
No dobra, sprawdziłem wcześniej czy jakieś drzwi nie są otwarte, ale te konkretne drzwi były nie do ruszenia, a napierałem na nie swoim muskularnym barkiem.
W końcu Pani wróciła i zacząłem się szykować do wyjścia na spacer. Pani taki mały plecaczek wzięła, więc wydedukowałem, że to będzie coś innego niż nasz park.
I tak też było. Szliśmy sobie ulicami, interesujące zapachy co chwila zaczepiały mój nos, Pani jednak nie pozwalała nam się bliżej zaprzyjaźniać. Pomimo tego, że nasz spacer odbywał się po tej stronie ulicy na której akurat był cień, to czułem, że gdybym był człowiekiem, to dawno byłbym zlany potem. Pani minę też miała taką sobie, czasem coś tam mruczała do siebie, ale chyba nie mogę tego zacytować.
W końcu zorientowałem się, że idziemy do Lekarki Mai. No tak, nie byłem aż tak bardzo zaskoczony. Coś Pan wspominał, że lekarz powinien obejrzeć takie miejsce w dole mego brzucha. Mam tam taki jakby placek suchej skóry. A może ona wcale nie jest sucha. sam nie wiem, w każdym razie to miejsce mnie czasem drażni i liżę to, a chyba nie powinienem, bo w ten sposób podrażniam.
Obok Praxis pojawił się Pan! ale nie było czasu na witanie, bo już wchodziliśmy do środka.
A tam był mały, biały piesek. Ale jaki on był mały! Mój łeb był dwa razy większy od całego tego pieska. On mnie zaczepiał i zagadywał do mnie, tak piszczał, choć miał to być niby szczek. Raz odpowiedziałem moim basem i zrobiło się cicho.
Nadeszła moja kolej do badania, już chciałem wskoczyć na stół, a okazało się, że nie ma potrzeby. Musiałem leżeć na grzbiecie, a Lekarka Maja oglądała mój brzuch. Potem taka dziewczynka dała mi witaminy do cyckania, a jednocześnie dostałem szczepionkę. Nawet tego ukłucia nie poczułem.
Do domu wróciłem tramwajem. I dobrze, bo już marzyła mi się miska, a potem solidna drzemka. I dostałem taki spray, którym trzeba psikać moje chore miejsce. I zakaz lizania. Albo więc mam mieć założony kołnierz, albo rajstopy!!!!!!!!
Nie, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać - ja w rajstopach.
Dlatego jak na razie się nie liżę po chorym miejscu;-))), bo kołnierz też nie jest za fajny..
Dzień w którym niebo udawało, że będzie padało. Potem trochę powiało i chmury się zgubiły.



