28.10.2013

Marsylia

Do Marsylii osobiście nie pojechałem, może następnym razem.
Jednak chciałbym pokazać parę interesujących rzeczy. Oto tak zwana jednostka marsylska Le Corbusiera . Niby zwykły blok, a jednak będąc w Marsylii trudno go nie odwiedzić. Beton który robi wrażenie.
To normalny blok, w którym znajdują się mieszkania, hotel, przedszkole i parę biur.
Warto wjechać na dach skąd roztacza się widok na Marsylię.
W oddali widać stadion Olympique Marseille .
Marsylia jest w tym roku Europejską Stolicą Kultury i dlatego wiele się tam dzieje.
Wystawy, happeningi, każdy znajdzie coś dla siebie. Spodobało mi się FunnyZoo <= po kliknięciu można zobaczyć gdzie i jakie zwierzęta można spotkać.

Oto niektóre ze zwierząt:

Część była bardziej dostępna i bardziej kolorowa:-)
Wesoły hipcio:


23.10.2013

kolorowo








Miało być słonecznie i faktycznie parę dni było. Już zacząłem się napawać kolorami gdy zawiało, zachmurzyło się i po prostu sobie pada.
 Jednak zdążyłem złapać tych parę chwil tak charakterystycznych dla jesieni. Przyjemnie się chodziło.

Pola już puste, nawet kukurydza została usunięta. Ja jednak znalazłem to co lubię do poskubania i wiem, że trzeba korzystać póki się da!
Ledwo opuściłem pola pojawił się tam ciężki sprzęt! Z daleka nie wygląda tak groźnie, ale to naprawdę olbrzym! Nie wiem co tam robił, bo szybko wycofałem się jak najdalej, poczułem się przy nim jak taki malutki Enzuś.

A dziś po całodniowym deszczu pojawiło się dosłownie na parę minut słońce. I wyglądało to bardzo malowniczo! Podglądałem z okna;-)

15.10.2013

drzemka z Attilą

W wolnych chwilach leżałem sobie na tarasie w Cassis, nad łbem miałem pędy winorośli, wokół różne krzaki. Taras był taki żwirkowy, ale aż tak mi to nie przeszkadzało, pod sznupę kładłem Attilę i było mi wygodnie.
Zawsze jak gdzieś jadę, to mam ze sobą choć jedną ze swoich maskotek. Attila podróżuje ze mną w bagażniku, tam zawsze zostaje. Tym razem wziąłem go ze sobą do wakacyjnej kwatery i był to bardzo dobry pomysł. Poluzowałem mu wprawdzie trochę koszulkę, ale i tak nadal wygląda chyba szykownie?

14.10.2013

Calanque de Port-Miou

Za oknem ciągle niespecjalnie, więc mogę się spokojnie skupić na wakacyjnych wspominkach.
Któregoś popołudnia pojechałem zobaczyć jak wyglądają słynne Les Calanques
Wszędzie skały obrośnięte iglastymi niskimi drzewami. Ostre spady w dół, piękny widok na morze..

Posprawdzałem okolicę, choć chwilami musiałem wykazywać się sprytem i umiejętnościami górskiej kozicy! Poradziłem sobie i czułem dużą radość i przyjemność z odkrywania nowego zakątka.


Krajobraz można określić surowym. Jednocześnie można tak sobie siedzieć i przyglądać się okolicy bez końca.

Co ciekawe, przez prawie cały tydzień pobytu w Cassis słyszałem, że jest brzydka pogoda! Jej brzydkość polegała chyba na tym, że na niebie było parę chmurek, wiało i było poniżej 25 stopni;-))

12.10.2013

degustacja wg Enzo


Naprawdę nie wiem czy powinienem się tak objadać winogronami. Nigdzie nie było tabliczki z napisem "hej Enzo możesz sobie uszczknąć parę kulek".
Będę szczery - pobiegałem sobie po trawie, milo. Lekki wiatr przywiał ten wspaniały zapach nagrzanych owoców, posłuchałem nosa. Nos mnie prowadził prosto do krzaków. Mój jęzor sam się wysunął i .. po prostu zacząłem obżarstwo.


Źle zrobiłem?
Bardzo przepraszam, że naruszyłem te idealne kiście. Ale nie żałuje.
Chciałbym mieć swój krzak winogron, albo dwa, a może cały rządek?
Doglądałbym go, czekał niecierpliwie na ten moment w którym można delikatnie zerwać owoce i na języku nie czuć cierpkiego posmaku tylko samą słodycz.
Takie widoki to lubię!


To zdjęcie mogłoby mieć taki podpis: Enzo na obchodzie w swojej winnicy;-)) Niestety to tylko takie psie marzenia. Ale krążyłbym z dumą pomiędzy krzakami i zapraszał znajomych do spróbowania owoców.
A tu mógłby być podpis: Labrador Enzo wie, że w tym roku będą dobre zbiory:-)
Ha, fajnie by było. Czasem w domu dostaję od Pani czy Pana winogrona, ale one są jakieś inne. Smakują mi, lecz te zerwane samodzielnie są lepsze.


6.10.2013

plażowe wspominki

Plaża, już dawno moja stopa nie zapadała się w piasku. Jak tylko przyjechaliśmy na leśny parking, to wyczułem, że blisko jest wielka woda. To taki zapach, który trudno pomylić z innym. Żeby nie było tak prosto, że hop-siup i już się jest przy wodzie, to z parkingu idzie się niekończącą się ścieżką - pod górkę, ocean więc tylko czuć, a nie bardzo widać.
Ja wbiegłem szybko, dostałem jakiegoś przyspieszenia, nakręciłem się i tyle. Brykałem w tym piachu zamiast oszczędzać siły.
Co zrobiłem jak tylko woda dotknęła moich łap? Napiłem się.. i to sporo. Niedobre, ale silniejsze ode mnie. I tak sobie biegałem, po plaży, po brzegu, wpadałem do wody, dawałem się podmywać falom, zalewać, kopałem dołki..
Plaża była pusta, tak można śmiało powiedzieć, w zasięgu wzroku było może z pięć osób! Jak na taką wielką plażę to jest to nic. Czułem się takim małym psem - wokół dużo piachu, wielka fala co jakiś czas, bałwany się robiły, chmury wisiały nisko. To był dzień mało słoneczny. Dzięki temu mogłem dłużej tam sobie biegać, bo zazwyczaj to słońce mnie na plaży najbardziej męczy.


Jak zawsze odważnie, żadna fala nie jest groźna.
Ewentualnie można przed nią uciec:-). Z uśmiechem na pysku:
Można też zacząć robić sobie własny grajdołek.
Piasek najlepiej wykopywać w stronę zgromadzonych rzeczy Pani i Pana;-), no nie, to był przypadek;-)
I po każdym sprincie krótkie polegiwanie w dziurze.
Potem jest ten najgorszy moment - muszę się poddać całej procedurze usuwania piachu z wszystkich moich części. Bardzo tego nie lubię, czy nie lepiej poczekać aż samo wyschnie i odpadnie?;-))))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...