Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arosa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arosa. Pokaż wszystkie posty

18.01.2014

jeszcze raz Arosa

Jeszcze raz Arosa z ubiegłej niedzieli. Cały tydzień wspominałem ten spacer. Jakoś trudno doczekać się w tym roku zimy. Nie mam za dużych wymagań, nie musi być śniegu po brzuch. Ale byłoby jakoś przytulniej na dworze gdyby wszystko okryła warstwa śniegu.
Codziennie oglądam w tv wieczorną prognozę pogody oraz poranny raport z kamer video. I na razie moja okolica idzie bardziej ku wiosennej aurze niż zimowej.
Codziennie rano przez godzinę można w publicznej tv oglądać jaka jest pogoda na trasach narciarskich i w popularnych miejscowościach szwajcarskich. Jak ktoś ciekaw: KAMERY

Wagonik którym jechałem. Psy za darmo.


Trasa którą szliśmy chwilami biegnie obok tras narciarskich i mnie bardzo intrygowało co tak świszczy. Ale nie mogłem tam pobiec. Wg mapki którą się dostaje z biletem powinienem być ciągle na smyczy. Jednak spory kawałek drogi był pusty, szliśmy sami, potem się dopiero zagęściło(im niżej schodziliśmy tym więcej spacerowiczów się pojawiało). Wędrowałem więc już na luźnej smyczy, jasne że żałowałem, bo chętnie bym urządzał non stop biegi! Miałbym wtedy "w łapach" pewnie zamiast tych niecałych 10 km raz tyle;-)





16.01.2014

Arosa

Nadal by pobrykać w śniegu trzeba nieco odjechać od Adlikonu. Tym razem padło na gryzońską Arosę. Bardzo ładne miejsce, z jedną tylko wadą: ostatni, trzydziestokilometrowy odcinek drogi do Arosy, to same serpentyny! Nie wiem jak ja to wytrzymałem;-)
Nawet nie myślałem o tym, że w drodze powrotnej czeka mnie to samo.
Wpierw olbrzymim wagonem (bo trudno to określić wagonikiem) wjechałem na wysokość 2653m.n.p.m, na szczyt Weisshorn.
Nie było tak źle, z jedną przesiadką. Tłum uważał, aby mi nie przytrzasnąć narciarskim obuwiem kity.
To widok w dół, liny które trzymały wagonik którym wjeżdżałem na górę.
Gdy wszyscy narciarze i snowboardziści zaczęli zjeżdżać w dół poczułem się jak chwilowy właściciel tego szczytu. Nagle zrobiło się po prostu pusto, cicho, tylko śnieg pod łapami skrzypiał. Gdzie nie spojrzałem to górskie szczyty i błękitne niebo.
Na szlaku dla piechurów chwilami było właśnie tak:

Ten cień to ja i Pani;-)))
Dodam, że trasa wyniosła nieco powyżej 9 km i była chwilami ostro spadająca w dół. Teoretycznie mi to nie przeszkadzało, dopiero po przyjechaniu do domu poczułem, że moje łapy mówią: hola, Enzo, czy dziś nie przesadziłeś z tym wędrowaniem w dół?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...