Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hund enzo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hund enzo. Pokaż wszystkie posty

9.03.2012

gdzie mieszkać

Kiedyś znalazłem w prasie takie zestawienie najlepszych miejsc do życia. Z całego świata. Ponoć co roku robi się takie zestawienie, miasta się zmieniają, choć niektóre od lat pojawiają się w pierwszej dziesiątce.
To Top 10 za miniony rok
http://www.smashinglists.com/10-best-places-to-live-in-2011-quality-of-living-index/

10. Sydney
9. Bern
8. Frankfurt
7. Monachium
6. Duesseldorf
5. Vancouver
4. Auckland
3. Genewa
2. Zurich
1. Wieden

Szczęśliwie tyle miast europejskich, a nawet okazało się, że mieszkam w mieście, które zmieściło się w tej dziesiątce. Chociaż z mojego punktu widzenia taka lista wyglądałaby całkiem inaczej. Brałbym pod uwagę ilość zieleni w mieście, oraz czy ta zieleń jest dostępna dla psów:-)
Najlepiej jakby były specjalne tereny do biegania i psich spotkań. Poza tym miasto powinno zadbać o specjalne kosze i worki na odchody. Nie powinno zabraknąć lecznic dla zwierząt i placówek fryzjerskich. Już coś przeczuwam, że francuskie miasta byłyby wysoko w moim rankingu! Fakt, Paryż dostałby ujemne punkty za to, że psy mają tam problem ze swobodnym pobieganiem, wszędzie zakazy.
Co jeszcze? Miasto ogólnie musiałoby byc przyjazne dla zwierząt: darmowe przejazdy komunikacja miejską (u mnie tak właśnie jest), brak zakazów wstępu do restauracji i barów, tak abym mógł z Panią i Panem swobodnie iść i sobie leżeć pod stołem łapiąc nozdrzem zapachy), bawialnie dla psów. Tak jak ludzie sobie wynajmuja np na godziny kort, boisko, to tak samo potrzebne są takie miejsca dla psów. Jakbym miał jakieś towarzyskie spotkanie, chciałbym tam poszaleć z piłką, popływać, pobiegać z kijami - nie wyjeżdżając do lasu.
Moje miasto w zasadzie jest całkiem przyjazne dla psów, to czego mi najbardziej brak, to tej swobodny: wychodzę z domu, a tu zagajnik, plaża, winnica, łąka...
Takie rzeczy mam przynajmniej na wakacjach, więc staram się nie narzekać:-)))

Z miejsc które znam, to do mieszkania najbardziej by mi się podobały:
Moliets - domek otoczony wspaniała roslinnością, plaża i teren leśny dostępne w 10-15 minut.
Chateau de Sissi - przytulny zamkowy pokój, ogromny, pełen zakamarków ogród dostępny i dla psów
Domek Holly w Wallis - z przydomowego ogrodu wspaniały widok na góry i dolinę, oraz zachwycająca bliskość górskich szlaków
Domek w Lauchernalp(tu myslę, że w każdej podobnej górskiej wiosce jest podobnie) - miejsce gdzie samochody nie dojeżdżają, można dostać się tylko górską kolejką. Śniegu długo pod dostatkiem, a jak przychodzi lato, to zieleń jest obfita. Szybki dostęp do ścieżek pośród łąk i lasów
Pitchouline - domek w otoczeniu winnic i ziół. Tu czułem się jak pan na włościach:-). Desgustacja prosto z krzaków, wylegiwanie się na podwórku, własny zaprzyjaźniony skorpion..

Ech te marzenia:-)
Na razie psie zabawy na pobliskim parkingu dla przyczep campingowych:

26.12.2011

świąteczny prezent

Jak wspomniałem dostałem nową maskotkę, pieska. Wpierw myślałem, że powinienem szukać jakiejś paczki pod choinką, ale Pan powiedział, że po kolacji dostanę swój karton.
Kolacja stała się w końcu przeszłością i mogłem już wyczekiwać:
Razem ze mną mój już dość wysłużony piesek. Czekanie się mi bardzo dłużyło, nawet sobie krótka drzemkę zdążyłem uciąć.
W końcu pojawił się karton! Mnie zawsze ciekawią wszelkie kartony, czasem przychodzi do nas taki pan z paczkami. Zawsze ta największa jest dla mnie, z jedzeniem;-). Inne na wszelki wypadek też obwąchuję i zawsze jestem bardzo ciekaw tego co jest w środku..
Ten karton sugerował, że to przesyłka z jakiejś winnicy, jednak byla to zmyłka. Wiadomo, pies nie pije wina.
Na początek delikatne badanie nosem, zastanawianie się nad tym co może być w środku:
W końcu trzeba było przejść do konkretniejszego działania, na szczęście nikt kartonu nie posklejał tasmą, więc sobie sprawnie poradziłem!
I już nowy, piękny piesek jest w moim pysku:
Ach, coś tam jeszcze było, turystyczna miska i psie smakołyki, ale może trudno uwierzyc, najbardziej cieszył mnie piesek, a nie jedzenie..
Ostatecznie jeden taki przysmak zjadłem, ale nowa maskotka musiała leżeć obok. Potem pieska zaprosiłem na legowisko i w końcu można było spokojnie zasnąć.
I dlatego, jak co roku, przegapiłem ten czas kiedy zwierzęta mówią ludzkim głosem..
Może i dobrze? Ponoć moje oczy i tak potrafią wyrazić wszystko, może słowa są niepotrzebne?

13.07.2011

upały

Upały, zaduch.. przy takiej pogodzie to ogarnia mnie lenistwo. Leżę, drzemka, leżę, myślę. Coś tam mi się zaczyna myśleć, czuję, że będzie to jakiś genialny pomysł, już.. już i myśl ucieka. Pozostaje po niej wyblakłe wspomnienie, do tego stopnia wyblakłe, że nawet temat tej myśli jest dla mnie zagadką. Wzdycham wtedy, przymykam oczy i czuje, że powieki jakieś ciężkie.. sen.
A jak już zasnę, to różne rzeczy mi się śnią, tyle, że mało co pamiętam po przebudzeniu się. Chyba szkoda?
Przed każdym spacerem się cieszę jak szalony, a potem idę wlokąc łapę za łapą, bo to słońce sprawia, że czuję się ociężały.
Co innego jak popada, o tak, to wtedy od razu mam więcej energii. Chociaż myślę sobie, że jakbym spotkał Marisol, to i w upał byłbym pełen wigoru. Ale zamiast Marisol spotkałem nowofundlanda. Oko w oko. Czasem widywałem go z daleka i owszem, wydawał mi się duży, ale ja też mały nie jestem, co nie?
A tu któregoś poranka on pojawił się na tej samej ścieżce co ja.. Moje łapy wrosły w trawę, cały się naprężyłem, każdy mój mięsień był widoczny. Szyja zrobiła mi się długa i tak zamarłem w bezruchu. A on sobie dostojnie obok przeczłapał..nawet nie wiem czy mnie dokładnie obejrzał, bo miał taką grzywę na oczach;-).
Przez chwilę czułem się malutki, golutki i chudziutki.. Potem obróciłem łeb i starałem się łapać jego zapach.
Jak mi zniknął z pola widzenia, to wskoczyłem w krzaki się odprężyć.
Przez okno kiedyś widziałem też Dżila, leżał pod sklepem, taki spokojny i niewinny. Ale już wolę go sobie z daleka poobserwować(co też czyniłem), za bardzo mnie poszarpał by mu to zapomnieć. Chociaż żal mi tej znajomości, bo był to (jako szczeniak) wspaniały kompan do zabaw.
Mała sąsiadka z parteru co chwilę ma na trawniku napełniony woda basen. Nie jest on za wielki, nie, ale labrador by się zmieścił;-)
Oj chciałbym czasem taki basen, bym sobie brzuch tam moczył gdy temperatura dochodzi do 30-tu stopni ciepła.
Ogólnie to nic się nie dzieje. W F1 panuje nuda, na WM2011 niemieckie futbolistki przegrały decydujący o dalszym awansie mecz i w finale będę kibicował Francuzkom(jak jutro wygrają z Amerykankami). Już niebawem rusza Buli i bym się cieszył na spotkanie z Wolfem i Rufusem, ale teraz ich drużyna gra w I lidze, a moja w II lidze... trochę wstyd. Może Pan jednak coś wymyśli bym mógł się z nimi spotkać:-).
A replikę wysłałem do Amsterdamu, myślałem że może coś tam ciekawego zobaczy, ale głównie siedział w torbie od laptopa. Pokój hotelowy uznał za okropny, więc nawet nie chciał zapozować na poduszce.
W drodze do domu z Amsterdamu:
Psia odwaga:
Wizyta na lotnisku:

26.05.2011

przytulne miejsce

Dzień zaczął się jak zwykle: pobudka, oczekiwanie podczas przygotowywania śniadania na plaster ogórka (nie był to hiszpański ogórek, ale i tak dobrze wymyty). Potem drzemka, wyjście na poranny spacer, miska, marchew(też dobrze umyta) na deser. Troszkę na balkonie poleżałem, pokręciłem się po domowych kątach, ot taka nuda jak to zawsze, rutyna. Chociaż ja zawsze mam nadzieję, że będzie jakieś odstępstwo od normy. A to może Pan zostanie w domu i będę mógł w jego nogach zrobić kłębek i pospać zadowolony, a może Pani idzie tylko śmieci wyrzucić i wróci za 5 minut, a nie za parę godzin? Oj, torba w ręku, klucz w użyciu, czyli mam przed sobą tzw czas wolny. Mówiąc wprost, pora znaleźć wygodne miejsce na drzemkę.
I tak dziś się kręcę i zastanawiam gdzie będzie najlepiej poleżeć. Przy kanapach? Nie.. tam lubię tylko leżeć jak ktoś okupuje kanapy. U siebie w pokoju? Nieee tam później sobie pójdę. O, może do sypialni, za łóżkiem, z widokiem na skwerki. Coś się zbiera na burzę, będzie lało, wieje tak, że zasłonka łaskocze mnie po sznupie. Lepiej pójdę poleżeć w inne miejsce. I dobrze zrobiłem, bo wiatr nagle się zerwał i drzwi z sypialni z hukiem się zamknęły. Ha, ha ale sprytny jestem, zdążyłem wyjść na czas. Ma się jednak to wyczucie chwili;-)
Może sobie wody troszkę chlipnę, o.. jaka niespodzianka, drzwi do małej łazienki są uchylone..
A tam przecież mój mały psi raj - worek z psią karmą. A może nie wchodzić, tam zawsze drzwi się przymykają i nie mam jak ich z powrotem otworzyć. Wiem, stanę w progu i się rozejrzę.
Jest odkurzacz, skrzynki z napojami - ale napchali tu tego, rolki papieru - teraz to mnie nie interesują, za dorosły jestem;-), jest i mój worek z jedzeniem.. Otwarty!!!!
Interesujące. Z czego ten worek jest zrobiony, nie chce się to tworzywo zgiąć, jak mam dosięgnąć do jedzenia. Nie ma dojścia, no nie da się. Co ja widzę, tam pod drugą ścianą? Mój pluszowy piesek, tu się schowałeś! Już Enzo po ciebie idzie:-)
Co tak ciemno się zrobiło?
O ja .. nie wiem które brzydkie słowo najbardziej oddaje to co myślę!!!!!!
Drzwi się przymknęły jednak. Może nosem spróbuję trącić, co z tego, że tyle razy wcześniej nic z tego nie wyszło? Trzeba mieć optymistyczne podejście do życia. Odkurzacz ogranicza mi dostęp do tej szpary w którą mógłbym wsadzić nos, ale i tak musiałbym drzwi pchnąć w swoją stronę by się otwarły. Czy Pani na pewno wzięła ze sobą torbę? Może tylko po listy zeszła? To już nie optymizm, to naiwność..
Wiem, położę się na chwilę i pomyślę, może jakiś pomysł sam mi do łba przyjdzie.
Ale ciasno, ciemno i jedzenie tak mocno pachnie a jest poza zasięgiem.
W zasadzie jak jest ciemno to się śpi.. może teraz na drugi bok się obrócę.. na taki luksus mogę sobie przecież tu pozwolić. Mogło przecież być gorzej, hmm coś mi podpowiada, że nie nie ma mniejszego miejsca w którym mógłbym się zablokować niż to w którym właśnie siedzę.
O czym pomyśleć by czas szybciej biegł? Może o lodowcu? Tam była przestrzeń, a przecież tego teraz mi trzeba:-). Oj tak...sen jest dobry na wszystko.

-Enzusiu, już jestem.
Śni mi się to, dobrze słyszałem, że w końcu ktoś się pojawił w domu???

-Enzo, Enzo..oj chyba się biedaku w sypialni zatrzasnąłeś.. jak widziałam że tak wieje, to się martwiłam, że może tak się przydarzyć.
Ha ha ha..jaki dowcip..

-Nie ma cię tutaj.. Enzo, Enzusiu, gdzie się schowaleś...
Schowałem, dobre.. leżę między skrzynkami a odkurzaczem, jestem spokojny i czekam, czekam, czekam...

- Tu jesteś... tak mi przykro..
A mi już nie:-)) Hurrrrrrrra jestem już na wolności!

20.05.2011

na balkonie

Coraz częściej w ciągu dnia leżę sobie na balkonie. Wszystkie rośliny już wyrosły, niektóre to w całkiem wielkie krzaki się zmieniły. Są 3 krzaki róż i dwa z nich już mają po jednym kwiecie, małe, czerwone róże. Jest też sporo innej zieleniny, która ponoć ma mieć kolorowe kwiatki, no czekam i czekam. A nawet robię codziennie inspekcję: Tylko tutaj owoc się pojawił, nawet się przymierzałem do niego, ale mnie przegoniono..

Najbardziej lubię siedzieć w pobliżu bananowca, aktualnie ma on tylko 2 liście, ale rośnie mu już kolejny. Ten bananowiec to bardzo interesująca roślina, tak potrafię usiąść, że liść tworzy nad moim łbem baldachim:-)
Kącik pod bananowcem jest idealnym miejscem do obserwacji, widzę ulice, plac przed sklepem, a także to czy już przyjechał tramwaj i czy Pan już zmierza do domu.
Te miny ze zdjęć nie znaczą wcale, że byłem smutny. Po prostu zobaczyłem obiektyw i pomyślałem: dziś będzie to stylizacja na melancholijnego labradora:-)

A to roślinność z miejskich skwerów:

17.04.2011

niemieckie winnice

W weekend miałem dwie wycieczki, tradycyjną leśną i jedna z zaskoczenia do winnic.
Teraz winnice są, jakby to ująć, nieco łysawe. Ale i tak wyglądało lepiej niż myślałem, mlecze wyjątkowo obrodziły;-)Po ścieżkach głównie poruszali się właściciele winnic, traktorami bądź innymi maszynami. Wszystkie te maszyny robią na mnie spore wrażenie, im większa tym bardziej mi się podoba. Największa jaką na razie widziałem, to maszyna do zwożenia drewna z lasu, wielkolud po prostu.
Oczywiście takie nie krążą po winnicach.
Było paru takich ciekawskich jak my plus rowerzyści.
Z braku winogron spożywałem trawę:
Miejscowość do której przyjechaliśmy nazywa się Bodenheim
http://www.bodenheim.de/tourismus.html

Miasteczko ponoć ładne, ale ja gdy przez nie przejeżdżaliśmy to już spałem po spacerze:-)
Okolica, czyli winnice jest za to piękna. Duża przestrzeń, było zachmurzenie więc aż tak doskonałego widoku np na Frankfurt nie było, ale zarys był widoczny. Wiele ścieżek do spacerowania, no i koniecznie trzeba odwiedzić po drodze jakiś weingut i zdegustować jego specjały:)
http://www.wein-bodenheim.de/

A rano w lesie widziałem jak sarny przemykały za drzewami, stałem jak wmurowany...
Niby chciałbym podbiec i zobaczyć taką sarnę z bliska, ale już z daleka wydaje mi się ona wielka, może jak koń czy krowa. Pani mówi, że sarny są drobniejsze.Tak czy inaczej wszystka zwirzyna na takich długich nogach mnie z lekka onieśmiela.

10.04.2011

wiosna w Taunusie

Takie widoki teraz mnie atakują z każdej strony, napatrzeć się nie mogę:
W lesie też już wygląda inaczej niż tydzień temu, wprawdzie na ziemi walają się jeszcze ubiegłoroczne liście i trawa jest słaba, to wystarczy łeb podnieść w górę by zobaczyć taki optymistyczny obrazek:
Ja oczywiście znalazłem trawę i posilałem się przy każdej okazji..
nawet nie zauważyłem że i koniczyna jest, a mogłem poświęcić trochę czasu i poszukać czterolistnej. W zasadzie nie wiem co ona by dawała oprócz satysfakcji?;-)
Od jakiegoś czasu nie spacerujemy głównymi szlakami, tylko takimi bocznymi, czasem ścieżki nawet nie widać. Tak jest bezpieczniej, bo zaczął się już sezon dla terenowych rowerów i czasem pędzą jak Ferrari na autostradzie i można nie zdążyć uskoczyć.., wolałbym się z takim rowerem nie zderzyć. Dla mnie boczny szlak jest atrakcyjny.
A na leśnym parkingu dziś zauważyłem taki samochód, stary ale w idealnym stanie. Pomyślałem, że warto sobie zrobić z nim pamiątkowe foto:-)

27.02.2011

polowanie na misia

Wczoraj znalazłem się w nowym miejscu, chwilowo, można powiedzieć. Jechałem ileś tam godzin, tradycyjnie śpiąc. Dopiero serpentyny mnie wyrwał na dobre z tego blogostanu. W końcu można było wysiąść. Wciągnąłem nozdrzem powietrze: alpejskie! Od razu się ucieszyłem i rozejrzałem po okolicy. Staliśmy obok jakiejś kapliczki, w okolicy drewniane domy, raczej mało niż więcej;-). Łąki, zasypane śniegiem, widoczne szczyty i lasy. W powietrzu wyczułem, że w tej miejscowości mieszkają różne zwierzęta, najwięcej chyba krów.
Weszliśmy do naszego tymczasowego domostwa, od razu mi się spodobało, dużo drzewa, a w sypialni zauważyłem siedzącego na łóżku misia. Siedział tak sobie i spoglądał na mnie. Przypominał mi misie które widziałem na blogu Arona z Misiolandii.
Oczywiście obejrzałem wszystkie pomieszczenia, ale ten miś mnie najbardziej intrygował i nęcił. Wszyscy zajęli się rozpakowywaniem, a ja wkroczyłem cichcem do sypialni, szybka akcja i miś był mój! Tylko w progu pokoju spotkałem Panią, która poinformowała mnie, że ten miś nie jest dla mnie i wyciągnęła z mojego plecaka tygrysa. No tak, lubię swojego tygrysa, ale on już mi jest znany, a ten miś taki nowy..
Odczekałem jakąś chwilę i ciach, miś znów w mojej sznupie, ale trzymam go delikatnie, żadnej przemocy! Cóż, miś siedzi teraz na szafie, a ja nadal z tygrysem:-)
Przyszła nas powitać właścicielka tego mieszkania, powiedziała, że mam niezłą muskulaturę. Takie komplementy to ja lubię:-)
W końcu biegam, spaceruję, podnoszę konary, pływam, gram w piłkę, to musiało w końcu zaowocować odpowiednia muskulaturą.
Dziś rano spotkałem byczka, na szczęście z daleka. Spoglądał na mój gust nieco zaczepnie. Mam do rogatych pewien dystans, do konia też. Może ich wielkość mnie trochę przeraża?
Poszliśmy dziś na spacer między właśnie pastwiskami. Alpejskie łąki na pewno ładniej wyglądają wiosną, latem czy też zasypane śniegiem. Dziś śnieg wprawdzie padał, ale było na tyle ciepło, że się topił od razu. Góry zasłonięte chmurami i jakby mgłą, mi i tak bardzo się podobało.
Puste pastwiska maja tyle zapachów, że miałem co robić, troche błota też się pojawiło, wyprawa była udana. Spotkałem czekoladową labradorkę, nieśmiałą, lamy, osły, krowy i byki. Oczywiście ta zwierzyna była widziana z pewnego dystansu, pomijając labradorkę z którą się przywitałem z kulturą.
Spałem potem mocno, a we śnie przeżywałem wszystko od nowa. W pokoju jest taki jakby kominek, wczoraj z uwagą śledziłem jak Pan rozpala tam ogień, udało mu się to od razu i grzałem sobie później grzbiet przy cieple.
Ciekaw jestem kolejnych dni:-)

21.11.2010

zmierzch szybko zapada

Czasem jak idę popołudniu na spacer to niestety jest już zmierzch. Trzeba teraz już czekać na przyszły rok, by tak szybko nie robiło się ciemno. Teoretycznie mi ciemność nie przeszkadza, ale jakoś więcej elementów wydaje mi się wtedy wartych obszczekania:-)
Nawet leżąc u siebie na legowisku (pod oknem) widzę dużo podejrzanych cieni. Oczywiście drę wtedy się ile sił;-). Najczęściej to króliki harcują, no ale dla pewności warto poszczekać.
Wierzę, że jak szczekam to mnie słychać i potencjalni złoczyńcy uciekają w strachu.
Jak wychodzę na balkon(korzystam z każdej możliwości) to tak samo: coś co mi się wydaje podejrzane zaraz zostaje obszczekane. Oczywiście w granicach rozsądku, czyli długie serie szczekania nie wchodzą w grę, ale takie ostrzegawcze warknięcie lub parę szczeków jest dopuszczalne.
To spacer po tym wspomnianym wcześniej hałasie uczynionym przez helikopter. Jak poszedłem na dwór to niestety już był spokój, Helikopter odleciał i już nie wrócił, choć ja byłem czujny i trochę rozczarowany, bo chciałem dać mu sygnały z parku, spotkać się "face to face";-)
Helikopter widziany z balkonu, to nad rondem koło nas, nie wiem co tam obserwował, ale stał dosłownie w miejscu. To mnie najbardziej irytowało, że głośno było, a on się nie ruszał. Wtedy go najbardziej zaatakowałem(głosowo) ale chyba mój dźwięk był zagłuszony przez ten który on generował.

Tu widać, że to policja.
W końcu się ruszył i przeleciał nad naszym domem w okolice parku. Jak leciał to mnie nie denerwował, tylko wtedy gdy "wisiał" nieruchomo nad rondem.
Zasłużony psi odpoczynek;-)

13.10.2010

sesja z umywalką

Jak widać umywalka jest prawdziwa, ma wszystko co trzeba, a najważniejsze, że leciała z niej woda!
Ja potrafię pić prosto z butelki, więc i tutaj sobie poradziłem z piciem, chociaż
Pan nalał mi tej kranówy do mojej turystycznej miski.
Jak uzupełniłem płyny, to od razu lepiej mi się pozowało do zdjęć.
A to widok z umywalki na okolicę:-)
Jak tak sobie spoglądam na te zdjęcia, to żal mi, że już wróciliśmy! A przecież po powrocie do domu z radością wbiegłem do domu i położyłem się na swoim legowisku..

na żywo z Chile:
http://edition.cnn.com/

4.10.2010

przełamując fale

To już zdjęcie po pływaniu, siedzę i schnę.
Wcześniej pływałem ile się dało, ponoć sprawiam wrażenie, że mógłbym pływać bez końca. Nie odczuwam zmęczenia dopóki nie wrócę do domu, taka jest prawda. Jak jest plaża, woda i aport, to czuję tylko potrzebę płynięcia za aportem, wyłowienia go, dostarczenia na brzeg i czekania na ponowny rzut.

Plaża w Imperii kamienista i stosunkowo mała. Na szczęście Imperia to żadne letnisko i cała plaża jest dostępna dla każdego za darmo.
Mnie te kamienie trochę denerwowały ale i tak byłem zadowolony ze spotkania z morzem:-)

Głupie miny podczas strząsania wody z futra:

Riwiera włoska jak i francuska słyną z kąpielisk. Kto nie zna nazw Sanremo, Saint Tropez, Monte Carlo, Diano Marina i wiele wiele innych. Są te miejscowości podobne do siebie, zadbane, kawa zamiast 90 centów kosztuje raz tyle)a czasem i więcej)
:-)
Plaże wydawały się bardziej piaskowe niż kamieniste i chcieliśmy wejść na taką, przy której był znak, że psy są mile widziane.
Leżaki i parasole zapraszały.
Wstęp płatny, 27 Euro od osoby, pies nieco mniej.
Nie pamiętam tylko czy to była cena za pierwszy rząd leżaków czy jakiś dalszy, a to miało znaczenie.
My chcieliśmy na tej plaży posiedzieć jakąś godzinę, bo dłuższy pobyt mnie nudzi.
Nie muszę chyba pisać, że właściciel tej plaży na nas nie zarobił..:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...