29.01.2014

wstydliwy temat


W tym tygodniu ta wiadomość obiegła dosłownie wszystkie serwisy informacyjne:
Pewien niemiecki rolnik z Rasdorfu w Hesji musiał się wczoraj srodze się zdziwić i to aż dwukrotnie. Po raz pierwszy, gdy ni z tego, ni z owego wybuchła jego obora. Po raz drugi zaś, gdy policja wyjaśniła mu, dlaczego do tego doszło.Według komunikatu niemieckiej policji to gazy emitowane przez stado dziewięćdziesięciu cierpiących na wzdęcia krów doprowadziły do wybuchu. W wyniku eksplozji jedno zwierzę zostało ranne, a uszkodzeniu uległ dach budynku.Problemy trawienne krów sprawiły, że stężenie metanu w oborze było bardzo wysokie. Jak informuje policja, wystarczyło drobne wyładowanie elektrostatyczne, by wywołać eksplozję gazu i wybuch płomieni.W takiej sytuacji można chyba powiedzieć, że krowy pechowego Niemca i tak miały dużo szczęścia, że obyło się bez ofiar. Niestety nie podano informacji, czym ów rolnik karmił swoje bydło.(gazeta.pl)

Czytałem to własnym oczom nie wierząc! Myślałem, że może to jakaś plotka, albo żarcik. Ale kto chciałby się tak wrednie nabijać z krów? Po co by ktoś miał wymyślać taką informację? To jednak była prawda.. Jednak nadal wydaje mi się to takie.. absurdalne;-)
Każdy serwis starał się wiadomość nieco urozmaicić, jeśli tak można to ująć:
Wysokie stężenie metanu w oborze doprowadziło do spontanicznego wybuchu gazu i pojawienia się pożaru - informują służby.
Zraniona została jedna krowa, która uległa poparzeniom.Jedna krowa emituje dziennie co najmniej tysiąc litrów gazów; po oczyszczeniu daje to 250-300 litrów metanu. (tvn24)
____________
Stężenie metanu w oborze było bardzo wysokie. Wyładowanie elektrostatyczne spowodowało eksplozję gazu i wybuch płomieni - podali w komunikacie policjanci.(prawo.money.pl)
S
Starałem się sobie to wszystko wyobrazić, ale chyba nie potrafię. 90 krów, czyli dość duża to musiała być obora. I czy to możliwe, że wszystkie krowy jednocześnie puszczały wiatry? I co to było to "wyładowanie elektrostatyczne"? Piorun w oborze? Chyba nie skoro było to niby drobne wyładowanie. Można snuć różne domysły. Być może to była jakaś krowia zmowa, protest przeciwko paszy jaką były karmione, a tego wyładowania elektrostatycznego się nie spodziewały? Rolnik nie chce się przyznać czym zwierzęta karmił i podejrzewam, że tu tkwi rozwiązanie zagadki. Teraz w okolicach obór lepiej zachować ostrożność;-). Będę może podpytywał mieszkanki: halo krówko, jak twój posiłek, smaczny?:-). Oj, nie naśmiewam się, mam nadzieję, że szybko te heskie krowy będą miały dach nad głową, a ich dieta się poprawi!
a tymczasem w Argentynie:
Argentyńscy naukowcy z National Institute of Agricultural Technology (INTA) opracowali metodę, dzięki której można przetworzyć wydalany przez krowy metan - jeden z gazów cieplarnianych - w czystą energię. Jedna krowa emituje dziennie co najmniej tysiąc litrów gazów; po oczyszczeniu daje to 250-300 litrów metanu.Pomysł na pozyskiwanie metanu wydalanego przez krowy narodził się w 2008 roku. Jednak do jego realizacji doszło dopiero teraz.Eksperci z INTA stworzyli szereg urządzeń, które odprowadzają metan z przewodu pokarmowego tych zwierząt do specjalnie zaprojektowanych pojemników, a ponieważ zawartość metanu w wydalanych przez krowy gazach wynosi zaledwie 25 proc., w kolejnej fazie zostają one poddawane procesowi oczyszczania. - Za pomocą systemu, który zaprojektowaliśmy, gaz uwalniany przez krowy będzie zbierany do poduszek i nie będzie emitowany do środowiska. Z jednej krowy można pozyskać około 1,000-1,300 tys. litrów gazu na dzień. Z kolei w ostatecznej fazie zostanie to przerobione na 250-300 litrów gazu ziemnego - powiedział jeden z autorów metody. Zaznaczył przy tym jednak, że technologia jest ciągle w fazie badań, ale "wróży jej świetlaną przyszłość". Argentyna jest jednym z największych eksporterów wołowiny na świecie. W tym kraju żyje około 51 mln krów. Według statystyk metan uwalniany przez przeżuwacze stanowi 30 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w tym kraju. Innowacyjny sposób wykorzystania tego gazu pozwoli nie tylko na zmniejszenie jego emisji, ale może stworzyć alternatywę dla paliw kopalnych. Zespół naukowców prowadzi obecnie rozmowy z różnymi firmami, by rozpowszechnić swój wynalazek.(tvn24, 24.11.2013)
No i kto by pomyślał, że krowie wiatry takie wartościowe mogą być. Techniczna strona tego zagadnienia(zbieranie tych wiatrów) jest dla mnie jednak nie do przejścia, mój psi umysł tego nie ogarnia;-)

28.01.2014

spacer

Wiosenny Zimowy spacer.
Gotowy do przechadzki

Pomimo nęcących zapachów czujny

Nawet w zimowej trawie da się coś ciekawego znależć

Malownicze chmury nad okolicą

Środek pola zdecydowanie bardziej interesujący niż jego skraj

Słońce grzało, można poczuć pragnienie. Warto zwilżyć sznupę w adlikonce



18.01.2014

jeszcze raz Arosa

Jeszcze raz Arosa z ubiegłej niedzieli. Cały tydzień wspominałem ten spacer. Jakoś trudno doczekać się w tym roku zimy. Nie mam za dużych wymagań, nie musi być śniegu po brzuch. Ale byłoby jakoś przytulniej na dworze gdyby wszystko okryła warstwa śniegu.
Codziennie oglądam w tv wieczorną prognozę pogody oraz poranny raport z kamer video. I na razie moja okolica idzie bardziej ku wiosennej aurze niż zimowej.
Codziennie rano przez godzinę można w publicznej tv oglądać jaka jest pogoda na trasach narciarskich i w popularnych miejscowościach szwajcarskich. Jak ktoś ciekaw: KAMERY

Wagonik którym jechałem. Psy za darmo.


Trasa którą szliśmy chwilami biegnie obok tras narciarskich i mnie bardzo intrygowało co tak świszczy. Ale nie mogłem tam pobiec. Wg mapki którą się dostaje z biletem powinienem być ciągle na smyczy. Jednak spory kawałek drogi był pusty, szliśmy sami, potem się dopiero zagęściło(im niżej schodziliśmy tym więcej spacerowiczów się pojawiało). Wędrowałem więc już na luźnej smyczy, jasne że żałowałem, bo chętnie bym urządzał non stop biegi! Miałbym wtedy "w łapach" pewnie zamiast tych niecałych 10 km raz tyle;-)





16.01.2014

Arosa

Nadal by pobrykać w śniegu trzeba nieco odjechać od Adlikonu. Tym razem padło na gryzońską Arosę. Bardzo ładne miejsce, z jedną tylko wadą: ostatni, trzydziestokilometrowy odcinek drogi do Arosy, to same serpentyny! Nie wiem jak ja to wytrzymałem;-)
Nawet nie myślałem o tym, że w drodze powrotnej czeka mnie to samo.
Wpierw olbrzymim wagonem (bo trudno to określić wagonikiem) wjechałem na wysokość 2653m.n.p.m, na szczyt Weisshorn.
Nie było tak źle, z jedną przesiadką. Tłum uważał, aby mi nie przytrzasnąć narciarskim obuwiem kity.
To widok w dół, liny które trzymały wagonik którym wjeżdżałem na górę.
Gdy wszyscy narciarze i snowboardziści zaczęli zjeżdżać w dół poczułem się jak chwilowy właściciel tego szczytu. Nagle zrobiło się po prostu pusto, cicho, tylko śnieg pod łapami skrzypiał. Gdzie nie spojrzałem to górskie szczyty i błękitne niebo.
Na szlaku dla piechurów chwilami było właśnie tak:

Ten cień to ja i Pani;-)))
Dodam, że trasa wyniosła nieco powyżej 9 km i była chwilami ostro spadająca w dół. Teoretycznie mi to nie przeszkadzało, dopiero po przyjechaniu do domu poczułem, że moje łapy mówią: hola, Enzo, czy dziś nie przesadziłeś z tym wędrowaniem w dół?

10.01.2014

bocian

Tak chodzę sobie po okolicy i widzę, że niebawem, to niektóre drzewa zaczną się zielenić. Przedwczoraj podczas spaceru spotkałem...bociana. Chodził sobie po Krowiej Górce robiąc konkurencję kotom. Zdumiony stałem i oczu oderwać od niego nie mogłem, no bo jak to? Zimą bocian?
Na tyle znam się na kalendarzu, że wiem jaki jest miesiąc, a styczeń to jednak kojarzy mi się zimowo.
Widzę, że przyroda chce mnie i innych nabrać. Już tak było kiedyś.. podziwiałem różowe pąki na drzewkach owocowych, świeże stokrotki w trawie, a tu nagle się ochłodziło, zawiało i przyszła zima ze swoimi mrozami.
Pomimo, że nic na to nie wskazuje, to wiem że znów tak będzie. Któryś poranek przywita mnie ośnieżonymi dachami. Stokrotki zmarzną, bazie z drzew poodpadają, tylko co wtedy będzie z bocianem?
Bociana więc zagadałem. Okazał się takim ptasim mrukiem. Liczyłem na jakieś barwne opowieści, ale tylko się rozczarowałem. Coś tam odburkiwał na moje pytania, a głównie skupiał się na poszukiwaniach w trawie czegoś na ząb.
Okazało się tyle, że w razie przymrozków poleci w stronę Ticino i tam przezimuje, ponoć ma tam jakiś sprawdzony kąt. Tak się dosłownie wyraził. I tyle, więcej nic, zero szczegółów. Trudno, może jeszcze kiedyś spotkam jakiegoś bociana, który z chęcią sobie ze mną pogawędzi.

I oto spotkany przeze mnie bocian. Taki niewyraźny, bo mu z ukrycia zrobiłem fotkę. Chciałem początkowo poprosić go o wspólne pozowanie, jednak do gadki nie był chętny, więc pewnie i zdjęcia by nie zechciał. Zrobiłem więc co musiałem by mieć dowód, że po Adlikonie kręcił się bociek;-)


05.01.2014

zabiegi pielęgnacyjne

Ponoć już niebawem pojawi się wszędzie śnieg i mróz, jednak trudno w to uwierzyć spoglądając wokół siebie. Przyjemniej jest tarzać się po śniegu, czuć jak łapy się w niego zapadają. A potem po zabawie jest się nadal czystym, a poduszki i pazury aż błyszczą. Nie ma jednak śniegu jest za to błoto. Żaden labrador nie będzie się za długo zastanawiał widząc zachęcającą kałużę. To jest pewne w 99%, że do niej wskoczy lub dostojnie wejdzie. Ja też taki jestem.. Woda sięgała ud. To znaczy wg mnie była to woda, inni określali to paskudnym błotem. Fakt, że ślady pozostawione na moim futrze i łapach były błotne. Ale nie rozumiem co niewłaściwego w potaplaniu się w błocie? Sam widziałem, że kąpiele błotne ponoć dobrze robią na skórę, można więc chyba uznać, że chciałem sobie z nowym rokiem poprawić urodę łap;-)






02.01.2014

pierwszy śnieg w tym roku

Dziś pojechałem znów w teren gdzie śniegu nie brakuje. Nawet można powiedzieć, że gruba warstwa śniegu leży na ulicach, chodnikach, a dorodne sople zwisają z dachów, dachów przykrytych śniegową pierzyną. Byłem w Andermatt, chyba najbardziej znanym mieście(hmmm) kantonu Uri. Jechaliśmy i za oknem ciągle była wiosna, w końcu pojawiły się serpentyny.. owszem, śnieg sobie na zboczach górskich leżał, ale droga nadal bezproblemowa. Powiliśmy się tymi serpentynami i pojawiło się Andermatt - szok, jakbym się pojawił nagle w innym świecie.
Biało i to wszędzie.
Najbardziej podobają mi się zasypane dachy. Widoków za bardzo spektakularnych nie było, bo chmury zakryły i błękit nieba i otaczające miasteczko szczyty górskie.
Przeszedłem dziś całe miasteczko w każdą stronę, szedłem już i szlakami dla piechurów gdy nagle pojawiła się tabliczka, że jest to i trasa dla narciarzy biegaczy i sugestia by psy spacerowały sobie w innym miejscu. To poszedłem w inne miejsce. Zapadałem się w śniegu aż po brzuch, ale sobie poradziłem.
 Śnieg nawet zaczął padać w pewnym momencie. Pierwszy śnieg w tym roku!!!
 Jeszcze przed droga powrotną zjadłem pyszna bułkę i potem nawet serpentyny mnie nie denerwowały,  po prostu od razu zasnąłem;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...