Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

6.08.2008

wady, zalety

Tak pomyślałem nad samooceną.
Od razu wymieniłem wiele swoich zalet, ale Pani mi sugeruje, że każdy ma i zalety i wady.
Czyli to taka delikatna sugestia, że ja też mam, te no wady.
I mam wrażenie, że Pani pomoże mi w wymienianiu moich wad:-)

Ale zacznijmy po psiemu. Wpierw zalety, potem wady jak wpierw lepsze kąski z miski się wyjada, a potem to co zostaje.

Jestem pojętny, szybko sie uczę i kojarzę. Potrafię być bardzo posłuszny i cierpliwy. Wykonywanie zadań, ćwiczeń sprawia mi wielką radość i jestem dumny gdy słyszę pochwały za dobrą robotę.
Mam wrodzona wesołość i chęć do zabawy. Lubię wszelką aktywność. Biegam szybko i zwinnie, nawet przed charcikami nie mam kompleksów. Pływam bardzo dobrze. Do kąpieli w wannie idę bez zahamowań. Wszelkie leki pożeram bez oporów i prosto z ręki. W spokoju znoszę wycieranie łap i brzucha po błotnych spacerach. Lubie gdy Pani mnie czeszę, z czyszczeniem uszu jest nieco gorzej, ale Pan sobie radzi.
W domu nie jestem zbyt szczekliwy, gdy zostaję sam to sobie śpię i zostaję sam na całym mieszkaniu. Już od dawna nie niszczę rzeczy, zresztą za wiele nie zniszczyłem będąc szczeniakiem.
Lubię jazdę samochodem i wycieczki do różnych nowych miejsc, poprawnie zachowuję się w autobusie, tramwaju, restauracji (Pani mówi, że mogłoby być lepiej).
Dobrze znoszę wizytę u weterynarza, choć jakiś dystans przed tym lekarskim stołem odczuwam.
Nie wybrzydzam co do jedzenia i co dostanę to zjadam z apetytem (to co znajdę samodzielnie też, ale Pani mówi, że to zdecydowanie wada a nie zaleta).
Lubię wszystkie psy i zawsze jestem nastawiony do nich przyjaźnie i pozytywnie.
Wszystkich ludzi też bardzo lubię i jestem otwarty na nowe znajomości:-)
Najbardziej ufam jednak Pani i Panu, bo wiem, że starają się o to, abym miał szczęśliwe, psie życie.

I wypada przejść do moich wad..
lekka zarozumiałość(naprawdę nie wiem o co chodzi), upartość i czasowa głuchota, pojawia się najczęściej w parze z jakimś fascynującym zapachem.
Chęć dominacji nad innymi psami. Marudność, Pani twierdzi, że niczym nieuzasadniona.
Grzebanie na wieszaku z praniem i ściąganie z niego skarpet. Czasami pojawiająca się nachalność, szczególnie względem kogoś nowego.
Penetrowanie nozdrzem po stoliku i stole( na ile się da).
I niestety skoki na obce osoby, rzadko kiedy ale jednak mają miejsce takie zdarzenia. To stawia Pana czy Panią w kłopotliwej zawsze sytuacji.
Nie lubię kotów, przepraszam za to wszystkie koty, ale to silniejsze ode mnie. Ich zapach działa na mnie wyjątkowo..

Reasumując: zalet jest zdecydowanie więcej, skromność nie pozwoliła mi wymienić ich wszystkich:D
Jestem typowym labradorem i z charakteru i z wyglądu i bardzo się z tego cieszę.

Dziś chciałem pokazać jak się wygłupiają zebry, bardzo to przypomina moje psie zabawy.
I na drugim filmie gepardy, nawet jak chodzą to robią to tak szybko.. nawet sobie nie wyobrażam
jak powoli ja przy nich biegam:-)





31.07.2008

przy upale psie dumanie

Podczas takiego upału jaki w ostatnich dniach trwa najlepiej myśleć o czymś innym niż słońce.
Wczorajsze pływanie przypomniało mi moje wodne przygody. W chwilach dziś ciężkich przypominałem sobie gdzie pływałem i jak było przyjemnie:-)
Na zdjęciach poniżej Enzo-szczeniak:-)
Miałem wówczas jakieś 6 miesięcy i chwilami byłem taką wodną ciapą.

Nie wiedziałem, że fal nie da się ugryźć.
Hm, to chyba też taki odruch, bo atlantycką fale też chciałem łapać w zęby, a byłem wówczas już starszy niż na poniższym zdjęciu

Idealną zabawą nad wodą jest też kopanie w piachu. Chociaż to tylko ja jestem wtedy szczęśliwy, bo mnie to nie rusza, że później ten piasek stopniowo odpada z suszącego się futra.

Słyszałem, że niektóre psy po kąpieli w morzu czy oceanie mają problemy skórne. Ja nigdy żadnych nie miałem. Nigdy też mnie po takiej kąpieli nie spłukiwano słodką wodą, choćby z tej przyczyny, że takiej nie było w pobliżu:-)
Jak było upalnie to samoistnie i błyskawicznie schnąłem, w innych sytuacjach Pani albo pan wycierają mnie ręcznikiem.
Po pływaniu w różnych rzeczkach, jeziorach też nic mi nie było i wierzę że zawsze tak będzie:-)

Dzisiaj nawet ja, który nie piję wody za wiele, uzupełniałem sobie płyny regularnie. Wieczorem miałem spotkanie na łące i szalałem z Wolfem i Rufusem, był też TEN dalmatyńczyk, chciał ponownie mnie zdominować, ale zdecydowałem się dać mu sygnał ostrzegawczy:-)
Wybawiłem się dobrze i do domu wróciłem zmęczony ale szczęśliwy.
Tylko trudno znaleźć mi miejsce na sen, co jakiś czas się budzę i przemieszczam, wszędzie jest za ciepło..
O, to byłoby na dziś odpowiednie:

30.07.2008

obrazki z pływania

Jeszcze parę zdjęć z wczorajszego chłodzenia sie w jeziorze.
Jak wysiedliśmy z samochodu, to byłem bardzo podekscytowany, bo już wyczułem gdzie jesteśmy. Wbiegłem radośnie do wody i czekałem co będzie dalej. Pan rzucał mi aport i ja wesoło po niego płynąłem.

Czasem jakieś dźwięki sprawiały, że zwracałem uwagę na otoczenie. Ale nigdzie nie odbiegałem. W zatoczce obok naszej kąpali się ludzie z jakimś małym pieskiem, niestety tylko go słyszałem:-)

Czujność

Kaczki sobie płynęły swoją trasą, a ja swoją. Odwracałem wprawdzie łeb w ich kierunku ale nic więcej się nie działo. Kaczki widząc że płynę robiły taki łuk, być może miały jakieś lęki?
W oddali widziałem też łabędzie i słyszałem jak Pan mówił, że z takim ptaszyskiem to lepiej się nie spotkać. Ponoć nie każdy łabędź jest przyjaźnie nastawiony do ludzi i innych zwierząt.

Wróciliśmy do domu i po zjedzeniu swojej wieczornej porcji pożywienia zdrzemnąłem się. Zbudziłem się nagle, poczułem że coś jest nie tak..
Czułem sie pełny, maksymalnie pełny. Usiadłem koło biurek ale chyba się nie zorientowali o co mi chodzi. Pobiegłem więc jak strzała do przedpokoju i usiadłem pod wieszakiem. Pani poszła zobaczyć co się stało. Jak zobaczyła moją minę to od razu ze mną zeszła na dół:-)
A po drodze winda, czekanie aż drzwi z niej się rozsuną, potem trzeba drzwi wejściowe otworzyć, potem jeszcze furtka i w końcu kawałek jakiejś trawy!
Wracałem do domu lekki jak piórko.

16.07.2008

nieprzyjemna sytuacja

Wieczorem wraz z Panem poszedłem na spacer. Trochę czasu spędziliśmy na łące. Później mieliśmy jeszcze zajść do packstation, więc opuściliśmy psią łąkę z jej drugiej strony. Wtedy trzeba przejść obok boiska, pola z jakąś uprawą i takiego baraku. Szliśmy sobie spokojnie.
Obok baraku stoją inne, są to jakieś lokale socjalne, albo coś mające to udawać. Zaraz obok jest osiedle z wielkich bloków. Żeby iść do domu od tej właśnie strony trzeba przejść obok baraków, basenu i gimnazjum.
Nagle pojawiły się dzieci, taka grupa dziesięciu sześcio - ośmiolatków. Patrzały na nas i jeden z nich zapytał Pana czy ja gryzę. Pan powiedział, że gryzę. W sumie jest to prawda, gryzę kijki, piłkę, gumowe kółeczka etc.
Dzieci zamiast odejść w swoją stronę zaczęły nas otaczać i poszczekiwać jak psy, tupać, wydawały z siebie różne dźwięki. Wcześniej nie spotkałem się z takim czymś. Pan jednak szedł pewnie przed siebie i udzielił mi się jego spokój. Postanowiłem udawać, że idę tylko ja i Pan. Szedłem spokojnie przy nodze co chwila spoglądając na Pana, a on dawał mi sygnały, że wszystko jest ok i panuje nad sytuacją. Skupiłem się więc tylko na Panu i przestałem zauważać wspomnianą gromadę dzieci, nawet już ich nie słyszałem. Nie zareagowałem też na rzuconą w naszą stronę butelkę. Pan się nie odwrócił więc i ja zignorowałem wydarzenie.
Pan był potem bardzo ucieszony, że sobie tak poradziłem i zachowałem spokój, dostałem naprawdę miłą pochwałę:-)

15.07.2008

deszczowy Luksemburg

piątek
Zbudziliśmy się a za oknem wisiały wielkie, ciemne chmury. Byłem przekonany, że ten dzień spędzimy w domu wylegując się w różnych miejscach:-)
Jednak po porannym spacerze okazało się, że będzie dłuższe wyjście.
Od razu z Kamą postanowiliśmy sobie, że zdrzemniemy się podczas drogi. Tradycyjnie już oparłem łeb na udku Kamy i zapadłem w sen. Chmury coraz ciemniejsze, deszcz raz padał, a raz wręcz lał tak, że nic widać nie było.
Ale jechaliśmy gdzieś nadal:-)
W końcu wjechaliśmy do jakiegoś miasta, w zasadzie państwa też:-)
W Luksemburgu pogoda była taka sama jak podczas drogi. Ale.. gdy wyszliśmy z parkingu deszcz robił się coraz słabszy i przestało padać!

Prawie od razu znaleźliśmy się na ładnym placyku, pod jakimś Bardzo Ważnym budynkiem - tak myślę, bo zobaczcie jak ten budynek był pilnowany!
Ten młody żołnierz stał tam nieruchomo, nawet miny nie zmieniał.. nic nie przeszkadzało mu to, że turyści robią mu zdjęcia, bądź robią jakieś śmieszne figury przed nim. Stał jak posąg.
A budkę miał po to, aby wejść do niej w czasie deszczu.

Przeszliśmy powoli i dostojnie uliczkami Luksemburga, mijaliśmy wiele ładnych domów.
Doszliśmy do takiego jakby tarasu z którego był taki własnie widok:
Potem z powrotem do centrum miasta, spacer po deptaku. A tam program artystyczny.
Rosyjski, wojskowy chór. Bardzo ładnie śpiewali tylko nie wiemy czy dorabiali sobie tak przy okazji, czy też w tym celu przyjechali do miasta.
Sklep z roślinami, Iza podziwia lawendę, my z Kamą obserwujemy zaś coś całkiem innego:-)

nie wiem czy spacer gdy pada deszcz to coś co lubię najbardziej..
gdy zaczęło kropić schroniliśmy się w pizzerii, gdzie jedni jedli jakieś pyszności, a inni leżeli pod stołem udając, że nie mają apetytu
bardzo ładny sklep, przynajmniej od tej strony, do środka niestety nie wszedłem.
Grzesiek za to wszedł i jakieś zakupy tam zrobił tyle, że ludzkie a nie psie.
Widocznie psich smakołyków tam nie sprzedwano.
Ale ślina i tak mi pociekła:-)))))
Wycieczka mi sie podobała, był czas na sen i czas na chodzenie. Widziałem wiele różnych psów, czasem reagowałem wydając z siebie groźny szczek. Nie chciałem, ale sytuacja mnie do tego zmuszała.
Wiele osób się na mnie i Kamę gapiło, a my wtedy oddawaliśmy im tym samym:-)

26.06.2008

kopanie dołków



oprócz kopania zajmowałem się jeszcze innymi rzeczami
na przykład obgryzaniem kijka



a także bieganiem za owym kijem
tu trochę "marynarskie" ujęcie ale nie powinno być problemem z obejrzeniem:-)


25.06.2008

pierwszy półfinał i piwo

dziś pierwszy półfinał
Niemcy - Turcja
w zasadzie ciężko ocenić jakich flag wisi najwięcej. Jest to chyba zależne od dzielnicy, u nas przeważają niemieckie, ale w innych miejscach tureckich jest dużo, bardzo dużo. Nadal wiszą włoskie flagi. Najmniej wisi rosyjskich i hiszpańskich.

Pani uważa, że będzie finał Turcja - Rosja:-).
A tak naprawdę to wielka niewiadoma.. Turcy grają w sporym osłabieniu (kontuzje i kartki z poprzednich meczów), Niemcy na pewno są w dobrej formie.
Ciekawe czy w naszej okolicy będą dziś jakieś okrzyki..
Będę kibicował Turcji, bo podobało mi się jak walczyli do końca w swoim ostatnim meczu, Pan zawsze też chwali tureckie jedzenie:-).
Pani jak dziś była w centrum, to widziała jak wszyscy już się szykują do meczu, wiele osób ubranych w koszulki piłkarskie(najwięcej było Podolskich) niosło skrzynki z piwem.
Kiedyś sobie porwałem butelkę piwa z kuchni. Taka malutką. Przyniosłem ją w pysku do swego pokoju, niosłem cicho i delikatnie. Pani wtedy jeszcze spała, miałem więc czas na akcję. Wpierw chciałem z butelką wejść na swoją kanapę, ale ostatecznie postanowiłem ją zbadać na dywanie. Zębami powoli szarpałem kapsel, wcale łatwo mi to nie szło. Nagle coś syknęło, zanim zdążyłem się zastanowić syknęło już bardzo głośno i gwałtownie wydobyła się z butelki piana. Wystraszyłem się i porzuciłem butelkę z piwem kryjąc się w kuchni pod stołem. Pani jak wstała, to od razu nie zauważyła tego wypadku, no ale w końcu weszła do komputerowego i po jakiejś chwili zauważyła butelkę:-(
Widziałem, że była zdziwiona i gdy tylko na mnie spojrzała, od razu domyśliła się, że to moja sprawka! Na dnie butelki było jeszcze trochę piwa, reszta wlazła w dywan:-)

I proszę, na pobliskich blokach nagle pojawiło się zdecydowanie więcej flag niż na początku Mistrzostw..
tu wyraźnie sie ktoś nie może zdecydować komu kibicować:-)
mozna zakupić wszystko, dosłownie wszystko z niemiecką flagą:

4.06.2008

lekarsko


Dziś z zaskoczenia Pan zabrał mnie do doktora..
W sumie można było sie tego spodziewać, bo Pani odkryła zaczerwieniona skórę wokół mego hmm sutka:-)
Wczoraj mi to pooglądali i dziś już nastąpił wypad do doktora. Pan doktor pochwalił moją wagę(32, 5kg) i sylwetkę i hop, już leżałem na stole. Pan trzymał moje łapy a doktor OGOLIŁ okolice moich dwóch sutków...Nie wiem co mam o tym myśleć. Skórę mam tam podrażnioną i 3 razy dziennie będę miał smarowane te łyse miejsca maścią. Jakoś chyba to wytrzymam. Diagnoza: sprawy uczuleniowe. pewnie te wredne pokrzywy, których ścierpieć nie mogę..
Pan wziął też u doktora płyn do czyszczenia uszu i jeszcze tę atrakcję miałem dziś wieczorem;-(
Lubię czyszczenie uszu oprócz momentu wlewania płynu do ucha, cała reszta jest przyjemna, bo Pan tak miło masuje mi uszy:-)

Słyszałem też rozmowę Pani z innym doktorem o moich łapach, moje rtg zostały wysłane i liczę na dobre wieści z Wrocławia..

Przygotowuję też wpis o zwierzętach mieszkających kiedyś z Panem, ciężka sprawa, Pan nic nie pamięta:-), no pamięta za mało..współpraca z Panią dziś też słaba, ciągle o jakiejś migrenie mówi..ech ci ludzie..

26.05.2008

kret

tak się relaksowałem przed wyjściem z Panią na spacer, deszcz padał, atmosfera senna tylko czasem zmieniałem pozycje w legowisku
gdy sie już przebudziłem to leżałem obserwując Panią, ruszyć mi się z legowiska nie chciało
no chyba, że idziemy na spacer..

Wcześniej zapomniałem napisać o krecie łąkowym.
Na łące rosła sobie trawa, bardzo fajnie było, bo ja lubię taka gęstwinę. Można porzuć zielsko, wyrwać jakieś mlecze, powąchać jakieś roślinki. Lepiej się piłki szukało, więcej przy tym jest zabawy, ogólnie łąka z wysoką trawą to jest to!
Parę dni temu kosiarki ścięły wszystko, cały teren jest równy jak boisko piłkarskie, tyle, że czasem krzak, czasem drzewo.
Wygląda tak jak widać na zdjęciach z psimi przyjaciółmi.
Nie wiem czy trawa szybko rośnie?
W pierwszym dniu po ścięciu trawy poszedłem z Panem na spacer i na ścieżce chodził taki mały, zagubiony krecik. Bardzo byłem go ciekawy, jednak Pan kazał mi warować gdy sam się zajął kretem. Przeniósł go z ścieżki w inne miejsce, aby nie był narażony na zaczepki psów(!!!).
Pan chyba nie wierzy do końca w dobre psie intencje:-)
Ja życzę temu krecikowi jak najlepiej, na pewno już wyrył sobie jakieś krecie korytarze i jest bezpieczny..
Na zdjęciach też jestem czarny i niewidoczny jak krecik..czasem potrafię się tak ułożyć, że nie widać gdzie mój łeb, a gdzie mój..koniec:-)

22.05.2008

środa taka jak inne środy

młody Enzo, maj 2007, jeszcze nie zajmowałem tyle miejsca na kanapie co teraz:-)
uszy miałem takie wielkie..
czerwiec 2007, tak sie poukładałem, że dobrze trzeba sie przyjrzeć gdzie moja sznupa, to trudniejsze o tyle, że oczy mam zamknięte, mocno spię..
sierpień 2007 i zarośnięta łąka:

Dziś trochę wspomnieniowo. Nic nowego sie nie działo, na łące zabawy z charcikiem i Snoopim(biszkoptowy lab), w domu w tv widziałem przez chwile Roksi pomagającą Carlosowi, ale później musiałem iść do siebie, bo niezbyt dobrze się zachowywałem. Hm w zasadzie przypomniało mi sie, że w południe zdewastowałem jeden różany kwiat, wpierw zaintrygowały mnie zapałki w donicy i troszkę rozgrzebałem ziemię, potem chciałem uchwycić takie różowe płatki i jakoś tak cały ten pąk znalazł się w mojej sznupie..
Pożułem go chwilę i wycofałem się z balkonu jak gdyby nic..Pani jednak tam poszła i oczywiście od razu zobaczyła różane płatki.
Ziemia na moim jęzorze chyba mnie zdradziła.
wieczorem drzemałem sobie spokojnie, bo ani tańce ani mecz piłkarski mnie nie zainteresowały.
Jutro mamy jechać na jakaś wycieczkę, bo Pan ma wolny dzień. Ciekawe co wymyślili, byle było gdzie pobiegać:-)

21.05.2008

jeszcze wpis przed snem

trochę historii przed snem:-)
czerwiec 2007 i moje nowe, dorosłe zębiska:
luty 2007, czyli mój szczenięcy czas, w ramionach mojego kochanego Pana:-))
a to już obecny czas, czyli chwil kilka temu:

znikły na blogu filmiki, Pan uspokaja, że pewnie wrócą same. Mam nadzieję..


Wieczór minął już spokojnie, biegałem z charcikiem po łące i Pan twierdzi, że szło mi dobrze..Pani przestała się na mnie w końcu gniewać. Oj trochę mi głupio, że tak się dziś połakomiłem na coś co nie jest jedzeniem..ale nie umiałem się powstrzymać!
Przecież ludzie też czasem jedzą to czego nie powinni, zdradzać domowych sekretów nie będę, ale każdy ma choć trochę nieczyste sumienie..
Dziś w serialu Desperate Housewives wystąpiła ładna goldenka Roxi! chętnie bym ją zapoznał, ale oceanu nie dam rady przepłynąć hehe..Roxi była taka jak Igor i Guliwer, czyli pies-asystent.
Pomagała niewidomemu Carlosowi, nawet na łóżku się wylegiwała:-)
http://guliverpsieserce.blox.pl/html

i jeszcze chciałbym przywitać nowego psiego przyjaciela Bożeny i Przemka, Ariesa:
http://rudzielec.blox.pl/2008/05/CZARNULEC.html
dziś jego trzecia noc w nowym domu


pora na wieczorną toaletę i sen

20.05.2008

jestem świnią

Będzie tutaj film z tego jak się wyleguje na legowisku, tyle że w chwili obecnej blogspot coś nawalił i filmy nie są widoczne.

Poszedłem z Panią na spacer w okolice w których jeszcze nie byłem. Wpierw przeszliśmy przez centrum handlowe, dostałem pochwałę. Ale przyznam, że takie marmurowe słupy aż kusiły żeby pod nimi siknąć.. Potem ruchliwą ulicą, szedłem spokojnie, czasem coś powąchałem, zaznaczyłem itd. Byłem z siebie dumny, bo Pani mnie chwaliła, tylko gdy spodnie jej obśliniłem była niezadowolona:-)
Już wracaliśmy i na jednej z uliczek (wracaliśmy takimi bocznymi uliczkami) poczułem pewien zapach i błyskawicznie to co pachniało pochwyciłem w pysk. Pani zauważyła i chciała to mi wyciągnąć, bo na prośbę nie reagowałem. Jej szczęście, że nie wsunęła mi ręki do pyska, tylko rozchyliła go sądząc, że to coś mi wypadnie...
Cóż..teraz to mi nawet wstyd, ale była to śmierdząca sprawa..Zeżarłem to po chamsku i tak jakbym nic dziś nie jadł..Pani była maksymalnie wkurzona. Nawet jeszcze bardziej. Wyzwała mnie od świń i śmierdzieli..Drogę powrotną zaliczyliśmy w jakimś sprinterskim tempie, ani razu się do mnie nie odezwała i udawała, że mnie nie ma. Teraz leżę pod jej biurkiem, ale nie pozwala mi się wtulić w nogi..Może jak przepłukam pysk wodą będzie lepiej? Każdemu się taka wpadka zdarza, naprawdę nie wiem co mnie pokusiło, bo zasadniczo nie konsumuje takich świnstw..

18.05.2008

leśna wycieczka

dokumentacja filmowa:
takie tam brodzenie po kałuży i radosne szarpanie trawki


a tutaj moje zmagania z gałęzią, szedłem sobie i ona mnie zaczepiła, od razu postanowiłem się z nią rozprawić!
te widoczne błyski to fotki które mi Pan robił gdy szarpałem gałąź.
Ale zdjęcia z opisem wycieczki w nowym wpisie będą.


16.05.2008

pies bunkrowy, część I

W niedzielę, 11.05 pojechałem z Panem na wycieczkę . Szukaliśmy bunkrów z grupy Buhlert w Huertgenwald. Bunkry te są elementem tzw Wału Zachodniego.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Linia_Zygfryda
Pogoda była słoneczna i po jakiejś godzinie jazdy samochodem dojechaliśmy do lasu. Pan miał ze sobą odpowiednie pomoce byśmy znaleźli co trzeba i nie zabłądzili:-)
Wędrowaliśmy tam jakieś trzy godziny i NIKOGO nie spotkaliśmy!
Tutaj dokumentacja z tego wyjazdu:
W lesie było wiele rzeczy, które mnie ciekawiły i niekoniecznie były to bunkry:-)
Tu akurat gałąź mnie trochę wkurzała i postanowiłem sie z nią rozprawić
Tutaj stoję przed wejściem, sam nigdzie się nie pchałem, Pan zresztą nie pozwalał mi wbiegać do środka w trosce o moje poduszki łapowe.
Psie adhd tez miało miejsce, w końcu miejsce było na to idealne -leśna atmosfera, spokój, nikogo wokół prócz mnie i Pana
Tu akurat zdjęcie beze mnie, ale chciałem pokazać jak drzewo sie wkomponowało w resztki bunkra
inne zdjęcia bunkrów i tego lasu:
http://www.kaleidoscope.pl/thumbnails.php?album=282
Wącham cudze ślady przed kolejnym bunkrem
Tutaj trochę łapy przednie mi sie splątały w końcu biegania było sporo. I ja i Pan wróciliśmy do samochodu zadowoleni, Pan zobaczył to co chciał, a ja poznałem nowy teren:-)

ubiegłotygodniowa łąka

cały ostatni tydzień to upały. dopiero dziś się mocniej zachmurzyło i zaczęło padać, a jak z Panią byłem na spacerze, to nawet odgłosy burzy słyszałem. Nic mnie to nie wystraszyło, bo takie dzwięki mnie nie stresują. Wszyscy z łąki pouciekali, tylko ja i Pani zostaliśmy i mieliśmy przynajmniej luz:-)
W upały więcej sobie śpię, na balkonie też. Zdjęcia nie są jednak z dzisiejszego wyjścia, to z minionego tygodnia, zabawy z Panem. Mieliśmy taki męski tydzień:-)
W niektóre dni musiałem sam siedzieć w domu, a w inne dni jechałem z Panem na męskie wyprawy.
Co robiłem gdy Pan był w pracy? Spałem, jakoś nie chciało mi się żadnych psot wymyślać. Później układałem się z Panem na kanapie i oglądaliśmy jakieś seriale. Jakie dokładnie to nie wiem, bo zawsze szybko zapadałem w drzemkę. Tylko "Lost" kojarzę, bo tam pojawia sie labrador Vincent.
O wyjazdach do lasu i odkrywaniu bunkrów, szaleństwie w strumyku oddzielnie napiszę. Dokumentacja fotograficzna też będzie:-)
A tu ja wśród traw i kwiatów łąkowych:
Siedzę i myślę:
Dmuchawce i końcówka mego jęzora:

Jeszcze róża z naszego balkonu.
Mamy trzy krzaki róż i to pierwszy kwiat jaki sie pojawił, róże mnie bardzo intrygują i często staram się trochę te krzaki poskubać, ale zawsze dostaję ostrzeżenie. Udaje wtedy, że tylko wąchałem..

6.05.2008

cd niedzielnego pływania

Moje niedzielne pływanie w obiektywie Pana

Tu jak widać już cały mokry jestem i kolejny raz szykuję się do skoku do wody. Jeszcze tylko muszę zerknąć gdzie to leci mój aport.
Tak, widzę go, teraz jak najszybciej muszę do niego dopłynąć, nic innego nie jest w tej chwili ważniejsze..Trochę wyglądam jak na wodnych nartach, taki ślad zostawiają moje tylne łapy:-)

Wyczekiwanie..zamiast czekać na brzegu już stoję w wodzie. Potrafię nawet usiąść w wodzie gdy trzeba.

Tu akurat nie siedzę ale myszkuję sznupą pod wodą, widocznie było coś tam interesującego. Dziś już nie pamiętam co to mogło być.

A tutaj już przy brzegu z aportem, a mój ogon zostawia za sobą ślad stworzony z kropli wody
i zgrabny skok na brzeg - oddanie aportu, otrzepanie się i oczekiwanie na kolejny rzut.

tutaj taka krótka fotograficzna historia jednego skoku, wbiegam do jeziora, odbijam sie od dna, płynę i nawet troszkę się zanurzam:-)))



2.05.2008

zapachy

na zdjęciu rwę oset, sierpień 2007
Wczoraj podczas spaceru po okolicy nagle dopadł mnie ZAPACH. Coś mnie przyciągało w jedna stronę niesamowicie, poddałem się temu. Pani zresztą też, bo jak zobaczyła, że moje nozdrze pracuje na maksymalnych obrotach to była ciekawa co wyczułem.
To COŚ było w samochodzie, obleciałem go z każdej strony, a najsilniejsze zapachy dochodziły z bagażnika. Stałem tam jak zaczarowany, sznupa pionowo:-)
Pani nie pozwoliła mi skoczyć na bagażnik, a taka miałem chęć. Poszliśmy do domu, tam Pani opowiedziała wszystko Panu dodając swoje teorie. Oczywiście same kryminalne, to tak jest jak czyta się dużo kryminałów i ogląda tego typu filmy.
Nawet się dobrze nie zdrzemnąłem a już musiałem ponownie wyjść z Panią i Panem. Pan był jednak ciekawy. Poszliśmy, już auto przed tym właściwym coś do mnie doleciało.
Tym razem wskoczyłem na bagażnik..ale szybko mnie zdjęli.. Nie martwcie się, śladów żadnych nie zostawiłem, a nawet gdyby, to nikt by tego nie zauważył, bo ten samochód cały poobijany i jakiś taki "po przejściach".
W drodze powrotnej słyszałem jak sobie dyskutują co tam w bagażniku może być. Pani twierdzi, że jakaś padlina, bo jaki inny zapach może mnie tak fascynować i dawać taką reakcję? Pan twierdził, że nigdy nie widział mnie takim zaintrygowanym jakimś zapachem i nigdy też nie chciałem skakać na bagażnik.
Ja sam nie wiem co tam może być, ale mnie to przyciąga.
Mam nadzieję, że zaraz jak z Panią wyjdę, to pójdziemy sprawdzić, czy ten samochód tam stoi.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...