12.06.2011

Ścieżka Zmysłów

W piątkowy poranek po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę szwajcarskich Alp.
Przez jakiś czas jechało mi się przyjemnie, ale nagle zrozumiałem co się wydarzy: jazda górskimi serpentynami!
Pomyślałem, że trudno, trzeba to jakoś wytrzymać, na pewno miejsce do którego zmierzamy będzie piękne i to wynagrodzi mi te zawirowania na zakrętach:)
Widoki z okna były bardzo zachęcające i już byłem pewien, że czeka mnie przechadzka górskimi ścieżkami.
Zatrzymaliśmy się w jakiejś małej miejscowości, już chciałem wysiadać, ale okazało się, że jeszcze chwilę trzeba jechać. Choć Pani i Pan z kimś się przywitali, więc wydedukowałem, że będziemy mieć spotkanie z kimś nowym. Od razu zacząłem się zastanawiać kto to będzie, czy tam gdzie jedziemy mieszka pies, a może kot?;-).
Ten kawałek drogi minął błyskawicznie, nie miałem więc czasu na jakieś głębsze analizy, Pani jeszcze mi rzuciła: pamiętaj Enzo, zachowuj się jak trzeba!
Ha, różnie to jednak można interpretować, więc stwierdziłem, że będę po prostu sobą.
Rozpocząłem od tego, że zademonstrowałem swoje możliwości głosowe. Basem, tak głośno, że pewnie wszystkie sarny mieszkające w okolicy usłyszały o moim przybyciu..
Teraz mi trochę głupio, lepiej nie drzeć się tak na wstępie.
Zaraz też podszedłem zapoznać się z nowymi osobami, była to Holly http://www.dziennikparyski.com/ i jej rodzina.
Wszystkich trochę powąchałem, trochę(niestety) poobskakiwałem, dałem się pogłaskać. I pobiegłem rozpoznać teren. Krzaki, drzewa, trawa, kuchnia;-)
Wszystko mnie interesowało i chciałem być wszędzie: w kuchni zapachy, w ogródku grill, a także wielka piłka. Parę razy udało mi się ją upolować, ale Pani mi wyjaśniła, że to nie jest psia piłka.
Holly zaprowadziła nas na szlak. Sentier des Sens -bardzo ładna nazwa.
http://www.latzoumaz.ch/en/ete/detail.php?idContent=520
Ścieżka zaczynała się od małego muzeum. Parę drewnianych domków, a w środku różne niespodzianki na mnie czekały. Zaskakujące spotkania. Wpierw zauważyłem ptasie figury, ale stały jakoś nieruchomo i nie były wystraszone tym, że się kręcę po pomieszczeniu.
Pomyślałem, że to takie ptaki-zabawki, a tu nagle usłyszałem ich głosy, zamurowało mnie. jeden skończył swoje ćwierkanie to inny zaczynał. A wszystkie chwaliły się jak to wspaniałe jest mieszkać w Szwajcarii.
Jeszcze nie zdążyłem rozwikłać tej ptasiej zagadki, a już w kolejnym pomieszczeniu poczułem się jeszcze bardziej zbity z tropu:
Kto by nie był, prawda?Wąchałem zwierzęta, ich zapach był dość słaby, ale one wyglądały jak żywe! Podeszłem do każdego egzemplarza, powąchałem te miejsca co trzeba, zero ruchu ze strony tych zwierząt, niektórym spoglądałem głęboko w oczy, nie reagowały. Poczułem się dość skonsternowany... co jest grane?
Okazało się, że to wypchane zwierzęta. Kiedyś były żywe, biegały po alpejskim lesie, ale gdy ich czas się skończył zostały muzealnymi eksponatami.
To jak Szarik z Pancernych!(czytałem o nim w internecie).
Ten lisek był jak żywy, ciekawe czy taki żywy tez zechciałby stanąć ze mną nos w nos?

Potem to już była tylko trawa, woda, trawa, woda;-)
Czasem na smyczy(nakaz), a czasem swobodny bieg.
Wszędzie było sporo wody, a to kanał, a to strumyk. Korzystałem ile się dało. To było bardzo przyjemne, picie takiej czystej wody, pluskanie się w niej, a potem przegryzanie soczystej trawy.
Wtedy myślałem o tych krowach, które w tej okolicy żyją, są słynne, z ich mleka robi się przecież ser gruyere.. http://www.globtroter.org/gruyere.html
O nim jeszcze wspomnę w innym wpisie.
Nadszedł moment, że trzeba było kończyć spacer i wracać do domku Holly.
Z podwórza jest jeden z najpiękniejszych widoków górskich jakie widziałem. Widać Alpy, w dole jest dolina Rodanu, wszystkie miasteczka widać jak na dłoni. Można tak stać i patrzeć bardzo długo. Ja oczywiście oprócz kontemplowania widoków pilnowałem tego co się dzieje przy grillu. Starałem się jednak trzymać odpowiedni dystans, aby nie wyjść na jakiegoś łakomczucha. Czułem apetyczne zapachy, popróbowałem różnych sztuczek(mina typu głodny pies, magnetyzujące spojrzenie po którym ręka z widelcem zadrży itd).
Zamiast czekoladowego kremu (do tej pory słyszę nad nim zachwyty), czy też przypieczonej kiełbaski dostałem wielką kość:
Wpierw się nią delektowałem, a potem po prostu zdecydowanie pożarłem.
Czas mijał i czułem się już dobrze zaaklimatyzowany, w dodatku usłyszałem tyle miłych słów o sobie. Aż mnie duma rozpierała, bo kto nie lubi usłyszeć czegoś dobrego o sobie?
Nawet słysząc jakieś ruchy w zaroślach zainterweniowałem, wyczułem, że to jakaś leśna zwierzyna i dałem jasny komunikat: dziś ja tutaj pilnuję, podwórko pod ochroną.

Żal mi było wyjeżdżać, bo takie miejsce jest wprost idealne dla mnie. Las, woda, góry, spokój, przestrzeń. Ale cóż, na razie pozostaje miejskim labradorem, a ciche zakątki mam podczas wakacji, nie mogę narzekać. Cieszę się z tego co mam, taki pozytywnie nastawiony do wszystkiego jestem i zamierzam być.
Holly, miło mi u Was i z Wami czas minął, a może kiedyś na tym ładnym podwórku będzie biegał Wasz pies, wiem, że byłby szczęśliwy.

7.06.2011

Labrador Pefo

Fot. Sylwia Szumielewicz-Tobiasz/materiały prasowe

Przeczytałem właśnie wiadomość o labradorze Pefo.
To pierwszy labrador w Polsce, który będzie pracował z osoba niedosłyszącą.

Pefo to pierwszy w Polsce pies, który odbył specjalistyczny, kilkumiesięczny trening, dzięki któremu może pracować z osobą niedosłyszącą. Został wyszkolony przez Fundację DogIQ. Zwierzę otrzymało pierwotnie imię Perfecto, ale na życzenie pani Moniki zostało ono skrócone. Pies umie np. sygnalizować dźwięk budzika, pukanie lub dzwonek do drzwi, reagować kiedy ktoś próbuje zawołać opiekunkę. Przynosi dzwoniący telefon, wzywa pomoc w sytuacji zagrożenia. Pefo wykonuje wiele komend werbalnych i niewerbalnych, pomagając opiekunce w różnych miejscach i sytuacjach.

Moim marzeniem jest praca na lotnisku, jako pies sprawdzający bagaże;-), albo pies-ratownik w górach. Takie tam marzenia, już na pewno nie są możliwe do spełnienia. Czasem tylko mi się śni jak szukam w lawinie zaginionych, albo odkrywam przemyt narkotyków.

6.06.2011

Das Auto

Jak pisałem już wcześniej, widziałem w Evian mnóstwo interesujących samochodów. Niektóre z nich to raczej automobile, tak mi się właśnie kojarzyły.
Część samochodów pojawiła się z powodu imprezy Retr'eaux Rallye del Lacs. Poniżej plakat reklamujący.plakat ze strony:
www.retrocalage.com


Takich samochodów nigdy wcześniej nie widziałem "na żywo", w dodatku wszystkie były na chodzie;-). We Frankfurcie też jest spora różnorodność, ale najczęściej mijają mnie różne porszaki, beemki, maserati i ferrari. Zabytkowe też się zdarzają, ale nie takie jak tu prezentuję.
To niestety nie wiem co za samochód, klakson miał zabawny:
Delage:
Niektórzy dumni siedzieli w swoich wozach i się rozglądali czy wszyscy ich zauważyli:
Ten Talbot Lago był największy i chętnie bym do niego wskoczył i sprawdził czy siedzenia są wygodne, poza tym na pewno dobrze bym się prezentował w takim olbrzymie:
A taka Alfa Romeo, czyż nie wygląda ładnie?za nią Aston Martin Lagonda.
Jeszcze jeden Talbot:
Jaguar:
Delage:
A to już samochody sprzed kasyna. Czyli żaden zlot zabytków, po prostu właściciele tych samochodów zapewne przyjechali zarobić na kolejne:-)

Alfa Romeo:


Peugeot:

Inna Alfa Romeo:
Trójca - Triumph, Triumph i Austin Healey:
Mercedes dobrze strzeżony:-)
Tak naprawdę pan z psem bacznie wszystkich fotografujących samochody obserwował. Podchodził i sprawdzał, czy ktoś za bardzo nie próbuje się poprzytulać do tych maszyn;-). Niełatwa praca, bo każdy kto przez ten parking przechodził, to wyciągał aparat, komórkę i robił zdjęcia. Naprawdę trudno się było powstrzymać. Interesujących aut było tam dużo więcej niż pokazałem.

Evian

Dopiero co pakowałem swój plecak na wycieczkę, a już jestem z powrotem w domu.
Niby fajnie, wiadomo najlepiej mi się śpi przy oknie na kamuflażu, lubię też swoje codzienne rytuały itd. Jednak żal mi, że na spacer zamiast po promenadzie brzegiem jeziora Genewskiego idę do naszego parku..
Ponoć tak się zdarza, że łatwo się można przyzwyczaić do tego co wygodne i przyjemne;-)
A nie ukrywam, spodobały mi się takie poranne i wieczorne spacery, trawa zielona i równo przystrzyżona, krzaki z kolorowymi kwiatami, od róż gęsto, w powietrzu miesza się zapach jeziora i kwiecia. Nikt się nigdzie nie spieszy i codziennie coś nowego jest do obserwacji.
Znów mogę poprzyglądać się pudelkom, są takie na swój sposób fascynujące i nie wiem do końca jak reagować podczas spotkań;-)

Przystanek po drodze, Szwajcaria, co widać. Każda krowa była inna, ja wpierw sobie pomyślałem, że to prawdziwe krowy i zdumiało mnie to, że są takie kolorowe. Po podejściu bliżej dopiero zauważyłem, że to sztuczne krowy.
Granica pomiędzy Szwajcaria a Francją. Część miasteczka Saint-Gingolph jest francuska, a część szwajcarska, a posterunek graniczny jest chyba symboliczny, bo dokumentów jakoś nikt nie sprawdza.
Pomimo pochmurnego nieba w Evian jest kolorowo i wesoło, najbardziej widoczne (na pierwszy rzut oka) jest oczywiście kasyno. Neony migają i kuszą i podejrzewam, że dla wielu osób to najlepsze miejsce w Evian;-), w każdym razie parking zawsze jest pełen. A jakie samochody tam stały.. na to będę musiał poświęcić oddzielny wpis.
Wprawdzie dokładnie na wprost Evian jest Lozanna, a nie Montreaux, ale miałem od razu skojarzenie z tą piosenką:

http://letsrock.blox.pl/2007/12/Historia-pewnego-pozaru.html
Można przeczytać jak to było gdy się paliło.

Zapoznanie się z hotelowym pokojem:
Pokój miał balkon wychodzący na ulicę, czyli lepszego punktu obserwacyjnego nie mogło być. Wszystko co się działo na ulicy widziałem. Poza tym było wygodne miejsce pod stolikiem, tam najczęściej się układałem do drzemki. Ogólnie w moim osobistym, enzowym rankingu hotelowych miejsc, ten pokój ma wysoką pozycję, od razu jakoś go polubiłem. Podłoga tak przyjemnie trzeszczała:-)
Na zdjęciu poniżej widać wejście do naszego hotelu, był w idealnym miejscu, bo blisko było z niego wszędzie. Inna rzecz, że Evian to naprawdę dość małe miasteczko.
Psów spotykałem sporo, zapewne część była jak ja, turystami, ale myślę, że sporo to rdzenni eviańczycy;-). Nawet namalowanego psa można było spotkać, reklamował galerię ( jezioro Genewskie=Lac Leman).
Wspomniana już przeze mnie roślinność. Naprawdę wszystko jest takie bujne, wielkie i wyrośnięte:
Muszę też wspomnieć o zakazach. Pojawiają się, a pies nie zawsze jest mile widziany. Głównie na tych wypielęgnowanych skwerach i parkach. Nawet mnie to nie dziwi..
.. ale też widać zakaz to jedno, a życie to drugie, bo przewidziano jednak sytuację, że pies skorzysta z takiego trawnika. Tablic z instrukcją i workami mnóstwo. Instrukcja trochę jest śmieszna, bo chyba każdy wie jak skorzystać z takiego worka:-)?
I jeszcze parę zdjęć Evian.
Piękny Palais Lumiere za dnia:
i w nocy:
W budynku mieści się muzeum:
http://www.eviantourism.com/france/DT1206090767/page/Historique-du-Palais-Lumiiere.html

Mój wyjazd był krótki, ale mam sporo opowieści, dziś nawet nie wiedziałem od której zacząć. Postanowiłem po prostu zacząć od początku;-), przynajmniej się nie pogubię.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...