16.04.2014

kwiecień plecień?

Na razie ciągle ciepło i przyroda mocno ruszyła do przodu - wszystko co może to już kwitnie i wokół bardzo kolorowo i miło dla oka. Zapowiedzi jednak widziałem, że może się trafić nocą przymrozek. Byle tylko nie zmarnował tych wszystkich kwiatów, bo szkoda byłaby wielka!
Na przykład takie konwalie - dopiero co pojawiły się - jeszcze dwa dni temu były tylko liście!
Te pomarańczowe kwiatki to kojarzą mi się tylko z latem, a tu proszę, już ozdabiają murek przy Krowiej Górce.

Kwitnące drzewo, nie wiem jakie, za to wiem , że wygląda uroczo z tymi różowo-czerwonymi kwiatami
Bez już od paru dni obsypany kwiatami, na razie widziałem tylko w takim kolorze.
No i sady owocowe, tam to już nie bardzo wiadomo w którą stronę patrzeć, każde drzewko wygląda jak z obrazka. A pszczoły i bąki pracują jak szalone!


miejsca do leżenia

Jakbym miał powiedzieć gdzie najbardziej lubię sobie leżeć, to oczywiste, że wskazałbym na moje legowiska. I kamuflaż i ortho bardzo lubię. To drugie nawet jest wygodniejsze, łatwiej na nim zmieniać pozycje, ale większość nocy przesypiam na kamuflażu, bo jest w sypialni. A jeszcze dodam, że często przysypiam nocą na podłodze, tyle że to dzieje się jakoś tak poza moją świadomością: wstaję z legowiska i rzucam się na oślep tam gdzie wolne. Jak się rozbudziłbym w nocy, to oczywiste, że ułożyłbym się na miękkim;-))
W ciągu dnia dużo czasu spędzam na dywanach. Jakoś tak przyjemnie. Lubię ten duży, bo jest on w centralnym miejscu pokoju, więc leżę na środku, wszystko mam pod kontrolą.
Widzę co dzieje się w kuchni, przedpokoju, na kanapie, przy stole, a i zerknąć na tv sobie mogę.
Kanapa, tak! Który pies nie lubi poleżeć na kanapie? Każdy lubi!
Mam jednak z tym mały problem, kanapa strzela we mnie iskrami. Ostatnio taka jedna strzeliła mnie w udko i zeskoczyłem z kanapy prawie jak kangur.
Dlatego do obecnej kanapy podchodzę z pewną rezerwą i zanim na nią wejdę, to długo się zastanawiam. Rozważam wszystkie "za" i "przeciw". Tych drugich zawsze jakoś więcej, ale ostatecznie włażę, bo po prostu lubię wygodę, a każda kanapa jest z założenia wygodna.
Leżę sobie potem i nawet jak robi mi się już za ciepło, to nie schodzę, takie rozleniwienie mnie ogarnia. I nawet pozuję do zdjęć nie odwracając sznupy;-)
Są też różne przytulne kąciki w mieszkaniu. Zawsze miejsce pod biurkami. Pod stołem to tylko w czasie gdy ktoś przy nim siedzi i je. W innym czasie nie interesuje mnie to miejsce, bo jest zbyt otwarte. Pod biurkami jest za to jak w budzie i to mi się podoba.
Miejsca przy ścianach są świetne, zawsze mogę łapami się opierać, przytulać grzbietem. A taki kąt jak poniżej wymyślony jakby specjalnie dla mnie(a wiem że powstał przypadkiem).
I miejsca gdzie jestem niewidoczny, na przykład na krowiej skórze  - idealnie się z nią zlewam, albo pod wieszakiem z suszącym się praniem;-)

11.04.2014

moje królestwo

Tak sobie wyobrażam jakby to było fajnie gdyby Krowia Górka należała do mnie!
Bez budynków szkolnych rzecz jasna, mógłbym mieć część do drzew od ulicy, to całkiem spory kawałek i wg mnie najbardziej malowniczy.
Tak naprawdę przez większość roku nikt z tej łąki nie korzysta! Zimą jak jest odpowiednia ilość śniegu, to dzieci zjeżdżają na sankach. Krowy pasą się może miesiąc. Poza tym co jakiś czas trawa jest koszona i to tyle ruchu na tym pięknym terenie.
A ja bym użytkował codziennie! I jeszcze bym inne psy zapraszał na zabawę. Byśmy z mleczów wianków dla koni napletli, tarzali się w trawie, a zimą urządzali wyścigi po śniegu. No ale.. jest jak jest.
Ponieważ Krowia Górka nie ma żadnego płotu, to czasem sobie wchodzę wgłąb (zawsze mi się wydaje, że im bliżej środka tym lepsza trawa). No i zawsze ładnie się prezentuję na tle takiej świeżej zieleni.

na spacerze

kwietniowy Adlikon

W minionym tygodniu był jeden dzień deszczowy, trochę chmur i naprawdę wiosenna temperatura. To zresztą widać, bo zazieleniło się już praktycznie wszystko! Nad strumykiem chaszcze zgęstniały, co wg mnie nadaje pewnej tajemniczości. I sam strumyk coraz mniej widoczny się robi. Ale też wiem, że nadejdzie moment, że chaszcze zostaną usunięte.
Ulica przy Krowiej Górce aktualnie cała w stokrotkach, to znaczy jej pobocza.
Ja oczywiście korzystam ile się da z tego, że jeszcze nie było pierwszego koszenia trawy. Większość spacerów spędzam więc na przeżuwaniu;-). Nozdrzowanie spadło na drugie miejsce. Trzecie to pluskanie się w strumyku. Reszta zajmuje mi chwilkę.

10.04.2014

las

Pierwsze wyjście w tym roku do wiosennego lasu i od razu kleszcze się do mnie przyczepiły!
Dodam, że był to las we Frankfurcie, nie w Adlikonie.
Tu, na wsi jeszcze żaden kleszcz mnie nie zaatakował i bardzo dobrze.
Kleszczy było 7 i głownie wczepiły się w mój łeb(przy wąsikach, brwi, koło ucha itd).
Zły byłem, bo ze trzy dni nie leżałem potem na kanapie:-(. Tak na wszelki wypadek.. no niby to zrozumiałe, ale jednak smutek miałem. Na szczęście żaden dodatkowy kleszcz się nie pojawił i wszystko wróciło do normy.
A sam las jak najbardziej mi się podobał, wiele nowości zapachowych. Kije, z którymi już dawno nie miałem do czynienia, obgryzałem z przyjemnością. Ale trawa niestety mi za bardzo nie podeszła, podejrzewam, że stałem się koneserem alpejskiej łąki:-)))

9.04.2014

z bryczką

Kiedyś wspominałem, że konie nie tylko pasą się na swojej łące, czasem prowadzą bryczkę.
Wielokrotnie to widziałem, ale nigdy wcześniej nie udało mi się tego uwiecznić na zdjęciu.
I teraz gdy usłyszałem stukot kopyt o drogę od razu podbiegłem do okna(i Pani z aparatem też, wiadomo).
Szatyn i Szarotka wracały ze spaceru z odkrytą bryczką. Muszę tu dodać, że jest jeszcze inny powóz i czasem jadą z tym drugim(zawsze ustrojony w kwiecie różne jest).
Bardzo mnie to ciekawi gdzie one tak z tymi bryczkami jeżdżą. Pewnie do Regensdorfu czy Watt, bo najbliżej. Ponoć każdy może sobie taką przejażdżkę zamówić. Szarotka mówiła, że lubią z Szatynem te spacery, bo to jakaś rozrywka, opiekun pokazuje w którą stronę iść i kiedy stanąć. Dla nich obojętne jaka to miejscowość, byle było wokół ładnie.
Najchętniej to by pokłusowały, razem z bryczką, no ale nie wypada;-)))

4.04.2014

konie wróciły

Idę sobie rano na spacer, a tu widzę, że przed stajnią stoi bryczka! Jak zawsze! Aż mi serce mocniej zabiło. Naszych wioskowych koni to już chyba z 3 miesiące nie widziałem..
Martwiłem się, że na zawsze się już wyprowadziły. Ale od jakichś dwóch-trzech tygodni wokół stajni i końskiego wybiegu zrobił się ruch. Sprzątano, poprawiano, czyszczono itd. Tyle, że nadal nikt się na tej łączce nie pasł..
Dziś też z początku pomyślałem, że nie ma co się nakręcać, bo oprócz bryczki innych zmian nie zauważyłem. Była to jednak zmyłka, konie stały bliżej stajni i od ulicy nie było ich widać. Szarotka i Szatyn są z powrotem!
Bardzo się ciesze, bo lubię jak wszystko jest w takim odpowiednim porządku.
Idę w prawo - przechodzę obok fontanny, mijam konie, gawędzimy albo i nie, wącham swoje ulubione miejsca itd.
Idę w lewo, mijam ogródek Foksa, on szczeka(jak jest w ogródku), jak mu odpowiadam, albo i nie;-), za to dla równowagi obszczekuję napotkane koty. Zaglądam na trzepak Franka i Krowią Górkę itd.
Są pewne stałe elementy i na przykład ta pusta stajnia i koński wybieg źle na mnie działały, praktycznie każdego dnia zaglądałem czy coś się zmieniło.
Ha, żeby sobie teraz nie zrobiła Szarotka i Szatyn samowolki i nie pobiegły do Franka;-))
Cieszę się że znajomi wrócili:-)

3.04.2014

zielono mi

Wszystko już się zazieleniło. Nawet drzewa nie wyglądają już tak nago, pąki popękały i młode listki wydobyły się na świat. Łąka na Krowiej Górce zmienia się dosłownie z dnia na dzień! Obecnie dominuje na niej (oprócz zielonego rzecz jasna) kolor żółty. A jak się dokładniej przyjrzeć, to widać i skupiska niezapominajek. Wykorzystałem chwilę gdy Górka była wolna od kotów;-) i po obfitym posiłku zapozowałem do paru zdjęć.
Na posiłek składały się oczywiście różne rodzaje traw.
Przy strumyku za to odkryłem całe połacie młodej pokrzywy, ale nie będę nikomu polecał jej na sałatkę czy coś takiego.. Głównie dlatego, że my, adlikońskie psy, obficie na tej pokrzywie znaczyliśmy swoje terytorium;-) (o tym pisałem w wpisie "Syzyfowa praca").
Jeszcze parę dni temu drzewo miało mnóstwo paków, ale jeszcze nie były to liście

Nawet drzewa na Krowiej Górce już obsypane białymi kwiatami

I jeszcze raz zadowolony ja:-)

2.04.2014

syzyfowa praca

Każdy pies wychodząc na spacer wie, że podczas tego spaceru musi wykonać konkretną robotę. I nie mam tu wcale na myśli tzw. fizjologii:-)
Robota o której piszę, to oznaczanie swojego terenu. No tak, ma to jednak coś wspólnego z fizjologią, ale to natura tak wymyśliła.
Prawie nigdy nie wysikam się na zasadzie "raz a porządnie". O nie, to byłoby takie.. banalne.
Należy tak gospodarować swoimi zasobami płynów, by podczas spaceru pęcherz nie ciążył, a było jednocześnie czym oznaczać swoje terytorium.
Codziennie, 3 razy obchodzę te same kąty i sprawdzam czy czasem jakiś spryciarz nie próbował podebrać mojego terenu. I zawsze muszę na nowo zostawiać swój ślad. Dlatego Pani powiedziała, że to co robię, to taka syzyfowa praca
Muszę się chyba zgodzić z tym stwierdzeniem. Jednak w przeciwieństwie do Syzyfa, mi ta niekończąca się praca nie przeszkadza. Mam swoją psią satysfakcję, gdy wracam do domu, z dobrze wykonanego zadania.
Oczywiście chodzę na spacery różnymi trasami - jednak na każdej mam określone miejsca, które powinienem dokładnie obwąchać i zdecydować czy trzeba swój znak zostawić czy zapach z poprzedniego razu trzyma się dobrze.
Obwąchiwanie trwa zawsze długo, bo przecież muszę wyczuć kto był przede mną i próbował przejąć mój kawałek terenu.
Populacja psów w Adlikonie nie jest mała i chodzimy podobnymi trasami, więc walka o wpływy była, jest i będzie.
Najgorsze co może się trafić, to sytuacja, gdy jakiś pies idzie za mną, a ja to widzę. I już wiem, że on zaznacza wszystkie miejsca, które ja ledwo co chwilę wcześniej zaznaczyłem. Oj nie jest to miłe uczucie..
po przebudzeniu

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...