrednio nad brzegiem. Najwygodniej się ją tnie kłami stojąc w strumyku.
 Potem jednak dołożyłem chlipanie wody..
 i już poczułem to uczucie wypełniającej mnie energii i radości (słońce grzeje w grzbiet, woda chłodzi łapy i nimi trącana wesoło uderza w brzuch)
 Pobiegłem więc jak szybko się dało i wiele frajdy czułem robiąc w strumyku fale.
Ponieważ dawno nie padało to za głęboko nie jest i szybko lustro wody się muli. I ja też się nieco ubrudziłem i (ponoć) wydzielałem interesującą woń..błotną. Ja tam nic nie czułem, wg mnie pachniałem jak zawsze: czarnym labradorem.
 Wiosna już nie tylko na krzakach ale i na drzewach:


11.03.2014

wiosna zbliża się wielkimi krokami

pszczoła już pracuje
Wiosna, taka prawdziwa, już na wyciągnięcie ręki. Wprawdzie piękną pogodę psuje wiatr, który jest bardzo mocny, ale poza tym, to naprawdę jest miło.
Frank teraz rzadko siedzi u siebie  - fruwa po okolicy, cały szczęśliwy. Nie, nie z powodu jakiegoś zakochania;-), on czuje, że jego kompani lada chwila się pojawią i znów będzie w grupie. Ale.. właśnie, zawsze pojawia się jakieś "ale"! Frank się przywiązał do swoich opiekunów, podwórka, trzepaka.. Czuje się taki bezpieczny i jest mu przyjemnie, że wszyscy o niego dbają.
Tylko, że natura bociania wzywa do stada.
Na razie więc robi kółka nad wsią wypatrując innych bocianów, a potem pucuje swoje pióra siedząc na trzepaku. Raz go takiego uchwyciłem:
Ja korzystam z tego, że łąki puste. Na jednej wprawdzie pojawiły się barany i owce, ale tam nie bywam;-).
Pola też puste, no może nie tak do końca: jakiś naturalny nawóz się tam pojawił i nozdrze aż wykręcało! A nieoficjalnie dodam, że takie aromaty pobudzają psią ciekawość i baardzo kusiło mnie sprawdzić, co to za nawóz (powąchać go z bliska). Ale cóż, nie udało mi się uśpić czujności Pani, więc kręciłem się przy trawich kępach.


 I jeszcze dowód, że wiosna pełną gębą: pączki z krzewów i drzew przemieniają się już w liście!

7.03.2014

scenki ze strumyka

Woda już zachęca by do niej wskakiwać! Prawie za każdym razem jak idę obok strumyka i słyszę to jego szemranie, to mnie kusi zbiec na dół.
Czaple siwe ciągle stoją w wodzie i w coś się intensywnie wpatrują. Też próbowałem, ale pojęcia nie mam co one w tej wodzie widzą?
 Ja lubię zwyczajnie nogami zmącić lustro wody, pochłeptać nieco, to w końcu też adlikonka;-).
Brzuch zawsze mi się nieco zmoczy, ale lubię to uczucie. Nakręca mnie to do różnych wygłupów. Na przykład do wspaniałych skoków nad strumykiem. Niestety Pani była pod takim wrażeniem, że nie uchwyciła tego na żadnym zdjęciu! Szkoda, szkoda;-)
Może dziś też pokręcę się nieco w wodzie? Albo pójdę posprawdzać okoliczne ogródki czy już zakwitły inne kwiaty, bo przebiśniegi i krokusy mi się już opatrzyły;-)


28.02.2014

zwyczajny dzień w Adlikonie

Żeby nie było, że ostatnio u mnie tylko egzotyczne klimaty rządzą, to zdam relację z dzisiejszego spaceru. Nie będę się chwalił jak to wiosennie, ani jednego zdjęcia kwitnących kwiatków dziś nie pokażę. Być może już w wielu miejscach zrobiło się wiosennie. Słońce czuć że mocno grzeje.
Na początku spenetrowałem dokładnie ściernisko pokukurydziane. Jakoś tak, te kępki trawy mnie zachęciły.


W jednym z domów są w oknie przybudówki figury zwierząt. I zawsze jak przechodzę obok, to się zastanawiam czy to mieszkańcy tego domostwa? Kot i pies, to możliwe. Ale krowa i prosiak? Nie ma tam stodoły, ani chlewika, nie wiem więc o co chodzi - kolejna zagadka do rozwiązania!

Ale to ma czas, lepiej skoczyć na łąkę i korzystając z tego, że jest pusta poszaleć sobie. I trochę przekąsić (niektóre pędy trawy nadają się już do zjedzenia).
 Na razie na łąkach adlikońskich pusta, a nie barany już wyszły i okupują swój kawałek zieleni. ale krowy nadal w oborach i jeszcze to potrwa..
 Zdyszałem się tym bieganiem, na szczęście została po nocnym deszczu taka wspaniała kałuża, to sobie trochę pochłeptałem wody nie zważając na dochodzące mnie okrzyki że niby nie wolno).
 Potem należy przebiec przez środek kałuży, trochę potaplać w tym błotku;-)).
I taki to miałem spacer, gdzieś tam w tle usłyszałem raz koci dzwoneczek, ale miałem lepsze rzeczy do roboty, niż ściganie kota. Wiem, że mnie ten kot śledził, ale koniec z prowokacjami! Potem krążą po wsi plotki, że złośliwie straszę koty swoim basowym szczekaniem! A prawda jest taka, że szczekam tylko gdy mam powody:-))

różne hinduskie scenki

Pomyślałem sobie, że dlatego się ludzie tutaj ubierają tak kolorowo i wszystko jest takie pstrokate(reklamy, elewacje), bo przyroda jest jakaś taka przygaszona. Być może o innej porze roku jest inaczej? Ale to co widzę na zdjęciach jakie replika podsyła prowadzi mnie właśnie do takich wniosków. Można mieć wrażenie, że wszystko jest takie przykurzone, no i ten (delikatnie ujmując) wszechobecny bałagan - to razem daje efekt braku koloru.
Wobec tego ubiory, niektóre budynki, reklamy są po prostu  oczojebne bardzo kolorowe.
Poniżej sprzedawca kolorów.

 Zwykła ulica, zwykły problem z odpaleniem maszyny:-).
A w tle taki sobie przypadkowy czołg, ale tez pociągnięty kolorami.

Tu też ładny zestaw kolorystyczny, wg mnie bardzo wesoły i pozytywny.

Powiedzenie "do wyboru do koloru" nabiera w takim miejscu całkiem nowego znaczenia. Można je traktować dosłownie.

Różne sklepiki na pierwszej lepszej ulicy. Niektóre produkty znajome:

Nocne życie, jak widać i pomimo późnej pory poruszanie się jakimkolwiek środkiem lokomocji jest trudne. Zajmuje dużo czasu i wymaga cierpliwości.

Święta krowa... Ale czy szczęśliwa?? Jakaś taka markotna, albo tylko mi się tak wydaje? Może jednak byłaby bardziej zadowolona na tutejszych(szwajcarskich) łąkach?

I jeszcze brama do wspomnianego przeze mnie w poprzednim wpisie miejsca atrakcji dla turystów
Chokhi Dhani

27.02.2014

coś hinduskiego na ząb


Jak widać replika znalazła sobie wygodne miejsce na czapeczce. I w otoczeniu są i kwiaty.
Co pierwsze przychodzi na myśl na hasło "hinduskie jedzenie"? Curry! I tak właśnie jest: curry na śniadanie, obiad i kolację. Curry czy to z jakimś mięsem, czy to z warzywami, ale prawdopodobnie posiłek bez curry się nie liczy:-)

Oto dwa, różne miejsca gdzie można zjeść.
To pierwsze znajduje się w pewnym oddaleniu od Pune, znajduje się w turystycznym miejscu
CHOKHI DHANI .
To taka jakby wioska z różnymi atrakcjami: zabawa, śluby, atrakcje dla dzieci, pokazy tańców, tradycyjne jedzenie itd.
Restauracja Sangri oferuje lokalne smakołyki, a atrakcją poza curry rzecz jasna, jest konsumpcja posiłku siedząc na podłodze.
Jestem pewien, że potrafiłbym się odnaleźć w takim miejscu:-)))
Tyle, że pewnie nie byłbym tam mile widzianym gościem.






Inne miejsce, siedzi się zwyczajnie na krzesłach. Restauracja w Pune. Mini grill na stole i zestaw miseczek, wiadomo z czym;-). Podejrzewam, że tak jak u nas na stole pojawia się keczup, musztarda czy majonez, to w Indiach obowiązkowy zestaw to sosy curry:-)





A to tzw. street food. Co to za liść, ani co na nim się znajduje to nie mam pojęcia! Ale wrzucam jako ciekawostkę.




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...