W czasie gdy ja pilnowałem swoich adlikońskich włości replika poleciała sobie na Lazurowe Wybrzeże. A konkretnie do Nicei!
Mała zazdrość była, owszem, ale ja i samolot? O nie!
Zdecydowanie wole spoglądać na samoloty z dołu, zadzierając łeb do góry, a takie widoki jak poniżej, to mogę pooglądać właśnie na zdjęciach;-)
Cel coraz bliżej.
Pierwszego dnia wszystko takie jak pamiętam z ubiegłorocznych wakacji: błękitne niebo, palmy, piękne morze.
Jednak pogoda szybko się zmieniła i po prostu pojawił się deszcz, a leżaki już przygotowane do sezonu;-), a w pobliskim Cannes już festiwalowa gorączka. Jednak nie było czasu na takie atrakcje, obowiązki wzywały. No tak, zapomniałem wspomnieć, że replika załapała się na wyjazd typowo służbowy, więc nie mogła liczyć na zbyt wiele tzw. czasu wolnego.
Chwila oddechu to była w porze śniadaniowej, wtedy można było napawać się widokami i jeszcze spokojnym miastem.
Potem już - z punktu widzenia repliki- nudy, czyli drzemki w torbie, bo ile można słuchać na temat o którym się ma blade pojęcie? Równie dobrze te konferencje mogłyby by być na przykład w języku.. chińskim, dla repliki bez różnicy. Ha, doskonale to rozumiem, też bym wtedy przyciął komara:-)
Tyle co dało się zobaczyć zrobiło na replice bardzo dobre wrażenie, wszędzie dużo kwiatów, co sprawia że ładnie pachnie.
Pogoda już się do końca pobytu niestety nie poprawiła, ale morze jest przecież ładne nawet podczas deszczu!
A potem znów godzina w powietrzu i już mogłem wysłuchać relacji z tej krótkiej podróży.
22.05.2013
21.05.2013
wsi spokojna
Dawno nigdzie nie byłem poza moja wsią. Nie liczę wyjazdów do Frankfurtu, bo tam przecież też jestem u siebie, w swoim parku;-)
W Adlikonie mam praktycznie wszystko co lubię - wodę, łąki, pole, zacieniowane ścieżki, przy bardzo dobrej pogodzie widok na góry. Spotykam zwierzęta i życzliwych ludzi.
Jednak nadal Krowia Górka jest pusta! To jest dla mnie dość wielkie rozczarowanie. Jesienią przy porannym spacerze zawsze nasłuchiwałem dzwonków i czułem jakąś radość wiedząc, że Górka jest pełna. Jak na razie rano słyszę tylko to nerwowe kogucie zawodzenie.
Być może Adlikon jednak jest zbyt "miastowy" i krowie stado nie czuło się tu tak wyluzowane jak powinno?
Szkoda..
Poprosiłem Panią, aby porobiła zdjęcia tych idealnych wsi i jak już będę miał możliwość, to też tam pojadę wymienić psio-krowie uprzejmości:-)
Na razie wszędzie zielono - żółto, więc nawet jak słońca brakuje, to jest wesoło. Trzeba przyznać, że to na pewno są lepsze warunki do wypasu niż w Adlikonie
Typowa zagroda:
Ciekawskie jak zawsze:
W Adlikonie mam praktycznie wszystko co lubię - wodę, łąki, pole, zacieniowane ścieżki, przy bardzo dobrej pogodzie widok na góry. Spotykam zwierzęta i życzliwych ludzi.
Jednak nadal Krowia Górka jest pusta! To jest dla mnie dość wielkie rozczarowanie. Jesienią przy porannym spacerze zawsze nasłuchiwałem dzwonków i czułem jakąś radość wiedząc, że Górka jest pełna. Jak na razie rano słyszę tylko to nerwowe kogucie zawodzenie.
Być może Adlikon jednak jest zbyt "miastowy" i krowie stado nie czuło się tu tak wyluzowane jak powinno?
Szkoda..
Poprosiłem Panią, aby porobiła zdjęcia tych idealnych wsi i jak już będę miał możliwość, to też tam pojadę wymienić psio-krowie uprzejmości:-)
Na razie wszędzie zielono - żółto, więc nawet jak słońca brakuje, to jest wesoło. Trzeba przyznać, że to na pewno są lepsze warunki do wypasu niż w Adlikonie
Typowa zagroda:
Ciekawskie jak zawsze:
deszczowy maj
Gdzie te dni kiedy było dość słonecznie? Kiedy dla ochłodzenia wskakiwałem do strumyka? Szkoda, że nie da się w nim popływać, ale za to przyjemnie woda chłodzi podbrzusze. Od paru dni jednak tylko pada i wieje. Takiego psa jak ja to za bardzo nie martwi, jednak lubię jak jest nieco słoneczniej, wszystko wokół jest znacznie weselsze.
Mój
Potem, znużony zasypiam na Argentynce. Ponoć bardzo się z nią zlewam, choć moja sierść ma jednak inny kolor. Przed zaśnięciem zawsze sobie myślę jaka Argentynka była? Czy swobodnie sobie biegała po pastwiskach jak tutejsze krowy? Czy w Argentynie też krowy noszą dzwonki? Jakie było jej stado i zagroda? I dziesiątki innych pytań, wyobrażeń aż po prostu zasypiam.
Czasem mi się śni jak ze stadem pasę się na pampie, kolegujemy się ze sobą(ja i krowy).
Są to bardzo miłe sny, w rzeczywistości mam jednak przed krowami spory respekt:-)
20.05.2013
tęczowo
Zawsze się zastanawiałem skąd bierze się tęcza? Często widywałem ją na niebie, ale nigdy jej początku i końca, a przecież gdzieś musi się kończyć i zaczynać.
W mieście domy zasłaniały jej dół i mogłem podziwiać tylko łuk, czasem nieco rozmyty, czasem wyraźniejszy. W niedzielę spokojnie drzemałem w samochodzie, szum deszczu tak mnie usypiał. Jednak jak już byliśmy blisko domu, to się przebudziłem i mogłem podziwiać i czarne chmury i kawałki błękitnego nieba i tęczę. Tęcza miała tak intensywne kolory, że aż oczy ze zdumienia przecierałem. Szybko potem pobiegłem na pola i naprawdę widziałem tęczę w całości, a nawet widziałem dwie! Ze zdumienia nie przeżułem nawet stałem porcji trawy;-)
A co najważniejsze - widziałem, że tęcza wychodzi z ziemi, dokładnie tak! Wprawdzie kątem ucha słyszałem jakieś zaprzeczenie, ale nawet nie chcę w to głębiej wchodzić. Uwierzyłem jedynie w to, że nie ma sensu biec to początku tęczy, bo jest to daleko, a tylko się tak wydaje, że na wyciągniecie łapy. Chociaż kusiło;-))
No ale jak może tak być, że nie wychodzi z ziemi skoro wychodzi? Ludzie do wszystkiego dorabiają jakieś historie, które dla mnie brzmią dość skomplikowanie.
Choćby te opowieści o samolotach - dlaczego latają. To proste, mają skrzydła to latają.. Przynajmniej mi takie wyjaśnienie pasuje i jest zrozumiałe.
W mieście domy zasłaniały jej dół i mogłem podziwiać tylko łuk, czasem nieco rozmyty, czasem wyraźniejszy. W niedzielę spokojnie drzemałem w samochodzie, szum deszczu tak mnie usypiał. Jednak jak już byliśmy blisko domu, to się przebudziłem i mogłem podziwiać i czarne chmury i kawałki błękitnego nieba i tęczę. Tęcza miała tak intensywne kolory, że aż oczy ze zdumienia przecierałem. Szybko potem pobiegłem na pola i naprawdę widziałem tęczę w całości, a nawet widziałem dwie! Ze zdumienia nie przeżułem nawet stałem porcji trawy;-)
A co najważniejsze - widziałem, że tęcza wychodzi z ziemi, dokładnie tak! Wprawdzie kątem ucha słyszałem jakieś zaprzeczenie, ale nawet nie chcę w to głębiej wchodzić. Uwierzyłem jedynie w to, że nie ma sensu biec to początku tęczy, bo jest to daleko, a tylko się tak wydaje, że na wyciągniecie łapy. Chociaż kusiło;-))
No ale jak może tak być, że nie wychodzi z ziemi skoro wychodzi? Ludzie do wszystkiego dorabiają jakieś historie, które dla mnie brzmią dość skomplikowanie.
Choćby te opowieści o samolotach - dlaczego latają. To proste, mają skrzydła to latają.. Przynajmniej mi takie wyjaśnienie pasuje i jest zrozumiałe.
19.05.2013
z Attilą
Jak wcześniej pisałem, podczas meczów niestety nie mogę przebywać na stadionie. Dlatego prawdopodobnie nigdy nie spotkam na żywo Attili. Dostałem jednej jego hmm... replikę;-)))
Bardzo mi się ta maskotka spodobała! Wiadomo, maskotkę można jedynie poprzytulać, do pogadania się nie nadaje, ale mogę czasem sobie wyobrazić, że to prawdziwy Attila i w myślach przelewać mu swoje myśli (radości, smutki i żale też).
I Attila we własnej osobie:
Oko przed którym nic się nie ukryje!
Bardzo mi się ta maskotka spodobała! Wiadomo, maskotkę można jedynie poprzytulać, do pogadania się nie nadaje, ale mogę czasem sobie wyobrazić, że to prawdziwy Attila i w myślach przelewać mu swoje myśli (radości, smutki i żale też).
I Attila we własnej osobie:
Oko przed którym nic się nie ukryje!
14.05.2013
żywicielki
Na razie czekam na krowy u nas - w Adlikonie są łąki na których mogłyby się paść. Wiem oczywiście że najlepsze są łąki położone znacznie wyżej i większość krów już na nich przeżuwa trawę.
Jednak Pani podczas rowerowych wycieczek zawsze gdzieś spotka pasące się krowy, wtedy oglądam sobie zdjęcia. Tak nawet jest lepiej, bo szczerze przyznam, że czuję jakiś respekt przed taką masą. Jak krowa się na mnie spojrzy tym okiem, to czuję się bardzo, bardzo mały, prawie jak jakiś jamnik.
Widziałem ostatnio program o pastwiskach górskich, taka opowieść o rodzinie mieszkającej w górskiej wiosce. Ciągle mieli co robić, samo koszenie łąki było bardzo czasochłonne. A jeszcze zajmowali się swoim stadem krów, produkcją serów.
Polecam obejrzenie nawet jak się nie zna języka, dla samych widoków!
I warto zobaczyć jak się traktuje tu krowy..
11.05.2013
być krową
Moje spacery teraz wyglądają właśnie tak - załatwić co tam trzeba(jak mi się przypomni:D), a skupić się na kontemplowaniu widoków i testowaniu trawy. Najlepsza rośnie nad strumykiem i na Krowiej Górce. Długie pasma, soczyste, czyste. Dla mnie absolutnie nie jest dziwne, że krowy tyle czasu poświęcają na żucie. Ja też potrafię stać przy jednej kępie w nieskończoność, delektować się pojedynczym źdźbłem, lubię czuć na jęzorze ten specyficzny smak- trochę cierpki ale i orzeźwiający.
Obrodziło dmuchawcami i stokrotkami, o mleczach nie wspomnę - obecnie biały i żółty dominują w przyrodzie, zielony kolor wykluczam, bo wiadomo to król wiosennych kolorów.
Krowia Górka w pełnej krasie, tylko krów brakuje, ale ja chętnie bym je zastąpił:-). Na razie codziennie zerkam czy znów będzie tutaj pastwisko, trochę mi żal, że taka trawa się marnuje.
Cały jestem w trawie..(i mleczach):-)
Obrodziło dmuchawcami i stokrotkami, o mleczach nie wspomnę - obecnie biały i żółty dominują w przyrodzie, zielony kolor wykluczam, bo wiadomo to król wiosennych kolorów.
Krowia Górka w pełnej krasie, tylko krów brakuje, ale ja chętnie bym je zastąpił:-). Na razie codziennie zerkam czy znów będzie tutaj pastwisko, trochę mi żal, że taka trawa się marnuje.
Cały jestem w trawie..(i mleczach):-)
8.05.2013
majowe kwiaty
Chodzę i obserwuję co kwitnie, a co już przekwita. Wszędzie sporo tulipanów i to w różnych kolorach.
Dużo kwiatków, które nawet nie wiem jak się nazywają..
Wszystkie według mnie są piękne!- no tak wychodzi moja romantyczna natura:-)
Co krok kwitnący bez, w różnych odcieniach fioletu. Biały też się trafia, ale tych fioletowych jest najwięcej.
I mnóstwo drzew owocowych, na pewno jabłka i wiśnie (czereśnie), bo to pamiętam z września.
A to już tulipany przekwitające, szkoda, że one tak szybko tracą płatki. Chyba najtrwalszym kwiatem są róże i bratki.
Dużo kwiatków, które nawet nie wiem jak się nazywają..
Wszystkie według mnie są piękne!- no tak wychodzi moja romantyczna natura:-)
Co krok kwitnący bez, w różnych odcieniach fioletu. Biały też się trafia, ale tych fioletowych jest najwięcej.
I mnóstwo drzew owocowych, na pewno jabłka i wiśnie (czereśnie), bo to pamiętam z września.
A to już tulipany przekwitające, szkoda, że one tak szybko tracą płatki. Chyba najtrwalszym kwiatem są róże i bratki.
5.05.2013
majówka w mieście
Początek maja spędziłem we Frankfurcie. Pogoda momentalnie po naszym przyjeździe się pogorszyła, dość często padało. Pomimo to w parku już zielono, drzewka kwitnące, z przyjemnością tam sobie biegałem.
W domu zwijałem się w kłębek i spałem, bo nie bardzo wiedziałem co myśleć o tym rozgardiaszu - karton tu, karton tam. Już nie ma moich ulubionych kącików do spania. Od dawna wiedziałem, że w końcu zrobi się tu pusto, pomimo to dziwne odczucie. U psów szybciej idzie z dostosowaniem się i ja już od jakiegoś czasu Adlikon traktuję jako swój dom. To proste: tu jest moje wygodne legowisko, mój worek z jedzeniem i biurka pod którymi lubię spać. Za każdym razem we Frankfurcie biegnę jednak z radością na spacer, bo mogę spotkać swoich znajomych. I oczywiście jest jakaś taka pierwotna radość w znaczeniu swojego terenu;-). Hehe zapewne niektóre psy myślą - o labrador Enzo się wyprowadził, to znaczymy teren. A tu jakiś weekend przychodzi i znów moja nuta rządzi w parku!
W domu zwijałem się w kłębek i spałem, bo nie bardzo wiedziałem co myśleć o tym rozgardiaszu - karton tu, karton tam. Już nie ma moich ulubionych kącików do spania. Od dawna wiedziałem, że w końcu zrobi się tu pusto, pomimo to dziwne odczucie. U psów szybciej idzie z dostosowaniem się i ja już od jakiegoś czasu Adlikon traktuję jako swój dom. To proste: tu jest moje wygodne legowisko, mój worek z jedzeniem i biurka pod którymi lubię spać. Za każdym razem we Frankfurcie biegnę jednak z radością na spacer, bo mogę spotkać swoich znajomych. I oczywiście jest jakaś taka pierwotna radość w znaczeniu swojego terenu;-). Hehe zapewne niektóre psy myślą - o labrador Enzo się wyprowadził, to znaczymy teren. A tu jakiś weekend przychodzi i znów moja nuta rządzi w parku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































