23.11.2012

harce

Dzisiaj była naprawdę ładna pogoda, przez chmury przedarło się słońce i byłem pewien, że popołudniowy spacer będzie udany. Tuż przed wejściem na pola spotkałem leonbergera, potężne bydle. Od razu go obszczekałem, bo czemu w sumie nie? Niech nie myśli, że mam jakiś respekt tylko dlatego, że jest taki duży. Cóż, leonberger bardzo mi pyskował. To ja jemu też odpyskowałem. Być może gdybyśmy nie byli na smyczach nasze wypowiedzi byłyby bardziej stonowane?;-). Potem wbiegłem na pola i od razu przeszedłem do konsumpcji trawy.

Następnie rajd w stronę strumyka, trochę jak dzikus wyglądam tak pędząc:

I już w wodzie, jak miło..

cała enzowość zanurzona, bardzo przyjemne uczucie.

By osuszyć nieco futro trzeba szybko pobiegać, przed siebie, w kółko, do Pani, do strumyka, góra-dół, przy okazji trawy skubnąć, jakieś stare łodygi kukurydzy porozrywać, ot takie psie zabawy.

Można też na chwilę przystanąć i spojrzeć w obiektyw, czemu nie;-)

Albo zadumać się nad brzegiem strumyka, ale nie rozważać żadnych trudnych spraw, ot pomyśleć co dalej - skoczyć na drugą stronę(coś tam za nęcący zapach wyczułem), pobawić się łodyga kukurydzy,

a może znów do wody? Co Pani na to powie?

Zero protestów, to miłe;-)

Cieszę się bardzo z tego, że tyle atrakcji mam pod nosem, niezależnie w którą stronę pójdę, to zawsze jest coś interesującego. Ten zakątek ze strumykiem jest bardzo atrakcyjny, bo i łąka, pola, woda. Inne psy też tam spacerują więc i sporo różnych śladów do wąchania. I oczywiście znaczę ten teren zaraz jako swój. Niech sobie leonberger nie wyobraża że tu rządzi bo jest największy z psów w okolicy;-)

spotkane w okolicy

Czasem rano, w okolicy strumyka widuję czaplę siwą. To stara znajoma z Kolonii. Tam, na psiej łące było ich sporo i pamiętam doskonale jak na nie szczekałem i próbowałem gonić. Teraz już podchodzę spokojniej do czapli, kątem oka obserwuję i prawie zawsze jak pomyślę, że mógłbym podbiec, to ona sama się zrywa i przysiada gdzieś dalej, w bezpiecznej odległości. Sam nie wiem po co biec do ptaszyska? Chyba tak dla zasady, sprawdzić, postraszyć?:-).

Krowy już dawno w swoich oborach, już sezon zimowy dla nich się rozpoczął i nie spotykam już żadnej na pobliskich pastwiskach. Za to dla baranów i owiec jak widać jeszcze nie jest za zimno i pasą się wesoło potrząsając dzwonkami.
Tylko te małe są bez dzwonków i nie są ogolone. Reszta goła ale wesoła.




Pastwisko jak widać puste, szkoda, ale wiosną na pewno krowy znów się pojawią. 

Na razie jest jeszcze w miarę jesiennie, temperatura dochodzi w ciągu dnia nawet i do 10 stopni ciepła! Nie pada, za to mgliście jest prawie codziennie, niestety. Cichutko się przyznam, że czekam już na śnieg i porządną zimę. Kiedyś głośno wyraziłem swoje pragnienie to Pan mnie wyśmiał: ponoć zima pojawi się dopiero w styczniu! Zobaczymy.

Prawie codziennie widuję też taki samochód z interesującą reklamą. Oczywiście musiałem zaraz sprawdzić o co chodzi. Firma zajmuje się psami i kotami - spacery, mogą zawieźć do doktora, do fryzjera. Przyjść napełnić miskę, sprzątnąć kocią kuwetę. Ciekawe czy i misiowanie jest w ofercie?;-)



16.11.2012

kąt dla psa

Mam już swój kąt na którym z przyjemnością wyleguję się na lejzidogu, to róg gdzie łączą się okna. Drewniane sztachetki znajdujące się na zewnątrz mają pewną dodatkową zaletę: mogę obserwować co dzieje się na zewnątrz samemu pozostając niewidocznym. Oczywiście korzystam z tego i często rzucam okiem na okolicę. Tylko pozornie nic się nie dzieje. Jednak z takich obserwacji wiem o której listonoszka na motorze z przyczepą podjeżdża, kiedy panowie kubły ze śmieciami wywożą, kiedy paczki makulatury są zabierane sprzed domów.. Podejrzewam, że nawet lepiej niż Pani i Pan znam okolicznych mieszkańców. Spokojnie mógłbym już zrobić grafik dnia poszczególnych osób. Tylko mi się nie chce;-). Byle tylko moje stanowisko przy oknie pozostało miejscem  mojego legowiska!
Zrobiłem już też rozeznanie gdzie najlepiej mi się śpi (poza legowiskiem). Nawet w nocy przemieszczam się więc muszę mieć wybór.

Jedno z moich ulubionych miejsc jest w łazience, tej z prysznicem i wanną. Jak tylko widzę, że ktoś tam idzie, to i ja tam zmierzam. Pomieszczenie nie jest za duże, przez co jest wg mnie bardzo przytulne.  Układam się pomiędzy muszlą, a ścianą na której wisi rolka papieru, ale nie trącam jej nawet, w końcu nie jestem kotem, aby się ekscytować jakąś głupią rolką papieru.W tym tygodniu zrobiłem coś nowego,  drzwi z prysznica były otwarte, więc ułożyłem się w kabinie. Kusiło mnie to już od jakiegoś czasu, ale się wahałem. Mógłby ktoś pomyśleć, że chcę się okąpać, a takich zamiarów to nie miałem i nie mam. Po prostu chciałem tam wejść i sprawdzić czy da się tam wygodnie ułożyć.

No i jak widać wszystko się da;-). Pani jak mnie tam zobaczyła, to się śmiała, ale nie powiedziała, że nie wolno mi tam leżeć, więc myślę sobie, że jak tylko będzie okazja, to mogę sobie tam wchodzić.

A tu już pilnuję miski i wejścia do drugiej łazienki. Tam stoi worek z moim jedzeniem i jak przychodzi właściwa pora, to wolę być po prostu blisko. Stamtąd jest też idealny widok na całe mieszkanie. Widzę kto gdzie jest, a i ja jestem widoczny dla każdego. A ja przy misce to wiadomo - przypomnienie: pora karmienia się zbliża;-)

Czasem takie czuwanie potrafi zmęczyć i sam nie wiem kiedy zasypiam i kiedy pojawiają się psie orki.

Mam też wspaniały kąt w sypialni - pomiędzy łóżkiem a ścianą. Tak leżę, że łeb kryje pod łóżkiem. Jak już jestem po wieczornym posiłku i spacerze, czuję że noc coraz bliżej, to idę właśnie do sypialni. Tam mi się najlepiej zasypia, choć jestem tam początkowo sam.

Jest jeszcze jedno miejsce, które bardzo mnie pociąga. Mam jednak pewne podejrzenia, że nie dostanę zaproszenia by na nim zwinąć się w kłębek. Tak, to kanapa! Na razie ciągle koczuję pod nią. Przymilam się, robię słodkie miny, daję znaki oczami i co tylko się da, ale jak na razie bez skutku. Czuję, że muszę być cierpliwy..jak to się mówi: kropla drąży skałę:-)

30.10.2012

zimowy spacer

Poranek w niedzielę był po prostu piękny, wszędzie biały puch, ta zimowa cisza i spokój. Napatrzeć się nie mogłem.
Mijały godziny, a nic się za oknem nie zmieniało, tyle, że latarnie pogasły, a płatki śniegu robiły się coraz większe.
Szybko poczułem, że muszę wyjść, nie że odczuwałem przymus fizjologiczny, nie. Po prostu to przestrzeń mnie wołała, moja natura wilka. Już czułem pęd powietrza w uszach, widziałem obłok mojego oddechu, a między poduszkami łap czułem skrzypiący śnieg. Co tu zrobić by już wyjść, choć pora dość wczesna jak na popołudniowy spacer.
Trzeba było wykorzystać wszystkie swoje możliwości, wszystkie chwyty dozwolone. Po szybkiej analizie postawiłem na tzw. psią biedność.
Ona ma różne formy, tym razem wyglądała tak:
 I nie minęło za dużo czasu, a już byłem w drodze do lasu:-)

W lesie prawdziwa zima. Byłem naprawdę szczęśliwy, że mogłem sobie poszaleć. Zimą jedynie mi świeżej trawy do poskubania brakuje, ale poza tym wszystko jest takie jak lubię.
Szedłem sobie ścieżką, a tu nagle pokazała się taka kulka:
Pan mi objaśnił, że to jest radar do kontroli lotów. Brzmi interesująco:-)
Pooglądałem więc sobie radar tyle  ile się dało, czyli niewiele. I zaraz pobiegłem dalej.
Zwierzyny żadnej nie spotkałem ani nawet nie wyczułem. Pewnie wszystkie sarny, jelenie i zające się dobrze ukryły, albo śnieg wyciszył ich kroki.

A może schowały się przede mną pod takimi choinkami? W  lesie jest wiele kryjówek, często przecież idzie się spokojnie drogą, nikogo w zasięgu wzroku nie widać, nozdrze nie sugeruje obecności kogokolwiek, a na karku się czuje czyjś wzrok.. Kto tego choć raz nie czuł?

 I jeszcze widok na pola, już puste, wszyscy zdążyli wyciąć kukurydzę przed pierwszym śniegiem.
Przebieram już z niecierpliwością łapami wyczekując prawdziwej zimy, bo dziś to już śladu nie ma po tym śniegu.

28.10.2012

jesienny, śnieżny dzień


Jeszcze wczoraj wydawało mi się, że jesień będzie długo trwała. Pogoda była deszczowa, jest to o tyle dla mnie kłopotliwe, że po powrocie ze spaceru muszę być wycierany szmatka. Bardzo mnie to denerwuje i nie lubię tego.
Nagle jednak widok za oknem zaczął się zmieniać, zamiast deszczu wpierw padał deszcz ze śniegiem, a potem już sam śnieg! Taka niespodzianka. Całkiem miła dla mnie, bo bardzo lubię śnieg.
I rano jak się obudziłem i Pan odsłonił rolety, to zobaczyłem coś takiego:
Czyż nie wygląda to pięknie i jak z bajki? Od razu chciałem wybiec na zewnątrz i sprawdzić czy ten śnieg jest prawdziwy, czy nie mam jakichś omamów wzrokowych.
Co ciekawe ludzie jakoś z mniejszym zachwytem przyjęli tę zmianę pogody, ciekawe czemu?

Podszedłem z Panem w okolice sklepu Landi, tam już wszystko co jest potrzebne zimą:
łopaty, sole, żwirki itd. Pewnie od jutra będzie tu ruch jak w ulu;-)
A naprawdę to wg prognozy pogody na najbliższe dni śnieg niestety zniknie. Ponownie pojawi się ale nieco później.

Cieszę się więc z tego, że dziś i jutro jeszcze będzie zimowo i przebieram już z niecierpliwością łapami przed popołudniowym spacerem!!


19.10.2012

jesień w Adlikonie

 Na wsi też już bardzo jesiennie, w zasadzie powinienem napisać, że jeszcze , bo w górach zima się już pokazała. A góry aż tak daleko od nas nie są, przez ostatnie dni widzę je podczas spacerów idealnie! Jakby były za następnym pagórkiem..

Codziennie podczas spacerów spotykam różne zwierzęta. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony, ale.. No właśnie, czasem zanim rozsądek doradzi mi zachowanie, ja już spontanicznie reaguję. Obszczekałem już konie, krowy, parę psów i setki kotów. Koty to po prostu całkiem oddzielna kategoria - tak mnie irytują swoją postawą, że zapominam co to opanowanie i godna labradorza postawa.
Tak, koty potrafią wytrącić mnie z równowagi. Idę, widzę, że jakiś się tam czai, udaję że nie dostrzegam, daję mu szansę na ukrycie się, zejście mi z drogi. Ale koty bezczelnie przechadzają się prawie mi pod pyskiem, spoglądają niby na mnie, ale ich wzrok przeze mnie jakby przechodził, po prostu jakby mnie nie było. Czasem niby się kryją przede mną  -  rozpłaszczy się taki na trawniku i myśli,  że jest niewidoczny.. no ciekawe kto na to się nabierze;-). Czasem udaje mi się też kocury zignorować, jestem wtedy z siebie niby dumny, ale wewnętrzny głos ciągle mi podpowiada: szczeknij, pochwal się swoim basikiem, niech im się te wąsy trzęsą ze strachu...
Taki czasem jestem.

W domu odkryłem za to gdzie wygodnie robi się orki i przyznam, że jest pole do popisu. Najwygodniej mi oczywiście śpi się na lejzidogu(czyli nowym legowisku), ale przecież muszę mieć parę innych przytulnych kątów. Jeden jest w sypialni pomiędzy ścianą a łóżkiem. Tam zawsze przychodzę w środku nocy pomlaskać przez sen. Ja z teog sobie nie zdawałem sprawy, ale np. Pani zamiast spać, to nasłuchuje moich paszczowych odgłosów sugerując mi, że to właśnie one ją budzą. To przecież niemożliwe??
Lubię jeszcze miejsce przy łazience, o właśnie tak:
 A i w samej łazience lubię wypoczywać, ale pod warunkiem, że nie jestem w niej sam. Woda szumi, jest ciepło, można się wtulić w kafelki i obmyślać w snach plan enzowych rządów nad tutejszymi kotami.





jesienny Frankfurt


Początek października spędziłem we Frankfurcie. Była prawdziwie jesienna pogoda, czyli słońce, wiatr zrzucający liście, przelotne opady. Najbardziej podobają mi się jesienne kolory, choć na zdjęciach widać je tylko podczas słonecznych dni.
Dobrze było znów przez parę dni pobiegać po znajomym parku i obsikać wszystkie ważniejsze drzewa i krzaki. Bo wcale nie jest tak jak się wszystkim wydaje, że my-psy, obsikujemy wszystko jak leci. O nie nie nie! Starannie zawsze wybieramy miejsce, które będzie od tego momentu słupem ogłoszeniowym: tu byłem ja, Enzo, albo: to ja tu rządzę;-). Wiadomo, potem przyjdzie inny pies i pozostawi swój ślad niszcząc mój. Potem ja znów zadziałam i tak w kółko.. taka gra. Oczywiście zostawiam ślad tylko tam gdzie jakiś inny ważny osobnik się zaanonsował. Wieczna walka o przywództwo na psim podwórku.

Pani wymyślała mi różne zabawy, ale chwilami dopadała mnie nuda( a może było to zmęczenie?;-))



Jesienią zapachy są całkiem jednak inne, czasem trudno mi zidentyfikować co się dzieje, czy to jakieś zwierzę się pojawia? I teraz wyraźnie już rozgraniczam zapachy miejskie od wiejskich. We Frankfurcie przede wszystkim pachnie królikami, ten zapach dominuje. W Adlikonie mieszają się ze sobą różne zwierzęce zapachy, ale króliczego jeszcze ani razu nie poczułem. Nawet się zastanawiam czy tu są jakieś króliki? Na razie żadnego nie widziałem, nawet jego cienia;-).
 Frankfurckie weekendy to przede wszystkim piłkarskie emocje. Oczywiście ja muszę podczas meczów siedzieć w domu. Mogę sobie mecz obejrzeć w tv, no ale to nie to samo co na żywo. Jednak zawsze przeżywam wyniki. Jak na razie wszystko idzie dobrze, a w zasadzie bardzo dobrze, Eintracht sobie świetnie radzi i chciałbym aby tak było dalej.
Może kiedyś i dla mnie jakaś przepustka się znajdzie na stadion i będę mógł zapoznać Attilę?
Stanąć oko w oko z Attilą.
Wygląda dumnie i groźnie, prawda? Pan widział go z bliska i powiedział mi, że on jest ogromny i że jak czasem łypnie okiem, to czuje się respekt.
Pani się trochę ze mnie nabija, twierdzi, że byłbym przez Attilę zdominowany i wypomina mi, że konia i krowy też się troszkę obawiam. Noooo.. coś w tym jest, ale to już całkiem inny temat;-).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...