Taki mam właśnie pomysł. I wydaje mi się, że nie jest to wcale głupia myśl.
Mógłbym też mieć swoją własną winnicę, choćby taką małą. To byłaby duża dla mnie przyjemność: doglądanie tego jak rosną winogrona.
A tu już przyszły degustator win w akcji, czyli mało słów, niech przemówią zdjęcia:




Pan mnie zawołał, stwierdził, że "przesadzam"(choć niczego nie przesadzałem!).
Ale kto by się oparł i nie skubnął gronka choć jednego z takiej kiści?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napływ spamu spowodował, że została włączona moderacja, prosze o wyrozumiałość