21.12.2010

śnieżne foto story(wpis nr 666)

Jeszcze zima się nie zaczęła -wg kalendarza. Ale śniegu jest pod dostatkiem, nie narzekam. Jedynie żałuję, że więcej czasu na dworze nie mogę spędzać. Ludzie chyba wolą zimę oglądać zza okna.
Prognozy były na dziś całkiem inne, miała być odwilż, a tu niespodzianka: śniegu przybyło i wygląda, że dziś jeszcze popada.
W sobotę byłem z Panem w lesie. Tam to jest śniegu! W wielu miejscach pokrywa śnieżna nie była naruszona i moglem pierwszy pozostawić tam swój ślad.
Na rozdrożu, sam nie wiem w którą pójść stronę, poczekam co Pan zadecyduje.
Zamiast bezcelowo biegać postanowiłem trochę uporządkować ścieżki leśne.
Te gałęzie czasem tak bezsensu leżą, jak widać zwierzęta leśne nic a nic nie dbają o ład.
Ale ja, Enzo, pokażę im jak się to robi i ile można samemu zrobić.
Dobrze poszło, ale się nieco zasapałem;-)
W środku lasy spotkaliśmy maszyny. Stały cicho, ale wcześniej musiały pracować.
Próbowałem do nich zagadać, ale spotkałem się z ignorancją.
Wytyczam ścieżki w dziewiczym śniegu:
Parę razy dopadło mnie psie adhd (czy też psia głupawka, jak kto woli).
A potem pojawiło się nawet słońce i las zrobił się inny, jakby weselszy?
Niestety i leśna wycieczka kiedyś się kończy i całkiem niespodziewanie doszliśmy na leśny parking, a potem to już drzemka w aucie i powrót do domu.

13.12.2010

w snieznym puchu

Tak jeszcze parę dni temu u nas wyglądało. Całą noc padał śnieg i poranek był miła dla mnie niespodzianką. W parku było cicho i ładnie.
Biegałem sobie zadowolony, aż nie chciało mi się wracać do domu.
Ten śnieg utrzymał się niestety tylko 2 dni, potem wszystko zniknęło. Jednak dziś jest bardzo obiecująca temperatura, liczę więc na jakieś opady!
Pani i Pan przeciwnie, uważają, że śnieg jest najlepszy w górach i to najlepiej na urlopie, a nie wtedy gdy trzeba codziennie wychodzić i brnąć przez zaspy.
Wiadomo, każdy ma swoje zdanie, dla mnie śnieg to zabawa:-)

12.12.2010

juz po spotkaniu

Wolf i Rufus oczekują na swojego przyjaciela, czyli mnie;-)
Tak naprawdę to zdjęcie zrobiono już po naszym wspólnym spacerze. Oni czekali na swojego pana, Kare, żeby starł z nich błoto. A ja w innym miejscu czekałem również na oczyszczenie futra.
Droga mi się wyjątkowo dłużyła. Ale w końcu dojechaliśmy i wesoło wyskoczyłem z bagażnika. Kare już stał na zewnątrz i moglem od razu go powitać. Wydałem z siebie całą gamę różnych psich dźwięków oznaczających zadowolenie.
Potem wpadłem jak burza do mieszkania, aby przywitać się z Wolfem i Rufusem. To było żywiołowe przywitanie;-)
Poszliśmy od razu na psią łąkę. Warunki na spacer były wręcz idealne: lekko siąpiło, ziemia była miękka i łąka była cała błotnista.
Rufus jak zwykle trzymał dystans, z daleka obserwował nasze harce. Ja(muszę to przyznać) byłem w stosunku do Wolfa nieco napastliwy, zbyt mocno chciałem okazać swoja męskość.
Kare nazywa mnie Macho.
Wolf oczywiście nie pozwalał mi się zdominować. Poza tym biegaliśmy jak wariaci po całej łące, jak błyskawice.
Dziś mi żal, że traciłem czas na próby dominacji zamiast się po prostu bawić jak zawsze. Łza w oku mi się kręci jak wspominam nasze codzienne!! spacery..
Parę słów na ucho.
I Rufus i Wolf są w świetnej formie, Wolf ma 8 lat a Rufus 10.

Dopiero oglądając zdjęcia dowiedziałem się, że w pokoju cały czas siedział kot. To dziwne, ale go nie wyczułem, taki byłem podekscytowany naszym psim spotkaniem! A kocur wpierw mnie z góry obserwował:

A potem siedział w kociej skrytce na kanapie i też tymi ślepiami wodził za mną. On był taki nieruchomy, że nawet Pani myślała, że to maskotka a nie żywe kocisko.W czasie gdy my odpoczywaliśmy po spacerze, to Kare, Pani i Pan byli na meczu. 1.FC Koeln gościło;-) Eintracht Frankfurt. Ponoć obie drużyny grały ciapowato i wyglądali na zdziwionych jak piłka trafiała pod ich nogi. Niestety my graliśmy bardziej ciapowato i przegraliśmy 0-1.
Widok na trybunę fanów Eintrachtu (Binding Szene)


Kozioł, występuję w kolońskiej druzynie hehe, jako symbol na ich herbie.
Kto chce to może sobie zerknąć:
http://www.fc-koeln.de/index.php?id=10
Kozioł jest widoczny od razu. I przed każdym meczem pojawia się na stadionie żywy.
Całkiem na górze na klubowej stornie kolońskiej drużyny jest ich hymn do odsłuchania (FC Hymne), wszyscy kibice śpiewają to przed meczem.
Moment w którym straciliśmy bramkę. Ponieważ Kare to fan FC Koeln, to Pani i Pan siedzieli z kolońskimi kibicami;-)
A dziś to tylko już wspominam jak było miło się spotkać z moim najlepszymi przyjaciółmi, których znam od szczeniaka.
I dostałem od Kare worek suszonych rybek!Pychota!

11.12.2010

wieża

Czekam i czekam aż w końcu dziś ruszymy do Wolfa i Rufusa, Pani mówi, że już lada chwila. Może więc zdążę szybko umieścić wpis o Wieży Eiffla. Jaki Paryż byłby bez niej?:-)
Tylko w filmach jest widoczna z każdego miejsca:D, ale to prawda, że jak się chodzi po mieście , to szuka się jej wzrokiem.
Obojętnie z której strony by się nie chciało dojść do wieży, to trzeba przedrzeć się przez sprzedających migające figurki i inne pamiątki.
To ujęcia z Place du Trocadero, super punkt widokowy:-)
A to już znacznie bliższe spojrzenie.
Jak zwykle pod wieża kolejka zniechęcająca, czyli widok z wieży innym razem.
http://www.tour-eiffel.fr/index.html
Można napisać, że to zdjęcie robione pod wieżą;-)

Kończę, Pani mówi, że mam się zbierać bo przyjaciele w Kolonii już mnie wyczekują:-) Hurraaa!

paryskie migawki

Parę miejsc kojarzących się z Paryżem. Większość, jak podejrzewam, jest każdego dnia oblężona turystycznie, ale to mnie nie dziwi.

Widok na Sekwanę z okolic Notre Dame
Luwr i piramidy, dyskusyjne połączenie. Zdecydowanie wieczorem wygląda to ładniej, ale i w ciągu dnia wg mnie wcale nie jest tak źle.
http://www.louvre.fr/llv/commun/home.jsp
Centre Georges Pompidou , czyli muzeum sztuki współczesnej i biblioteka. Bardzo charakterystyczny budynek.
http://www.centrepompidou.fr/
Muzeum Orsay, czyli Monet, Manet, Cezanne, Degas, Renoir, Gaugin, van Gogh i wielu innych..
Stary dworzec przekształcony w muzeum, budynek jest piękny.
http://www.musee-orsay.fr/
Pola Elizejskie późnym wieczorem, tłum spory, większość sklepów czynna do 22.00!
http://www.champselysees.org/champselysees/
Mały piesek też spacerował, jego panie miały futra i on też był wystrojony w kurtkę puchowa z kapturem obszytym jakimś cicikiem. Tak jednak dreptał szybko, że nie dało się zrobić mu wyraźniejszego zdjęcia.
http://www.cathedraledeparis.com/
Można powiedzieć, że to jedna z najbardziej kojarzących się z Paryżem budowli?
W środku tłoczno, chociaż i nastrojowo. Irytujące błyskanie lamp w aparatach (niby jest zakaz, ale ludzie się tym nie przejmują,).
Przed katedrą żołnierze, cóż, takie czasy. Jednak chyba się nie nudzą aż tak bardzo, japońskie turystki co chwila proszą o pozowanie do wspólnych zdjęć;-)

Choinka przed katedrą naprawdę jest duża, ale wiadomo, przy takim budynku każda wyglądałaby na małą:-)

metro i wystawy(sklepowe);-)

Paryskie metro jest jedyne w swoim rodzaju. Sieć korytarzyków, czasem idzie się spory kawałek pod ziemią, aby się przesiąść z jednej linii na drugą. Gdy pogoda jest zimowo-jesienna ma to same zalety:-). Tyle, że paryskie metro jest wygodne dla ludzi zdrowych, bez małych dzieci i ciężkich walizek. Ponoć gdzieś tam są windy, jednak przez te 5 dni ani razu ich nie widzieliśmy.
Same stacje są do siebie podobne, część z nich ma coś własnego, charakterystycznego (choćby Concorde czy Cadet).
Nigdy też nie czeka się długo na metro, jeździ ono często i jest to zdecydowanie najlepszy sposób na poruszanie się po mieście.
http://www.ratp.fr/
Wszystkie sklepy w mieście udekorowane świątecznie, wystawy różne, naprawdę czasem trudno oczy oderwać.
Wszystko miga, świeci, nęci aby podjeść (tłum w środku odstraszy od wejścia).
Najbardziej poczułem się zaskoczony taką wystawą:
Labrador w takim wdzianku?Z jakby.. pomponami???Jak to zobaczyłem, to aż mnie zatkało. Gdybym umiał się zaczerwienić, to bym to zrobił;-). Pani mi wyjaśniła, że te przebrane psy to nie są prawdziwe, to tylko psie figury. No ale tak czy inaczej żaden pies takich pomponów nie chciałby dobrowolnie nosić. Leżeć na takich dywanach, fotelach i owszem. Nawet takie pozowanie nie jest niczym strasznym, ale bez tej odzieży.
Ta galeria handlowa w każdym swoim oknie miała inną wystawę, wszystkie dopracowane do najdrobniejszego szczegółu.

To też pomysłowe, jakby sprzedawali tam pomadę do psich wąsików albo maść do psich poduszek, to na pewno bym wszedł na zakupy:-)
W Paryżu też zorganizowana coś na kształt niemieckich jarmarków świątecznych. Na jednym z odcinków Pól Elizejskich stoją białe budki z różnymi rzeczami(smakołyki, szaliki, zabawki, bombki itd itd).
A mi najbardziej się spodobała budka z naleśnikami i goframi;-)))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...