Plaża, już dawno moja stopa nie zapadała się w piasku. Jak tylko przyjechaliśmy na leśny parking, to wyczułem, że blisko jest wielka woda. To taki zapach, który trudno pomylić z innym. Żeby nie było tak prosto, że hop-siup i już się jest przy wodzie, to z parkingu idzie się niekończącą się ścieżką - pod górkę, ocean więc tylko czuć, a nie bardzo widać.
Ja wbiegłem szybko, dostałem jakiegoś przyspieszenia, nakręciłem się i tyle. Brykałem w tym piachu zamiast oszczędzać siły.
Co zrobiłem jak tylko woda dotknęła moich łap? Napiłem się.. i to sporo. Niedobre, ale silniejsze ode mnie. I tak sobie biegałem, po plaży, po brzegu, wpadałem do wody, dawałem się podmywać falom, zalewać, kopałem dołki..
Plaża była pusta, tak można śmiało powiedzieć, w zasięgu wzroku było może z pięć osób! Jak na taką wielką plażę to jest to nic. Czułem się takim małym psem - wokół dużo piachu, wielka fala co jakiś czas, bałwany się robiły, chmury wisiały nisko. To był dzień mało słoneczny. Dzięki temu mogłem dłużej tam sobie biegać, bo zazwyczaj to słońce mnie na plaży najbardziej męczy.
Jak zawsze odważnie, żadna fala nie jest groźna.
Ewentualnie można przed nią uciec:-). Z uśmiechem na pysku:
Można też zacząć robić sobie własny grajdołek.
Piasek najlepiej wykopywać w stronę zgromadzonych rzeczy Pani i Pana;-), no nie, to był przypadek;-)
I po każdym sprincie krótkie polegiwanie w dziurze.
Potem jest ten najgorszy moment - muszę się poddać całej procedurze usuwania piachu z wszystkich moich części. Bardzo tego nie lubię, czy nie lepiej poczekać aż samo wyschnie i odpadnie?;-))))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlantyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlantyk. Pokaż wszystkie posty
6.10.2013
28.09.2013
drugi etap
W końcu mam techniczną możliwość by coś napisać. Przebywałem w okolicy nieco już mi znanej, czyli Atlantyk, winnice i Bordeaux.
Domek w którym mieszkałem był pośród pól i pastwisk - pola to winnice, pastwiska nie dla krów a dla koni.
Inni goście też byli w tym domostwie, ale ich nie spotykałem. Za to zapoznałem się z goldenem, o trudnym do zapamiętania imieniu. On tam rządził, to był jego dom. Dogadaliśmy się od razu, ale potem nie wchodziliśmy sobie w drogę. Mieszkał tam też kot, minutowe spotkanie ze mną przeżywał przez cały wieczór! Nie wiem dlaczego, bo tylko na niego szybko spojrzałem..
Do Bordeaux wysłałem replikę, ja wolę zwiedzać mniej miejskie tereny. Replika zapozowała na nowoczesnej instalacji, sprytnie wyszukując odpowiednią literę.
Mój własny raj to właśnie winnice. Tam sobie spacerowałem i napawałem się zapachami i smakami też..
Ale nikt nie wie ile przyjemności i radości dała mi wycieczka nad Atlantyk!!!
Byłem tam bardzo szczęśliwy, wpierw droga na plażę, szaleństwo w piasku. Potem skoki do wody, pozwalanie by fale podmywały mi brzuch, kopanie dołków, bieganie..
No tak, potem jeszcze doprowadzenie się do porządku, tego nie lubię, ale musiałem się poddać zabiegom odpiaszczania:-)
Tyle w skrócie, rozszerzenie nastąpi:-)
Domek w którym mieszkałem był pośród pól i pastwisk - pola to winnice, pastwiska nie dla krów a dla koni.
Inni goście też byli w tym domostwie, ale ich nie spotykałem. Za to zapoznałem się z goldenem, o trudnym do zapamiętania imieniu. On tam rządził, to był jego dom. Dogadaliśmy się od razu, ale potem nie wchodziliśmy sobie w drogę. Mieszkał tam też kot, minutowe spotkanie ze mną przeżywał przez cały wieczór! Nie wiem dlaczego, bo tylko na niego szybko spojrzałem..
Do Bordeaux wysłałem replikę, ja wolę zwiedzać mniej miejskie tereny. Replika zapozowała na nowoczesnej instalacji, sprytnie wyszukując odpowiednią literę.
Mój własny raj to właśnie winnice. Tam sobie spacerowałem i napawałem się zapachami i smakami też..
Ale nikt nie wie ile przyjemności i radości dała mi wycieczka nad Atlantyk!!!
Byłem tam bardzo szczęśliwy, wpierw droga na plażę, szaleństwo w piasku. Potem skoki do wody, pozwalanie by fale podmywały mi brzuch, kopanie dołków, bieganie..
No tak, potem jeszcze doprowadzenie się do porządku, tego nie lubię, ale musiałem się poddać zabiegom odpiaszczania:-)
Tyle w skrócie, rozszerzenie nastąpi:-)
15.09.2013
Egun on, czyli dzień dobry
Jestem teraz na wypoczynku. Wszyscy wokół mówią w niezrozumiałym języku, nawet nie wiem czy się witają, czy mówią coś miłego, czy też przeciwnie?
Napisy starałem się odcyfrować, ale tylko po symbolach zorientowałem się o co chodzi.
To kawałek trawnika gdzie można zrobić to i owo, a przy okazji jest ładny widok.Ponieważ wczoraj jak tu dotarliśmy trwała huczna zabawa, udział brało całe miasteczko plus mnóstwo gości z okolic. Zabawa polegała na przekąszaniu i piciu, ale nie wody mineralnej. Dlatego było głośno czy nawet bardzo głośno. Na wodzie trwały zawody, ścigały się takie długie łodzie. Część osób kibicowała na molo, a reszta w małych lokalach śledziła wyścig na lokalnym kanale tv.
Miejscowość w której jestem, Bermeo, znajduje się w Kraju Basków, nad Atlantykiem.
Brzeg jest tu jednak skalisty, nie ma łagodnego zejścia do wody, pełno skał. Poszedłem na obrzeża miasteczka, tam jest taki trochę dziki kawałek, ścieżka prowadziła w dół.
Jednak był stromo i ostre skały mogłyby zranić mi łapy, więc kontemplowałem widoki z góry, wdychając morskie powietrze. Ten zapach taki inny od tego co mam codziennie.
Trawy też nieco skubnąłem, aby porównać z adlikońską. Jeszcze ale zdania sobie nie wyrobiłem.
Tu się zachwycam zapachami:-))
Tu trochę rozmyślam...
Widoki były zachęcające, kusiło mnie zejść na dół! No ale..ja taki jestem, trochę w gorącej wodzie kąpany i działam często pod wpływem chwili. Potem oczywiście po cichu przyznam, że mogłem czegoś nie robić, ale na głos? never;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























