3.09.2012

pierwsze wrażenia

To mój tymczasowy kącik do spania. Może być, choć wolałbym moje wygodne legowisko. Ponoć w późniejszym czasie się pojawi. Ciekaw tylko jestem czy w przyszłym mieszkaniu będę miał widok z okna, tak jak we Frankfurcie? Lubie sobie poobserwować co tam dzieje się na ulicy. Zobaczymy, czas pokaże. Na razie śpię koło szafy.

Staram się przyzwyczaić do nowych dźwięków. Szczególnie te domowe mnie intrygują. U nas praktycznie nic nie było słychać oprócz firmy sprzątającej klatkę schodową. Taaak, ci to trzaskali, stukali, szurali, w ten sposób dając znak, że byli i sprzątali. Inaczej można by się tego tylko domyślać.
Tutaj jest cała gama nowych dźwięków. Mam podejrzenia, że na klatce schodowej toczy się jakieś życie towarzyskie z którego jestem wykluczony, pewnie dlatego, że w tym czasie zawsze śpię. A i teraz różne odgłosy słychać, pewnie coś jakby druga zmiana się uaktywniła?

Rano z Panią poszedłem na spacer, ale na korytarzu nikogo nie spotkałem, a byłem bardzo ciekaw tych tymaczasowych sąsiadów.
Wieczorem za bardzo uwagi nie zwróciłem na otoczenie, byłem troszkę rozkojarzony. Spotkalem za to pewną panią, która na ulicy pochyliła się nade mną, mówiła coś miłego(tego sie tylko domyślam, bo nic nie zrozumiałem) i misiowała mnie jak oszalała! Oczywiście poddałem się nastrojowi;-). Przechodzący obok się zatrzymywali i ze śmiechem oglądali to widowisko;-). Nawet jak zacząłem poszczekiwać to ta pani się nie speszyła. Jaki z tego wniosek? Ludzie poztywnie nastawieni do psów. Przyjmuję do wiadomości, że będą wyjątki, ale pierwsze wrażenie mam pozytywne!

Parę porannych ujęć. Moja obecna ulica. Wygląda spokojnie, ale przylega do takiej dość ruchliwej, a nasz dom stoi na rogu, więc nie jest tak cicho jak się może wydawać patrząc na to zdjęcie. Na ulicy jest wiele pięknych domów, z takimi jakby ogrodami, ale ta zielen jest za płotem, tereny prywatne.
Mały park na który z Panią natrafiliśmy idąc po prostu przed siebie. Tam i inne psy przyszły na spacer.
I jeszcze ja w parku:-)
Zaraz znów pójdę poznawać okolicę. Mieszkanie już dokładnie obejrzałem, choć Pani mówi, że mam się nie przywiązywać za bardzo do tego miejsca. W porządku, zobaczymy co się będzie dalej działo. Na bieżąco będę informował:-))))

jeśli ktoś z czytelników korzysta z przeglądarki firefox, to niestety widzi mój blog nie tak jak pownien. to nie jest moja wina i też czekam, aż wszystko wróci do normy.

31.08.2012

psi prorok


na stanowisku w pracy:-)
Być może wtedy wywołałem wilka z lasu?
http://enzowy.blogspot.de/2012/03/gdzie-mieszkac.html
Wilka w sensie pozytywnym:-)


o czym tak myślisz Enzusiu?

Często słyszę takie pytanie, choć mam wrażenie, że nikt nie oczekuje na nie odpowiedzi. Przez łeb przetacza się czasem milion myśli, a czasem jest pustka taka, że pytanie echem się odbija:-).
Lubię sobie leżeć i dumać, wiele moich przemysleń nie jest bardzo skomplikowanych, dotyczą banalnych spraw. Np. ktora konkretnie suczka pozostawia taki nęcący ślad, co się stało z takim fajnym kijem, który jeszcze wczoraj leżał obok ławki, czemu po piknikach w parku pozostaje tyle śmieci gdy kosze są co parę kroków. I inne tego typu sprawy. Poważniejsze sprawy też czasem analizuję. Np. skąd tyle siwych włosów, dlaczego nie mam własnej kanapy, czemu nie ma telefonów dla psów, mógłbym sobie z Wolfem pogawędzić, co to znaczy, że Rufus "jest stary"..
A te chwile bezmyślnosci uwielbiam, coś tam niby się po łbie kołacze, ale staram się tej myśli nie łapać, niech sobie odejdzie tak łatwo jak przyszła.
Najlepiej leżeć wtedy na balkonie, albo przy oknie. Coś tam się dzieje, jakis ruch rejestruję okiem, ale sie nie wczuwam. No chyba, że kot mi zaburzy swoją obecnością panującą harmonię.
Jedno z moich ulubionych miejsc, pod biurkiem Pana, udkiem ściśle ułożonym przy serwerze. Pan zawsze protestuje jak się wciskam, no ale dopada mnie wtedy chwilowa głuchota, dopóki się wygodnie nie położę;-). To jest miejsce w którym nie mam czasu na myślenie, po minucie zasypiam.

Albo krzesło od Pana, bardzo wygodne, jednak Pan tez narzeka, bo jak już zasnę, to blokuję wtedy go przy biurku. Czasem ponoć tak mam łapy poukladane, że nie da się krzesła ruszyć.
Tu moment bezmyślności przed snem:
Jak już zostanę wypędzony spod biurka i z krzesła, to zawsze mogę spróbować zagadać z Panią w sprawie kanapy. Czasem się udaje. Stoję przed kanapą i robię wzrok proszący. Trwa to wg mnie wiecznośc zanim Pani powie "no to chodź". Jeden skok i już leżę;-).
Gapię się przez okno, oglądam tv. A to jakiś pies sie pokaże na ekranie, albo inne zwierzę, albo sport, najfajniej jak piłka - oglądam aż powieki zaczynają mi ciążyć, pozwalam im opaść i dopuszczam by mój mózg opanowały sny. A te czasem są takie realistyczne!


przed winobraniem

Na początku sierpnia pojechaliśmy sprawdzić co słychać w nadreńskich winnicach. Mnie oczywiście najbardziej interesowało to, czy da się już skosztować paru gronek.
Niestety.. kiście winogron jeszcze potrzebowały czasu i słońca. Akurat w dniu naszej wycieczki było dość pochmurno, ale niech to nikogo nie zmyli, było bardzo ciepło i duszno. Degustacji nie miałem, ale za to wiele radości sprawiło mnie bieganie ścieżkami pomiędzy krzakami winorośli.
Teren jak widać jest mocno pagórkowaty, a ja się nie oszczędzałem. Szybko więc moją główną ozdobą stał się zwisający jęzor.
Nie mogło się obyć bez poskubania trawy.
W samochodzie była moja turystyczna miska i flaszka wody przeznaczona tylko dla mnie. Ale samochód był daleko, a ja JUŻ czułem ogromne pragnienie. Pani odjęła więc sobie od ust butelkę i podzielila się ze mna swoim zapasem wody.
Z butelki czy też z ręki woda jakoś lepiej smakuje niż z miski.
Proszę nie podglądać;-)
Na zakończenie zroszenie sznupy.
I momentalnie odczułem nowy zastrzyk energii. Od razu znalazłem piękny kawał pnia winorośli, to mi przypomniało zeszłoroczne wakacje..rozmarzyłem sie.

Końcówka spaceru to jednak szukanie cienia, zawsze jakiś litościwie się pojawi na mojej drodze.
Potem jeszcze cała miska wody wypita przy samochodzie, skok do bagażnika i do domu.

30.06.2012

turysta

Niektórzy ludzie jadą w jakieś piękne miejsca, daleko od swojego domu, a potem większość czasu spędzają przy hotelowym basenie;-). Nie zwiedzają okolicy, nie robią nic oprócz konsumowania posiłków w hotelu i okupowania leżaka przybasenowego.
I ja w tym roku w zasadzie też byłem takim właśnie turystą:D
Na wycieczki wysyłałem replikę, sam w tym czasie spałem... Biegałem po naszej łące(nie wiem czy wspominałem, ale mieliśmy przy domku gigantyczny teren dla siebie), przypiekałem się na tarasie. I naprawdę nie odczuwałem nudy. Może więc ci leżakowi turyści są zadowoleni z tego jak spędzają urlop?
Inna rzecz, że ja chętnie bym pozwiedzal, ale upały mnie rozdrażniają.
Aż tak bezczynny nie byłem, miałem dużo zabaw, spacerów po okolicy, pływanie w morzu, no i lansowałem się w Saint Tropez;-)
Jaki turysta więc jest "prawdziwy"? Taki co zwiedza wszystko, taki co po prostu leniuchuje? Myślę, że najważniejsze by z każdego wyjazdu wrócić zadowolonym, wtedy ma się pewność, że się wypoczęło.

odpoczywanie

To było moje miejsce domowe. Trochę twardo, ale da się wytrzymać. Zresztą nie ma wyboru, więc kłębkuję udając zadowolonego na turystyce. Domek miał parter, tam była kuchnia i wyjście na taras, piętro - tu właśnie miałem swój kąt i drugie piętro z sypialnią. Tam zachodziłem jak świtało i dyskretnie;-) oznajmiałem, że już wstałem.

Najlepszym miejscem na wylegiwanie się był jednak taras. Kamień nagrzany słońcem. Wokół zapachy, szum przyrody. Po tarasie stale przechadzały sie lokalne robaki, gigantycznie mrówki, owłosione albo opancerzone glizdy. Byłem ich ciekaw, ale traktowałem z pewnym dystansem.
Mógłbym na takim tarasie spędzić cały dzień, oprócz chwil na jedzenie i sikanie. Bardzo niechętnie wchodziłem do domu wieczorami. Oczywiście zostawałem w ciągu dnia sam w domu, wtedy byłem o to obrażony. Dziś jednak wiem, że wycieczki podczas upałów mi nie służą, lepiej podrzemać w chłodnym pokoju.
Ha, a to już "moje miejsce" podczas drogi do domu:-). Maskotki, wałek na trzymanie łba.. naprawdę wygodnie mi się jechało.

23.06.2012

zielnik Pana Sznupy

Koniecznie muszę przedstawić łąkę, która otaczała mój tegoroczny wakacyjny dom.
Dom mieści się praktycznie na samym końcu miejscowości Bagnols en Foret. Jakieś domostwa obok się znajdowały, ale i tak miałem wrażenie że jesteśmy na jakimś odludziu. Najczęściej widzialem kolarzy i jakieś samochody, ale tylko wtedy gdy leżałem przodem do ulicy. Ruch na tej drodze nie był jakiś nadmierny i czasem czekając aż coś przejedzie zapadałem w drzemkę;-).
Dlatego wolałem obserwować łąkę, na niej tylko pozornie nic się nie działo. Zapachy mówiły coś całkiem odwrotnego! Wdychałem, analizowałem, sprawdzałem.
Oto droga prowadząca do domu, po prawej oliwki i niewidoczna tu ulica, a po lewej aż po horyzont moja łąka. Piszę "moja" bo jakoś się przez te dwa tygodnie przywiązałem:D
Ten teren był bardzo duży i dlatego nie nudziły mnie spacery, na każdym coś nowego odkrywałem. A to jakiś ciekawy robak, a to ineresujący kwiatek, no i zapachy! Jestem pewny, że nocami tam niezłe kocie harce się odbywały!
Upał, ale w trawie jest tak przyjemnie pomimo gorąca.
Oto majowo-czerwcowe rośliny, które mi się spodobały. Pani mi wyjaśniła co to jest zielnik, ale szkoda by było je zrywać i suszyć, dlatego postanowiłem że mój zielnik będzie nowoczesny: fotograficzny. W ten sposób uroda roślin nie przeminie, tu na zdjęciach zawsze będą żywe i kolorowe, a nie jak jakieś suszki;-)
Wracam z obchodu:
I jeszcze kwitnące drzewo oliwne, pierwszy raz takie widziałem. Do tej pory widziałem oliwki już z owocami:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...