10.12.2013
Kogucie, gdzie jesteś??!
Wiele miesięcy już minęło odkąd zamieszkałem w Adlikonie. Poznałem więc już tu wszystkie zakamarki i zagrody. Wiem gdzie mieszkają psy, gdzie koty, konie. Na której łące kiedy pojawią się owce, krowy czy też inna zwierzyna. Jestem takim typem, który notuje sobie w głowie pewne szczegóły otaczającej przestrzeni i wszystkie zmiany bardzo mnie wytrącają z równowagi. Jak Krowia Górka jest tyle miesięcy pusta, a potem nagle krowy skubią sobie tam trawę, to jasne, że jest to zakłócenie jakiegoś panującego porządku. Potem jak już idą zimować do obory, to też dziwię się, że tak pusto nagle się zrobiło. Dodam, że nieruchome rzeczy też nie umkną mojej uwadze! Nowa wielka donica z kwiatami przy fontannie? Od razu biegnę ją sprawdzać. Jakieś pudła w miejscu gdzie wcześniej nic nie było? Na wszelki wypadek obszczekam z daleka.
Kiedyś podczas spaceru trafiłem w okolice pewnej zagrody. Mieszka tam Kogut ze świtą .
Szybko przyzwyczaiłem się do tego, że Kogut tam się kręci, jego dom to taka drewniana chata, bardzo ładna i duży kawałek zieleni. No może dla psa nie aż taki duży, ale dla paru kur i koguta idealny!
Od razu sobie wyobraziłem, że tam powstają ekologiczne jajka! Kury swobodnie drepczące, wyżerające sobie normalne jedzenie, wszystkie warunki by jajka były zerówkami:-).
Od późnej jesieni jednak ciągle na tej ich łączce pusto! Ani Koguta, ani jego towarzyszek. Pod pozorem fotografowania krzaków z czerwonymi kulkami obszedłem z Panią zagrodę z każdej dostępnej strony. Ani śladu po kurach..
Przecież takie kury podczas dobrej pogody nie będą siedzieć ciągle w kurniku..ale też żadnego gospodarza tam nie zauważyłem. W okna nie zaglądałem, bo mógłby ktoś uznać mnie za ciekawskiego.
Teraz się zastanawiam jak tu się dowiedzieć o co chodzi? Czy Kogut zamieszkał w innej miejscowości? A może tylko przeniósł się do innego kurnika? A może pojawił się gdzieś już pod postacią coq au vin ? Co z kurami? Grzebią łapą w poszukiwaniu robaka już na innym podwórku? A może... może zaproszenie na grilla dostały?
Muszę chyba zacząć się kręcić częściej w okolicy zagrody Koguta i przeprowadzić małe, enzowe śledztwo!
A ponieważ jestem optymistą, to sobie wyobrażam, że mój znajomy Kogut i jego towarzyszki mają się tak dobrze jak bohaterowie tej reklamy:
7.12.2013
najważniejszy jest tort
Tak, to mój urodziny tort. Na plasterkach jabłka ułożona została kolorowa papryka i krążki marchewki. Pod talarkami ogórka również jest ułożona papryka. Cyfra (ach, wciąż to cyfra a nie liczba;-)), to pyszna kiełbaska. Jej kawałki zostały też powtykane pomiędzy warzywa. Serduszko jest paprykowe.
Tort został przygotowany przy mnie - obserwowałem jego produkcję czujnie i cierpliwie.
W końcu został mi ofiarowany, a ja mogłem go zjeść z apetytem. I nie musiałem się nim z nikim dzielić. Ach, wiem, to takie niskie.. ale takie jest psie myślenie. Jakbym miał jakichś psich znajomych w gościnie, to na pewno oni dostaliby oni też poczęstunek - na oddzielnym talerzu.
Mogę śmiało napisać, że jadłem z gracją i kulturą. Co spadło z talerza, to zaraz sprzątałem jęzorem. Nie wyżerałem wpierw kiełbasy: jadłem jak leciało, nie wyróżniając żadnego ze składników.
Nie trwało to pomimo wszystko zbyt długo. Szybko talerz zrobił się pusty! a dokładki nie było;-)
A same urodziny? Cóż, miły dzień, bo w końcu czeka się na ten tort. Uściski, całusy, misiowanie, dobre słowo też lubię, oczywiście. Ale nawet ludzie mówią: przez żołądek do serca! I ja też stwierdziłem, że zamiast myśleć o siwiejącej bródce, to lepiej delektować się tortem. I tak właśnie uczyniłem.
Tort został przygotowany przy mnie - obserwowałem jego produkcję czujnie i cierpliwie.
W końcu został mi ofiarowany, a ja mogłem go zjeść z apetytem. I nie musiałem się nim z nikim dzielić. Ach, wiem, to takie niskie.. ale takie jest psie myślenie. Jakbym miał jakichś psich znajomych w gościnie, to na pewno oni dostaliby oni też poczęstunek - na oddzielnym talerzu.
Mogę śmiało napisać, że jadłem z gracją i kulturą. Co spadło z talerza, to zaraz sprzątałem jęzorem. Nie wyżerałem wpierw kiełbasy: jadłem jak leciało, nie wyróżniając żadnego ze składników.
Nie trwało to pomimo wszystko zbyt długo. Szybko talerz zrobił się pusty! a dokładki nie było;-)
A same urodziny? Cóż, miły dzień, bo w końcu czeka się na ten tort. Uściski, całusy, misiowanie, dobre słowo też lubię, oczywiście. Ale nawet ludzie mówią: przez żołądek do serca! I ja też stwierdziłem, że zamiast myśleć o siwiejącej bródce, to lepiej delektować się tortem. I tak właśnie uczyniłem.
5.12.2013
krótka historia
W roli głównej wystąpię oczywiście ja;-) i nasz adlikoński strumyk.
![]() |
| czy woda jest bardzo zimna? |
![]() |
| trochę pochłeptać, w końcu to moja ulubiona adlikonka.. |
![]() |
| pora spenetrować zarośla |
![]() |
| ach, zrobię parę rundek do strumyka i z powrotem |
![]() |
| jakieś pajęczyny na sznupie? krople wody? błoto na łapach? najważniejsza radość z psich szaleństw! |
3.12.2013
grudniowa przyroda
Drzewa już w większości gołe, ale nie można powiedzieć aby wokół było szaro i brakowało kolorów.
Niebawem pewnie śnieg wszystko zakryje, a mróz jak przyciśnie to i najsilniejsze liście odpadną. Na razie jednak jest jednak zielono. A wieczorem jest też i jasno, bo prawie na każdym balkonie już świecą się gwiazdy, w ogródkach stoją sanie i renifery, a balustrady oplecione łańcuchami z setkami żarówek;-)
Poranki robią się coraz ładniejsze. Oprócz tych mglistych, wtedy nie jest zbyt interesująco. Jednak coraz częściej jest czyste niebo i słońce nie chowa się za chmurami.
Jeszcze tylko śniegu za mało! Rano wszystko zmrożona, to fakt, ale to tylko szron, a śnieg, czy też raczej jego resztki, to stare opady. A ja czekam na świeżą dostawę;-)
Pytałem Śnieżka czy zimą nie jest koniom za zimno. Jak widać też już przygotowany do grudniowej aury. Zimą wychodzą później ze swojej stajni i na dworze przebywają krócej, czasem wcale. Ale w takie piękne dni żal siedzieć w stajni. Wiele wydarzeń wtedy się traci, bo ze stajni nie widać tego co się dzieje w okolicy. Wiadomo, każdy chce być na bieżąco z adlikońskimi plotkami;-)
Niebawem pewnie śnieg wszystko zakryje, a mróz jak przyciśnie to i najsilniejsze liście odpadną. Na razie jednak jest jednak zielono. A wieczorem jest też i jasno, bo prawie na każdym balkonie już świecą się gwiazdy, w ogródkach stoją sanie i renifery, a balustrady oplecione łańcuchami z setkami żarówek;-)
Poranki robią się coraz ładniejsze. Oprócz tych mglistych, wtedy nie jest zbyt interesująco. Jednak coraz częściej jest czyste niebo i słońce nie chowa się za chmurami.
Jeszcze tylko śniegu za mało! Rano wszystko zmrożona, to fakt, ale to tylko szron, a śnieg, czy też raczej jego resztki, to stare opady. A ja czekam na świeżą dostawę;-)
Pytałem Śnieżka czy zimą nie jest koniom za zimno. Jak widać też już przygotowany do grudniowej aury. Zimą wychodzą później ze swojej stajni i na dworze przebywają krócej, czasem wcale. Ale w takie piękne dni żal siedzieć w stajni. Wiele wydarzeń wtedy się traci, bo ze stajni nie widać tego co się dzieje w okolicy. Wiadomo, każdy chce być na bieżąco z adlikońskimi plotkami;-)
30.11.2013
znalezione na schodach
Wychodzę sobie na klatkę schodową, a tam Mikołaj! Bardzo mnie zaskoczył, nie dało się jednak z nim nawiązać kontaktu. Okazało się, że to taka figura. Jednak za każdym razem jak wychodzę, to podejrzliwie na niego spoglądam. On jednak ciągle w tym samych miejscu i tak samo nieruchomy.
Jest też mała choinka ze sztucznym śniegiem i atrapami prezentów. Wiem, że to atrapy,bo pierwsze co zrobiłem to obwąchałem te paczki. NIC w nich nie ma!
Troszkę się poczułem zbity z tropu, ale potem przypomniało mi się, że rok temu również pod koniec roku na schodach stały różne figury, na przykład był bałwan!(stoi teraz na schodach do piwnicy;-)))
A to moje najlepsze miejsce, nie jest zajęte ani przez Mikołaja, ani Bałwana;-)
Jest też mała choinka ze sztucznym śniegiem i atrapami prezentów. Wiem, że to atrapy,bo pierwsze co zrobiłem to obwąchałem te paczki. NIC w nich nie ma!
Troszkę się poczułem zbity z tropu, ale potem przypomniało mi się, że rok temu również pod koniec roku na schodach stały różne figury, na przykład był bałwan!(stoi teraz na schodach do piwnicy;-)))
A to moje najlepsze miejsce, nie jest zajęte ani przez Mikołaja, ani Bałwana;-)
28.11.2013
zimowe pluskanie się
Był sobie piękny dzień. Niebo błękitne, słońce grzało, na trawie skrzył się mróz..Tak tak, prawdziwy mróz, bo było jakieś -5 stopni!!! Konie miały narzucone swoje kubraki i powiedziały mi, że nawet lubią taki lekki przymrozek, wolą sobie stać na swojej łączce niż w stajni.
Ja poszedłem nad strumyk. Ale wpierw biegałem sobie po polach, łapiąc te wszystkie zapachy.
Dopiero potem mnie tak coś tknęło i pomyślałem: a może warto łapy zmoczyć? A może i kawałek brzucha?? Co pomyślałem to uczyniłem! I to nie raz. Oj było to przyjemne.
Tylko nie udało mi się poszaleć w dzikim biegu na polu, bo nie przewidziałem tego, że taka zmrożona ziemia jest nieprzyjazna dla moich stóp.
Lubię taką zimę, a nie! śniegu brakuje mi zdecydowanie. Ale lekki mróz i słońce to dobra kombinacja. Dodam, że nie czułem nawet tego, że mam brzuch mokry i jakbym mógł, to bym się nawet bardziej zamoczył. To taki niepozorny strumyk, ale ja wiem gdzie są miejsca które mają wody po pachy.
Ja poszedłem nad strumyk. Ale wpierw biegałem sobie po polach, łapiąc te wszystkie zapachy.
Dopiero potem mnie tak coś tknęło i pomyślałem: a może warto łapy zmoczyć? A może i kawałek brzucha?? Co pomyślałem to uczyniłem! I to nie raz. Oj było to przyjemne.
Tylko nie udało mi się poszaleć w dzikim biegu na polu, bo nie przewidziałem tego, że taka zmrożona ziemia jest nieprzyjazna dla moich stóp.
Lubię taką zimę, a nie! śniegu brakuje mi zdecydowanie. Ale lekki mróz i słońce to dobra kombinacja. Dodam, że nie czułem nawet tego, że mam brzuch mokry i jakbym mógł, to bym się nawet bardziej zamoczył. To taki niepozorny strumyk, ale ja wiem gdzie są miejsca które mają wody po pachy.
22.11.2013
witam zimę;-)
Już wieczorem deszcz zmienił się w śnieg. Nie tak od razu, stopniowo. Wieczorem już więc trochę się w śniegu potaplałem. Caluteńką noc padało!
Rano wyglądało ślicznie, nic tylko bałwany lepić (abym miał co obsikiwać;-).
Bardzo się cieszę, że już jest śnieg, oby tylko nie znikł błyskawicznie. Po takich zimowych spacerach dobrze się potem śpi, a już najwygodniej jest na moim nowym legowisku!
Chociaż na dywanie też lubię poleżeć.
Dziś znalazłem w internecie taką sztuczkę:
Przyznaję, zaimponował mi ten pies..jak zgrabnie mu to zawijanie w kocyk idzie..
Rano wyglądało ślicznie, nic tylko bałwany lepić (abym miał co obsikiwać;-).
Bardzo się cieszę, że już jest śnieg, oby tylko nie znikł błyskawicznie. Po takich zimowych spacerach dobrze się potem śpi, a już najwygodniej jest na moim nowym legowisku!
Chociaż na dywanie też lubię poleżeć.
Dziś znalazłem w internecie taką sztuczkę:
Przyznaję, zaimponował mi ten pies..jak zgrabnie mu to zawijanie w kocyk idzie..
20.11.2013
wygodne spanie
Jeszcze rano odprężałem się na swoim wygodnym kamuflażu.
Relaks przerwał dzwonek, od razu zerwałem się na równe nogi. Jak zawsze gdy ktoś dzwoni do drzwi, w końcu jestem ciekawskim labradorem;-).
Pojawił się wielki karton. Za każdym razem mam nadzieję, że w kartonie znajduje się coś dla mnie.
Tym razem faktycznie była do paczka dla mnie!
Z niecierpliwością spoglądałem jak Pani rozcina taśmę klejącą. Jejku, ale obklejone..
Od razu wkładam sznupę do środka, może gdzieś tam w zakamarkach tej paczki kryją się jakieś przysmaki? Tak, tak, wpierw jedzenie potem cała reszta. Jednak nic do zjedzenia w tej paczce nie było, szkoda.
Było za to moje nowe legowisko, taki wcześniejszy prezent urodzinowy.
To nie jest takie zwyczajne legowisko. Ma być idealne dla psiego kręgosłupa i stawów.
Ponoć zakup tego konkretnego legowiska nie ma nic wspólnego z moim wiekiem.. :-)
Od razu sprawdziłem czy wygodnie się leży, naprawdę jest bardzo wygodnie! Do tej pory każde moje nowe miejsce do spania musiało nabrać tzw mocy urzędowej. Wąchałem, oglądałem, przymierzałem się, ale ten pierwszy dzień to była zawsze spora dawka nieufności z mojej strony.
A tym razem jest inaczej! Błyskawicznie poczułem, że to jest wspaniałe nowe miejsce do spania!
Orki, kłębki, zwisające luźno łapy, spanie z łbem na lewej stronie, a to na prawej, w ciągu dzisiejszego dnia wszystko to przetestowałem. Karlie i ja już się bardzo lubimy.
Relaks przerwał dzwonek, od razu zerwałem się na równe nogi. Jak zawsze gdy ktoś dzwoni do drzwi, w końcu jestem ciekawskim labradorem;-).
Pojawił się wielki karton. Za każdym razem mam nadzieję, że w kartonie znajduje się coś dla mnie.
Tym razem faktycznie była do paczka dla mnie!
Z niecierpliwością spoglądałem jak Pani rozcina taśmę klejącą. Jejku, ale obklejone..
Od razu wkładam sznupę do środka, może gdzieś tam w zakamarkach tej paczki kryją się jakieś przysmaki? Tak, tak, wpierw jedzenie potem cała reszta. Jednak nic do zjedzenia w tej paczce nie było, szkoda.
Było za to moje nowe legowisko, taki wcześniejszy prezent urodzinowy.
To nie jest takie zwyczajne legowisko. Ma być idealne dla psiego kręgosłupa i stawów.
Ponoć zakup tego konkretnego legowiska nie ma nic wspólnego z moim wiekiem.. :-)
Od razu sprawdziłem czy wygodnie się leży, naprawdę jest bardzo wygodnie! Do tej pory każde moje nowe miejsce do spania musiało nabrać tzw mocy urzędowej. Wąchałem, oglądałem, przymierzałem się, ale ten pierwszy dzień to była zawsze spora dawka nieufności z mojej strony.
A tym razem jest inaczej! Błyskawicznie poczułem, że to jest wspaniałe nowe miejsce do spania!
Orki, kłębki, zwisające luźno łapy, spanie z łbem na lewej stronie, a to na prawej, w ciągu dzisiejszego dnia wszystko to przetestowałem. Karlie i ja już się bardzo lubimy.
17.11.2013
muczarnia
![]() |
| Takie tam z kolegą(lub koleżanką -nie sprawdzałem). |
Doszły mnie też słuchy, że od środy ma zacząć się w Adlikonie zima. Czyli czas oczekiwania na spacery się wydłuży o ten moment zakładania na siebie czapek, szalików, wiązania buciorów. Tylko ja, niezależnie od pory roku zawsze zwarty i gotowy do wyjścia;-)
Jak już ostatnio wspominałem, na Krowiej Górce pojawiły się krowy, w końcu nazwa zobowiązuje.
Jednak zawsze pasły się w okolicach tych drzew na pagórku, ewentualnie za domem.
A dziś było inaczej. Już idąc ulicą zauważyłem, że wszystkie stoją obok przystanku autobusowego.
Oczywiście nie mogły się dostać na sam przystanek, ten kawałek sznurka je odgradzał. To zadziwiające, że one nawet nie próbują sforsować tego sznurka, przecież krowa ma siłę?
Nie ma obaw, to zwykły sznur, żadna elektryka, dziś sobie dobrze pooglądałem.
Fakt jest taki, że krowy grzecznie stoją na swoim miejscu. Dziś najwyraźniej postanowiły się zapoznać bliżej z mieszkańcami okolicy.
Na pierwszy rzut oka Brązowy wygląda na męskiego osobnika, ale.. nie miałem jakoś odwagi podejść na tyle blisko by się upewnić na 100%..
Nawet przy tych jeszcze nie całkiem dorosłych osobnikach czuję się bardzo mały i wątły.
Brązowy jest bardzo szykowny, grzywkę ma taką wymodelowaną i od razu widać, że on w tym stadku rządzi. Bacznie mnie obserwował, nawet wtedy gdy ja już zająłem się czymś innym niż kontemplowaniem krowiej urody.
Panienki wszystkie w kolorze kawy z mlekiem. Trzymały się razem i łypały na mnie z ciekawością.
Naprawdę rozsądek mówił mi: stój Enzo tam gdzie stoisz, a emocje i ciekawość kusiły by podejść aż do ogrodzenia. I trudno w to uwierzyć, ale posłuchałem rozsądku.. pewnie dlatego, że byłem tam z Panią;-))
Ale wspólnego zdjęcia odmówić sobie nie mogłem! Rzecz jasna bezpieczna odległość została zachowana:-)
12.11.2013
w oczekiwaniu na zimę
Tak, tak, nie ma co udawać, że jest jesień w pełni. Już wszystko wskazuje na to, że lada moment może się zrobić biało.
Czasem rano oglądam w tv program o pogodzie, taką relację z różnych punktów Szwajcarii i w górach już sporo śniegu, a na Furce to nawet pługi były już w użyciu.
W naszej okolicy jednak nadal temperatury dodatnie, słońce potrafi przygrzać, ale drzewa i krzaki już świecą golizną.
Pamiętam, że w ubiegłym roku na pierwszy porządny śnieg to długo trzeba było czekać. Być może i teraz tak będzie. Poczekam;-)
Pewnego dnia zauważyłem, że Krowia Górka została ogrodzona. Rok temu późną jesienią było tak samo - przybyły krowy, które pasły się aż do pierwszych porządnych przymrozków.
I cały tydzień chodziłem w okolice Krowiej Górki sprawdzać czy jakieś stado się pojawiło. Ciągle nic się nie działo.. już czułem pewne rozczarowanie. Rozsądek mi jednak podpowiadał, że musi być coś na rzeczy skoro teren ogrodzono.
I oto rankiem zobaczyłem, że Krowia Górka została zasiedlona! Krowy, w tym roku bez dzwonków, przechadzały się dostojnie i skubały sobie trawę.
Niby się spodziewałem tego widoku, ba oczekiwałem go wręcz! A jednak stanąłem i gapiłem się jakbym nigdy wcześniej krowy nie widział!!
Zaraz zagadałem, bo jeden taki byczek spoglądał na mnie zaczepliwie. Powiedziałem co trzeba i myślę, że relacje będą właściwe.;-)
Uczucia mam trochę mieszane. Już z nazwy wiadomo, że na Górce MUSZĄ się pojawiać krowy. Wręcz powinny, bo trawa tam jest przepyszna. Z drugiej jednak strony ktoś na MOJEJ Górce?/!
Tłamszę jednak w zarodku takie myślenie, teren taki duży, że każdy się naje trawy tyle ile chce.
Czasem pewne rzeczy przychodzą mi z trudem. Na przykład - do tej pory zawsze byłem jedynym psem w domu. Czyli na schodach, w windzie nie czułem zapachów innych psów. Teraz w naszym małym domu są trzy psy i jeden odwiedzający! Ile w mojej najbliższej okolicy to nawet nie zliczę. Kocie zapachy w liczbie chyba tysiąc razy większej niż we Frankfurcie! Na naszej krótkiej ulicy najgłośniejszy nie jestem ja, a kogut! Konie zawsze spoglądają na mnie z góry, co początkowo brałem za oznakę wywyższania się, teraz wiem że było błędnym myśleniem. Barany i owce becząc wcale się ze mnie nie naśmiewają, one po prostu taki mają system porozumiewania się z otoczeniem. Wszystkiego tego nie wiedziałem, dlatego wszystkie zwierzęta traktowałem podejrzliwie.
To całkiem inna łąka, a na niej grupa, naprawdę spora, bocianów. Bliżej się nie dało podejść.
Cóż, a to moje listopadowe, wieczorne kanapowanie. Wtulony w kanapę na tyle na ile mam możliwości;-)
Czasem rano oglądam w tv program o pogodzie, taką relację z różnych punktów Szwajcarii i w górach już sporo śniegu, a na Furce to nawet pługi były już w użyciu.
W naszej okolicy jednak nadal temperatury dodatnie, słońce potrafi przygrzać, ale drzewa i krzaki już świecą golizną.
Pamiętam, że w ubiegłym roku na pierwszy porządny śnieg to długo trzeba było czekać. Być może i teraz tak będzie. Poczekam;-)
Pewnego dnia zauważyłem, że Krowia Górka została ogrodzona. Rok temu późną jesienią było tak samo - przybyły krowy, które pasły się aż do pierwszych porządnych przymrozków.
I cały tydzień chodziłem w okolice Krowiej Górki sprawdzać czy jakieś stado się pojawiło. Ciągle nic się nie działo.. już czułem pewne rozczarowanie. Rozsądek mi jednak podpowiadał, że musi być coś na rzeczy skoro teren ogrodzono.
I oto rankiem zobaczyłem, że Krowia Górka została zasiedlona! Krowy, w tym roku bez dzwonków, przechadzały się dostojnie i skubały sobie trawę.
Niby się spodziewałem tego widoku, ba oczekiwałem go wręcz! A jednak stanąłem i gapiłem się jakbym nigdy wcześniej krowy nie widział!!
Zaraz zagadałem, bo jeden taki byczek spoglądał na mnie zaczepliwie. Powiedziałem co trzeba i myślę, że relacje będą właściwe.;-)
Uczucia mam trochę mieszane. Już z nazwy wiadomo, że na Górce MUSZĄ się pojawiać krowy. Wręcz powinny, bo trawa tam jest przepyszna. Z drugiej jednak strony ktoś na MOJEJ Górce?/!
Tłamszę jednak w zarodku takie myślenie, teren taki duży, że każdy się naje trawy tyle ile chce.
Czasem pewne rzeczy przychodzą mi z trudem. Na przykład - do tej pory zawsze byłem jedynym psem w domu. Czyli na schodach, w windzie nie czułem zapachów innych psów. Teraz w naszym małym domu są trzy psy i jeden odwiedzający! Ile w mojej najbliższej okolicy to nawet nie zliczę. Kocie zapachy w liczbie chyba tysiąc razy większej niż we Frankfurcie! Na naszej krótkiej ulicy najgłośniejszy nie jestem ja, a kogut! Konie zawsze spoglądają na mnie z góry, co początkowo brałem za oznakę wywyższania się, teraz wiem że było błędnym myśleniem. Barany i owce becząc wcale się ze mnie nie naśmiewają, one po prostu taki mają system porozumiewania się z otoczeniem. Wszystkiego tego nie wiedziałem, dlatego wszystkie zwierzęta traktowałem podejrzliwie.
To całkiem inna łąka, a na niej grupa, naprawdę spora, bocianów. Bliżej się nie dało podejść.
Cóż, a to moje listopadowe, wieczorne kanapowanie. Wtulony w kanapę na tyle na ile mam możliwości;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















.jpg)


























