Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuskie winnice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuskie winnice. Pokaż wszystkie posty

11.11.2015

Alzacja jesienią

W jeden z ostatnich weekendów pojechałem do pięknej Alzacji , a dokładnie do Kaysersberga. Kiedyś spędziłem tam cały tydzień, (aj upalny czerwiec to był!!) testując owoce z Alzackich winnic
Teraz była to krótka wyprawa. Winnice jednak już ogołocone i nawet jednego, pomarszczonego grona na krzaku nie znalazłem..
Mogłem podziwiać tylko widoczki i sprawdzać różne zapachy.
Oczywiście byłem zadowolony, nawet krótki wyjazd nie jest zły. W końcu lepiej jechać niż zostać w domu i bawić się w spanie stróżowanie.

Widok na ruiny zamku - to mi się kojarzy z  porannymi spacerami  z tego pamiętnego czerwca. Tylko wcześnie rano było chłodno i wtedy robiłem zawsze obchód wokół miasteczka.


Wspomnienia mnie dopadły, zapachy pysznych bagietek , zapachy winorośli, bocianami  itd;-))

Moje inne wspomnienia z Alzacji Francuskie obrazki


12.10.2014

odwrót

Dwa tygodnie szybko minęły i niespodziewanie nadszedł dzień powrotu do domu. Dla mnie niespodziewanie, bo ciągle wydawało mi się, że dopiero co przyjechałem, że jeszcze mam dużo czasu na wygrzewanie się na podwórzu. A tu znów walizki i pakowanie.
Nie ukrywam, że zrobiło mi się smutno.
Ja nie mam dużych wymagań - jakiś przytulny kącik do spania, miska dwa razy dziennie, nieograniczona ilość wody i przestrzeń. To wszystko miałem, dodatkowy bonus: krzaki pełne winogron.

W sobotni poranek(dzień wyjazdu) pojawili się zrywacze winogron - próbowałem reagować, ale cóż..
przypomniało mi się, że jestem tu gościem, a nie właścicielem ziemskim..
Miło z ich strony, że poczekali ze zrywanie do dnia mojego wyjazdu..
Jak już widzę, że wszystko spakowane, to pilnuję by i o mnie nie zapomniano;-). Tak wiem, to się nigdy nie zdarzyło, ale wole wtedy być w zasięgu wzroku Pani i Pana.
Smutek, żegnaj moja winnico, choćby przez te dwa tygodnie mogłem poudawać, że to moje poletko, doglądać, korzystać. I porównywać z innymi znanymi mi wakacyjnymi winnicami:-)
Chwila podumania i już czuję jak usypiam. To w podróży lubię, że mogę się wyspać. Jedna, dwie pauzy na siku i już Adlikon. O!! moje kochane miękkie legowiska, o!! moje znajome kąty i zapachy..taak, radość z tego, że już w domu.

11.10.2014

winogrona

Nie ukrywam wcale tego, że jestem łakomczuchem. Lubię sobie dobrze pojeść. Z winogronami mam jednak taki problem, że nie wiem kiedy skończyć. Po prostu wydaje mi się, że kolejna kiść może mieć smaczniejsze owoce i żal mi odejść bez sprawdzenia. Ale nie tylko pożeram winogrona - lubię przechadzać się pomiędzy krzakami i napawać zapachem nagrzanych słońcem liści i owoców. Delikatnie przysunąć nos do takiej kulki, dotknąć jej wąsikami, w końcu skosztować. Nigdy nie rzucam się na krzaki jak jakiś nieokrzesany cham, zawsze z kulturą i delikatnością podchodzę do sprawy. Francja - elegancja.

Trzy razy dziennie robiłem dokładny obchód naszej(tymczasowej wprawdzie, no trudno) winnicy.
Ponieważ pogoda była tak różna, to mogłem sprawdzić różnicę jak smakują owoce po deszczu, a jak po upalnym dniu. Jedyne co mnie denerwowało to te kamyczki, ale pomimo wszystko warto było buszować między rzędami krzaków.


Każdego dnia istniało ryzyko, że wjadą te traktorki zbieraczy na naszą ścieżkę i rozpocznie się zbiór na polu, które sobie tak szybko przywłaszczyłem. Na szczęście nic takiego się nie stało(aż do dnia mojego wyjazdu!) i każdego dnia o wschodzie słońca mogłem pobiec przywitać się z moimi ukochanymi krzaczkami:-)

Jednak nie jestem wyjątkowy w swoim uwielbieniu dla granatowych kulek. Pies prawdziwych
właścicieli winnicy spędzał następująco swoje dni: pilnowanie okolicy leżąc pod autem i drzemiąc, wybieganie w celu sprawdzenie-powitania(tylko gdy mu się chciało), lub też pasł się pomiędzy krzakami dokładnie tak jak ja! To mnie trochę uspokoiło, że inne psy też lubią sobie poskubać owoców. Bo nie chciałem, aby przy wyjeździe,właściciel naszego domku do rachunku dopisał "plus pięć kilo przepysznych winogron". Hehe tak sobie wymyślam, ale nie wiem ile taki pies jak ja potrafi narwać i zjeść w przeciągu dwóch tygodni. Można stać się uzależnionym, nie wiem jakby to było gdybym faktycznie mieszkał obok winnicy. Jeszcze w czerwcu w Alzacji winogrona nie nadawały się do jedzenia, ba nawet ledwo co było widać owoce! To tak średnio zakładam, że jest z 10 tygodni, gdy można się cieszyć tą słodyczą,pewnie w praktyce mniej, bo przecież najlepsze są tylko dojrzałe grona.


 Jak okiem sięgnąć krzaki..i kępy drzew, też przydatne;-)

W pracy:

5.10.2014

spotkania małe i duże

Pomimo, że praktycznie lwią część wakacyjnego czasu spędziłem w spokojnym zakątku, to jednak miałem możliwość różnych spotkań. Były one czasem zaskakujące dla obu stron. Jak na przykład to z berneńczykami. Widać je na ścieżce, tylko trzeba sobie kliknąć na zdjęcie.
O poranku na górne pole przyjechały różne maszyny. Ludzi grupka. Zaczęło się winobranie!! Leżałem i obserwowałem mając poważne obawy czy czasem nie zejdą niżej i nie ogołocą i mojego;-) pola!
I nagle na ścieżce pojawiły się dwa niezidentyfikowane obiekty( mój wzrok aż taki sokoli nie jest).
Obiekty dostojnie schodziły w stronę naszego domu. Nagle się zatrzymały i nerwowo zaczęły obwąchiwać okoliczną roślinność. Taaaak, tam były moje ślady. Okazało się, że to dwa berneńczyki, ona i on. Wahały się czy podejść. W sumie nie miałbym nic przeciwko temu, ale już na samym początku on do mnie bezczelnie zagadał, pewnie chciał się popisać przed towarzyską. Jednak ja mam swój honor i odpyskowałem tak jak to potrafię. Po krótkiej wymianie "uprzejmości" psy zawróciły i poszły do ludzi z którymi przyjechały. No trudno, nie było wspólnych zabaw, ale fason muszę trzymać, nie pozwolę by ktoś jakieś głupie komentarze do mnie rzucał na powitanie.

A oto inny napotkany okaz. Na murku pojawił się on - skorpion. Siedział tak sobie i się wygrzewał. Lepiej skorpiona podziwiać z bezpiecznej odległości i nie ma co pchać się do niego z łapami!
Za to taka jaszczurka zielona nie jest groźna. Przeciwnie: to ona ucieka gdy wyczuje za duży ruch blisko siebie. Mieszkała w krzakach przed naszym domkiem i gdy były bardzo słoneczne dni można było ją zauważyć jak się wygrzewa. Z tym, że była bardzo czujna i potrafiła się tak zakamuflować, że tylko po kołysaniu chaszczy można było się domyśleć, że ona tam siedzi.
Ja kompletnie na nią nie zwracałem uwagi, może jakby wyszła na taras, to tak.

I małe jaszczurki. Nie wiem czy to inny gatunek czy też jaszczurka zielona, tylko w młodym wieku;-)
Tych małych codziennie parę wygrzewało się na ścianie domu. One dość śmiało biegały po tarasie i z zaciekawieniem je śledziłem wzrokiem.

Poza tym wokół kręciły się jakieś tajemnicze inne zwierzęta, czułem je, ale nigdy nie widziałem.
Pojawiały się też grubiutkie bąki szukające kwiatów.
No dobra, tak ogólnie to koty się pojawiały, ale ja po prostu nigdy ich nie spotkałem. Niektóre trudniły się żebractwem w restauracyjnych ogródkach. I ponoć bagietką gardziły(skandal!!!!!)
 Spotkania.. w wielu miastach i miasteczkach każdy pies mógł skorzystać z salonu piękności.
Te miejsca od dawna mnie intrygują. Co by tam zrobiono z moim futrem? Ze mną całym?
Czyszczenie uszu? Największe zaufanie w tej kwestii mam do Pana. Pomadowanie wąsików? Nabłyszczanie futra? Czernienie bródki?Glansowanie pazurów? Masaż poduszek i przycinanie futra pomiędzy poduszkami?Wyczesanie ogona?I pewnie wiele rzeczy o których nawet nie wiem, że są w ofercie.

Tu proszę zadowolony klient opuszcza salon.
Jaszczurkę często można spotkać w różnych miejscach jako ozdobnik:
A tu jeszcze namalowany pies proszący, by do skrzynki na listy nie wrzucać żadnych reklam.


3.10.2014

mój wakacyjny kącik

Już trochę czasu minęło odkąd wróciłem do domu. Ale wspominam sobie często popołudniami mój domek pośród winnic. I oczywiście winnice!! Nawet poświęciłem jeden dzień rozważaniom co lepsze: mieć do własnej dyspozycji kawałek łąki z trawą czy też kawałek ziemi z krzakami winogron?
Po głębokiej analizie stwierdziłem, że chciałbym mieć to i to. Zamiast takich kamyczków jak były teraz wokół domu, to mogłaby być trawa, a nieco dalej winogrona. To by mnie bardzo satysfakcjonowało. Kamyczki są denerwujące, włażą pomiędzy poduszki w łapach co mnie denerwuje.
Ale co tam kamyczki, mogłem poleżeć sobie na tarasie. I praktycznie tak spędzałem wakacyjne dni: rano wyjście, sprawdzenie czy z krzakami wszystko w porządku, skosztowanie na ile winogrona są gotowe do zerwania. Wbiegnięcie na pagórek, do krzaków tymianku. Czasem spacer za domek, i sprawdzenie tamtejszych krzaków, spojrzenie na Mount Ventoux(czy w chmurach czy też szczyt widoczny). Potem śniadanie, a po nim już podwórkowy pies. I wcale nie spałem, obserwowałem wszystko, naprawdę żaden drobiazg mi nie umknął.Pola obchodziłem jeszcze popołudniu i wieczorem. Degustacja za każdym razem;-), musiałem trzymać łapę na pulsie.

Oczywiście bywały chwile kiedy drzemałem. Głównie jak zostawałem jako stróż w domku. Wtedy pomiędzy kanapami kładłem się na swoim legowisku i zasypiałem w sekundę. No ale nie było potrzeby by stróżować, taka spokojna okolica, na przykład przez dwa tygodnie żadnego kota nie spotkałem! A musiałem przecież wyspać się porządnie, by potem na podwórku być psem który wszystko widzi i słyszy. Jak nie było odpowiedniej pogody to też siedziałem w domu, trafiła się ulewa, a burze się pojawiały często i były naprawdę porządne. Ale dla mnie to nie było nic strasznego, bo podczas burzy śpię mocno.
Tu też wiele czasu spędziłem, nie na leżakach, nie wydawały mi się zbyt wygodne, choć dla ludzi takie chyba są. Bywało, że cień był tylko dzięki parasolowi, to się wtedy tam chowałem, słońce potrafiło przygrzać mocno.
Zmienna pogoda sprawiała, że było na co patrzeć i co podziwiać.

Gdy nie padało, to do domu wchodziłem w ostateczności, czyli w sytuacji gdy czułem, że zaraz zasnę, a chciałem zasnąć na czymś miękkim. Człapałem więc na legowisko. Ale jakby tak na dworze była buda z jakimś wygodnym legowiskiem, to spałbym w niej.
mam wejść do domu? jak to...

strażnik winnicy melduje się na stanowisku

widok na domek z pagórka z tymiankami


Najlepsze psie zabawki, to rzecz jasna zdobyczne kije. Jeden pochodził z pojemnika z drewnem przeznaczonym do palenia w kominku, a drugi, to kawałek pnia winorośli.

I ten kawał drewna zabrałem do domu, taka moja pamiątka z wakacji!

18.09.2014

wczasy w winnicy

Jestem od paru dni w miejscu, które pod wieloma względami jest po prostu idealne. Mały domek w którym pomieszkuję znajduje się pośród winnic. Wokół nie ma nic innego - krzaki pełne winogron, mały lasek z drzewami żołędziowymi i tyle. Brak mi oczywiście zwyczajnej trawy, ale nie od dziś wiadomo, że wszystkie mieć nie można. Cieszę się więc z dorodnych owoców i korzystam ze swobody. Uznałem, że jako swój(tymczasowy) teren będę określał przestrzeń, którą jestem w stanie ogarnąć wzrokiem. Jest tego całkiem spory kawałek;-).
Rano staram się nie budzić o 6-tej, bo wzbudza to jakąś nerwowość wśród ludzi :D. Dziś,po bardzo burzowej nocy wstałem więc przed ósmą. Idę od razu do pobliskiego zagajnika w wiadomym celu, potem śniadanie i już czas relaksu na tarasie. Właściwie, to prowadzę wtedy obserwacje otoczenia. Jeśli na horyzoncie pojawia się cokolwiek, to interweniuje. Rzadko coś się pojawia, bo to takie spokojne miejsce. Czasem sobie skocze pomiędzy krzaki z winogronami, sprawdzam czy już nadają się do zebrania. Obawiam się, że tak i lada dzień wpadnie tu ta maszyna okropna maszyna zrywająca.. Dlatego każdego dnia parę razy delektuję się pysznymi gronami.Codziennie robię obchód poszczególnych kawałków pola, już znam wszystkie ścieżki. Potem odpoczynek przed domem, jak grzeje słońce to w cieniu. Wieczorem oczywiście posiłek, a potem znów polegiwanie na dworze i sprawdzanie krzaków. To być może brzmi nudno, ale ja jestem szczęśliwy. W nocy niestety muszę spać w domu:-)



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...