15.10.2014

wakacyjny ps.

Od jakiegoś czasu podczas wakacji większość czasu spędzam spacerując po najbliższej okolicy wynajętego domku. Nie jeżdżę na dalekie wyprawy, a już miast nie odwiedzam wcale. Wiadomo o co chodzi: niezbyt się odnajduję w miejskiej przestrzeni, szczególnie gdy jest upał. Ale przecież zawsze mogę w te miejsca wysłać replikę, a sam podrzemać w chłodnym miejscu.
Przedstawiam niektóre z miejsc odwiedzonych przez replikę.
Awinion, kolorowa krowa, szyld lokalu ze stekami..trochę okrutne..

Awinion, Superman dumnie prężący się na koszu na śmieci

kolejny krowi akcent w Awinionie

kwiaty kojarzące mi się do tej pory z wiosną!

Znane opactwo de Senanque (znane z tego, że posiada pola lawendowe). Oczywiście we wrześniu lawenda już ścięta.
l'Abbaye Notre-Dame de Sénanque
Jak ktoś ciekaw jak wygląda tu latem, to zapraszam do Podróżnickich

Psy do budynków opactwa jednak wchodzić nie mogą:

Replika przyuważyła w różnych miejscach ciekawe fontanny:


Carpentras


roślinność czasem przysłaniała interesujące rzeczy

sztuka na łące w Vaison la Romaine

I oto replika dumnie pozująca w Awinionie:
Jeszcze trochę koloru z Nyons - warzywa
i mydła.
I tyle moich wakacyjnych wspomnień

12.10.2014

odwrót

Dwa tygodnie szybko minęły i niespodziewanie nadszedł dzień powrotu do domu. Dla mnie niespodziewanie, bo ciągle wydawało mi się, że dopiero co przyjechałem, że jeszcze mam dużo czasu na wygrzewanie się na podwórzu. A tu znów walizki i pakowanie.
Nie ukrywam, że zrobiło mi się smutno.
Ja nie mam dużych wymagań - jakiś przytulny kącik do spania, miska dwa razy dziennie, nieograniczona ilość wody i przestrzeń. To wszystko miałem, dodatkowy bonus: krzaki pełne winogron.

W sobotni poranek(dzień wyjazdu) pojawili się zrywacze winogron - próbowałem reagować, ale cóż..
przypomniało mi się, że jestem tu gościem, a nie właścicielem ziemskim..
Miło z ich strony, że poczekali ze zrywanie do dnia mojego wyjazdu..
Jak już widzę, że wszystko spakowane, to pilnuję by i o mnie nie zapomniano;-). Tak wiem, to się nigdy nie zdarzyło, ale wole wtedy być w zasięgu wzroku Pani i Pana.
Smutek, żegnaj moja winnico, choćby przez te dwa tygodnie mogłem poudawać, że to moje poletko, doglądać, korzystać. I porównywać z innymi znanymi mi wakacyjnymi winnicami:-)
Chwila podumania i już czuję jak usypiam. To w podróży lubię, że mogę się wyspać. Jedna, dwie pauzy na siku i już Adlikon. O!! moje kochane miękkie legowiska, o!! moje znajome kąty i zapachy..taak, radość z tego, że już w domu.

11.10.2014

winogrona

Nie ukrywam wcale tego, że jestem łakomczuchem. Lubię sobie dobrze pojeść. Z winogronami mam jednak taki problem, że nie wiem kiedy skończyć. Po prostu wydaje mi się, że kolejna kiść może mieć smaczniejsze owoce i żal mi odejść bez sprawdzenia. Ale nie tylko pożeram winogrona - lubię przechadzać się pomiędzy krzakami i napawać zapachem nagrzanych słońcem liści i owoców. Delikatnie przysunąć nos do takiej kulki, dotknąć jej wąsikami, w końcu skosztować. Nigdy nie rzucam się na krzaki jak jakiś nieokrzesany cham, zawsze z kulturą i delikatnością podchodzę do sprawy. Francja - elegancja.

Trzy razy dziennie robiłem dokładny obchód naszej(tymczasowej wprawdzie, no trudno) winnicy.
Ponieważ pogoda była tak różna, to mogłem sprawdzić różnicę jak smakują owoce po deszczu, a jak po upalnym dniu. Jedyne co mnie denerwowało to te kamyczki, ale pomimo wszystko warto było buszować między rzędami krzaków.


Każdego dnia istniało ryzyko, że wjadą te traktorki zbieraczy na naszą ścieżkę i rozpocznie się zbiór na polu, które sobie tak szybko przywłaszczyłem. Na szczęście nic takiego się nie stało(aż do dnia mojego wyjazdu!) i każdego dnia o wschodzie słońca mogłem pobiec przywitać się z moimi ukochanymi krzaczkami:-)

Jednak nie jestem wyjątkowy w swoim uwielbieniu dla granatowych kulek. Pies prawdziwych
właścicieli winnicy spędzał następująco swoje dni: pilnowanie okolicy leżąc pod autem i drzemiąc, wybieganie w celu sprawdzenie-powitania(tylko gdy mu się chciało), lub też pasł się pomiędzy krzakami dokładnie tak jak ja! To mnie trochę uspokoiło, że inne psy też lubią sobie poskubać owoców. Bo nie chciałem, aby przy wyjeździe,właściciel naszego domku do rachunku dopisał "plus pięć kilo przepysznych winogron". Hehe tak sobie wymyślam, ale nie wiem ile taki pies jak ja potrafi narwać i zjeść w przeciągu dwóch tygodni. Można stać się uzależnionym, nie wiem jakby to było gdybym faktycznie mieszkał obok winnicy. Jeszcze w czerwcu w Alzacji winogrona nie nadawały się do jedzenia, ba nawet ledwo co było widać owoce! To tak średnio zakładam, że jest z 10 tygodni, gdy można się cieszyć tą słodyczą,pewnie w praktyce mniej, bo przecież najlepsze są tylko dojrzałe grona.


 Jak okiem sięgnąć krzaki..i kępy drzew, też przydatne;-)

W pracy:

10.10.2014

tymczasem w mieście

Kiedyś się zastanawiałem gdzie się podział taki jeden z naszych lokalnych kogutów. Szczęśliwie się wtedy odnalazł i już smutne myśli o rosole mogłem odsunąć na bok. Jednak parę dni temu przechodziłem obok jego zagrody, a tam jakieś przemeblowanie: podwórze zawalone skrzynkami itd. Ani kur, ani koguta nie widać i nie słychać. Myślę sobie: siedzi w kurniku! Ale ten kurnik też wyglądał jakoś podejrzanie. Wczoraj jednak Pani podrzuciła mi zdjęcie z miasta. Doznałem po prostu szoku!
Nasz kogut z Adlikonu robi karierę w Zurychu! Został.. artystą! Gra w teatrze..Pierwsza jego sztuka, a już pojawił się na plakacie promującym. Przyznać muszę, że zrobiło to na mnie duże wrażenie!
I nikomu nic nie powiedział, nikomu się nie pochwalił, wszystko tak cichcem. U nas w Adlikonie jakby powiedział jednemu osobnikowi, to tak jakby powiedział nam wszystkim;-). Pewnie miał obawy, że będziemy się z niego nabijać i sypać żarcikami typu: kariera w mieście? czyżby kucharz we francuskiej restauracji?
A tak, odbyło się wszystko dyskretnie, póki nie zostały porozwieszane plakaty. Mam nadzieję, że spotkam kogoś podczas dzisiejszego spaceru, abym mógł się podzielić ta wspaniała nowiną!

Oto inna ciekawostka z miasta. Przy przystani dla statków pływających po jeziorze Zurychskim jest taki oto szyld:
Niby nic, wskazówka gdzie jest stanowisko 6. Ale.. psy nie mogą na statek wejść a żyrafa może? Skandal, po prostu skandal! Przecież nawet największy i najgrubszy pies jest mniejszy od jakiejkolwiek żyrafy! i czy dla żyrafy jest bezpieczne podróżowanie na takim turystycznym statku?
Naprawdę łeb aż mnie rozbolał od tych domysłów o co może chodzić z żyrafą.
Pomyślałem nawet czy nie zaczaić się w pobliżu stanowiska nr 6 i nie poczekać, aż jakaś żyrafa się nie pojawi. Skoro ma przyzwolenie, to żal nie skorzystać;-) Enzo nie wie, że naklejka z żyrafą jest dowcipem

I jeszcze krowa, nie na pastwisku, a na balkonie. Wiadomo, balkon w mieście bezpieczniejszy:-)

9.10.2014

tymczasem w Adlikonie

 W Adlikonie jest piękna jesień, z przerwami na deszcz;-). Na szczęście gdy idę na spacery to nie pada, nocami musi jednak nieźle lać, bo rano zauważam kałuże i błoto.
Każda pora ma swoje kolory, ja lubię to jesienne ubarwienie drzew. I lubię jak wszędzie leżą liście, mogę wtedy podrzucać je tylnymi łapami, a one wesoło fruwają wtedy wokół mnie. Duża radość;-).

Pracowity pająk, ja skubałem swoją zieleninę, a on tam cierpliwie się czaił:
 Jak wspomniałem, po powrocie z wakacji zastałem buraczane pole całe wygolone. Nawet jednego buraka nie zostawiono! Ale obok było takie mniejsze poletko z burakami, i one ciągle jeszcze były w ziemi!
po lewej pustka po burakach, po prawej ocalałe poletko
Jednak w tym tygodniu co widzę?
 Tak, pojawiła się buraczana górka!
Codziennie też podczas spacerów spotykam gówniarkę. Nazwa sama wskazuje czym to wielkie auto się zajmuje. Tak, to generator zapachów, które  są dla mnie bardzo fascynujące od jakiegoś czasu aż nos wykręcają.
 Oto gówniarka w pracy:
Chciałem podejrzeć ją bardziej z bliska, ale Pani zasugerowała inna trasę spaceru.
Zaproponowała abyśmy przeszli koło ogródków:
 A po spacerze drzemka w promieniach październikowego słońca.



drugi raz na Mount Ventoux

gotowy do drogi
Przez całe swoje wakacje siedziałem w winnicy, poza jednym, małym wyjątkiem: pojechałem na wycieczkę na Mount Ventoux. Już kiedyś byłem na tym szczycie, otaczała go wówczas nieprzenikniona mgła: Ventoux 2011
Obecnie było zdecydowanie inaczej, no tak, tylko serpentyny bez zmian. Jakoś to zniosłem.
Podczas bezchmurnego dnia widoki i po drodze i na szczycie są po prostu spektakularne!
Pewnie wstyd nieco przyznać, bo wokół wszyscy się rozglądali i komentowali )o, tu Alpy, o tam morze itd), a ja w tym czasie zajmowałem się śladami pozostawionymi przez inne psy.
No cóż, ludzie pozostawiają po sobie naklejkę na słupie informacyjnym, a ja pozostawiam parę kropel zapachu pod wieloma słupkami. My, psy tak mamy.

próba zrobienia mi pamiątkowego zdjęcia

tak przyjemnie droga się wije..

pod charakterystyczną wieżą, widoczną z dołu z bardzo daleka(pod warunkiem, że szczyt nie jest w chmurze)


na szczycie!



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...