12.10.2013
degustacja wg Enzo
Naprawdę nie wiem czy powinienem się tak objadać winogronami. Nigdzie nie było tabliczki z napisem "hej Enzo możesz sobie uszczknąć parę kulek".
Będę szczery - pobiegałem sobie po trawie, milo. Lekki wiatr przywiał ten wspaniały zapach nagrzanych owoców, posłuchałem nosa. Nos mnie prowadził prosto do krzaków. Mój jęzor sam się wysunął i .. po prostu zacząłem obżarstwo.
Źle zrobiłem?
Bardzo przepraszam, że naruszyłem te idealne kiście. Ale nie żałuje.
Chciałbym mieć swój krzak winogron, albo dwa, a może cały rządek?
Doglądałbym go, czekał niecierpliwie na ten moment w którym można delikatnie zerwać owoce i na języku nie czuć cierpkiego posmaku tylko samą słodycz.
Takie widoki to lubię!
To zdjęcie mogłoby mieć taki podpis: Enzo na obchodzie w swojej winnicy;-)) Niestety to tylko takie psie marzenia. Ale krążyłbym z dumą pomiędzy krzakami i zapraszał znajomych do spróbowania owoców.
A tu mógłby być podpis: Labrador Enzo wie, że w tym roku będą dobre zbiory:-)
Ha, fajnie by było. Czasem w domu dostaję od Pani czy Pana winogrona, ale one są jakieś inne. Smakują mi, lecz te zerwane samodzielnie są lepsze.
6.10.2013
plażowe wspominki
Plaża, już dawno moja stopa nie zapadała się w piasku. Jak tylko przyjechaliśmy na leśny parking, to wyczułem, że blisko jest wielka woda. To taki zapach, który trudno pomylić z innym. Żeby nie było tak prosto, że hop-siup i już się jest przy wodzie, to z parkingu idzie się niekończącą się ścieżką - pod górkę, ocean więc tylko czuć, a nie bardzo widać.
Ja wbiegłem szybko, dostałem jakiegoś przyspieszenia, nakręciłem się i tyle. Brykałem w tym piachu zamiast oszczędzać siły.
Co zrobiłem jak tylko woda dotknęła moich łap? Napiłem się.. i to sporo. Niedobre, ale silniejsze ode mnie. I tak sobie biegałem, po plaży, po brzegu, wpadałem do wody, dawałem się podmywać falom, zalewać, kopałem dołki..
Plaża była pusta, tak można śmiało powiedzieć, w zasięgu wzroku było może z pięć osób! Jak na taką wielką plażę to jest to nic. Czułem się takim małym psem - wokół dużo piachu, wielka fala co jakiś czas, bałwany się robiły, chmury wisiały nisko. To był dzień mało słoneczny. Dzięki temu mogłem dłużej tam sobie biegać, bo zazwyczaj to słońce mnie na plaży najbardziej męczy.
Jak zawsze odważnie, żadna fala nie jest groźna.
Ewentualnie można przed nią uciec:-). Z uśmiechem na pysku:
Można też zacząć robić sobie własny grajdołek.
Piasek najlepiej wykopywać w stronę zgromadzonych rzeczy Pani i Pana;-), no nie, to był przypadek;-)
I po każdym sprincie krótkie polegiwanie w dziurze.
Potem jest ten najgorszy moment - muszę się poddać całej procedurze usuwania piachu z wszystkich moich części. Bardzo tego nie lubię, czy nie lepiej poczekać aż samo wyschnie i odpadnie?;-))))
Ja wbiegłem szybko, dostałem jakiegoś przyspieszenia, nakręciłem się i tyle. Brykałem w tym piachu zamiast oszczędzać siły.
Co zrobiłem jak tylko woda dotknęła moich łap? Napiłem się.. i to sporo. Niedobre, ale silniejsze ode mnie. I tak sobie biegałem, po plaży, po brzegu, wpadałem do wody, dawałem się podmywać falom, zalewać, kopałem dołki..
Plaża była pusta, tak można śmiało powiedzieć, w zasięgu wzroku było może z pięć osób! Jak na taką wielką plażę to jest to nic. Czułem się takim małym psem - wokół dużo piachu, wielka fala co jakiś czas, bałwany się robiły, chmury wisiały nisko. To był dzień mało słoneczny. Dzięki temu mogłem dłużej tam sobie biegać, bo zazwyczaj to słońce mnie na plaży najbardziej męczy.
Jak zawsze odważnie, żadna fala nie jest groźna.
Ewentualnie można przed nią uciec:-). Z uśmiechem na pysku:
Można też zacząć robić sobie własny grajdołek.
Piasek najlepiej wykopywać w stronę zgromadzonych rzeczy Pani i Pana;-), no nie, to był przypadek;-)
I po każdym sprincie krótkie polegiwanie w dziurze.
Potem jest ten najgorszy moment - muszę się poddać całej procedurze usuwania piachu z wszystkich moich części. Bardzo tego nie lubię, czy nie lepiej poczekać aż samo wyschnie i odpadnie?;-))))
Akwitania
Ten teren jest mi już nieco znany, w końcu w poprzednich latach już tu byłem. Zawsze jednak są to nieco inne miejsca, więc mogę śmiało napisać, że poznałem nowy teren. Pomieszkiwałem w domostwie umiejscowionym pomiędzy winnicami a pastwiskami. I na spacery głównie chodziłem po okolicy, do miast wysyłałem replikę. Tylko nad ocean pojechałem, z tych dalszych miejsc.
Oto golden, pan tego domu w którym mieszkałem. Tu akurat jest przypięty, ale całymi dniami sobie biegał swobodnie(czasem moimi śladami). Bardzo chciałbym napisać jak ten pies się nazywa, ale nawet skrótu jego imienia nie potrafiłem zapamiętać. Ale wyglądał jak biały miś:-). Często podczas posiłków grasował pośród gości robiąc słodkie oczy i niektórzy nabierali się na te miny i podkarmiali go. Kręcił się też kot, z nim się nie kolegowałem.
Pomimo tego, że już był późny wrzesień na krzakach nadal wisiały kiście winogron. Tylko na niektórych polach trwało winobranie. Najwyraźniej dobra pogoda sprawiła, że jeszcze można było poczekać.
To kawałek Bordeaux, bez charakterystycznych fontann, rzeźb i kamienic. Niby zwykły skwer nad rzeką, ale czyż nie cieszy oka?
Miasto Bergerac. W nim króluje oczywiście Cyrano de Bergerac:
I widok na rzekę(La Dordogne):
Mam nadzieję że się widoczki spodobały:-)
Oto golden, pan tego domu w którym mieszkałem. Tu akurat jest przypięty, ale całymi dniami sobie biegał swobodnie(czasem moimi śladami). Bardzo chciałbym napisać jak ten pies się nazywa, ale nawet skrótu jego imienia nie potrafiłem zapamiętać. Ale wyglądał jak biały miś:-). Często podczas posiłków grasował pośród gości robiąc słodkie oczy i niektórzy nabierali się na te miny i podkarmiali go. Kręcił się też kot, z nim się nie kolegowałem.
Pomimo tego, że już był późny wrzesień na krzakach nadal wisiały kiście winogron. Tylko na niektórych polach trwało winobranie. Najwyraźniej dobra pogoda sprawiła, że jeszcze można było poczekać.
To kawałek Bordeaux, bez charakterystycznych fontann, rzeźb i kamienic. Niby zwykły skwer nad rzeką, ale czyż nie cieszy oka?
Miasto Bergerac. W nim króluje oczywiście Cyrano de Bergerac:
I widok na rzekę(La Dordogne):
Mam nadzieję że się widoczki spodobały:-)
liznąłem oceanu
28.09.2013
drugi etap
W końcu mam techniczną możliwość by coś napisać. Przebywałem w okolicy nieco już mi znanej, czyli Atlantyk, winnice i Bordeaux.
Domek w którym mieszkałem był pośród pól i pastwisk - pola to winnice, pastwiska nie dla krów a dla koni.
Inni goście też byli w tym domostwie, ale ich nie spotykałem. Za to zapoznałem się z goldenem, o trudnym do zapamiętania imieniu. On tam rządził, to był jego dom. Dogadaliśmy się od razu, ale potem nie wchodziliśmy sobie w drogę. Mieszkał tam też kot, minutowe spotkanie ze mną przeżywał przez cały wieczór! Nie wiem dlaczego, bo tylko na niego szybko spojrzałem..
Do Bordeaux wysłałem replikę, ja wolę zwiedzać mniej miejskie tereny. Replika zapozowała na nowoczesnej instalacji, sprytnie wyszukując odpowiednią literę.
Mój własny raj to właśnie winnice. Tam sobie spacerowałem i napawałem się zapachami i smakami też..
Ale nikt nie wie ile przyjemności i radości dała mi wycieczka nad Atlantyk!!!
Byłem tam bardzo szczęśliwy, wpierw droga na plażę, szaleństwo w piasku. Potem skoki do wody, pozwalanie by fale podmywały mi brzuch, kopanie dołków, bieganie..
No tak, potem jeszcze doprowadzenie się do porządku, tego nie lubię, ale musiałem się poddać zabiegom odpiaszczania:-)
Tyle w skrócie, rozszerzenie nastąpi:-)
Domek w którym mieszkałem był pośród pól i pastwisk - pola to winnice, pastwiska nie dla krów a dla koni.
Inni goście też byli w tym domostwie, ale ich nie spotykałem. Za to zapoznałem się z goldenem, o trudnym do zapamiętania imieniu. On tam rządził, to był jego dom. Dogadaliśmy się od razu, ale potem nie wchodziliśmy sobie w drogę. Mieszkał tam też kot, minutowe spotkanie ze mną przeżywał przez cały wieczór! Nie wiem dlaczego, bo tylko na niego szybko spojrzałem..
Do Bordeaux wysłałem replikę, ja wolę zwiedzać mniej miejskie tereny. Replika zapozowała na nowoczesnej instalacji, sprytnie wyszukując odpowiednią literę.
Mój własny raj to właśnie winnice. Tam sobie spacerowałem i napawałem się zapachami i smakami też..
Ale nikt nie wie ile przyjemności i radości dała mi wycieczka nad Atlantyk!!!
Byłem tam bardzo szczęśliwy, wpierw droga na plażę, szaleństwo w piasku. Potem skoki do wody, pozwalanie by fale podmywały mi brzuch, kopanie dołków, bieganie..
No tak, potem jeszcze doprowadzenie się do porządku, tego nie lubię, ale musiałem się poddać zabiegom odpiaszczania:-)
Tyle w skrócie, rozszerzenie nastąpi:-)
20.09.2013
Bermeo
Przedstawiam miasteczko w którym aktualnie jestem. Na zdjęciach wygląda obiecująco, jego niewątpliwą zaleta jest widok na Atlantyk. Niestety nie ma łagodnego zejścia do wody. Można za to oglądać jak w pochmurne i deszczowe dni spienione fale uderzają o skały.
Głównym punktem w mieście jest oczywiście port, można powiedzieć, że wszystkie drogi w Bermeo prowadzą do portu. Wg mnie najbardziej interesujące tu miejsce. Tylko o poranku jest tu cicho i pusto, potem już gwar i tłok.
Można iść sobie na spacer po molo, betonowe, wokół otoczone głazami.
Podczas porannych spacerów najbardziej widać jak bardzo zmienną jest pogoda. Niby ładny wschód słońca, niby jakaś ciemna chmura, no ale przecież wiatr ją zaraz przepędzi!
A nie, wiatr przywiał inne, deszczowe i zaczęło się od słabej mżawki, a skończyło na ostrej ulewie.
Oba zdjęcia są z jednego spaceru, świeciło słońce za pięć minut już fale i deszcz.I prawie codziennie jest tak, że coś tam z nieba leci, dłużej, krócej, gwałtowniej.
W parku odkryłem ścieżkę zdrowia! Stoją różne urządzenia i zachęcają do ruchu.
Każde jest opisane plus ogólna tablica, zrozumiała oczywiście dla miejscowej ludności:-)
Tu stoję na "mojej" uliczce. Trzeba nią zejść do końca. Ulica, jak każda inna w tym mieście jest zapachowo fascynująca. Nie będę wnikał w szczegóły ale zawsze jest milion zapachów na ktorych próbuję się skupić..
Poza godzinami w których się ludzie posilają i poją ulice są puste, czasem jakiś kot siedzi i tyle.
I jeszcze raz port:
Głównym punktem w mieście jest oczywiście port, można powiedzieć, że wszystkie drogi w Bermeo prowadzą do portu. Wg mnie najbardziej interesujące tu miejsce. Tylko o poranku jest tu cicho i pusto, potem już gwar i tłok.
Można iść sobie na spacer po molo, betonowe, wokół otoczone głazami.
Podczas porannych spacerów najbardziej widać jak bardzo zmienną jest pogoda. Niby ładny wschód słońca, niby jakaś ciemna chmura, no ale przecież wiatr ją zaraz przepędzi!
A nie, wiatr przywiał inne, deszczowe i zaczęło się od słabej mżawki, a skończyło na ostrej ulewie.
Oba zdjęcia są z jednego spaceru, świeciło słońce za pięć minut już fale i deszcz.I prawie codziennie jest tak, że coś tam z nieba leci, dłużej, krócej, gwałtowniej.
W parku odkryłem ścieżkę zdrowia! Stoją różne urządzenia i zachęcają do ruchu.
Każde jest opisane plus ogólna tablica, zrozumiała oczywiście dla miejscowej ludności:-)
Tu stoję na "mojej" uliczce. Trzeba nią zejść do końca. Ulica, jak każda inna w tym mieście jest zapachowo fascynująca. Nie będę wnikał w szczegóły ale zawsze jest milion zapachów na ktorych próbuję się skupić..
Poza godzinami w których się ludzie posilają i poją ulice są puste, czasem jakiś kot siedzi i tyle.
I jeszcze raz port:
15.09.2013
Egun on, czyli dzień dobry
Jestem teraz na wypoczynku. Wszyscy wokół mówią w niezrozumiałym języku, nawet nie wiem czy się witają, czy mówią coś miłego, czy też przeciwnie?
Napisy starałem się odcyfrować, ale tylko po symbolach zorientowałem się o co chodzi.
To kawałek trawnika gdzie można zrobić to i owo, a przy okazji jest ładny widok.Ponieważ wczoraj jak tu dotarliśmy trwała huczna zabawa, udział brało całe miasteczko plus mnóstwo gości z okolic. Zabawa polegała na przekąszaniu i piciu, ale nie wody mineralnej. Dlatego było głośno czy nawet bardzo głośno. Na wodzie trwały zawody, ścigały się takie długie łodzie. Część osób kibicowała na molo, a reszta w małych lokalach śledziła wyścig na lokalnym kanale tv.
Miejscowość w której jestem, Bermeo, znajduje się w Kraju Basków, nad Atlantykiem.
Brzeg jest tu jednak skalisty, nie ma łagodnego zejścia do wody, pełno skał. Poszedłem na obrzeża miasteczka, tam jest taki trochę dziki kawałek, ścieżka prowadziła w dół.
Jednak był stromo i ostre skały mogłyby zranić mi łapy, więc kontemplowałem widoki z góry, wdychając morskie powietrze. Ten zapach taki inny od tego co mam codziennie.
Trawy też nieco skubnąłem, aby porównać z adlikońską. Jeszcze ale zdania sobie nie wyrobiłem.
Tu się zachwycam zapachami:-))
Tu trochę rozmyślam...
Widoki były zachęcające, kusiło mnie zejść na dół! No ale..ja taki jestem, trochę w gorącej wodzie kąpany i działam często pod wpływem chwili. Potem oczywiście po cichu przyznam, że mogłem czegoś nie robić, ale na głos? never;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























































