19.12.2011

błotna afera

Wracalismy do domu przez Alzację. O tej porze roku gdy nie ma śniegu jest wszędzie dość smutno. Słońce też nie rozpieszcza i najczęściej się chowa w chmurach. W niedzielę słońce czasem przebijało się przez chmury, czasem nawet sypnął śnieg, ale było na tyle ciepło, że topił się ekspresowo. Wszędzie dostępne było za to błoto;-)
Czy jakiemus labradorowi trochę błota może przeszkadzać? Oczywiście, że nie, bo niby w czym? Rzekłbym, że błoto to dodatkowa atrakcja podczas każdego spaceru!

Szybkie rozeznanie okolicy i możliwości:

Piękna okolica, pomimo tego, że krzaki puste. Bieganie po trawie, po zabłoconej ścieżce, wskoki do kałuż, prześlizgiwanie się pomiędzy krzakami - to jest to Enzo lubi!
Psie adhd robiło się po prostu samo, naprawdę tego nie kontrolowałem. Jak czułem że błoto oblepia moje stopy, łapy, brzuch, to czułem po prostu szczęście..
Pan też mógł poczuć to szczeście, ale mam pewne wątpliwości czy to docenił.. Gdy wielkie grudki błota pacnęły na jego spodnie wcale nie podskakiwał z radości.
Staram się to zrozumiec, najwyraźniej każdy ma swoje ulubione rozrywki. Zawsze jak tak szaleje to Pani i Pan sie śmieją więc myślałem, aby ich jakoś bardziej włączyć do zabawy;-)
Potem ja zostałem wytarty szmatką, w garażu otrzepałem się i śladu błota na mnie nie było. A spodnie Pana już tak dobrze nie wyglądały;-))))


Wstęp, czyli przebiegnięcie w okolicy kałuży, potem nawrót i sprint przez środek..
I z zadowoloną mordą w stronę Pana lub Pani po parę uścisków. Trochę się odsuwają? To może jeszcze raz szybko przez kałużę?
Resztki winogron, niestety poza zasięgiem mojej sznupy:
Czerwone jabłka, wyglądają całkiem dobrze, jakie w smaku to niestety nie wiem;-)
Pora kończyć spacer, szkoda!
To ten miły zakątek:

spacer po Basel

W sobotę okazało się, że wcale nie jadę na wycieczkę do lasu tylko gdzieś dalej! Aż tak nie byłem tym zaskoczony, bo widziałem walizke, a to zawsze oznacza jakiś dalszy wyjazd. Pomimo tego, że straszono wichurą i śniegiem droga minęła szybko i bez przeszkód dojechaliśmy do Basel. Śniegu nigdzie nie zauważyłem, niestety...
Miasto było ładne, a w niektórych miejscach był spory tłum, ja jednak starałem się zachowywać grzecznie. Obce i nowe zapachy mnie intrygowały, tak samo spotykane psy. Jeden taki chart afgański wyraźnie chciał zawrzeć ze mną znajomość. Ja w sumie nie miałem nic przeciwko temu, jego futro robiło wrażenie! Ale jak to bywa w takich sytuacjach - każdy poszedł w swoją strone, bo decyzję podjęli ci co trzymali w swoich rękach smycze..
Na bazylejskim bruku:

Nie wszędzie była możliwa psia swoboda:
Jednak wcale się tym nie martwiłem, bo w mieście zawsze chodzę na smyczy:-).Oczywiście że takie człapanie łapa za łapą jest nieco.. nudne, ale co zrobić? Staram się obserwować otoczenie.
Spacer miałem urozmaicony. Wpierw bardzo spokojnym kawałkiem miasta, od Hbf (dworca kolejowego) w strone rzeki. Przeszliśmy Wettsteinbruecke na drugą stronę i tam szliśmy już nabrzeżem spacerowym. Rhein(Ren) wyglądał bardzo groźnie.
Wszędzie spotykałem bazyliszka...
http://rudawnikoweperegrynacje.blogspot.com/2011/08/bazyliszek.html
I fontanny, tak fontann jest w Basel pod dostatkiem, niektóre tylko są dość wysokie i mój jęzor nie sięgał do wody. Próbowałem jednak przy każdej okazji, nawet jeśli nie odczuwałem pragnienia.
Na szczęście i psie elementy się pojawiają;-), choc bazyliszek w tym mieście dominuje.
To malunek na ścianie ratusza, od strony podwórza. Ratusz to bardzo ładny budynek, pokaże go w innym wpisie.
Po przejściu przez Mittlere Bruecke do starej cześci miasta wpadlismy w tłum. To tak jakby wszyscy mieszkańcy Basel nagle zjawili się w tym samym miejscu:-). Parę razy zaczepiano mnie, niestety cmokając, co mnie trochę irytuje. Dlaczego? Dlatego, że odbieram to jako zaproszenie do zabawy, wyrażenie takiej chęci. A najczęściej ludzie się płoszą moim wybuchem radości..
W końcu dotarlismy do hotelu. Zostałem miło przywitany, a pokój od razu mi sie spodobał.
Miałem swój kocyk, swoja maskotkę i miskę, zostałem więc sam a Pani i Pan poszli dalej spacerować.
A ja w tym czasie sobie spałem.

9.12.2011

urodziny

I już po urodzinach, od dwóch dni jestem pięcioletnim psem! Ile jest to lat w psim kalendarzu to nawet nie przeliczam, pięć brzmi zdecydowanie dobrze.
Ile wyszło z moich marzeń? Naprawdę niewiele, może moje marzenia są zbyt nierealne??
A może muszę jeszcze bardziej dopracować szczegóły i trochę wcześniej zadbać o to by marzenia mogły się spełnić?
Na przykład wysłać do Wolfa zaproszenie? Proste ..

Tak sobie dumałem o tych urodzinach, aż nie zauważyłem że zapadłem w głęboki sen..
...łeb zsunął mi się z legowiska. Ja jednak tego nawet nie poczułem, śniłem wtedy pewnie o Marisol-)))
Pierwsze co zobaczyłem po przebudzeniu 7-go grudnia, to była piekna jesienna pogoda. Ani grama śniegu. Króliki pokicały więc chaotycznie, nazwałbym czymś w klimacie tańca nowoczesnego.. Obiektywnie przyznaję, że to nie jest ich wina, że śniegu nie było;-). Marchew jak co rano dała mi Pani. jedna sztukę, ale taką grubiutką.
Pogoda do południa bardzo się zmieniała: a to słońce, a to wichura, a to bardzo intensywny deszcz. Czego nadal nie było? Tak, nie bylo śniegu.

Pani wycelowała w słoneczny czas, wzieliśmy zabawkę i poszliśmy do parku. Świeciło naprawdę mocno, aż trzeba było oczy mrużyć:Potem nastapił czas gier i zabaw, dodatkową atrakcją dla mnie było to, że trawa była bardzo mokra, poślizg byl idealny. Ziemia nieco rozmiękła i było coś co dało się zaliczyć do błota.
Nadal chyba prezentuję się dobrze?
Ponieważ urodziny wypadły w środku tygodnia, to nie było wyjazdu do lasu. To jeszcze przede mną!
Przyszła też pora na prezenty: dostałem psie kiełbaski, bagietkę i zestaw kibica:
Ów zestaw okazał się być za mały! Pomimo tego, że obroża była największa z dostępnych na mój kark była za mała. Smuuuuuutek!! jestem ciekaw co dostanę zamiast obroży i smyczy? Może coś z tego specjalistycznego sklepiku:
Pomimo tego, że dzień był inny niż sobie to wyobraziłem, wieczorem czułem już zmęczenie i na meczach Ligi Mistrzów nieco przysnąłem;-). Co ważne, w wygodnym miejscu..

6.12.2011

spacer

Zamiast do lasu zwiedzanie okolicy.... tak tak cieszę się...........
Wiem, wiem takie spacerowanie ma ponoć dużo zalet, tylko ja ich nie dostrzegam. Jedyne co mnie interesuje, to zapachy. Nie mam jednak możliwości iść tak jak chciałby mój nos, dlatego mogę starać się iść poprawnie za co skapnie mi czasem jakaś nagroda.

Niektóre odcinki drogi pokonuję tramwajem. Po całym Frankfurcie mogę jeździć sobie za darmo, fajnie prawda? To miłe, bo jak dziś pamiętam jak w Strasbourgu mnie wyproszono z tramwaju! I wcale nie chodziło o brak biletu.

Spacery po mieście są takie interesujące:
O, to jest miejsce w mojej okolicy, które lubię.
Budowa, tam jest wiele interesujących rzeczy. Oczywiście, że część jest ogrodzona, wstęp wzbroniony itd. Ale jest pomimo to tam ciekawie i tam chodzę z przyjemnością.
Najbardziej jestem ciekaw ile się spełni z mojego urodzinowego marzenia? Ta część mnie, która jest realistą mówi, że niewiele;-). Marzenia jednak nie są zabronione, bo jak nie teraz, to może innym razem się spełnią?

5.12.2011

Marsylia

Każda wycieczka do Marsylii była interesująca, o taaak bardzo. Wiem to z opowieści repliki i zdjęć. Najbardziej mi szkoda tych wszystkich zapachów, których nie było mi dane zaznać.
Obiektywnie przyznać muszę, że ja w tym czasie spałem sobie w domu, który dawał miły chłód. Grube mury Pitchouline mnie chroniły przed upałem.
Teraz wydaje mi się ten upał jakąś abstrakcją, nawet sobie nie potrafię tego aż tak przypomnieć.
Ale wiem, że szukałem cienia i chłodu.
Dni były długie, niebo bez chmur.. miło mi wrócić myślami do tamtego czasu. Za oknem ciągle ponuro.
Marsylia to miasto kontrastów. Jest tam i ładnie i brzydko. Są zadbane kwartały ulic i są takie mocno zapuszczone. Jest głośno, jest morze ludzi i samochodów.

Tu przechadzka z Place Jean Jaures do Cours Julien. Na Place Jean Jaures akurat sprzątano już po targu, a dojechanie do parkingu znajdującego się w okolicy zajęło wieki. Bardzo dobre ćwiczenie cierpliwości.
Z góry Marsylia wygląda imponująco. To bardzo rozległe miasto i parogodzinne chodzenie po mieście pozwala zobaczyć naprawdę tylko marny jego wycinek.
Im dalej od centrum tym więcej blokowisk, ale takich gigantycznych.

Ta malutka wyspa po lewej, to wyspa If. Znana z tego, że w znajdującym się na niej zamku więziono Hrabiego Monte Christo:)
http://if.monuments-nationaux.fr/

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_d%27If

Tu widok na Stary Port (Vieux-Port)
http://www.panoramicearth.com/6237/Marseille/Vieux_Port
Te zdjęcia na Marsylię były robione ze wzgórza na którym znajduje się Notre Dame de la Garde:
http://www.notredamedelagarde.com/-Photos-360o-.html

Choćby dla tych widoków warto wejść(wjechać) na wzgórze. Owszem, to taki stały punkt wszystkich wycieczek i jest tam po prostu sporo ludzi. W okresie letnim to chyba z dziesięć razy więcej niż we wrześniu;-). Widziałem informacje, że pod bazylikę da sie wejść tylko na piszeo, ale to nieprawda. Wjeżdzają autokary i setki aut, przygotowano parę parkingów. Oczywiście, że potem kawałek trzeba dojść, ale:po pierwsze przyjemnie się idzie, po drugie jest to naprawdę niewielki kawałek.
Bazylika jest widoczna z każdego miejsca w mieście. Tu więcej informacji:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_Notre_Dame_de_la_Garde_w_Marsylii


Być w Marsyli i nie zajrzeć do sklepu Olympique Marseille? Niemożliwe:)
Gdzie sie da to widać znaczki OM, na ulicach mnóstwo ludzi w różnym wieku w koszulkach klubowych.
http://www.om.net/fr/home/0/Accueil
Klub ma ciekawą historię, każdy kto interesuję się piłką nożną powinien ją znać. Od bohatera do zera, tak można to w skrócie ująć. Sezon 92/93 to ten najgorszy dla klubu, został wtedy zdegradowany za korupcję i grał we francuskiej II lidze(Ligue 2). Potem wróciły lepsze czasy. Polecam polską stronę o klubie:
http://demarseille.pl/
A to już dzielnica Panier.
http://www.marseille-provence.info/marseille-marseilles/what-to-see-tourist-attractions/45-marseille-the-old-town-panier.html
tylko po francusku:
http://gilles.susini.free.fr/
Dzielnica jest znana wszystkim czytelnikom książek Jean Claudo Izzo. Napisał on tzw. trylogie marsylską, na ktorą składają się: Total Cheops, Szurmo i Solea. Wszystkie są dostępne w Polsce.
Są to powieści detektywistyczne, ale najważniejsze w nich jest coś innego: oddanie klimatu miasta, życia w nim imigrantów. Izzo nie żyje od 2000 roku, ale jego syn prowadzi stronę internetową, niestety tylko w języku francuskim:
http://www.jeanclaude-izzo.com/

A to przygotowały dzieci z pobliskiej szkoły, ścieżka z "przykazaniami" lub dobrymi radami:
Oczekiwanie na posiłek umila tradycyjny marsylski napój, pastis.
Pastis podlega regulacjom prawnym. Zgodnie z CEE No 1576/89 pastis musi zawierać następujące substancje w określonych stężeniach:
1) 0,05-0,5g olejku lukrecjowego
2) do 100g/l cukru
3) 1500-2000mg/l anetolu
Najważniejszym składnikiem roślinnym jest anyż gwiazdkowy zawierający anetol. Inne dodatki to lukrecja, przyprawy (cynamon, pieprz) oraz zioła, których wybór uzależniony jest od producenta.
A w końcu przychodzi i pora na małe co nieco:))
Należy też pamietać, że Marsylia muzycznie to rap i hip hop. Stąd wywadzą się przecież Fonky Family, IAM, Akhenaton -to tylko ci artyści których ja kojarzę i znam:)
http://www.iam.tm.fr/iam/iam.html
Chciałbym polecić moją ulubioną piosenkę(albo lepiej brzmi:mój ulubiony kawałek?;-)

Iam & F.Family - Bad Boys De Marseille von sayit

i jeszcze:

-Akhenaton - L'Americano von KozureOkami

Tyle wspomnień wakacyjnych. Teraz nic tylko wyglądać pierwszego śniegu za oknem.

3.12.2011

superdupermegahama

Już niebawem będę miał kolejne urodziny. 5-latkiem będę..
Cały czas się zastanawiam czy już wypada mi mieć kryzys wieku średniego, czy to jeszcze za wcześnie?
I czy na pewno muszę mieć ten kryzys, a mozę on jest tylko wymysłem tych wszystkich męskich pisemek? Byc może niektórzy jakoś muszą usprawiedliwić zakup jakichś drogich gadżetów czy sportowego samochodu:DD

Ja wolę się skupić na rozmyślaniu o samym dniu urodzin, określenie "wiek średni" wydaje mi się takie... postarzające! Jestem przecież młody i taki właśnie zamierzam być przez kolejne lata. I nawet tych parę siwych włosów w moim futrze tego nie zmieni.

Jak mógłby mój, wspaniały, urodzinowy dzień wyglądać?
Pobudka, leniwa, za oknem sypie śnieg. Koniecznie! Jakoś tak ładniej by wyglądało wszystko..
Przeciągam się, spoglądam za okno, a tam na sniegu wydeptany króliczymi łapami napis: Enzo, Alles Gute. Ten hołd od kroliczków nastraja mnie pozytywnie. Idę usmiechnięty do sypialni, Pan od razu się budzi i błyskawicznie się ubiera. Ja dla zasady wykonuję parę lwich ryków, to dla mnie coś takiego jak poranna kawa dla Pani.
Zbiegamy po schodach, wpierw prowadzę Pana na przydomowy trawnik, aby pokazać prezent od króliczków. Jeden z nich, taki mało płochliwy przekazuje mi wiadomość: koło mostku w parku coś na mnie czeka.
Ach, to trzeba tam szybko iść! Biegniemy z Panem truchtem, a śnieg wesoło skrzypi pod naszymi łapami.

Przy mostku śnieg z jednego miejsca odgarnięty i stoi tam tort marchewkowy!! Z surowych marchewek króliczki zbudowały zaskakującą konstrukcję, jestem pod wrażeniem. Zachowuję się jak dżentelmen rzecz jasna: zjadam tylko najgrubszą marchew, te drobne pozostawiam króliczkom. One zadowolone się częstują.
fot:przejdznaswoje.pl

Potem Pan organizuje mi zabawy w śniegu. Gdy czuję burczenie w brzuchu daję sygnał, że pora wracać, na pewno Pani już czeka aby mi sypnąć jedzeniem do miski.

W domu oczywiście niespodzianka, zamiast mojej starej miski na wodę stoi taka oto fontanna:
fot:easypet.pl

Bardzo lubię pić bezpośrednio z butelki(np. jak jesteśmy w lesie) i ta fontanna spodobała mi się od pierwszego wejrzenia!
A śniadanie miałem w takiej oto misce:
fot.luxlux.pl
Zaprojektował ja Michael Aram i jest zrobiona z w całości z metalu, w tym przypadku jest to szlachetna stal nierdzewna pokryta antybakteryjnym niklem. Nooo jak to brzmi, prawda?
Jedzenie smakuje mi w każdej misce, ale to miły gadżet taka "miska od znanego projektanta", takie trochę snobistyczne ale nic złego w tym nie widzę.

Zadowolony, z pełnym brzuchem pokręciłem się trochę po mieszkaniu, nie wiedziałem gdzie uciąć sobie drzemkę. Specjalnie dla mnie Pan odtworzył pamiętny mecz Liverpool-AC Milan(Stambuł, 25.05.2005). Wtedy mnie jeszcze nie było na świecie, dlatego znam tylko z nagrań. Mogłem więc zwinąć się wygodnie na kanapie, bo tylko stamtąd sie dobrze patrzy na ekran telewizora.
Postanowiłem przespać pierwszą połowę, drugą oglądałem w półśnie, a oczy szeroko otwarte miałem rzecz jasna na karnych!
Karniaki zaczynają się od 5.55 min:

ech, to byly czasy! dobre dla Liverpoolu...

Złażę z kanapy, wyspany i pełen energii, Pan proponuje wyjście w teren. Czuje, że to moga być jakieś niespodzianki! I faktycznie, schodzimy do garażu, więc będzie to zimowy las. Na leśnym parkingu gdy wysiadam czuję jakieś znajome zapachy. To moi urodzinowi goście -Wolf i Rufus!!
Co tam dizajnerska miska, najważniejsze jest właśnie to spotkanie! Witamy się, biegniemy przed siebie, wąchamy ślady pozostawione przez leśną zwierzynę, czasem sobie po prostu idziemy spokojnie przed siebie.
Czas mija oczywiście za szybko. I nawet nie wiem kiedy nadchodzi ta chwila gdy trzeba wskoczyć do samochodu i wracać. Oczy mi się zamykają, ale jestem spokojny, bo Wolf i Rufus zostają u mnie do nastepnego dnia.
W domu w trójkę zasypiamy w moim pokoju i do kolacji przeżywamy nasz spacer we śnie raz jeszcze.
A kolacja, ta też jest inna. Bagietka jako przystawka, potem sznycelki, ale bez tej bułki tartej. Do tego sałatka z pomidorów, papryki i ogórków. Na deser kawałek aromatycznego sera szwajcarskiego.
Okazuje się, że dostałem też inne prezenty:
foto:hundeleinen.de
oraz parę innych rzeczy.
Wystrojony w nową, czerwoną obrożę poszedłem na wieczorny spacer. Śnieg popadywał, gwiazdy migotały, trzymał lekki mróz. Pomyślałem, że na pewno będzie w parku Mały Enzo i wtedy Wolfa i Rufusa z nim zapoznam.
I Mały Enzo był, a także Mariesol(hurrra), znajomy ogar polski i wszystkie inne psy, które zawsze były do mnie przyjaźnie nastawione.
Stały razem, jakoś tak uroczyście.. Wykonały dla mnie znaną pisoenkę Pink Floyd:



Hmm, czyż nie wzruszające?
Jeszcze tylko pozowanie do wspólnego zdjęcia i już mogliśmy rozpocząć psie harce.
Wróciłem do domu zmęczony ale baaardzo szczęśliwy, a w nocy śniły mi się spotykane często we Francji pudelki, ale tego snu opisywać nie będę...
:)))

I tak to jest mój wymarzony dzień urodzin.
jestem trochę marzycielem, więc może kiedyś tak właśnie będzie?
Ta część mnie, która mysli realistycznie mówi: marchew będzie, ale da mi ją Pani, spacer do lasu będzie ale w weekend, piosenka może być odtworzona z płyty, jak i mecz.. pudelki to we Francji i w dodatku załatwiane randki we własnym zakresie;-))), inne psie harce możliwe itd. itd.
Zobaczymy, środa niebawem;-)

Jeszcze chyba powinienem napisać skąd taki tytuł wpisu?
Hehe, Super-Duper-Mega-Hammer-Hesse to konkurs z lokalnej telewizji. Ludzie robia różne dziwne rzeczy, najczęsciej całkiempozbawione sensu, a inni głosują co było najlepsze.
Dla mnie "superdupermegahama" to coś co robi wrażenie na mnie lub innych, przez to że pojawiają się elementy dość zaskakujące. Jak na przykład tort z marchewek zrobiony przez króliczki;-))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...