12.08.2008
10.08.2008
rozmyślania o pływaniu
Chciałem już wcześniej parę słów napisać, ale Pani wykonywała albo jakieś prace porządkowe, albo leżała na kanapie i oglądała jakieś filmy czy coś tam.
Potem poczuła ból głowy i na moje sugestie by zrobić wpis odpowiadała "Enzusiu daj spokój".
Może powinienem jak Owczarek nauczyć się sam pisać na klawiaturze?
Byłbym wówczas taki niezależny:-)
Teraz to już wszystkie myśli, które chciałem tu zostawić mi uleciały.
Dziś w telewizji widziałem fragment jakichś wyścigów na basenie. Ponoć to były eliminacje do finału męskiego. Nie wnikałem w szczegóły. Ale taki duży basen! I ten pan, który płynął zdecydowanie szybciej niż inni. I płynął w bardzo różny sposób. Pani mi powiedziała, że są różne style pływania. Delfinem, żabką, kraulem i pieskiem też się ponoć pływa:-). Ów mężczyzna płynął delfinem, bardzo mi się to podobało. Później już użył innego stylu i ostatecznie wygrał ten wyścig. Pani wytłumaczyła mi, że to taki pierwszy etap był a ten główny wyścig dopiero będzie miał miejsce. Muszę obejrzeć jak będą ścigać się w basenie najlepsi.
Zastanawiałem się, kto byłby szybszy w jeziorze, ja czy taki pływak?
Muszę Pana poprosić o mierzenie mi czasu podczas następnej wyprawy nad jezioro.
Ja mam dużo siły i długo wytrzymuje w wodzie. Na przykład odpływam od brzegu na pewną głębokość i odwracam sie czekając aż Pan rzuci aport, w tym czasie moje łapy ciągle pracują. Tak sobie nimi przebieram w wodzie, a tylko mój łeb wystaje nad wodę:-).
Gdy widzę, że aport rzucony, to robie taki jakby wyskok i bez większego wysiłku płynę w jego stronę.
Dzisiaj idę sobie spokojnie z Panem wieczorem na łąkę i kogo tam spotykam?
Mastifa Aresa i jego świtę.
Lekko sie zmieszałem ale tchórzostwo nie w moim stylu, więc po prostu zachowałem dystans i dałem sygnał, że nie mam zamiaru ich zaczepiać i przyjąłem do wiadomości, że są silniejsi i mają przewagę.
Trochę lepiej mi się na psiej duszy zrobiło jak sobie pomyślałem, że Ares też musi mieć przed kimś respekt.
Na przykład przed nim:
Potem poczuła ból głowy i na moje sugestie by zrobić wpis odpowiadała "Enzusiu daj spokój".
Może powinienem jak Owczarek nauczyć się sam pisać na klawiaturze?
Byłbym wówczas taki niezależny:-)
Teraz to już wszystkie myśli, które chciałem tu zostawić mi uleciały.
Dziś w telewizji widziałem fragment jakichś wyścigów na basenie. Ponoć to były eliminacje do finału męskiego. Nie wnikałem w szczegóły. Ale taki duży basen! I ten pan, który płynął zdecydowanie szybciej niż inni. I płynął w bardzo różny sposób. Pani mi powiedziała, że są różne style pływania. Delfinem, żabką, kraulem i pieskiem też się ponoć pływa:-). Ów mężczyzna płynął delfinem, bardzo mi się to podobało. Później już użył innego stylu i ostatecznie wygrał ten wyścig. Pani wytłumaczyła mi, że to taki pierwszy etap był a ten główny wyścig dopiero będzie miał miejsce. Muszę obejrzeć jak będą ścigać się w basenie najlepsi.
Zastanawiałem się, kto byłby szybszy w jeziorze, ja czy taki pływak?
Muszę Pana poprosić o mierzenie mi czasu podczas następnej wyprawy nad jezioro.
Ja mam dużo siły i długo wytrzymuje w wodzie. Na przykład odpływam od brzegu na pewną głębokość i odwracam sie czekając aż Pan rzuci aport, w tym czasie moje łapy ciągle pracują. Tak sobie nimi przebieram w wodzie, a tylko mój łeb wystaje nad wodę:-).
Gdy widzę, że aport rzucony, to robie taki jakby wyskok i bez większego wysiłku płynę w jego stronę.
Dzisiaj idę sobie spokojnie z Panem wieczorem na łąkę i kogo tam spotykam?
Mastifa Aresa i jego świtę.
Lekko sie zmieszałem ale tchórzostwo nie w moim stylu, więc po prostu zachowałem dystans i dałem sygnał, że nie mam zamiaru ich zaczepiać i przyjąłem do wiadomości, że są silniejsi i mają przewagę.
Trochę lepiej mi się na psiej duszy zrobiło jak sobie pomyślałem, że Ares też musi mieć przed kimś respekt.
Na przykład przed nim:
8.08.2008
relaks
mój wkład w porządki:-)
wolę wprawdzie gdy jest inna szczotka założona, przyjemniejszy jest wtedy masaż.
znowu mocno pada, już nie liczę dziś na udane wyjście, może jutro będzie lepsza pogoda.
7.08.2008
pływanie - zdjęcia
Leje coraz mocniej, deszcz wali w szyby samochodowe, ciemno jak późnym wieczorem, my spokojnie jedziemy nad jezioro:-)
Patrzę przez okno trochę zaniepokojony, a może tylko zdziwiony?

Podczas moich wyczynów nad jeziorem ani kropla deszczu już nie spadła, żadna błyskawica się nie pojawiła, ani też pomruk burzy.
Spoglądam w stronę Pana, który szykuje się do rzutu aportem:-)

Aport rzucony, więc i ja się rzucam na wodę.

Wyłowiony i dostarczony(aport), teraz czekam na pochwałę i nagrodę.

Niebo z zestawem różnych chmur, ta czarna od nas właśnie odchodziła.

Rzut kijem też miał miejsce, tu warto zauważyć jak mój ogon śmiesznie wygląda

I jeszcze widok na jezioro i niebo w okolicach 20-tej. Dobrze, że zawróciliśmy i jednak mogłem popływać.

wiadomo, dobre spanie po pływaniu

właśnie Pani policzyła i wyszło, że dziś mam równo 20 miesięcy!
Patrzę przez okno trochę zaniepokojony, a może tylko zdziwiony?
Podczas moich wyczynów nad jeziorem ani kropla deszczu już nie spadła, żadna błyskawica się nie pojawiła, ani też pomruk burzy.
Spoglądam w stronę Pana, który szykuje się do rzutu aportem:-)
Aport rzucony, więc i ja się rzucam na wodę.
Wyłowiony i dostarczony(aport), teraz czekam na pochwałę i nagrodę.
Niebo z zestawem różnych chmur, ta czarna od nas właśnie odchodziła.
Rzut kijem też miał miejsce, tu warto zauważyć jak mój ogon śmiesznie wygląda
I jeszcze widok na jezioro i niebo w okolicach 20-tej. Dobrze, że zawróciliśmy i jednak mogłem popływać.
wiadomo, dobre spanie po pływaniu
właśnie Pani policzyła i wyszło, że dziś mam równo 20 miesięcy!
burzowy wieczór
Na wieczór było zaplanowane pływanie. Trochę się ściemniło jakby miała być burza, ale zeszliśmy do samochodu.
W drodze nad jezioro nagle pojawiła się burza, błyskawice, bardzo mocna ulewa. Gałęzie z drzew latały wkoło, a liście na ulicy wykonywały jakiś dziwny taniec.
A my uparcie jechaliśmy:-)
Nigdzie nie było widać czystego kawałka nieba, wszędzie chmury. Pani powiedziała, że się boi być nad jeziorem i Pan zawrócił. Trafiliśmy na korek spowodowany wypadkiem.
Chwilkę tam postaliśmy i Pan zauważył, że się przejaśnia, przejaśniało się dokładnie tam gdzie jest jezioro!
Wobec tego wróciliśmy ku mojej radości nad jezioro:-)
Oczywiście było pusto, ani grillowiczów, ani plażowiczów, ani biegaczy czy też kolarzy. Tylko my i kaczki.
6.08.2008
zaczepki
Dzisiaj to sie nie popisałem wieczorem na łące..
Choć powinienem to inaczej ująć, wg mnie wszystko było w porządku, tylko Pan nie był zachwycony.
Cały dzień trwał wielki upał, więc z Panią pobiegałem sobie w cieniu, bez jakichś większych szaleństw. Z Panem poszedłem o 19-tej, czyli o porze gdy wszyscy moi łąkowi przyjaciele przychodzą.
Dziś też było wesoło , towarzystwo dopisało.
Wpadła też Madame Claudia, choć zazwyczaj przychodzi wcześniej. Wspominam o niej, bo to właścicielka naszego obecnego mieszkania. Jej pies jest w porządku, ale ona sama trochę działa mi na nerwy. Innym chyba tez, bo wymyślili jej ksywkę "Madame".
Jej plecak leżał zachęcająco na trawie i jakoś tak spontanicznie podniosłem przy nim tylną łapę i siknąłem. Wydawało mi się to nawet dowcipne, ale Pan wyraźnie poczuł się zakłopotany moim uczynkiem. Przepraszał, a ja się dziwię, w końcu plecak jak jego nazwa wskazuje powinien znajdować się na plecach..
Inne psy od razu też się zainteresowały tym plecakiem i Madame musiała już go bardziej pilnować.
Od razu powiem, że nigdy takiego czegoś wcześniej nie zrobiłem. Sam nie wiem co sprawiło, że tak postąpiłem.
Ale byłem w doskonałym nastroju. I postanowiłem zagadać po męsku Aresa.
A Ares to mastif, już o nim pisałem i nawet go pokazałem na blogu:
http://enzowy.blogspot.com/search?q=mastif
Ares żyje w stadzie z innym wielkim psem i jeszcze jednym pieskiem, malutkim.
Męska zaczepka polegała na tym, że zawarczałem sobie na Aresa. Oj nie był zachwycony i od razu dał mi do zrozumienia co o tym myśli, a jego stado go poparło. Poczułem, że z tą trójką to marne me szanse więc uwaliłem sie na grzbiet poddając, ale nadal pokazywałem zębiska.
Trochę krwi się polało, ale nic groźnego.
Moja duma nieco ucierpiała, wszyscy widzieli jak leżę w tej poddańczej pozycji. Trudno, widać że z Aresem nie ma co zaczynać.
Potem się wszystko uspokoiło, otrzepałem się i było wesoło jak zawsze.
W domu sie powylizywałem , podumałem trochę i pora na porządną drzemkę.
Choć powinienem to inaczej ująć, wg mnie wszystko było w porządku, tylko Pan nie był zachwycony.
Cały dzień trwał wielki upał, więc z Panią pobiegałem sobie w cieniu, bez jakichś większych szaleństw. Z Panem poszedłem o 19-tej, czyli o porze gdy wszyscy moi łąkowi przyjaciele przychodzą.
Dziś też było wesoło , towarzystwo dopisało.
Wpadła też Madame Claudia, choć zazwyczaj przychodzi wcześniej. Wspominam o niej, bo to właścicielka naszego obecnego mieszkania. Jej pies jest w porządku, ale ona sama trochę działa mi na nerwy. Innym chyba tez, bo wymyślili jej ksywkę "Madame".
Jej plecak leżał zachęcająco na trawie i jakoś tak spontanicznie podniosłem przy nim tylną łapę i siknąłem. Wydawało mi się to nawet dowcipne, ale Pan wyraźnie poczuł się zakłopotany moim uczynkiem. Przepraszał, a ja się dziwię, w końcu plecak jak jego nazwa wskazuje powinien znajdować się na plecach..
Inne psy od razu też się zainteresowały tym plecakiem i Madame musiała już go bardziej pilnować.
Od razu powiem, że nigdy takiego czegoś wcześniej nie zrobiłem. Sam nie wiem co sprawiło, że tak postąpiłem.
Ale byłem w doskonałym nastroju. I postanowiłem zagadać po męsku Aresa.
A Ares to mastif, już o nim pisałem i nawet go pokazałem na blogu:
http://enzowy.blogspot.com/search?q=mastif
Ares żyje w stadzie z innym wielkim psem i jeszcze jednym pieskiem, malutkim.
Męska zaczepka polegała na tym, że zawarczałem sobie na Aresa. Oj nie był zachwycony i od razu dał mi do zrozumienia co o tym myśli, a jego stado go poparło. Poczułem, że z tą trójką to marne me szanse więc uwaliłem sie na grzbiet poddając, ale nadal pokazywałem zębiska.
Trochę krwi się polało, ale nic groźnego.
Moja duma nieco ucierpiała, wszyscy widzieli jak leżę w tej poddańczej pozycji. Trudno, widać że z Aresem nie ma co zaczynać.
Potem się wszystko uspokoiło, otrzepałem się i było wesoło jak zawsze.
W domu sie powylizywałem , podumałem trochę i pora na porządną drzemkę.
wady, zalety
Tak pomyślałem nad samooceną.
Od razu wymieniłem wiele swoich zalet, ale Pani mi sugeruje, że każdy ma i zalety i wady.
Czyli to taka delikatna sugestia, że ja też mam, te no wady.
I mam wrażenie, że Pani pomoże mi w wymienianiu moich wad:-)
Ale zacznijmy po psiemu. Wpierw zalety, potem wady jak wpierw lepsze kąski z miski się wyjada, a potem to co zostaje.
Jestem pojętny, szybko sie uczę i kojarzę. Potrafię być bardzo posłuszny i cierpliwy. Wykonywanie zadań, ćwiczeń sprawia mi wielką radość i jestem dumny gdy słyszę pochwały za dobrą robotę.
Mam wrodzona wesołość i chęć do zabawy. Lubię wszelką aktywność. Biegam szybko i zwinnie, nawet przed charcikami nie mam kompleksów. Pływam bardzo dobrze. Do kąpieli w wannie idę bez zahamowań. Wszelkie leki pożeram bez oporów i prosto z ręki. W spokoju znoszę wycieranie łap i brzucha po błotnych spacerach. Lubie gdy Pani mnie czeszę, z czyszczeniem uszu jest nieco gorzej, ale Pan sobie radzi.
W domu nie jestem zbyt szczekliwy, gdy zostaję sam to sobie śpię i zostaję sam na całym mieszkaniu. Już od dawna nie niszczę rzeczy, zresztą za wiele nie zniszczyłem będąc szczeniakiem.
Lubię jazdę samochodem i wycieczki do różnych nowych miejsc, poprawnie zachowuję się w autobusie, tramwaju, restauracji (Pani mówi, że mogłoby być lepiej).
Dobrze znoszę wizytę u weterynarza, choć jakiś dystans przed tym lekarskim stołem odczuwam.
Nie wybrzydzam co do jedzenia i co dostanę to zjadam z apetytem (to co znajdę samodzielnie też, ale Pani mówi, że to zdecydowanie wada a nie zaleta).
Lubię wszystkie psy i zawsze jestem nastawiony do nich przyjaźnie i pozytywnie.
Wszystkich ludzi też bardzo lubię i jestem otwarty na nowe znajomości:-)
Najbardziej ufam jednak Pani i Panu, bo wiem, że starają się o to, abym miał szczęśliwe, psie życie.
I wypada przejść do moich wad..
lekka zarozumiałość(naprawdę nie wiem o co chodzi), upartość i czasowa głuchota, pojawia się najczęściej w parze z jakimś fascynującym zapachem.
Chęć dominacji nad innymi psami. Marudność, Pani twierdzi, że niczym nieuzasadniona.
Grzebanie na wieszaku z praniem i ściąganie z niego skarpet. Czasami pojawiająca się nachalność, szczególnie względem kogoś nowego.
Penetrowanie nozdrzem po stoliku i stole( na ile się da).
I niestety skoki na obce osoby, rzadko kiedy ale jednak mają miejsce takie zdarzenia. To stawia Pana czy Panią w kłopotliwej zawsze sytuacji.
Nie lubię kotów, przepraszam za to wszystkie koty, ale to silniejsze ode mnie. Ich zapach działa na mnie wyjątkowo..
Reasumując: zalet jest zdecydowanie więcej, skromność nie pozwoliła mi wymienić ich wszystkich:D
Jestem typowym labradorem i z charakteru i z wyglądu i bardzo się z tego cieszę.
Dziś chciałem pokazać jak się wygłupiają zebry, bardzo to przypomina moje psie zabawy.
I na drugim filmie gepardy, nawet jak chodzą to robią to tak szybko.. nawet sobie nie wyobrażam
jak powoli ja przy nich biegam:-)
Od razu wymieniłem wiele swoich zalet, ale Pani mi sugeruje, że każdy ma i zalety i wady.
Czyli to taka delikatna sugestia, że ja też mam, te no wady.
I mam wrażenie, że Pani pomoże mi w wymienianiu moich wad:-)
Ale zacznijmy po psiemu. Wpierw zalety, potem wady jak wpierw lepsze kąski z miski się wyjada, a potem to co zostaje.
Jestem pojętny, szybko sie uczę i kojarzę. Potrafię być bardzo posłuszny i cierpliwy. Wykonywanie zadań, ćwiczeń sprawia mi wielką radość i jestem dumny gdy słyszę pochwały za dobrą robotę.
Mam wrodzona wesołość i chęć do zabawy. Lubię wszelką aktywność. Biegam szybko i zwinnie, nawet przed charcikami nie mam kompleksów. Pływam bardzo dobrze. Do kąpieli w wannie idę bez zahamowań. Wszelkie leki pożeram bez oporów i prosto z ręki. W spokoju znoszę wycieranie łap i brzucha po błotnych spacerach. Lubie gdy Pani mnie czeszę, z czyszczeniem uszu jest nieco gorzej, ale Pan sobie radzi.
W domu nie jestem zbyt szczekliwy, gdy zostaję sam to sobie śpię i zostaję sam na całym mieszkaniu. Już od dawna nie niszczę rzeczy, zresztą za wiele nie zniszczyłem będąc szczeniakiem.
Lubię jazdę samochodem i wycieczki do różnych nowych miejsc, poprawnie zachowuję się w autobusie, tramwaju, restauracji (Pani mówi, że mogłoby być lepiej).
Dobrze znoszę wizytę u weterynarza, choć jakiś dystans przed tym lekarskim stołem odczuwam.
Nie wybrzydzam co do jedzenia i co dostanę to zjadam z apetytem (to co znajdę samodzielnie też, ale Pani mówi, że to zdecydowanie wada a nie zaleta).
Lubię wszystkie psy i zawsze jestem nastawiony do nich przyjaźnie i pozytywnie.
Wszystkich ludzi też bardzo lubię i jestem otwarty na nowe znajomości:-)
Najbardziej ufam jednak Pani i Panu, bo wiem, że starają się o to, abym miał szczęśliwe, psie życie.
I wypada przejść do moich wad..
lekka zarozumiałość(naprawdę nie wiem o co chodzi), upartość i czasowa głuchota, pojawia się najczęściej w parze z jakimś fascynującym zapachem.
Chęć dominacji nad innymi psami. Marudność, Pani twierdzi, że niczym nieuzasadniona.
Grzebanie na wieszaku z praniem i ściąganie z niego skarpet. Czasami pojawiająca się nachalność, szczególnie względem kogoś nowego.
Penetrowanie nozdrzem po stoliku i stole( na ile się da).
I niestety skoki na obce osoby, rzadko kiedy ale jednak mają miejsce takie zdarzenia. To stawia Pana czy Panią w kłopotliwej zawsze sytuacji.
Nie lubię kotów, przepraszam za to wszystkie koty, ale to silniejsze ode mnie. Ich zapach działa na mnie wyjątkowo..
Reasumując: zalet jest zdecydowanie więcej, skromność nie pozwoliła mi wymienić ich wszystkich:D
Jestem typowym labradorem i z charakteru i z wyglądu i bardzo się z tego cieszę.
Dziś chciałem pokazać jak się wygłupiają zebry, bardzo to przypomina moje psie zabawy.
I na drugim filmie gepardy, nawet jak chodzą to robią to tak szybko.. nawet sobie nie wyobrażam
jak powoli ja przy nich biegam:-)
5.08.2008
czułości
Oto moja klasyczna, nocna pozycja na legowisku.
Pełen luz i swoboda. Legowisko jest bardzo wygodne, ma doskonały brzeg - mogę sobie na nim wygodnie układać łeb. Ludzie głowy podczas snu mają na poduszkach, ja też lubię trzymać łeb wyżej niż.. no inne części psiego ciała. Lubię też mieć na legowisku jakiś kocyk, ręcznik, ewentualnie starą koszulę flanelową. Pani na bieżąco dba o ich świeżość, na brudnym spać nie bardzo lubię. Legowisko jest duże, mam wystarczająco miejsca.

Czasem ktoś się przyczepi:)

Cierpliwie te czułości wytrzymuję nie okazując ani przez sekundę zniecierpliwienia.
Tak naprawdę to lubię być przytulany i głaskany.

Lubię także pozować do zdjęć.
Choć czasem po prostu wygodnie mi się leży i nie chce mi się zmieniać pozycji. Czekam, gapiąc się w obiektyw, aż Panu znudzi się robienie mi kolejnego zdjęcia. Na wszelki wypadek nawet okiem nie ruszam, bo jak już mają być jakieś zdjęcia, to niech są wyraźne:-)

I w końcu sam, z wygodnie ułożonym łbem i resztką kości przed nosem.
Pełen luz i swoboda. Legowisko jest bardzo wygodne, ma doskonały brzeg - mogę sobie na nim wygodnie układać łeb. Ludzie głowy podczas snu mają na poduszkach, ja też lubię trzymać łeb wyżej niż.. no inne części psiego ciała. Lubię też mieć na legowisku jakiś kocyk, ręcznik, ewentualnie starą koszulę flanelową. Pani na bieżąco dba o ich świeżość, na brudnym spać nie bardzo lubię. Legowisko jest duże, mam wystarczająco miejsca.
Czasem ktoś się przyczepi:)

Cierpliwie te czułości wytrzymuję nie okazując ani przez sekundę zniecierpliwienia.
Tak naprawdę to lubię być przytulany i głaskany.

Lubię także pozować do zdjęć.
Choć czasem po prostu wygodnie mi się leży i nie chce mi się zmieniać pozycji. Czekam, gapiąc się w obiektyw, aż Panu znudzi się robienie mi kolejnego zdjęcia. Na wszelki wypadek nawet okiem nie ruszam, bo jak już mają być jakieś zdjęcia, to niech są wyraźne:-)

I w końcu sam, z wygodnie ułożonym łbem i resztką kości przed nosem.
4.08.2008
Po niedzieli
Cały dzień gromadziły się chmury. Co wcale jednak nie przeszkadzało słońcu mocno przypiekać, nawet lekki spacer kończyłem z zwisającym jęzorem.
Po 23.00 wyszedłem z Panią na nocną toaletę i ledwo wróciliśmy to usłyszeliśmy miły szum dochodzący zza okna. Pada! Jak będzie lało całą noc to jest szansa, że będzie czym oddychać jutro. Mam na myśli rześkie powietrze.
Poszedłem dziś z Panem na łąkę nieco wcześniej i spotkałem i Rufusa z Wolfem i Snoopiego i charciki.
Pan uważa, że trochę charcika sprowokowałem do dzikiego biegania - tak się charcik zapamiętał w tych biegach, że odbiegł daleko od łąki. Wołania swojej pani zignorował. Słyszałem dziś jak Pan mnie przed Panią chwalił za posłuszeństwo, że nie odbiegam jak niektóre psy poza łąkę i wracam na przywołanie. Oczywiście że tak robię. Po prostu mi się to opłaca:-)
My, psy, to przekupne bestie jesteśmy.
Wczorajsze kwalifikacje dla Roberta Kubicy skończyły się pomyślnie, starował dziś z drugiej linii.
Niestety pomimo wielu starań ostateczne dziś miejsce ósme, jeden punkt do klasyfikacji indywidualnej.
Może jednak korzystniejsze byłoby przejście do Ferrari..
Choć dziś Ferrari też najlepiej nie wypadło, Felipe Massa świetnie jechał, z wielką klasą, a 3 okrążenia przed końcem wyścigu jego bolid stanął. I nic, cały wyścig prowadził, a ostatecznie nie zdobył żadnego punktu.. To jest zawsze dramat dla sportowca. Ponoć silnik nawalił. Na mój psi rozum to lepiej odpaść w 3 z kolei okrążeniu niż na 3 przed końcem wyścigu..
67 okrążenia na czele i potem oglądać jak świętują inni.
Wieczorem leżałem sobie przy fotelu od czasu do czasu zerkając na film "Into the Wild". Dużo przyrody tam było i głuszy leśnej, nie śledziłem akcji uważnie, bo byłem nieco zmęczony po łąkowych szaleństwach.
Ale w jednym momencie omal się nie zerwałem na wszystkie cztery łapy. Główny bohater zrobił swoją paszczą odgłos wycia wilków. Wyszło mu to bardzo realistycznie! Byłem w takim półśnie i zanim zrozumiałem, że to dźwięk z telewizora dochodzący czujnie rozglądałem się wokoło szukając zwierzyny.
Człowiek jednak wiele potrafi, nawet wydawać zwierzęce odgłosy tak perfekcyjnie, że jest w stanie mnie zmylić:-)
Dziś zamiast mojego zdjęcia piosenka z filmu "Into the Wild" w wykonaniu Eddie`go Vedder`a.
Polski tytuł filmu- "Wszystko za życie", wg Pani nietrafny.
Film smutny, ale wart obejrzenia jeśli ktoś lubi filmy o szukaniu sensu, celu w życiu. Drodze do szczęścia, czymkolwiek ono jest, tu wolność, niezależność, samotność, samodzielność, życie w zgodzie z przyrodą. I czy właśnie o to chodziło.
Arizona, Kalifornia, Alaska pokazane nie jako widokówka dla turysty.
Muzyka współgrająca z obrazem idealnie.
Po 23.00 wyszedłem z Panią na nocną toaletę i ledwo wróciliśmy to usłyszeliśmy miły szum dochodzący zza okna. Pada! Jak będzie lało całą noc to jest szansa, że będzie czym oddychać jutro. Mam na myśli rześkie powietrze.
Poszedłem dziś z Panem na łąkę nieco wcześniej i spotkałem i Rufusa z Wolfem i Snoopiego i charciki.
Pan uważa, że trochę charcika sprowokowałem do dzikiego biegania - tak się charcik zapamiętał w tych biegach, że odbiegł daleko od łąki. Wołania swojej pani zignorował. Słyszałem dziś jak Pan mnie przed Panią chwalił za posłuszeństwo, że nie odbiegam jak niektóre psy poza łąkę i wracam na przywołanie. Oczywiście że tak robię. Po prostu mi się to opłaca:-)
My, psy, to przekupne bestie jesteśmy.
Wczorajsze kwalifikacje dla Roberta Kubicy skończyły się pomyślnie, starował dziś z drugiej linii.
Niestety pomimo wielu starań ostateczne dziś miejsce ósme, jeden punkt do klasyfikacji indywidualnej.
Może jednak korzystniejsze byłoby przejście do Ferrari..
Choć dziś Ferrari też najlepiej nie wypadło, Felipe Massa świetnie jechał, z wielką klasą, a 3 okrążenia przed końcem wyścigu jego bolid stanął. I nic, cały wyścig prowadził, a ostatecznie nie zdobył żadnego punktu.. To jest zawsze dramat dla sportowca. Ponoć silnik nawalił. Na mój psi rozum to lepiej odpaść w 3 z kolei okrążeniu niż na 3 przed końcem wyścigu..
67 okrążenia na czele i potem oglądać jak świętują inni.
Wieczorem leżałem sobie przy fotelu od czasu do czasu zerkając na film "Into the Wild". Dużo przyrody tam było i głuszy leśnej, nie śledziłem akcji uważnie, bo byłem nieco zmęczony po łąkowych szaleństwach.
Ale w jednym momencie omal się nie zerwałem na wszystkie cztery łapy. Główny bohater zrobił swoją paszczą odgłos wycia wilków. Wyszło mu to bardzo realistycznie! Byłem w takim półśnie i zanim zrozumiałem, że to dźwięk z telewizora dochodzący czujnie rozglądałem się wokoło szukając zwierzyny.
Człowiek jednak wiele potrafi, nawet wydawać zwierzęce odgłosy tak perfekcyjnie, że jest w stanie mnie zmylić:-)
Dziś zamiast mojego zdjęcia piosenka z filmu "Into the Wild" w wykonaniu Eddie`go Vedder`a.
Polski tytuł filmu- "Wszystko za życie", wg Pani nietrafny.
Film smutny, ale wart obejrzenia jeśli ktoś lubi filmy o szukaniu sensu, celu w życiu. Drodze do szczęścia, czymkolwiek ono jest, tu wolność, niezależność, samotność, samodzielność, życie w zgodzie z przyrodą. I czy właśnie o to chodziło.
Arizona, Kalifornia, Alaska pokazane nie jako widokówka dla turysty.
Muzyka współgrająca z obrazem idealnie.
2.08.2008
Labrador
Kiedyś chciałbym zwiedzić półwysep Labrador. A konkretnie Nową Fundlandię, aby poznać krainę moich przodków. Ponoć to najbardziej zaniedbana część Kanady.
W oczach Kanadyjczyków Nowofundlandczycy, nazywani Nufie, uchodzą za prowincjuszy i nieudaczników. W kraju krążą tysiące dowcipów na ich temat.
Hmm.. Nufie ładnie brzmi, jak dobre psie imię. Na pewno to słowo ma dobry wydźwięk, w moich psich uszach tak!
Jestem przekonany, że ci ludzie są sympatyczni i kochają psy.
Za to opis geograficzny z mojego punktu widzenia jest bardzo zachęcający:
Wyspa (Nowa Fundlandia) jest bogata w wody śródlądowe. Przepływają przez nią dwie rzeki, znajduje się kilka mniejszych jezior. Niektóre obszary wyspy są bagniste.
Byłoby tam co robić, zabawy mnóstwo. Temperatury dość niskie, śnieg, deszcz, mgły. Oczywiście na cały rok to byłoby to dla mnie zbyt ekstremalne, bo przecież lubię wygrzewać się w słońcu, opychać się pędami świeżej trawy i kopać w piachu. Ale parę tygodni tam byłoby na pewno dobrą przygodą!
Oczywiście to tylko psie marzenie, bo wątpię abym pojechał gdzieś, gdzie nie da się dotrzeć samochodem. Słyszałem o samolotach, ale duże psiska na czas lotu nie są ze swoimi bliskimi tylko w luku bagażowym:-(
Byłoby to przeżycie dla mnie na pewno stresujące, zresztą dla Pani też, bo tyle godzin lotu to nie na jej nerwy:-)
I też nie wiem czy Pani i Pan tak tą częścią Kanady by się fascynowali jak ja. Szczególnie te bagniste fragmenty mogłyby ich nie zachwycać.
http://www.newfoundlandlabrador.com/
oficjalna
http://www.gov.nf.ca/
wirtualne zwiedzanie(to mi wypada zrobić)
http://www.virtual-tours-newfoundland.ca/
A co my, psy labradory mamy wspólnego z tym kawałkiem ziemi?
Ponoć to miejsce z którego pochodzą nasi labradorzy przodkowie.
Trochę historii:
Pierwszy Labrador pojawił się w 1839 roku. Posiadaczem psa był hodowca Duke of Buccleuch. Przyczynił się on znacznie do powstania dzisiejszego obrazu Labradora. Jeszcze w połowie XIX wieku opisywane psy nie stanowiły odrębnej rasy, były niepodobne jeden do drugiego. Łączyło je tylko pochodzenie: Nowa Funlandia, wyspa położona u wschodnich wybrzeży Kanady. Gdy pod koniec XVI wieku zajęli ją Anglicy, żyły tam psy, które towarzyszyły rybakom w połowach, nurkując w poszukiwaniu ryb i wyciągając sieci na ląd.
Angielscy rybacy wyróżnili dwa typy psów: jeden - ciężki, duży, długowłosy nowofunland wykorzystywany do wyciągania łodzi i sieci z wody, na lądzie zaprzęgany do wózków oraz drugi - mniejszy, bardziej ruchliwy, z krótką, ale bardzo gęstą i nieprzepuszczającą wody sierścią, pies St. John's (nazwa angielskiej osady, która uchodzi za miejsce wyhodowania takich Labradorów jakie mamy obecnie), prawie wyłącznie angażowany do pracy w wodzie. Oba te typy były właściwie czarne. Praca w lodowatej wodzie nie stanowiła dla nich problemu (na Nowej Funlandii panuje subarktyczny klimat ze średnimi rocznymi temperaturami niewiele poniżej zera).
W Wielkiej Brytanii sądzono początkowo, że sa to psy tubylców, którymi byli osiadli na wyspie Eskimosi. Jednakże, chociaż pochodzenie psów z Nowej Funlandii jest do dziś nieznane, hipoteza ta jest mało prawdopodobna. Wszystkie psy północy wyróżniały się stojącymi uszami i zakręconym nad grzbietem ogonem, natomiast myśliwskie psy dowodne miały wiszące uszy i prosty, noszony w dole ogon. Prawdopodobniejsza wydaje się hipoteza, że Anglicy sami przywieźli jakieś psy na kanadyjską wyspę i je tam zostawili, a parę wieków później "odkryli na nowo". Nie można też wykluczyć, że psy takie przywieźli Portugalczycy, którzy panowali na Nowej Funlandii od XVI do połowy XVIII w.
skorzystałem z opisu zamieszczonego na stronie:
http://www.labrador.retriever.com.pl/historia.html
można tam znaleźć więcej informacji
W tym roku szaleć będę we Francji, za jakieś półtora miesiąca. Będzie piach, las, ocean i pewnie inne atrakcje. Jeszcze się nie zastanawiam nad tym, bo dla mnie to jeszcze jest odległy czas.
A tu ja młodszy o jakieś osiem miesięcy
W oczach Kanadyjczyków Nowofundlandczycy, nazywani Nufie, uchodzą za prowincjuszy i nieudaczników. W kraju krążą tysiące dowcipów na ich temat.
Hmm.. Nufie ładnie brzmi, jak dobre psie imię. Na pewno to słowo ma dobry wydźwięk, w moich psich uszach tak!
Jestem przekonany, że ci ludzie są sympatyczni i kochają psy.
Za to opis geograficzny z mojego punktu widzenia jest bardzo zachęcający:
Wyspa (Nowa Fundlandia) jest bogata w wody śródlądowe. Przepływają przez nią dwie rzeki, znajduje się kilka mniejszych jezior. Niektóre obszary wyspy są bagniste.
Byłoby tam co robić, zabawy mnóstwo. Temperatury dość niskie, śnieg, deszcz, mgły. Oczywiście na cały rok to byłoby to dla mnie zbyt ekstremalne, bo przecież lubię wygrzewać się w słońcu, opychać się pędami świeżej trawy i kopać w piachu. Ale parę tygodni tam byłoby na pewno dobrą przygodą!
Oczywiście to tylko psie marzenie, bo wątpię abym pojechał gdzieś, gdzie nie da się dotrzeć samochodem. Słyszałem o samolotach, ale duże psiska na czas lotu nie są ze swoimi bliskimi tylko w luku bagażowym:-(
Byłoby to przeżycie dla mnie na pewno stresujące, zresztą dla Pani też, bo tyle godzin lotu to nie na jej nerwy:-)
I też nie wiem czy Pani i Pan tak tą częścią Kanady by się fascynowali jak ja. Szczególnie te bagniste fragmenty mogłyby ich nie zachwycać.
http://www.newfoundlandlabrador.com/
oficjalna
http://www.gov.nf.ca/
wirtualne zwiedzanie(to mi wypada zrobić)
http://www.virtual-tours-newfoundland.ca/
A co my, psy labradory mamy wspólnego z tym kawałkiem ziemi?
Ponoć to miejsce z którego pochodzą nasi labradorzy przodkowie.
Trochę historii:
Pierwszy Labrador pojawił się w 1839 roku. Posiadaczem psa był hodowca Duke of Buccleuch. Przyczynił się on znacznie do powstania dzisiejszego obrazu Labradora. Jeszcze w połowie XIX wieku opisywane psy nie stanowiły odrębnej rasy, były niepodobne jeden do drugiego. Łączyło je tylko pochodzenie: Nowa Funlandia, wyspa położona u wschodnich wybrzeży Kanady. Gdy pod koniec XVI wieku zajęli ją Anglicy, żyły tam psy, które towarzyszyły rybakom w połowach, nurkując w poszukiwaniu ryb i wyciągając sieci na ląd.
Angielscy rybacy wyróżnili dwa typy psów: jeden - ciężki, duży, długowłosy nowofunland wykorzystywany do wyciągania łodzi i sieci z wody, na lądzie zaprzęgany do wózków oraz drugi - mniejszy, bardziej ruchliwy, z krótką, ale bardzo gęstą i nieprzepuszczającą wody sierścią, pies St. John's (nazwa angielskiej osady, która uchodzi za miejsce wyhodowania takich Labradorów jakie mamy obecnie), prawie wyłącznie angażowany do pracy w wodzie. Oba te typy były właściwie czarne. Praca w lodowatej wodzie nie stanowiła dla nich problemu (na Nowej Funlandii panuje subarktyczny klimat ze średnimi rocznymi temperaturami niewiele poniżej zera).
W Wielkiej Brytanii sądzono początkowo, że sa to psy tubylców, którymi byli osiadli na wyspie Eskimosi. Jednakże, chociaż pochodzenie psów z Nowej Funlandii jest do dziś nieznane, hipoteza ta jest mało prawdopodobna. Wszystkie psy północy wyróżniały się stojącymi uszami i zakręconym nad grzbietem ogonem, natomiast myśliwskie psy dowodne miały wiszące uszy i prosty, noszony w dole ogon. Prawdopodobniejsza wydaje się hipoteza, że Anglicy sami przywieźli jakieś psy na kanadyjską wyspę i je tam zostawili, a parę wieków później "odkryli na nowo". Nie można też wykluczyć, że psy takie przywieźli Portugalczycy, którzy panowali na Nowej Funlandii od XVI do połowy XVIII w.
skorzystałem z opisu zamieszczonego na stronie:
http://www.labrador.retriever.com.pl/historia.html
można tam znaleźć więcej informacji
W tym roku szaleć będę we Francji, za jakieś półtora miesiąca. Będzie piach, las, ocean i pewnie inne atrakcje. Jeszcze się nie zastanawiam nad tym, bo dla mnie to jeszcze jest odległy czas.
A tu ja młodszy o jakieś osiem miesięcy
Subskrybuj:
Posty (Atom)